Matka Lęgu

Dodane przez: sundowner, 7.05.2014, 08:59
Reklama:

Mój dzia­dek był tutaj poli­cjan­tem w latach 1950-1970, małe mia­steczko nie­da­leko Syd­ney. Jed­nym z nie­wielu wów­czas funk­cjo­na­riu­szy. Oczy­wi­ście bycie mało­mia­stecz­ko­wym gliną ma swoje zalety. Za jego cza­sów nie docho­dziło do mor­derstw i innych poważ­nych dra­ma­tów. Zawsze opo­wia­dał nam powta­rza­jące się histo­rie o tych nieco cie­kaw­szych spra­wach w ciągu swo­jej 25-letniej służby. Nie­stety, odszedł przed­wcze­śnie w ubie­głym roku, miał pro­blemy ze zdrowiem.

Nie­które z jego nie­utaj­nio­nych doku­men­tów poli­cyj­nych wciąż były na naszym stry­chu. Prze­glą­da­łem je, kiedy nie mogłem zasnąć. W więk­szo­ści mało ważne rze­czy, jak prze­moc domowa albo jazda po pija­nemu, cho­ciaż cza­sem uda­wało mi się zna­leźć coś ciekawego.

Tak było, dopóki nie zna­la­złem tego. Nigdy wię­cej ich nie prze­glą­da­łem, ale pomy­śla­łem, że może was to zainteresować.

***

AKTA POLICYJNE:

Imię i Nazwi­sko: Cla­rice Maryweather

Data Uro­dze­nia: 19 sierp­nia 1950

Data Śmierci: 8 lutego 1971

Przed­mioty zna­le­zione na miejscu:

Pamięt­niki autor­stwa Clarice.

9 minut nagrań wideo.

1 stycz­nia 1971:

"Wszy­scy gdzieś powy­cho­dzili, bawią się z przy­ja­ciółmi, NOWY ROK! Ale nie ja, nigdy mnie nie zapra­szają, zawsze jestem sama, nie­któ­rzy mówią, że jestem dziwna, dzi­waczna wręcz, ale ja ich igno­ruję, nigdy nie zaznają mojej miło­ści. Kto potrze­buje ludzi, uczu­cio­wych, zdra­dziec­kich przy­ja­ciół? Mam wszystko i wszyst­kich, któ­rych kocham tutaj."

2 stycz­nia 1971:

"Nie mogę w to uwie­rzyć. Cze­ka­łam lata na tę chwilę. Pode­szłam do klatki Bubs, a w niej zna­la­złam pie­czo­ło­wi­cie zbu­do­wane cudo natury, kokon z jajami. Widzia­łam Bubs sie­dzącą obok świe­żego kokonu, zja­dła swo­jego part­nera, jak to pająki mają w zwy­czaju. Kocha­łam Bubs. Kocha­łam ją tak bar­dzo, ale nie mogłam pozwo­lić, żeby popsuła moje marze­nia. Potrze­bo­wa­łam moich dzieci, MOICH dzieci. Ostroż­nie ją pod­nio­słam, jak robi­łam to już setki razy wcze­śniej. Była bar­dzo dużym pają­kiem, pięk­nym. Pomimo smutku, wło­ży­łam Bubs do ust, czu­łam przez parę minut, jak stuka o moje dzią­sła i łasko­cze pod­nie­bie­nie. Może 5 minut prze­żu­wa­nia i było po wszystkim."

5 stycz­nia 1971:

"Z powodu straty mojej naj­lep­szej przy­ja­ciółki, dni mijały smutno. Musia­łam jed­nak zapo­mnieć o prze­szło­ści i sku­pić się na praw­dzi­wym celu. Przy­pa­try­wa­łam się koko­nowi , kuli­sta struk­tura o 2,5 cen­ty­me­tro­wej śred­nicy. Nic w środku się jesz­cze nie wier­ciło, tak jak mówiły o tym książki. Sie­dzia­łam obok cały dzień, głasz­cząc kokon, wyobra­ża­jąc sobie głosy tysięcy małych, paję­czych dzieci, wszyst­kich we mnie."

11 stycz­nia 1971:

"KOKON BUBS RUSZA SIĘ!"

14 stycz­nia 1971:

"Cały kokon wrze od ruchu, serca wszyst­kich pają­ków biją jed­nym ryt­mem. Wie­dzia­łam, że już czas, że muszę to zro­bić. Roz­cię­łam kokon na pół, nie­szczę­śli­wie zabi­ja­jąc przy tym kil­koro moich cudow­nych dzieci, ale to wszystko w dobrej wie­rze. Dalej było coraz bar­dziej eks­cy­tu­jąco, czu­łam się tak dobrze, że osią­gnę­łam w końcu to, na co cze­ka­łam tyle lat. Połowę kokonu umie­ści­łam w ustach i połknę­łam. Czu­łam dzieci wijące się w środku, ale spłu­ka­łam je szklanką wody. Drugą połowę wsa­dzi­łam, gdzie tylko się w moim ciele dało. Do uszu, do noz­drzy, w kana­liki łzowe, do pochwy, wszę­dzie. Teraz musia­łam tylko czekać."

16 stycz­nia 1971:

"Nic nie czuję, boję się, że moje dzieci nie żyją."

19 stycz­nia 1971:

"Czuję je! Poru­szają się powoli, ale pew­nie, łasko­ta­nie od wewnątrz, któ­rego nie można podra­pać, to cudowne wie­dzieć, że jestem teraz matką lęgu."

22 stycz­nia 1971:

"Czuję ich coraz wię­cej, ich trucht jest coraz bar­dziej wyczu­walny z dnia na dzień. Przy­się­gam, że w kom­plet­nej ciszy sły­szę ich aniel­skie głosy woła­jące mnie, woła­jące wła­śnie mnie. Ich matkę."

27 stycz­nia 1971:

"Moje dzieci rosną w siłę. czuję to. W żyłach trans­por­tu­ją­cych moją krew, pod samą skórą. Jed­nak samo czu­cie, to nic. Kie­dy­kol­wiek spoj­rzę na moją skórę, widzę moje roz­wi­ja­jące się dzieci, widzę ich odnóża i ciała poru­sza­jące się pod moją skórą! Od nie­dawna czuję je w gło­wie, oczach i w uszach. Nie prze­szka­dzam im w tym, muszę być matką naj­lep­szą z możliwych."

29 stycz­nia 1971:

"Ciśnie­nie, które czuję pod skórą, jest nie do opi­sa­nia. Na całym ciele doświad­czam ostrych bóli. Łasko­czące truch­ta­nie, które czu­łam wcze­śniej zmie­niło się w dra­pa­nie i ostre ukłu­cia ich zębów. Moje dzieci ząb­kują! Ale nie, nie to jest naj­lep­sze. Kiedy spoj­rza­łam w lustro, zoba­czy­łam coś dosłow­nie zapie­ra­ją­cego dech w pier­siach. Mogła je zoba­czyć, ile­kroć sku­pi­łam wzrok. Widzia­łam moje małe dzieci spo­glą­da­jące przez moją źre­nicę. Ja patrzy­łam na nie, one na mnie. Były piękne."

1 lutego 1971:

"Zaczę­łam jeść mniej i mniej, ból zastą­piły drgawki ciała. Moje dzieci poże­rały mię­śnie i obgry­zały kości, czu­łam to. Ból pul­suje w mojej gło­wie i wzdłuż krę­go­słupa. Będę świetną matką, wiem o tym."

2 lutego 1971:

"Moje dzieci zna­la­zły drogę do moich bęben­ków usznych i prze­biły jeden z nich. Pła­czę, ale nie z bólu, a ze smutku. Nie mogłam już sły­szeć moich maleństw tak dobrze, jak potrze­bo­wa­łam. Nie sły­sza­łam już ich malut­kich piśnięć bólu i pod­eks­cy­to­wa­nia, kiedy prze­mie­rzały bez prze­szkód moje ciało."

3 lutego 1971:

"Bębe­nek w moim dru­gim uchu nie wytrzy­mał pre­sji rodzi­ciel­stwa i pod­czas snu rów­nież pękł."

4 lutego 1971:

"Drgawki prze­ro­dziły się w ataki, a moje dzieci były już na tyle silne, by kon­tro­lo­wać moje ciało. Kie­dy­kol­wiek coś zja­dłam, natych­miast to zwra­ca­łam. Rozu­miem, moje maleń­stwa są już za duże i za silne i moje jedze­nie im nie wystar­cza, muszą zacząć zja­dać mnie. Tak będzie dla nich najlepiej."

5 lutego 1971:

"Dra­pa­nie i pul­so­wa­nie w całym ciele, w gło­wie, roz­prze­strze­niło się do oczu. Spo­kojne pajączki, które widzia­łam ostat­nio przy każ­dym spoj­rze­niu w lustro znik­nęły. W ich miej­sce poja­wiły się żwawe, pra­wie doj­rzałe pająki gorącz­kowo skro­biące odnó­żami o wewnętrzne par­tie moich oczu. Dzi­siaj dokład­nie zabez­pie­czy­łam dom, musia­łam mieć pew­ność, że moje dzieci mnie nie opusz­czą, kiedy odejdę."

6 lutego 1971:

"Dzi­siaj rano mój wzrok zaczął się pogar­szać. Widzia­łam ciemne plamy. Wie­dzia­łam, że to robota moich dzieci, nisz­czyły moje oczy. Znów prze­pła­ka­łam cały dzień ze świa­do­mo­ścią, co to ozna­czało, że nie zoba­czę już moich maleństw nigdy wię­cej, mogła je jedy­nie czuć. Już nie jako część mnie, a osobne, żyjące istoty."

7 lutego 1971:

"Już nie­długo."

***

Na miej­scu zna­le­ziono 9-minutowe nagra­nie na 8mm taśmie, na któ­rej panna Mary­we­ather nagrała swoje ostat­nie chwile.

8 lutego 1971:

Twarz panny Mary­we­athers jest nie­zwy­kle blada, a jej oczy były tylko czarno-czerwonymi otwo­rami z tuzi­nami pają­ków z nich wycho­dzą­cych i wcho­dzą­cych z powro­tem. Po chwili siada na krze­śle prze kamerą.

— To ta chwila, czuję to. Są gotowe do wyjścia.

Przez resztę filmu widzimy szyb­kie drgawki jej skóry, a pająki prze­miesz­czają się wzdłuż jej koń­czyn i całego ciała. Powoli kawałki mięsa zostają zja­dane, a z powsta­łych w ten spo­sób dziur z jej torsu wydo­stają się setki pają­ków. Panna Mary­we­ather śmieje się obłą­kań­czo, pod­czas gdy krew i pająki nie­ustan­nie wypły­wają z jej ciała. Aż do nagłego końca, kiedy to prak­tycz­nie natych­miast prze­staje reago­wać. W ostat­nim wyde­chu powie­trza i żółci, pająki wypły­wają z jej ust roz­le­wa­jąc się po pokoju. Dalej widzimy tylko pozba­wione życia zwłoki panny Mary­we­ather i pająki zja­da­jące jej resztki.

Zawia­do­mie­nie nade­szło 22 lutego, kiedy to zanie­po­ko­jeni okrop­nym zapa­chem sąsie­dzi wezwali nas do domu panny Mary­we­ather. Poli­cjanci przy­byli na miej­sce wywa­żyli drzwi, gdy nie otrzy­mali żad­nej odpo­wie­dzi. Setki doro­słych, pad­nię­tych pają­ków cał­ko­wi­cie zakry­wały szkie­let panny Mary­we­ather, aż po czaszkę. Pająki praw­do­po­dob­nie pozdy­chały z głodu po zje­dze­niu jej ciała.

Samo­bój­stwo, nie posta­wiono zarzutów.

Tłu­ma­cze­nie: Sun­dow­ner

Autor: KillaStorm1000

Źródło: http://paranoiac.pl/matka-legu/
Oceń:
608
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!