Historia
Jesienny obóz
*Opowiadanie pisane przeze mnie na świeżo*
Był to ciepły październikowy poranek.
Postanowiłem nie siedzieć w domu i gdzieś wyjechać.
Wpadłem na pomysł wyjechania na wieś, gdzie można było wynająć na noc domek i doświadczyć czegoś w rodzaju spędzenia nocy na jakimś obozie.
Po godzinie przygotowań poprosiłem jeszcze moje dwie koleżanki i kolegę, aby pojechali na obóz ze mną. Wszyscy się zgodzili więc nie długo zwlekając wyjechaliśmy.
Tuż przed wjazdem do obozu coś strzeliło pod maską i silnik zgasł. No jasne! Ten gruchot kiedyś musiał się zatrzeć! No ale cóż, mówi się trudno - nie chcę zepsuć sobie weekendu. Wysiedliśmy więc i poszliśmy na piechotę do obozu. Samochód zostawiłem przy drodze i zadzwoniłem po holownik
Nie przyznam, że było to piękne miejsce. Wyglądało jakby przeszedł tamtędy huragan. Ale zresztą nie oczekujemy luksusów po tak niskiej cenie, a poza tym ta noc ma być spędzona w odcięciu od wszelkiej cywilizacji. Chcemy po prostu odpocząć.
Cały system tego całego obozu był poje**ny. Był tam tylko jeden facet, który skasował nas, wskazał domek i powiedział, że on musi iść i że wróci za kilka dni, a my możemy je bez dopłaty spędzić tutaj. Po tym dodał dziwne wyrażenie - powodzenia w nocy. W pewnym sensie ucieszyliśmy się, że możemy spędzić cały weekend w cenie jednej nocy, ale też byliśmy zdziwieni i zastanawialiśmy się o co chodziło kierownikowi.
Poszliśmy do wskazanego przez kierownika pokoju.
O dziwo nikogo więcej nie było w całym obozowisku.
Rozpakowaliśmy się i do wieczora zjedliśmy kiełbaski z ogniska oraz trochę pochodziliśmy po pobliskim terenie.
O godzinie 20 zaczęło się ściemniać więc wróciliśmy i chwilę potem się położyliśmy.
Kilka godzin snu i coś mnie obudziło. Zza okna słychać było szmer i ciche rozmowy. Obudziłem resztę.
Dom miał parter i pierwsze piętro, był średnich rozmiarów. My spaliśmy w pokoju na pierwszym piętrze.
Lekko zdziwiony wyjrzałem przez okno. Nic nie widziałem przez szybę, więc je otworzyłem. Nagle wrzasnąłem - KUR*A!!! To mój samochód, stał przed domem, a na szybie było napisane krwią : "I TAK NIE MA RATUNKU".
Na początku myśleliśmy, że to jakiś chory żart, gdy nagle przypomniałem sobie o tym, że silnik był zatarty i nie było opcji nawet dojechania pod domek.
Po chwili usłyszeliśmy walnięcie w drzwi wejściowe. Mój kolega, jako że był najodważniejszy z moich znajomych i wszyscy ogólnie czuli do niego respekt, poszedł sprawdzić co to było. Nagle przyszedł do mnie SMS. Zawierał dziwną treść: "KREW
Komentarze