TLC

Dodane przez: sundowner, 30.04.2014, 05:45
Reklama:

Tho­mas pra­co­wał w swoim ogro­dzie kwia­to­wym. Wstał i otrze­pał brudne dło­nie o jeansy. Stał tak przez chwilę leni­wie spo­glą­da­jąc na buj­nie roz­kwi­ta­jące rośliny. Ogar­nęło go poczu­cie speł­nie­nia. Mimo, że działka była dość skromna, to braki ilo­ściowe nad­ra­biała nie­prze­ciętną jako­ścią. Kwiaty były jaskrawe i pełne życia, a łodygi oraz liście soczy­ste i rześ­kie. Nawet ciemna zie­mia pod nimi, tak świeża i wil­gotna, że sąsia­dów zże­rała zazdrość.

Jed­nakże bar­dzo nie­wielu ludzi wie­działo, ile krwi, potu i łez zostało wyla­nych, aby ogród tak wła­śnie wyglą­dał. Sam przy­go­to­wał grunt na działce wybie­ra­jąc wyczer­pu­jącą metodę podwój­nego prze­ko­pa­nia, co spulch­niło zie­mię na tyle, że jego uko­chane rośliny nie miały pro­blemu z wypusz­cze­niem korzeni wgłąb. Po posa­dze­niu sadzo­nek, Tho­mas nało­żył cienką war­stwę orga­nicz­nego kom­po­stu - opad­nięte z drzew liście, skórki po bana­nach, fusy po kawie, ścinki trawy - by mieć pew­ność, że kwiaty zostaną odpo­wied­nio odży­wione. Na wierzch wyło­żył cienką okrywę ze ściółki, aby wspo­móc glebę w zatrzy­my­wa­niu wody. Tho­mas bar­dzo chciał dodać do tego orga­nicz­nego użyź­nia­cza, ale z tego, co wie­dział nie można go było dostać w skle­pach. Cena była wysoka, jed­nak wkrótce prze­ko­nał się, jak bar­dzo było to tego warte.

Kiedy jego kocha­jące spoj­rze­nie natra­fiło na pierw­szy wydo­sta­jący się spod ziemi kie­łek, prze­peł­niło go uczu­cie ogrom­nej rado­ści. Był prze­ko­nany, że nic nigdy nie prze­bije tego momentu. Szybko został wypro­wa­dzony z błędu, gdyż następ­nego dnia zna­lazł kolejne dwa, tuż obok pierw­szego. Cie­szył się jak dziecko. Tho­mas nigdy nie zapo­mi­nał o pie­lę­gna­cji swo­ich roślin. Czę­sto przy­ła­py­wano go na śpie­wa­niu każ­demu kwiatu z osobna już o świ­cie, gdy tylko pierw­sze pro­mie­nie słońca ską­pały jego ogród w cie­płym bla­sku. W takich chwi­lach nawet kro­ple poran­nej rosy wyda­wały się być dia­men­tami. Zapie­rało mu to dech w pier­siach i chciał, aby trwało to wiecz­nie. Tho­mas nie ode­rwał roz­czu­lo­nego wzroku od kwit­ną­cych pąków nawet, kiedy usły­szał cichy sze­lest za sobą, który po chwili prze­ro­dził się w stłu­mione kroki.

— Tho­mas? Tho­mas Conner?

Cho­ciaż poczuł nagłą i silną fru­stra­cję, która wstą­piła na jego łagodną twarz, to nie­chęt­nie ode­rwał wzrok od swo­jego uwiel­bio­nego ogrodu i obró­cił się. Ku swo­jemu zasko­cze­niu, sta­nął twa­rzą w twarz ze swoim dawno nie­wi­dzia­nym przy­ja­cie­lem z dzieciństwa.

— Czyż to nie stary, dobry Roy Mather! — zaśmiał się cicho Tho­mas jed­no­cze­śnie rusza­jąc przy­wi­tać uści­skiem sta­rego kum­pla.

— We wła­snej oso­bie — zażar­to­wał Roy.

— Co cię ponow­nie spro­wa­dza do tego cichego, spo­koj­nego mia­steczka, przyjacielu?

Roy uniósł ręce w górę wyra­ża­jąc bezradność.

— Żona nale­gała, żeby­śmy tu wresz­cie przy­je­chali i odwie­dzili rodzinę. Ech, te kobiety. — Na jego twa­rzy poja­wił się chy­try uśmie­szek pod­kre­śla­jący jego chło­pięce atry­buty, ale szybko znik­nął. — A pro­pos… sły­sza­łem o Tabith…

— Jest teraz w lep­szym miej­scu, Roy — szybko prze­rwał mu Tho­mas, nie miał ochoty na takie rozmowy.

Roy wyda­wał się zmieszany.

— Pew­nie tak… Może i narze­kam dużo, ale nie wiem, co bym zro­bił, gdy­bym stra­cił Caroll. Może to brzmi żało­śnie, ale nie wydaje mi się, żebym był w sta­nie nor­mal­nie funk­cjo­no­wać bez cią­głego zrzę­dze­nia mojej żony — uśmiech­nął się zna­cząco na moment. Tho­mas poło­żył dłoń na ramie­niu przy­ja­ciela i mocno ści­snął. Obaj stali bez słowa przez kilka minut, aż cisza była nie­zręczna na tyle, że Roy posta­no­wił ją prze­rwać. — Cudowne kwiaty tu masz, Tho­mas.

— Dzięki, stary. To moje dzie­ciaczki — powie­dział z nie­ukry­waną dumą.

— Caroll i ja - cóż, głów­nie Caroll - pró­bo­wa­li­śmy wyho­do­wać kwiaty w naszym wła­snym ogro­dzie przez ostatni rok, ale naj­wy­raź­niej nie mamy do tego smy­kałki. Zdra­dzisz mi swój sekret? Powie­dział­bym o tym żonie — roz­pro­mie­nił się, nieco zakło­po­tany.

— To tylko stara, dobra TLC — rzu­cił Tho­mas nie­mal rżąc ze śmie­chu, jak gdyby to był kawał zro­zu­miały tylko dla wtajemniczonych.

Nieco zdez­o­rien­to­wany, Roy podzię­ko­wał mu i odszedł, zosta­wił recho­czą­cego do sie­bie faceta samemu sobie.

— TLC — powtó­rzył pod nosem Tho­mas odgar­nia­jąc zasy­paną przy­pad­kowo płytę w traw­niku. — No czyż nie jest tak, moja droga?

Prze­su­nął brud­nymi pal­cami po wytło­czo­nych sło­wach. Na zawsze w naszej pamięci, Tabi­tha L. Conner.

Tłu­ma­cze­nie: Sun­dow­ner

Autor: Ali Kae

Źródło: http://creepypasta.wikia.com/wiki/TLC
Oceń:
13
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!