Historia

On był naprawdę zły

affraid 8 9 lat temu 9 751 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Kiedy moja mama rozwiodła się z tatą, zamieszkałam z nią w innym mieście. Mówiła mi, że to dla naszego dobra, że z tamtym miastem miała złe wspomnienia. Tata ją bił, krzyczał na nią i dlatego się z nim rozwiodła. Zawsze mówiła: "On był naprawdę zły".

Od czasu przeprowadzki często budziłam się w nocy. Nie było to dla mnie nowością, już wcześniej budziłam się w nocy, ale gdzieś wyczytałam, że jeśli budzisz się w nocy bez powodu, to jest możliwe, że ktoś cię obserwuje. Oczywiście uznałam to za czyjś bezsensowny wymysł. Budziłam się w nocy prawie codziennie i nikogo ani niczego nie widziałam. Później zasypiałam i budziłam się dopiero rano. Pewnie wiele osób tak ma. Jednakże co mnie dziwiło, zawsze rano miałam na twarzy kilka brązowych plamek. Były maleńkie, często rozmazane. Musiał to być jakiś zaschnięty płyn. Często również moja poduszka była ubrudzona. Nie miałam pojęcia, dlaczego te plamki zaczęły się pojawiać. Może kapało coś z sufitu? Próbowałam poradzić się lekarza, ale nie wykryto u mnie żadnej choroby. Mówiłam o tym mamie, ale ona zawsze mi odpowiadała: "Nie bój się. To nic takiego". Pewnej nocy, kiedy próbowałam zasnąć, miałam obawy. Rozmyślałam nad tym, że ktoś na prawdę może mnie obserwować. Przez długi czas tak bardzo się bałam, że nie mogłam zmrużyć oka, ale w końcu senność przezwyciężyła strach i zasnęłam.

Sen nie trwał długo, bo jak zwykle się obudziłam. Zazwyczaj przekręcałam się na drugi bok i spałam dalej, ale teraz okropnie się bałam. Byłam zwrócona twarzą do ściany. Myślałam: "A co, jeśli coś stoi teraz obok mojego łóżka i się na mnie patrzy?". To straszne uczucie, zdawać sobie sprawę, że jakaś kreatura może cię obserwować. Jednak jeszcze gorzej jest, kiedy nie masz pewności, czy rzeczywiście coś cię obserwuje, czy nie. W takiej sytuacji kompletnie nie wiesz, co zrobić. Wtedy coś kapnęło mi na twarz. Było ciepłe. Oczy szeroko mi się otworzyły. Mimo tego okropnego uczucia czyjejś obecności zmusiłam się, by zasnąć.

Następnego dnia, jak zwykle moja twarz była czymś pokropiona. Opracowałam eksperyment. Najpierw chciałam się dowiedzieć, o której godzinie się budzę. Może to jakaś stała pora? Wiedziałam, że zwykle to było coś koło 3:00, ale nigdy dokładnie nie wpatrywałam się w mój elektryczny zegarek, tylko odrazu szłam spać. Postanowiłam, że gdy obudzę się w nocy, odczytam godzinę z zegarka i pójdę spać dalej. Nie chciałam na razie polować na to coś, jeśli cokolwiek mnie obserwowało. Wciąż miałam przed oczami poprzednią noc i czułam ten okropny strach.

Zasnęłam koło 21:20. Nie śniło mi się nic, przed oczami miałam całkowitą ciemność, w której leżałam niczego nieświadoma, jednocześnie czując się lekko i swobodnie... Wtem nadeszła chwila, gdy zostałam wyrwana z tego transu, nabrałam świadomości i od razu do serca napłynął mi strach. Znałam swoje zadanie, musiałam tylko spojrzeć na zegar... "Zrób to, nic się nie stanie!" -myślałam, czując, że się okłamuję. Byłam zwrócona twarzą do ściany, a zegar był po drugiej stronie. Stał na komodzie. Znów poczułam wilgoć na twarzy. Może ja po prostu podświadomie płaczę? Powoli, bezszelestnie, przekręciłam się na drugi bok. Doświadczyłam ulgi, bo nic nie stało obok mojego łóżka. Zegar pokazywał godzinę 3:01. To zwykła godzina, zwykłe cyfry, które pomagają odnaleźć się w czasie, a jednak mnie przeraziły. Czy to, że budzę się równo o 3:00 nad ranem może coś znaczyć? Mimo wszystko ta godzina już minęła, coś mi mówiło, że mogłam już spokojnie zasnąć.

Ta sytuacja powtórzyła się dwa razy. Budziłam się po ciemku, bałam się, ale nic się nie działo. Przeraził mnie tylko fakt, że zawsze, gdy patrzyłam na zegar, pokazywał on godzinę 3:01. Znaczyło to, że musiałam budzić się równo o 3:00, bo zawsze około minuty wahałam się, czy spojrzeć na zegar, czy nie. Teraz dopiero zaczęłam się bać. Wcześniejszy strach był tylko początkiem. Musiałam wstać z łóżka i zapalić światło, ale od razu po przebudzeniu. Nie wiedziałam, co może mnie czekać, czy zobaczę coś strasznego, czy może zginę na miejscu. Do końca dnia chodziłam zestresowana, ale nic nie powiedziałam mamie. Aż znów nadeszła noc. Może to głupie, ale dla pewności pod poduszkę schowałam nóż. Czułam się pewniej mając przy sobie coś do obrony. Ze smutną świadomością, że gdy znów się obudzę, będę musiała dokonać czegoś, czego bardzo się boję, jakoś zasnęłam.

Obudziłam się. Od razu spanikowałam. Znałam swoje zadanie, musiałam tylko się podnieść i nacisnąć włącznik od światła, który był zaraz obok łóżka. Wiedząc, że nie miałam wyboru, kiedyś musiałam to zrobić, wyciągnęłam nóż spod poduszki, szybko usiadłam na łóżku, sięgnęłam włącznika i w pokoju zrobiło się jasno. Rozglądałam się przez chwilę po pokoju, gdy ujrzałam moją mamę. Ten widok mnie przeraził. Serce na chwilę mi stanęło, mięśnie zastygły. Nie miałam nawet siły, by krzyknąć. Mama nie stała obok łóżka. Lewitowała nad nim. Usta miała szeroko otwarte, oczy całe białe, a ręce, jakoś dziwnie powyginane i wydłużone, wyciągnięte w moją stronę. Jej włosy, zwykle lśniące, o kasztanowym kolorze, teraz były potargane i matowe. Była wpół naga, okrywała ją tylko zwiewna koszula nocna, cała poplamiona krwią, która powoli kapała na moje łóżko. Trwało to około dwóch sekund, ale wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie... Kiedy ją zobaczyłam, bez namysłu wbiłam nóż w zakrwawiony brzuch, a potem szybko wyjęłam. Zszokowana obserwowałam, jak powoli opadała na ziemię. Wtedy jej włosy odzyskały dawny blask, ręce stały się normalne a krew z jej brzucha zniknęła i po chwili zaczęła sączyć się na nowo. Dosłownie z mrugnięciem oka zmieniło się również otoczenie. Byłam w sypialni, trzymałam nóż, a mama, leżąc na łóżku i się wykrwawiając patrzyła na mnie z trwogą. Światło było włączone. Ogarnął mnie okropny żal. Wybuchłam płaczem, rzuciłam nóż i padłam na kolana. Mama resztką sił wyciągnęła do mnie drżącą rękę. Popatrzyłam na nią. Ruszała ustami i coś szeptała. Przybliżyłam się do niej, wciąż łkając, by usłyszeć, co mówi. Z cichych szeptów usłyszałam bardzo powolnie wypowiedziane słowa: "On we mnie siedział. Zrobiłaś dobrze. Nie przejmuj się, nic się nie stało...". W jej oczach błyszczały łzy. Ręka, którą lekko wyciągnęła, bezsilnie opadła. Oczy zastygły, skierowane na mnie. Chciałam zemdleć ze strachu i smutku. To było takie okropne uczucie, że wolałabym paść na podłogę i odejść razem z mamą... Zaszlochałam głośno. Wtedy z mamy wyszło coś czarnego. Wyglądało jak jakiś rozmazany cień. Wypłynęło do góry i po chwili, kapiąc krwią na mamę, rozmyło się w powietrzu. Miałam wrażenie, że w tym mrocznym cieniu zobaczyłam zarys twarzy taty. Wtedy plama zniknęła z brzucha mamy. Zaskoczyło mnie to. W moim sercu zaiskrzyła nadzieja. Mama zaczęła swobodnie oddychać, jej oczy były zamknięte, a światło zgasło. Ja zaś znalazłam się znów w moim łóżku i nagle przed oczami pojawiła mi się ciemność.

Kiedy otworzyłam oczy, było już jasno. Szybko wstałam i pobiegłam do sypialni mamy. Leżała z zamkniętymi oczami. Krzyknęłam: "Mamo!" a ona wzdrygnęła się i otworzyła oczy. Podniosła się i powiedziała: "Co ty tu robisz? Co się stało?". Podbiegłam do niej i ją przytuliłam. Potem usiadłam obok na łóżku i ze łzami w oczach opowiedziałam jej całą historię. Ona odpowiedziała, że nic nie pamięta. Zdziwiło mnie to, ale wydawała się być wiarygodna. Wtedy powiedziała: "Wiesz, kochanie... Nie chciałam ci o tym mówić, ale ufam ci i wiem, że jesteś jedyną osobą, której mogę to powiedzieć. Po rozwodzie z twoim ojcem pojechałyśmy do parku, pamiętasz? Było już późno. Spotkałaś koleżankę, a ja na chwilę poszłam do samochodu. Wtedy go zobaczyłam. Zaczął mnie zaczepiać, był zły, że nie będzie mógł się z tobą widywać. Dostrzegłam w jego ręce pistolet. Wyciągnął rękę i chciał strzelić, wtedy ja uderzyłam go torebką i wyrwałam mu pistolet. On wstał. Zaczął mną szarpać, bić mnie. Nie miałam wyboru... Strzeliłam mu prosto w serce. Zaraz potem pobiegłam po ciebie i odjechałyśmy. On był naprawdę zły...".

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Dobra historia tylko trochę za krótka 10/10
Odpowiedz
Fajna, niepokojąca.. :3 Jednak ta końcówka (o tym parku) mogłaby być bardziej trzymająca w napięciu. Tak czy siak super! :D I dodam jeszcze że lubię takie krótkie/krótsze historie, dla mnie są bardziej straszne c:
Odpowiedz
Mama przeżyła ! \(^.^)/ radość wyczywam i 11/10 daje :d
Odpowiedz
Bardzo fajna historia
Odpowiedz
Świetna historia :) może nie straszy, ale trzyma w napięciu i niepokoi ;)
Odpowiedz
Trzyma w napięciu, fabuła też ciekawa. Mimo, że w creepastach postacie nie powinny wracać do życia tylko umierać tutaj ucieszyłam się, że mama przeżyła :)
Odpowiedz
Fajnie trzyma w napięciu na początku, ale później troche lipa, bo nie straszy
Odpowiedz
No ale jak na creepypaste za dobrze się kończy powinieneś skączyć przy słowach:odejść razem z mamą ... zaszlochałam głośno
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje