Historia

Cyrk Radosnej Rzezi

pariah777 6 5 lat temu 7 861 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Zapowiedź

Coś tego dnia od samego początku wisiało w powietrzu. Nabrzmiałe chmury, które pomalowały ten poranek na szaro, czekały tylko na sygnał od losu, aby zagrać swoją rolę w tej tragikomedii. Oto właśnie nadszedł, chłopak o błękitnych oczach wybiegł właśnie zza furtki próbując zdążyć przed nieuniknionym deszczem. Pomknął chodnikiem i w tym samym momencie przywitały go pierwsze salwy letniej ulewy. Jak tylko dotarł do przystanku, schroniwszy się, od razu strzepnął z siebie krople wody i zaczął nerwowo odliczać czas do przyjazdu autobusu. Wyjął portfel, żeby sięgnąć pieniądze na bilet, lecz ten mu się wyślizgnął z mokrych dłoni i upadł. Gdy się po niego nachylił, jego wzrok przykuł pewien skrawek papieru. W pewien sposób wyróżniał się spośród innych śmieci na przystanku, więc czemu by go nie podnieść? Wokół nikogo nie było, co tylko podsycało tajemniczą atmosferę. Szymon, tak miał napisane na portfelu, sięgnął po podejrzany papierek i przeczytał pod nosem: "Witaj dziecię, czyżby zabawy sobie chcecie? Nie zastanawiaj się, zaproś Cyrk Radosnej Rzezi do własnego miasteczka i zabawmy się razem! Uczyńmy dzisiejszą noc niezapomnianą! Wystarczy tylko zapukać w odpowiednie drzwi..."

Akt I

Czyżby machina została wprawiona już w ruch? Może jest jeszcze szansa by przechytrzyć przeznaczenie? Otwierają się drzwi, pies biegnie się przywitać

ze swoim zmęczonym po ciężkim dniu pracy panem, który w ręku trzyma butelkę kiepskiego alkoholu i paczkę cienkich papierosów. Pomimo swojego młodego

wieku mieszka sam i już popadł w nałogi, szukając w nich ucieczki od szarej rzeczywistości. Jednak to nie w nich tkwi jego wybawienie z objęć

monotonii życia. Rzuca się na kanapę i przypomina sobie o jego znalezisku. Przeszukuje kieszenie i natrafia na kawałek zgniecionego papieru, którego

szukał, lecz go nie wyciąga. Zamiast tego otwiera swój napitek i się nim delektuje, aż w końcu usypia.

Akt II

Gwiazdy i Księżyc zajęły już najlepsze miejsca na widowni. Wszystkie oczy zwrócone są na tego, który to da znak, aby rozpocząć spektakl. Po mieszkaniu

rozeszło się donośne wycie. W pół pijany i w pół zaspany właściciel portfela z napisem "Szymon" przetarł oczy i się przeciągnął. "Pukajcie, a otworzą wam", wyszeptał i wyjął swój bilet na przedstawienie, którego był głównym aktorem. Rozległo się pukanie, lecz on je zignorował. Wgapiał się martwym spojrzeniem w wymiętoszoną kartkę. Również jego pies był głuchy na to pukanie, lecz może to tylko sztuczka i nie ma żadnego pukania? Przez chwilę przed oczyma miał obraz widowni w napięciu przyglądającej się każdemu jego oddechowi. Usłyszał śmiech. Śmiech szaleńca w ekstazie. Był równie prawdziwy co widownia i walenie w drzwi.

Akt III

Sekretem powodzenia każdego spektaklu jest sztuka uwodzenia widza, lecz kto da się uwieść udającym aktorom? To właśnie ich trzeba zwieść, by

poprowadzili widownię nawet w paszczę lwa. Upity szaleńczym śmiechem zapragnął dołączyć do uczty zmysłów. Podłoga zaskrzypiała, w transie, chwiejnym

krokiem, udał się do sąsiedniego pokoju, jednocześnie śmiejąc się. Czuł, że zbliża się chwila, w której nareszcie dostanie od życia to, co mu Pan Bóg jest dłużny za te wszystkie lata samotności i niepowodzeń. Wierny czworonóg, zahipnotyzowany przez ten piękny blask Księżyca, siedział nieświadom jego roli. Nagle światło zmieniło się na czerwone. Dotarł do niego rechot pełen obłędu wydawany przez jego pana. Gwiazdy schroniły się za chmurami, próbując nie patrzeć na to krwawe widowisko. Szaleńczemu śmiechowi zawtórował przerażający skowyt. Spojrzenie zwierzaka wyrażało jedynie strach. Po chwili zwierzak wpadło w amok, zapominając, co je łączyło z jego panem. Zaczęło się bezwładnie wić po podłodze, choć wiedziało, że już za późno na ratunek. Wkrótce jego martwe ciało zmieniło się w bezkształtną bryłę z wystającymi kośćmi. Publiczność wznosiła oklaski, a on nie przestawał, rozkoszował się każdym odkrojonym płatem mięsa, każdym przeciętym narządem i każdą strużką krwi.

Akt IV

Zwieńczeniem każdej hipnozy musi być pstryczek w nos, kiedy to człowiek budzi się mając przed sobą coś, czego się nigdy nie spodziewał. W przypadku tej

krwawej łaźni było inaczej. Krew jego jedynego towarzysza na rękach tylko rozpalała jego płomień szaleństwa, ekstazy i podniecenia. Był niezaspokojony. Wtedy to właśnie spojrzał na swój bilet. Litery rozmyły się w krwi i wnętrznościach czegoś, co kiedyś było psem. Jednak to nie o słowa chodziło, chodziło o bilet! Nadal słyszał okrzyki widzów i przepełnione obłędem głosy innych artystów i cyrkowców. Zachęcały go, kusiły, by poszedł z nimi, by stał się częścią Cyrku Radosnej Rzezi.

Kiedy policja zwabiona dochodzącym z mieszkania zapachem zgnilizny i rozkładu weszła do środka, ich oczom ukazał się makabryczny widok. Ściany umazane

krwią, wnętrzności na podłodze, a rozcięty na pół łeb psa leżał na stole. W następnym pomieszczeniu odnaleźli zwłoki człowieka, siedział przed

komputerem. Miał odciętą jedną dłoń, druga była rozharatana. Zapewne wykrwawił się zanim zdążył ją odciąć. Miał wiele innych ran, nawet ślady po

ugryzieniach. Pod językiem miał wepchaną kartkę z napisem: "Witaj dziecię, czyżby zabawy sobie chcecie? Nie zastanawiaj się, zaproś Cyrk

Radosnej Rzezi do własnego miasteczka i zabawmy się razem! Uczyńmy dzisiejszą noc niezapomnianą! Wystarczy tylko zapukać w odpowiednie drzwi..."

Przed śmiercią zapisał na komputerze wszystko to, co tu się działo w formie czegoś na kształt opowiadania, wspominając siebie w trzeciej osobie.

Jedyne o czym nie wspomniał, to o jego "uczcie" na samym sobie.

Przed sobą macie oryginalny zapis z komputera naszego aktora i informacje, które zebrałem osobiście. Pracowaliśmy razem nad odkryciem na czym polega ta szajka cyrkowców. Chcecie wiedzieć, co ja o tym myślę? Otóż mam tego cholernie dosyć, to już kolejna osoba, która dołączyła do cyrku. Rzucam tą robotę, a te informacje pozostawiam Wam. Jestem pewnie następny na liście, za dużo wiem. Chociaż w sumie nie tylko ja teraz jestem dla nich celem...

Strzeżcie się, bo Cyrk Radosnej Rzezi nigdy nie zejdzie z trasy. Kto wie, może nawet się spotkamy? Powodzenia. Nie podnoście biletu.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Teraz, po ponad 3 latach, robię już mniej błędów – tak mi się wydaje. Zapraszam na mój profil autorski; tam czekają nowości! Szymon Sentkowski
Odpowiedz
Nie rozumiem
Odpowiedz
Pomysł całkiem dobry, ale wykonanie - beznadziejne. Mnóstwo błędów (głównie językowych i logicznych): "tę robotę", "wspominając o sobie w trzeciej osobie". Przecież te błędy straszą! A co do języka... Straszliwy przerost formy nad treścią. Mam wrażenie - a może tak jest - że pisał to dzieciak, który stylizował swój styl na styl poważnych twórców, ale mu to wcale nie wyszło. Pomijam już fakt, że słowo "akt" jest zarezerwowane dla dramatu, a powyższy utwór dramatem bynajmniej nie jest.
Odpowiedz
za długie
Odpowiedz
Mega XD
Odpowiedz
Niezłe. :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje