Historia

klątwa rodzinna

kroshka 1 8 lat temu 991 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Kasia podniosła twarz znad żółtej plastikowej miski, wytarła chusteczką usta i z nadzieją spojrzała na swój lekko wypukły brzuszek. Wiedziała, że wraz z końcem pierwszego trymestru ciąży, miną jej mdłości, bóle głowy i humorki.

Dziewczyna była młoda, miała tylko 19 lat, jednak była na tyle dojrzała, że nie bała się macierzyństwa. Była na nie gotowa. Ojciec dziecka, były chłopak Kasi, nie interesował się nią. Uciekł na wieść o wpadce i trudno było złapać z nim jakikolwiek kontakt. Dziewczyna się nie załamywała, owszem, pierwsze dni były ciężkie. Wiedziała że nie ona pierwsza, nie ostatnia, że zdoła zapewnić dziecku szczęśliwe życie bez tego frajera.

Chwiejnym krokiem podeszła do leżącej na stole dzwoniącej komórki. Dzwoniła jej mama. Kasia nie wiedziała czy odebrać, nie miała z tą kobietą najlepszych kontaktów. Ze względu na swój obecny stan, nie chciała się dodatkowo denerwować.

Z początku myślała że skoro zaszła w ciążę, to jej stosunki z matką się poprawią. Nic bardziej mylnego.

Każda kobieta od strony jej matki to wariatka, każda. W rodzinie Kasi roiło się od schizofreniczek, kobiet pogrążonych w głębokiej depresji i nerwicy. Nie chciała mieć z tymi ludźmi kontaktu.

Telefon zadzwonił kolejny raz...

Tym razem odebrała, była ciekawa dlaczego jej matka tak się do niej dobija.

-Pamiętaj o rodzinnej klątwie.-po tych słowach Kasia się szybko rozłączyła. Miała rację, jej matka jest wariatką. Klątwa, rodzinna klątwa, głupstwa. To że jej babka, ciotka i matka poroniły, nie oznacza klątwy.

Przypadek, zła opieka medyczna, choroba - to są dobre określenia. Kasia na zły stan zdrowia, czy brak opieki medycznej nie mogła narzekać. Dbała o siebie jak mało kto, a tata jej pomagał jak tylko mógł.

Czas mijał, a brzuch Kasi rósł i rósł. Swojego byłego chłopaka nie widziała od miesięcy, skupiała się na szkole i dziecku, które miało przyjść niebawem na świat. Powiesiła w pokoju kolorowe obrazki, zrobiła w szafie miejsce na ubranka dla niemowlaka. Była szczęśliwa, chociaż zmęczona, jednak nie dawała tego po sobie poznać. Była szczęśliwą, odpowiedzialną, gotową do poświęceń matką. Wieczorami czytała bajki na dobranoc do swojego brzuszka, a w dzień mówiła do niego z troską i miłością w głosie.

Kolejny dzień jej życiowego cudu dobiegał końca, Kasia wyczerpana padła na łóżko i zaczęła smarować swoje ciało kremem na rozstępy. Położyła się, zgasiła lampkę nocną i otulając rękoma swój brzuch zasnęła.

Obudził ją ból. Przeraźliwie okrutny ból rozprzestrzeniający się po całym ciele. Z krzykiem sięgnęła po lampkę i zapaliła światło, które oświetliło najgorszy z możliwych widoków.

Nad dziewczyną pochylała się kobieta, jej matka, w ręce trzymała nóż. Wielki błyszczący nóż, z którego kapała krew. Dziewczyna była w takim szoku że nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Zanim straciła przytomność usłyszała tylko słowa "rodzinna klątwa, każda musi stracić dziecko, aby w pełni docenić kolejne".

Rano, kiedy ojciec Kasi wrócił do domu po nocnej zmianie, znalazł swoją córkę martwą. Jej blada skóra kontrastowała z czerwienią krwi, a w swoich ramionach trzymała swoje malutkie, martwe dziecko.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Niezła ;)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje