Historia

Grotołaz Ted cz.4

caedes 4 5 lat temu 8 198 odsłon Czas czytania: ~18 minut
Ta historia posiada kilka części:
Część 1 Część 2 Część 3 Część 4 Część 5

To jest część czwarta opowiadania Grotołaz Ted. Poprzednie znajdziesz tu:

Część pierwsza: http://straszne-historie.pl/story/6666

Część druga: http://straszne-historie.pl/story/6667

Część trzecia: http://straszne-historie.pl/story/6668

Część 4

28 kwietnia, 2001

W tym wpisie krótko omówiłem odczucia, które ja i B mieliśmy w tamtej chwili. Chciałbym stworzyć odpowiedni nastrój dla tej części dziennika. Liczę na to, że skutecznie uda mi się przekazać nasze myśli i odczucia podczas dyskusji nad kolejnym krokiem. Jeśli nie, obawiam się, że dla przeciętnego czytelnika wyjdziemy na naiwnych ignorantów albo po prostu głupków.

Ta jaskinia oznaczała dla nas połączenie tygodni ciężkiej pracy i całej masy różnych emocji. Od zmęczenia do strachu. Oczekiwania do bólu. Od frustracji do chwili chwały. Dla nas, nie staliśmy na skraju niebezpieczeństwa, tylko raczej honorowaliśmy nasze niewypowiedziane porozumienie. Coś jak rodzic kapryśnego dziecka. Nie mieliśmy zamiaru porzucić naszego „dziecka” tylko z powodu strachu czy braku zrozumienia. Szanujcie to lub nie, ale ta jaskinia stała się częścią nas. A teraz musimy doprowadzić tę przygodę do jej końca. Poza tym, pożerała nas ciekawość! Nie zważając na przytłaczającą liczbę niewyjaśnionych zdarzeń, MUSIELIŚMY do niej wrócić. Co powodowało dudnienia? Co powodowało zmiany w sile wiatru? Itd. Aż do sprawy z Joe. Co właściwie mogło mu się przydarzyć? Co zobaczył? Albo doświadczył? Przeprowadziliśmy wiele długich rozmów na temat naszych dalszych poczynań. Za każdym razem dochodziliśmy do tego samego wniosku: Musimy wrócić. Jedynym sposobem na rozwiązanie wszystkich łamigłówek było zbadanie jaskini. Wracamy.

Dwa tygodnie po wypadzie z Joe, wyruszyliśmy ponownie. Skontaktowaliśmy się wcześniej z lokalną grupą ratowniczą i dostaliśmy pozwolenie na pożyczenie ich przenośnych telefonów, działających w dwie strony. Składały się one z dwóch słuchawek i długiej szpuli z kablem. Mógłbym go rozwijać, zagłębiając się w jaskinię i cały czas pozostawać w kontakcie z B. Pomyśleliśmy też, że dobrym pomysłem będzie zabranie kamery. Kupiłem pokrowiec, który miałby ją chronić przed zniszczeniem. Zrobiłem to z miłą chęcią, B będzie mógł w końcu zobaczyć cały tunel.

Z głową było już wszystko w porządku. Wciąż miałem jasno czerwoną kreskę w miejscu, w którym się uderzyłem. Nie musiałem iść do lekarza, ale było to bolesne doświadczenie. Zastanawiałem się, co by się stało, gdybym poszedł dalej razem z Joe. Po wyjściu zmienił się nie do poznania. Wydzwaniałem do niego prawie codziennie, ale nie odbierał telefonów. B zadzwonił do jego pracy i dowiedział się od przyjaciela Joe, że dwa tygodnie temu poszedł na zwolnienie lekarskie i od tamtej pory go nie widziano.

Nawet wpadłem do niego ze dwa razy. Za pierwszym, wydawało się, że ktoś był w domu, ale nikt nie podszedł do drzwi. Za drugim brakowało samochodu na podjeździe, a światła były pogaszone. Miałem nadzieję na krótką rozmowę przed wypadem do jaskini, ale się nie udało.

Kiedy zachaczaliśmy linę przed zejściem poczułem coś po raz pierwszy. NIE CHCIAŁEM TAM WCHODZIĆ! Nie było to złe przeczucie. Nic nie przeczuwałem. Po prostu nie miałem chęci zagłębiania się w podziemny świat Jaskini Tajemnic. Nawet jeśli nie chciałem tam wchodzić, wiedziałem że MUSIMY. Dwa razy sprawdziłem sprzęt i zsunąłem się w dół.

Już na początku wydawało się, że jaskinia nas tutaj nie chce. Nic nie szło po naszej myśli. Zawsze, kiedy chcieliśmy zaczepić karabinek lub związać sznur albo przywiązać coś do liny, musieliśmy próbowac kilka razy. Kiedy szliśmy na miejsce, uderzaliśmy się o ściany, potykaliśmy się lub upuszczaliśmy rzeczy. Ostatecznie dotarliśmy jakoś do dziury.

Sprawdziliśmy kamerę i telefon, żeby upewnić się, iż przetrwają przeprawę. Wszystko przetestowaliśmy i zgromadziłem ekwipunek, który chciałem ze sobą zabrać. Nadszedł czas. Spojrzeliśmy na siebie, ale nic nie powiedzieliśmy. Ruszyłem w stronę szczeliny. Kiedy wciskałem się do środka, liczyłem na to, że będzie to mój ostatni raz w tym klaustrofobicznym koszmarze.

Przejście poszło gładko, mówiąc w przenośni. Po przedostaniu się na drugą stronę poświęciliśmy kilka minut na przeciśnięcie do mnie sprzętu. Jeszcze raz wszystko obejrzałem. Telefon działał jak marzenie. Nagrałem szczelinę i pierwszą część nowego tunelu. Jako, że nie mogłem filmować podczas czołgania, postanowiłem, że po dotarciu do luźnego miejsca zatrzymam się i nagram co widzę.

Zacząłem czuć się trochę lepiej. Poczułem nieco osobistej satysfakcji, będąc w stanie pokazać B owoce jego pracy.

Niewielkie formacje skalne były za małe, aby zobaczyć je na filmie. Gdybym miał światło dziennie, nie byłoby z tym problemu, ale posiadając jedynie latarkę próby ich nagrania okazywały się daremne. Kryształy były nawet dobrze widoczne. Zatrzymałem się na chwilę, aby porozmawiać z B. Usłyszenie czyjegoś głosu tak głęboko pod ziemią było bardzo pocieszające. Po krótkiej rozmowie rozłączyłem się. Taki telefon wyglądał jak każdy inny, tylko większy. Troche jak te, które widać w filmach wojennych. Kiedy chciałem porozmawiać z B, musiałem po prostu wsadzić kabel do specjalnej dziurki. Zasilacz znajdował się po stronie B, więc urządzenie było cały czas włączone. Odbiór był tak czysty jak w zwykłym telefonie. Ruszyłem dalej.

Postęp był wolny ale stabilny. Wszystko szło bezproblemowo do czasu, kiedy dotarłem do pomieszczenia z okrągłą skałą. Znowu dziwnie się poczułem, tak jak ostatnim razem. Rozejrzałem się ostrożnie wokół, ale nie zwróciłem uwagi na nic alarmującego. Wszedłem do środka, aby nagrać jego wnętrze. Kamień zfilmowałem ze wszystkich stron. Mam ściany, sufit, podłoże – wszystko na taśmie. Nagrałem też hieroglify, ale na filmie ciężko będzie stwierdzić co to dokładnie jest. Za to na pewno będzie się dało coś tam dojrzeć. Następnie udałem się na drugi koniec pomieszczenia, aby wejść do nowego tunelu.

Prowadził w ciemność. Wejście było o stopę niższe ode mnie i wydawało się pozostawać w takiej wysokości tak daleko, jak potrafiłem dostrzec. Schyliłem się i ruszyłem dalej. Ściany w tym tunelu były ciemniejsze niż w pozostałej części jaskini. Na ziemi leżały te same skruszone kamienie. Widziałem na jakieś 30 stóp w przód, potem przejście zakręcało w prawo. Pomyślałem, że to dobra chwila na skontaktowanie się z B.

Usłyszałem kilka „bipów” zanim podniósł słuchawkę, ale jego głos był czysty. Brzmiał tak, jakby przed chwilą drzemał (Nie było mnie tak długo?). Powiedział, że radzi sobie dobrze i żebym się nie spieszył. Podziękowałem mu i się rozłączyłem. Jego cierpliwość była cudowna przez cały czas trwania naszego projektu. Spędził bardzo dużo czasu po prostu czekając na mnie, kiedy ja zwiedziałem jaskinię. Cieszyłem się, że wciąż chciał siedzieć i czekać. Miałem nagrać nowe przejście, kiedy to się stało...

Za sobą usłyszałem dźwięk szurania. Głośny. Był blisko! Pochodził z dużego pomieszczenia, które właśnie opuściłem! Odwróciłem się, gotów stanąć twarzą w twarz z tym czymś, co robiło ten hałas. Straciłem jasność umysłu i wyprostowałem się w tym samym momencie. Trzask! Rozwaliłem kask o o skałę. Latarka pękła i pogrążyłem się w ciemności. Ból przeszedł mnie przez szyję i plecy. Hełm ochronił moją głowę, ale szyja zdrętwiała od uderzenia. Przeleciał mnie strach, a kolana zaczęły się pode mną uginać. Powoli i wbrew własnej woli opadłem na kolana. Delikatnie odłożyłem kamerę. Szuranie dało się słyszeć tylko przez sekundę i teraz jedynym dźwiękiem w pobliżu było moje sapanie. Nie tyle ogarniał mnie strach, co ciemność trzymała mnie w miejscu. Czułem się bezbronny z każdej strony. Próbowałem odwrócić się i spojrzeć za siebie, w bok, przed siebie. Wszędzie czerń. Przełamałem swoje otępienie i zacząłem szukać zapasowego źródła światła. Mała latarka. Włączyłem ją i wtedy prawie się rozpłakałem! Zapomniałem wsadzić nowych baterii i w tej chwili widziałem niewiele więcej niż jeszcze parę minut temu. Ale to wciąż lepsze niż nic. Od razu zacząłem oświetlać duże pomieszczenie. Wysiliłem się, aby dostrzec jakikolwiek ruch. Nic.

Trząsłem się gwałtownie, siedząc tam i zastanawiając się co robić. Nie potrafiłem się skupić. Szczerze powiedziawszy, sądziłem, że zginę. Przez głowę przeszła mi myśl, że B nigdy nie dowiedziałby, co się ze mną stało. TELEFON! Mój mózg powoli wracał do normalnego stanu, bo od razu pomyślałem o świecących pałeczkach. Nie spuszczając oczu z pomieszczenia, przeszukałem ręką torbę. Jako, że niosłem przy sobie telefon i kamerę, opróżniłem plecak na tyle ile mogłem, zostawiając zapasową lampę u B. Zostały mi więc tylko świecące pałeczki. Znalazłem jedną i wyciągnąłem z opakowania. Nieumyślnie ją zepsułem i teraz była bezużyteczna. Rzuciłem ją na ziemię i zacząłem szukać kolejnej. Od czasu do czasu zerkałem za siebie, aby sprawdzić przejście. Znalazłem inną pałeczkę i ułamałem ją, żeby się zapaliła. Pojawiła się delikatna zielona poświata, ledwie dająca wystarczająco światła, aby rozjaśnić najbliższą okolicę. Odnalazłem jeszcze jedną sztukę i cisnąłem nią do dużego pomieszczenia.

Perfekcyjny rzut, pałeczka przeleciała przez całą długość pomieszczenia. Przez krótki moment jej lotu nie widziałem nic innego, tylko ściany jaskini. Brak obecności rzeczy niezwyczajnych wcale mi nie ulżył. Na dalekim końcu pokoju, zerknąłem na okrągły kamień. W pewnej chwili światło zniknęło z tyłu skały. Wciąż się trząsłem, ale przynajmniej nic nie zobaczyłem. Mimo wszystko, pozostawał ten hałas...

Poświeciłem pałeczką i z drżącymi palcami, wsadziłem wtyczkę kabla do telefonu. Przyłożyłem słuchawkę do ucha i usłyszałem... NIC! Brakowało „bipów” oznaczających połączenie z drugim odbiornikiem. Przerażony wyciągnąłem przewód i wetknąłem go ponownie. Znowu cisza. Linia padła. Co mogło się stać? PRZED CHWILĄ rozmawiałem z B! Prawie rozszlochałem się z paniki. Wiedziałem, że jedyną drogą powrotną była ta, którą przyszedłem. Ale COŚ tam było! Trzecia próba skontaktowania się z B skończyła się tak samo jak przedtem. Starałem się wymyślić inny plan, ale potrafiłem skupićsię jedynie na wspomnieniach szurającego dźwięku z przed momentu. Osłabiony, oparłem się o ścianę tunelu, oddychając jakbym właśnie ukończył wyścig, jednocześnie nie spuszczając wzroku z dużego pomieszczenia. Gdy moję ramię dotknęło ściany, przeszedł mnie ogromny ból, przypominając mi o zderzeniu z sufitem jaskini. Rozpacz, agonia, trwoga.

Nie potrafię dokładnie powiedzieć, jak długo tam siedziałem, ale moje stopy mrowiły a kolana były obolałe. Puścił mnie trochę ból w plecach, ale w przypadku szyi nic się nie zmieniło. Postanowiłem podjąć próbę wyjścia z tego złowieszczego tunelu. Wiedziałem, że jeśli poczekam dłużej, to wkrótce stracę i te światło. Spróbowałem wstać, ale brakowało mi siły. Przeczołgałem się przez duże pomieszczenie, ciągnąc plecak za sobą. Pomagając sobie ścianami jaskini, udało mi się powoli wstać. Wciąż szybko oddychając, powoli przeszedłem przez pomieszczenie. Idąc zwijałem kabel. Moje oczy wpatrywały się wprost przed siebie, uważając na jakąkolwiek oznakę ruchu. Oczy zaczęły mnie palić, kiedy zdałem sobie sprawę, że nie mrugałem od paru minut. Ilu? Jak długo to już trwa? Jedynymi dźwiękami, jakie mogłem usłyszeć, był zgrzyt moich stóp kruszących kamienie pod sobą i świst mojego oddechu. Każdy obrót szpuli z kablem oznaczał, że byłem bliżej wyjścia. Bliżej B. Bliżej bezpieczeństwa.

Krótka wędrówka przez pomieszczenie trwała wieczność. Hieroglif wydawał się świecić, dając jakiś rodzaj ostrzeżenia. Nie wiem co przedstawiał, ale wszystko w tej chwili utrzymywało człowieka w strachu. Zbliżając się do wyjścia, widziałem zarysy okrągłego kamienia w świetle pałeczki. Coś z nim było inaczej, ale nie potrafiłem stwierdzić co. Kiedy się zbliżyłem już wiedziałem. Przesunął się! TO był dźwięk, który słyszałem. Trwoga ponownie ścisnęła moje ciało na myśl, jak blisko byłem do... czegoś! Nie miałem wyboru, musiałem ruszać dalej. Aczkolwiek, nie było łatwo. Podszedłem bliżej do kamienia, trzymając pałeczkę w mojej roztrzęsionej dłoni. Wtedy zauważyłem co spowodowało moją utratę konaktu z B. Kamień leżał teraz na kablu. Pociągnąłem go i przewód się urwał. Moja ostatnia nadzieja skontaktowania się ze światem zewnętrznym została właśnie ugaszona. Nigdy nie czułem się tak samotny i bezradny. Zagłębiony głęboko pod ziemią, dobrowolnie wszedłem do swojego grobu.

Jako, że telefon był teraz bezużyteczny, zostawiłem go w tunelu. Ze wzrokiem skupionym na okrągłym kamieniu, ruszyłem naprzód z szybkim oddechem oraz suchym i bolącym gardłem. Z każdym zgrzytem kamieni pod moimi butami, moje serce stawało. W zielonym świetle pałeczki nie dostrzegałem żadnych ruchów. Będąc co raz bliżej kamienia, rozejrzałem się dokładniej. Nie widząc nic, przeszedłem parę kroków obok niego. Kiedy znalazłem się po jego drugiej stronie, odskoczyłem na widok tego, co zobaczyłem. W ścianie przy podłodze znajdowała się dziura, kolejny tunel. Wcześniej musiał być zasłonięty przez kamień! ALE TERAZ ZOSTAŁ UJAWNIONY! Skała nie mogła sama się przesunąć.

Cofnąłem się, uderzając o ścianę po przeciwnej stronie. Ból w plecach powrócił ze zdwojoną siłą. Patrzyłem się w nowo odkryte przejście. Schodziło w dół pod kątem 45 stopni i ciągnęło się tak daleko jak byłem w stanie widzieć. Parę stóp w jego głębi, dostrzegłem pałeczkę, którą wcześniej rzuciłem. Oświetlała tunel na tyle, że mogłem stwierdzić iż ściany były całkiem gładkie. Tak samo z podłożem, w przeciwieństwie do reszty jaskini. Przejście mogło mieć jakieś 3 stopy średnicy. Gdybym miał chęć wejścia do środka, przejście przez nie nie sprawiłoby problemu. W tej chwili myślałem jednak jedynie o wyjściu z jaskini. Powoli się wycofałem, ruszając w stronę B. Nie spuszczałem oczu z ciemności. Prawie przewróciłem się o kabel. Moja latarka już właścwie nie świeciła, pozostawiając mnie jedynie z pałeczką w dłoni. Chciałem pobiec do szczeliny. Samo usłyszenie innej osoby ulżyłoby mi w moim strachu.

Kiedy oddalałem się od kamienia czułem jak przytłaczające uczucie paniki zalewa moje ciało. Tak jakby legion demonów miał zaatakować mnie od tyłu. Czułem się, jakby zbawienie znajdowało się tuż za rogiem, ale Lucyfer podążał za mną, odciągając mnie od ocalenia. Zauważyłem, że poruszałem się szybciej niż zazwyczaj. Jedyną rzeczą nad którą myślałem, było szybka ucieczka. Minąłem kryształy ledwo zauważając ich piękno w zielonym świetle pałeczki. Za każdym razem, kiedy schylałem się, aby uniknąć jakąś skałę, moje plecy dawały o sobie znać. Gdy dotarłem do niższego tunelu, zacząłem raczkować. Kiedy moje dłonie dotknęły podłoża jaskini, poczułem jak eletrkyczny impuls przeszywa moje plecy. Po raz pierwszy odkąd rozpoczął się ten koszmar, krzyknąłem. Przewróciłem się i leżałem tak na kamieniach, odkrywając nowe granice bólu z każdym oddechem. Telepiąc się ze strachu i cierpienia, starałem się nasłuchiwać innych dźwięków. Czułem jedynie ciszę pulsującą wewnątrz mojej głowy. Wiedziałem z poprzednich wypadów, że B wciąż znajdował się poza zasięgiem słuchu. Ale byłem już blisko.

Krzywiłem się, usiłując podciągnąć swoje ciało i ruszyć dalej wzdłuż tunelu. Cały czas trzymałem w dłoni pałeczkę, ale przestałem pilnować tyłów. Skoncentrowałem się na jak najszybszym opuszczeniu tego miejsca. Dotarłem do części, w której mogłem już skontaktować się z B, ale nie wydałem żadnego dźwięku. Nie chciałem zatrzymywać się na dłużej. W końcu dotarłem do ostatniego zakrętu przed wąską szczeliną. Czołgając się się przez jej początek, odezwałem sie do B. Odpowiedział. Krzyknąłem, żeby przygotował wszystko na drogę powrotną. Zapytał się czy wszystko ze mną w porządku (nie odzywałem się do niego przez telefon, więc zaczął się martwić). Powiedziałem, że nie i aby zabrał się do roboty. Kiedy dotarłem do liny, ściągnąłem kask i wsadziłem go do plecaka. Wtedy zdałem sobie sprawę, że ZAPOMNIAŁEM ZABRAĆ KAMERY! Ale była to tylko przelotna myśl. Obchodziła mnie tak samo, jak pasażera Titanica mógł obchodzić płaszcz albo czapka. Przyczepiłem wszystko do sznura i kazałem B to ściągnąć do siebie. Następnie kazałem mu ruszać do wyjścia od razu jak skończy. Jak zapytał się dlaczego, po prostu wrzasnąłem, że oprócz nas jest tutaj coś jeszcze.

Każdy ruch powodował ból w moich plecach. Wiedziałem jednak, że to bez znaczenia. Miałem zamiar wydostać się stąd jak najprędzej, odkładając wszelkie obrażenia na drugi plan. Poczułem, że wiatr powrócił z najbardziej mdlącym zapachem, jaki kiedykolwiek poczułem. Śmierdziało jak wilgotna, zjełczała, zgniła i rozkładająca się ŚMIERĆ. Dostałem mdłości. Przycisnąłem koszulkę do nosa, aby chroniła mnie przed tym przytłaczającym zapachem. B też to poczuł. Krzyknął „CO to JEST?!”. Potem zaczął mnie ponaglać. Wziąłem głęboki wdech i ruszyłem dalej. Wrzaski B tylko potęgowały mój strach i panikę. Wiedziałem, że wyczuł potrzebę jak najszybszej ucieczki, więc pospieszyłem go, aby ruszał na powierzchnię. Włożył moją świecącą pałeczkę do szczeliny i rozpoczął wspinaczkę.

Nie zwracałem uwagi na ciasnotę tego miejsca. Ocierałem twarz, uszy, ręce i ramiona. Każdy cal tunelu oznaczał niezliczone ilości zadrapań i skaleczeń na moim ciele, ale ledwie je zauważałem. Plecy prawie paraliżowały mnie z bólu. Ponownie poczułem rosnącą potrzebę zwymiotowania, gdyż odór dotarł do mnie z kolejnym podmuchem. W połowie szczeliny zrobiłem sobie przerwę, żeby złapać oddech. Byłem już wykończony.

Góra szczeliny wydawała się spoczywać na moim policzku, a podłoże – jak pokruszone szkło – leżało pod drugim. W trakcie mojego odpoczynku, usłyszałem szurający dźwięk w głębi jaskini! Potrwał kilka sekund, a potem ustał. Zacząłem beznadziejnie szlochać. Już nawet nie potrafiłem przytomnie reagować na hałas. Płacz był moją podświadomą odpowiedzią na strach, który przelewał się przez moje ciało. Ponownie ruszyłem dalej w panice. Kiedy dotarłem do najszerszego miejsca szczeliny, wsunąłem ręce pod siebie, aby znaleźć się w dogodnej pozycji do opuszczenia tunelu. Złapałem linę i pociągnąłem z całej siły. Ramiona zablokowały mnie w dziurze! Operując nieco stopami wciągnąłem się jakoś z powrotem do środka. Potem się obróciłem i spróbowałem raz jeszcze. Tym razem się udało. Odepchnąłem się nogami i BUM, wyleciałem ze środka, upadając na ramię. Starałem się załagodzić uderzenie, ale nie mogłem nic zrobić. Dziwnym trafem ból skupił się na ramieniu, najwidoczniej nie oddziaływając na plecy.

Przeturlałem się i powoli wstałem na nogi. Zapach był tutaj mniej intensywny. Chwyciłem pałeczkę i zacząłem szukać kasku. Kiedy się wspinałem i łapałem się dłonią o kolejną krawędź, wzdrygnąłem się ze zgrozą. W świetle pałeczki po raz pierwszy zobaczyłem rany na moich rękach. Przedramiona były pokryte głębokimi nacięciami i zadrapaniami. Ich znaczna cześć była zalana krwią. Rany nie były a tyle głębokie, aby nieustannie krwawić, ale sączyły krew. W tej krótkiej chwili, kiedy się zatrzymałem, zauważyłem, że w jaskini panowała cisza. Żadnych dźwięków ze szczeliny i przede mną. Uczucie samotności powróciło, motywując mnie do ruszania dalej. Wspinanie okazało się trudne, zważając na mój stan. Trzymanie pałeczki jako jedynego źródła światła tylko dodawało trudności temu wyzwaniu.

Jak dotarłem już na górę, popędziłem aby dogonić B. Podziwiałem jak szybko uciekał.

Pomimo tego, że potem nie wspominałem już o swojej kondycji fizycznej, BOLAŁO! Z każdym krokiem, ból uderzał dolną część pleców i szyję. Ręce miałem pocharatane a na ramieniu głębokie rozcięcie. Szczerze wierzę, że gdyby nie trwoga, którą odczuwałem, nie miałbym siły i motywacji do dalszej wspinaczki. Działała we mnie czysta adrenalina. Na nieszczęście, zaczynała się kończyć. Nie widziałem ani nie słyszałem B, zanim nie dotarłem do ciasnej przestrzeni na dole miejsca, z którego się spuszczaliśmy. Wspinał się najszybciej jak potrafił. Mogłem usłyszeć, jak cieżko oddychał. Zawołałem do niego, a jego reakcja powiedziała mi, że jest prawie tak samo zdenerwowany jak ja. Powiedział mi, abym zaczął się wspinać. Obaj wiedzieliśmy, że to coś niebezpiecznego lub coś, czego byśmy normalnie nie zrobili, ale to było inne. Po prostu stałem tam wpatrując się w linę, ginącą w mroku nad moją głową. Wierciła się od ruchów B. Nie miałem go w zasięgu wzroku, lecz byłem pewien, że jest blisko. Sznur był moją jedyną drogą powrotu na zewnątrz. Do światła, bezpieczeństwa. Za mną kryła się ciemność, strach, nieznane. Przez głowę przeleciała mi myśl o scenie filmowej, w której aktor przechytrzył potwora i dotarł do frontowych drzwi nawiedzonego domu. Kiedy tylko dotyka klamki, słyszy za sobą dźwięk i odwraca się, żeby ujrzeć...

Przywiązałem pałeczkę do kasku i sięgnąłem po uprząż. Pomyślałem, że pozwolę B wejść trochę wyżej podczas gdy ja zwinę linę z jaskini. To sprawi, że szybciej się stąd wydostaniemy, kiedy dojdziemy już na górę. Wolałem nie nawijać sznura na rękę, ponieważ była obolała i krwawiła, więc rzuciłem go po prostu na ziemię. Usłyszałem jak B ostrzega mnie z góry, „kamienie”, i musiałem schylić się pod skałą podczas gdy kilka małych skał spadło na podłoże obok mnie.

Ponownie zacząłem zwijać linę. Była mniej więcej w połowie, kiedy napotkała przeszkodę. Uhh! Za ciężka. Nie miałem zamiaru wracać się z powrotem, więc zdecydowałem, że po prostu ją tu zostawię, założę uprząż i ucieknę. Zacząłem przyczepiać sprzączki. Zanim zdążyłem ją zabezpieczyć, usłyszałem dziwny dźwięk u moich stóp. Tętno mi przyspieszyło. Spojrzałem w dół, aby zobaczyć, że lina zaczyna znikać w ciemności. COŚ CIĄGNĘŁO SZNUR Z POWROTEM DO JASKINI!!!

Porzuciłem uprząż i zacząłem wspinać się do góry. W tamtej chwili nie myślałem jasno i rozpocząłem wspinaczkę, nie będąc przyczepionym do liny. Wiele razy wspinałem się bez używania urządzenia do podciągania się po linie, ale zawsze byłem do niej przyczepiony, tak na wszelki wypadek. Wspinałem się tak szybko, jak moje obolałe ciało na to pozwalało. Znowu byłem w panice i raniłem swoje ręce i nogi. Krzyknąłem do B, że coś ciągnęło za sznur. Odkrzyknął, abym się pospieszył. Miałem szczęście, że nie spadłem na dół. Zanim dotarłbym do ziemi, odbiłbym się wiele raz od ścian jaskini. Obrażenia byłyby krytyczne. Moje tempo było bardzo dobre i widziałem już promienie światła. To powiedziało mi, gdzie już jestem.

Dogoniłem B i ponagliłem go nieco. Zajęłoby mu to co najwyżej kilka minut, ale każda sekunda okazywała się torturą, jeśli musiałeś czekać aż się wespnie. Popatrzyłem na linę, którą się wspinaliśmy. Spodziewałem się zobaczyć jak jakieś stworzenie z wnętrza ziemi wspina się, aby zrobić sobie z nas swój posiłek, ale lina po prostu drgała w rytm ruchów B bez jakiegokolwiek nacisku od dołu. Kiedy zatrzymałem się na krawędzi czekając na B, bez przerwy pilnowałem sznura, próbując zwracać uwagę na cokolwiek nadzwyczajnego. Nie wiedziałem czy moje serce wytrzyma jeszcze jakiś stres. Chyba nie mogłem być już bardziej spięty. Spróbowałem się rozluźnić, aby upewnić się, że potrafię myśleć racjonalnie, ale mój biedny mózg się przegrzał. Jak tylko B dotarł do ostatniej krawędzi przed wolnością, zaczepiłem urządzenie do wspinaczki i zabrałem stąd swój tyłek. Właśnie wtedy zauważyłem, że lina zaczyna naciskać od dołu, ale był to ustabilizowany nacisk, nie taki, jakby ktoś wspinał się na górę. Tak czy inaczej, chciałem stąd wyjść jak najprędzej. Ruszyłem.

Kiedy dotarłem do wyjścia z jaskini i światła dziennego, B już był w miejscu, w którym przyczepiliśmy linę. Tak bardzo chciałem się wydostać, że prawie zacząłem wspinać się gołymi rękami. Ledwie dawałem radę, niewiele brakowało a padłbym z wykończenia. Odpocząłem na tyle, żeby móc podciągnąć się o ostatnie parę stóp. Jak tylko dostałem się na górę, odczepiłem urządzenie do wspinaczki. Widziałem jak B klęczy pod drzewem, więc pokusztykałem do niego i padłem. Zobaczyliśmy się po raz pierwszy, odkąd wszedłem do Krypty Floyda, po prostu się w siebie wpatrywaliśmy. Wiedziałem, że wyglądam okropnie, ale nie wiedziałem, że B jest w takim złym stanie. Miał nacięcia i zadrapania na prawie każdej odkrytej części jego ciała. Jego twarz była blada, prawie biała. Miał rozdziawione usta i wybałuszone oczy. Ciężko oddychał. Prawie dyszał. Nasze wspólne oszołomienie zostało przerwane, kiedy usłyszeliśmy, że sznur wokół drzewa się zaciska. Skamieniałem przytłoczony strachem. B skupił się na węźle. Wtedy jednym ruchem, wyjął kieszonkowy nóż i odciął linę.

To niesamowite jak ludzki umysł potrafi odmiennie rozumieć pojęcie czasu. Jestem pewien, że cięcie sznura mogło trwać co najwyżej 4-5 sekund, ale wydawało się trwać godzinę. Po tym jak opadł na ziemię, zaczął ślizgać się wgłąb jaskini wydając przy tym świszczący odgłos. W tamtej chwili B zaczął szlochać. Wyrzucił nóż i opadł na plecy. Widok uciekającej liny spowodował, że wrażenia z tunelu powróciły. Wstałem i ruszyłem do samochodu. Zauważyłem, że B wciąż leżał w miejscu, patrząc z szeroko otwartymi oczami jak lina ginie w mroku. Krzyknąłem do niego, co wydawało się przerwać jego trans. Podniósł się i pospieszył z dala od drzewa, jaskini, koszmaru. Nikt z nas nie odezwał się ani słowem podczas drogi powrotnej.

Minęły już 4 dni od naszego wypadu do jaskini. 4 dni zajęło mi wpisanie tego doświadczenia do dziennika. Za każdym razem, kiedy zaczynałem pisać, przypominałem sobie okropne rzeczy i po chwili musiałem przestać. Jednakże, czułem się zmuszony do jego kontymuacji, jako że niewiarygodne wydarzenia były wciąż swieże w mojej głowie. Cały czas odczuwam ból. Cały czas czuję ten smród. Cały czas doświadczam horroru. Nawet przepisanie dziennika zajęło mi całe godziny. Chciałbym napisać więcej, ale to będzie musiało poczekać. Upłynęło już kilka dni od ostatnich wydarzeń, a ja wciąż nie mogę się wyluzować. Ledwie potrafię się skupić. To tyle na dziś.

Część piąta: http://straszne-historie.pl/story/6670

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Hmm.. mam takie pytanko nie mogłeś zaputać tak zwanego "B" zeby poczekal a jak to huj wie co sie pojawi odciac line xD ale i tak historia zajefajna tylko na poczatku pisze ze to prawda ale czy na pewno ???
Odpowiedz
Parę literówek ale czyta się świetnie, dawno nic nie trzymało mnie w takim napięciu :D
Odpowiedz
Mega wciągające, super, po prost u kocham
Odpowiedz
Świetne.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje