Historia

The Crow

kirashi 0 8 lat temu 818 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Całkiem niedawno, gdzieś na początku maja, miałam adoptować dziecko. Nie był to zwykły Dom Dziecka, a raczej ośrodek dla dzieci z problemami psychicznymi. Brałam udział w pewnym "eksperymencie", polegającym na adopcji takiego dziecka i obserwacji jego zachowań. Wzięcie udziału było opłacalne - każdy kto wziął udział, dostawał 200 dolarów na miesiąc, aż do końca eksperymentów. Postanowiłam podzielić się z wami tym, co przeżyłam podczas ostatnich dni, aż do teraz. Zamieszczę tu również moje notatki.

Dzień pierwszy, 02.05.

Jako "króliczka doświadczalnego" dostałam dziesięcioletnią dziewczynkę o imieniu Ann. Nie wiem dokładnie na czym polega jej choroba. Często przesiada na dworze. Jest raczej spokojna i nie sprawia większych problemów, nie mówi też zbyt wiele. Od rana siedzi na gałęzi dębu rosnącego na podwórku. Nie reaguje na wołania, nie chce jeść.

Ann całe dnie spędzała na siedzeniu na drzewie. Mijały jej tak każde popołudnia. To, co działo się pewnej nocy jest dla mnie dziwne nawet teraz, chociaż minęło już tyle czasu. Najpierw opiszę to co się stało.

Był to czwarty maja, godzina 22:58. W nocy obudził mnie jakiś hałas. Dobiegał on z pokoju Ann. Pomyślałam, że coś się stało i poszłam to sprawdzić. Kiedy już tam byłam, zamiast Annabell zobaczyłam tylko czarnego kruka. Był martwy od jakiegoś czasu, więc nie dziwnego, że był już w rozkładzie. Okno było otwarte, myślałam, że dziewczynka wyskoczyła. Wtem usłyszałam za sobą cichutkie "Co robisz?". Za mną, jak gdyby nigdy nic, stała Ann. Naprawdę się przestraszyłam. W ciemności nie mogłam nic zobaczyć i kiedy chciałam zapalić światło, Ann złapała mnie za rękę. Była nieziemsko silna, a jej paznokcie wbijały mi się w skórę. Zaczęła coś mówić, ale w nieznanym mi języku i jakby niższym głosem. Kiedy już wyrwałam rękę z żelaznego uścisku, usłyszałam krakanie. Kruka już nie było.

Rano rozmawiałam z Ann o tym co się stało. Nic nie pamiętała z wydarzeń poprzedniej nocy. Zapytałam, czy to ona przyniosła kruka do pokoju. Annabell spojrzała na mnie zdziwiona, mówiąc, że całą noc spała w salonie i nie wstawała nawet na chwilę. Odebrało mi mowę. Mówiłam jej, że ją widziałam. Ann była przerażona równie bardzo jak ja, ale ona wiedziała co się stało. Wiedziała kto przyniósł zwierzę.

Po południu szłam na zakupy. Ann nie chciała ze mną iść, więc po wydarzeniach z poprzedniej nocy, postanowiłam zaklinować wszystkie okna i zamknąć drzwi na klucz. Kazałam Ann dzwonić jakby coś się działo i nie odbierać telefonów, chyba, że byłyby ode mnie.

Po drodze wstąpiłam do ośrodka organizujące eksperyment. Gabinet doktor Fibby Guterstich, bo tak nazywała się kobieta zajmująca się przypadkiem Ann. Muszę dowiedzieć się więcej o tej dziewczynie.

Recepcjonistka kazała mi zaczekać na panią doktor w poczekalni. Gabinet był otwarty, więc gdy tylko zniknęłam z pola widzenia kobieciny, udałam się do pomieszczenia. Przeszukałam małą, aluminiową szafkę i gdy już traciłam nadzieję, znalazłam akta Annabell i malutki kluczyk z numerem 23-563. Był to klucz do izolatki, w której trzymano Ann. Musiałam to zrobić. Na moje szczęście, kobieta z recepcji gdzieś poszła. Szybko pobiegłam w stronę izolatek.

Znalazłam. Pokój numer 23-563. Otworzyłam drzwi i moim oczą ukazało małe łóżko i lustro. Ściany były obdrapane, widniały na nich rysunki. Jeden z nich przedstawiał zapewne Ann stojącą obok zmasakrowanych ciał. Dalej rysunki pokazywały ją i pewną istotę z głową kruka. Kolejne sceny z jej życia: domek w lesie, później ludzi, którzy ją odnaleźli, ośrodek. Ostatni przedstawiał Annabell w domu, która bawi się z tą istotą. Data obok rysunku - 05.05.14. To była dzisiejsza data. Sparaliżowało mnie. Wtem znów usłyszałam krakanie. Obróciłam się i zobaczyłam w lustrze odbicie kruka. Pobiegłam do domu.

Kiedy wróciłam, na stoliku w salonie leżał rysunek. Przedstawiał istotę z głową kruka. Usłyszałam śmiech Ann. Biegiem udałam się na górę. Kiedy otworzyłam drzwi od jej pokoju, śmiech ustał. Annabell siedziała na parapecie tak, jakby chciała wyskoczyć. Tuż obok jej okna znajdowało się drzewo, a na jednej z jego gałęzi leżał ten sam martwy kruk. Złapałam Ann i odciągnęłam od okna, po czym wzięłam zwierzę i wyrzuciłam przez okno. Dziewczyna spojrzała na mnie z przerażeniem. "To nie był dobry pomysł, Rachel. Rozzłościłaś go!", krzyknęła i wyjrzała przez okno.

Wieczorem, kiedy kładłyśmy się spać, Ann powiedziała mi żebym była ostrożna. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, więc po prostu poszłam do siebie. W oddali słyszałam tylko tykanie zegara i kiedy odkryłam kołdrę, zamarłam. Na łóżku leżały czarne, kurcze pióra. Znów usłyszałam krakanie.

Przez następny tydzień nic się nie działo, Ann również zachowywała się dosyć normalnie. Wszystko wróciło 12 maja. Ann obudziła się w nocy przez koszmar ze strasznym bólem prawej ręki. Nie chciała nic mi powiedzieć, ale to właśnie 12 maja straciła rodzinę. Nie mogłam jej uspokoić przez co najmniej dwie godziny. Około godziny 2:47 usłyszałam hałasy dochodzące z dołu. Ann powiedziała mi, że mam tam nie schodzić, bo ma złe przeczucia. Zostałam i mogę stwierdzić, że nie był to dobry pomysł. Kiedy rano zeszłam na dół, na ścianach w salonie pojawiły się napisy. "Oddaj mi moje dziecko", "Annabell, Annabell, Annbell, Annabell", "Daj mi Annabell" to jedyne, które udało mi się rozszyfrować. Teksty były wykryte na ścianie nie ostrym narzędziem, a szponem. Kiedy Ann to zobaczyła, była w szoku. Zaczęła płakać, mówiła, że nie chce z nim iść, że chce zostać tu, ze mną. W końcu zaczęła mówić, co się działo po wypadku.

"Jechałam z rodzicami autem w czasie ulewy. Po pewnym czasie, tata wpadł w poślizg i auto spadło z klifu. Przeżyłam tylko ja...", Ann co chwilę urywała zdania dławiąc się płaczem. "Chodziłam długo po lesie, aż go zobaczyłam. Był ubrany na czarno i miał głowę kruka. Kazał nazywać się Crow. Zaprowadził mnie do swojego domu. Jakieś dwa miesiące później znaleźli mnie ci ludzie z ośrodka. Stwierdzili, że mam chorobę i zamknęli samą w tym pokoju. To nie byli dobrzy ludzie! On był dobry... chciał mnie z tamtąd zabrać. Nie umiał mówić, pokazywał mi wszystko za pomocą rysunków...", przerwała nagle i zastygła w bezruchu. Czułam, jak lodowate szpony zaciskają mi się wokół szyi. Ostatnim co słyszałam był krzyk Ann.

Obudziłam się na podłodze. Była godzina 22. Ann nie było w mieszkaniu. Na stoliku leżała malutka karteczka z napisem "Dziekuję za opiekę nad Annabell".

Od tego czasu minęło sześć dni. Wciąż odbywa się akcja poszukiwawcza, lecz nadal ani śladu po Ann. Dwa dni po jej zaginięciu, ośrodek został zamknięty. Wciąż znajduję pióra w swoim łóżku i słyszę krakanie, jednak na razie to tyle. Jak tylko będę coś wiedziała, od razu napiszę.

19.05

Dziś z samego rana zadzwoniła do mnie doktor Fibby Gunterstich. Chciała się ze mną spotkać około godz. 12, tak więc jestem świeżo po spotkaniu. Pytałam, oczywiście, dlaczego zamknięto ośrodek i co to ma wspólnego z Ann. Okazało się, że eksperyment był tylko przykrywką, aby się jej pozbyć. Musieli podjąć radykalne działania po tym, jak panią doktor i kilku pracowników zaczął nawiedzać tajemniczy kruk. Ona wiedziała kim był Crow. Kiedy była mała, doktor Gunterstich uciekła z domu. W lesie, w którym się znalazła poznała "opiekuna". Był nim Crow. W domku, w którym mieszkała do ukończenia 15-ego roku życia, widziała rysunki różnych dzieci. Nimi wszystkimi opiekował się Crow, przez niektórych nazywany Opiekunem. Zajmował się dziećmi, dopóki ktoś ich nie znalazł. Zawsze puszczał dzieci wolno. Nie wiadomo po co to robił, ale kiedy znalazł Ann... to było coś innego. Kiedy ludzie z ośrodka zabrali ją od niego, wpadł w szał. Doktor o wszystkim wiedziała, ale siedziała cicho. W końcu, ją też by wtedy zamknęli.

Crow przychodził zawsze w nocy, strasząc przy tym pracowników. Tylko Ann chciał uwolnić i zostać z nią na zawsze. Dlaczego? Nie wiadomo. Ann zawsze mówiła, że jest dobry i wiele wycierpiał w życiu. Stracił ukochaną żonę i dziecko. Pokazał jej, że "źli ludzie odebrali mu to co kochał". Zawsze kiedy przychodził, coś dla niej miał; kolorowe kamyki, wianki, bukiety. Ponoć Annabell wiedziała o nim całą prawdę. Ona i tylko ona. Ann nie było jej prawdziwym imieniem. To on jej takie nadał, nie wiadomo jak brzmi to prawdziwe.

Dr. Gunterstich przekazała mi kopertę ze screenami z zapisu kamerki umieszczonej w pokoju Ann. Wywnioskowałam z nich, że Crow zawsze wylatywał przez lustro pod postacią kruka. Potem zmieniał się i zakrywał czymś kamerkę.

Na razie to tyle. Akcja poszukiwawcza wciąż się odbywa. Nadal żadnych poszlak, żadnego znaku świadczącego o życiu Ann.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje