Historia

Normalna \"nocka\"

ninka 0 7 lat temu 762 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

To była zwykła nocna zmiana na zwykłej stacji benzynowej. Zegar wskazywał godzinę 2.33. Jak zwykle o tej porze niemal leżałam na swoim stanowisku,walcząc z ochotą zamknęcia powiek choć na sekundę. Opuściłam głowę i potarłam oczy. Kiedy je uniosłam,oślepiło mnie jasne światło. Zakryłam twarz dłonią,marszcząc czoło. Czy ci idioci jeżdżący tirami nigdy nie nauczą się,by nie walić nam światłami po oczach? Kiedy po chwili odjęłam ręce od twarzy,zdziwiłam się. Przed budynkiem nie było żadnego samochodu - podjazd,jak i parking były zupełnie puste. Sytuacja była dziwna,jako że akurat tego wieczoru parking dla tirów pękał w szwach. Pośpiesznie przydusiłam przycisk przewijający monitoring i powiększający kolejne ekraniki. Tak,wzrok mnie nie mylił - parking był zupełnie pusty. No cóż,pomyślałam,nawyraźniej wszyscy zaplanowali sobie odjazd o tej samej godzinie..takie rzeczy się zdarzają. Westchnęłam i już miałam wrócić do ogólnego podglądu całej stacji,gdy coś przykuło moją uwagę. Latarnie rozmieszczone wzdluż drogi prowadzącej wokół stacji zaczęły przygasać,jedna za drugą. Wpatrywałam się uważnie w lekko niewyraźny obraz,jednak nie umiałam wypatrzyć niczego szczególnego. Gdy zgasła ostatnia latarnia,ekran zrobił się zupełnie czarny. Jako że jestem fanką creepypast,przebiegły mi po plecach dreszcze. Szybko wcisnęła przycisk powracania,by nie patrzeć w ciemność. Bałam się,że zobaczę tam coś,czego nigdy nie chciałam oglądać. Ruszyłam w kierunku zaplecza,żeby powiedzieć kierowniczce o awarii systemu latarni za stacją - jednak nigdzie nie mogłam znaleźć ani jej,ani drugiej dziewczyny z mojej zmiany. Zaplecze było kompletnie puste. Moje spojrzenie padło na drzwi,przez które wnoszone są dostawy. Prowadziły one na tyły stacji,zaraz obok parkingu... Ręce mi drżały,oddech przyśpieszył. Nie było mowy,żebym choćby dotknęła klamki,a tym bardziej wyszła w ciemną noc. Ruszyłam na stację,powłócząc nogami. Coraz bardziej martwiłam się o koleżanki - gdzie one właściwie się podziewały? Nie widziałam,by wychodziły,a nie mogły obie wyjść od zaplecza,bo mamy obowiązek zamykania tamtych drzwi od razu,gdy nimi wyjdziemy... Dotarłam w końcu na swoje stanowisko. Nie bez strachu zerknęłam na ekranik monitoringu - i zobaczyłam,że latarnie znów działają. Odetchnęłam z ulgą,nawet zachichotałam pod nosem - niby poważna kobieta,a daje się tak głupio straszyć elektronice. Wciąż uśmiechając się,ruszyłam w kierunku półek. Chciałam poprzesuwać trochę towar,może dołożyć braki - normalna rzecz na nocnej zmianie. Kiedy podeszlam do półek przy przeszklonych ścianach,rzuciłam okiem na podjazd - i zamarłam. Na jednym ze stanowisk,dokladnie naprzeciwko mnie,stała jakaś postać. Nie umiałam w żaden sposób określić postury tej osoby,ponieważ była ubrana w czarny płaszcz,z kapturem na głowie. Mimo iż każde stanowisko jest dobrze oświetlone,to nie widziałam twarzy tego człowieka - kaptur opadał tak,że cień zakrywał mu całą twarz. Czułam jednak,ze mnie obserwuje. Dreszcze przebiegły mi po całym ciele. Nie widziałam nigdzie samochodu,a jednak ten człowiek stał i czekał,patrząc na mnie - najwyraźniej chciał jakieś pomocy. Nie mogłam jednak opuścić budynku stacji,póki nie wrócą moje koleżanki - gdyby coś zginęło,zostałabym za to obciążona. Wróciłam za kase i spokojnie czekałam,aż ten człowiek podejdzie. Zdjęta ciekawością zbliżyłam sobie na monitoringu podgląd tego stanowiska. Dementor (bo tak go ochrzciłam w myślach) podniósł powoli głowę i spojrzał wprost w kamerę,kaptur zsunął mu się z głowy. Z mojego gardła wyrwał się krzyk przerażenia. Później pamiętam tylko ciemność. Mimo,iż od tamtego zdarzenia minęło już półtorej miesiąca,wciąż jeszcze nie wróciłam do pracy. Nie wiem,ile jeszcze to potrwa,ale nie potrafię nawet zbliżyć się do tamtego miejsca. Podobno koleżanki cały czas przebywały na zapleczu,w miejscu przez które przechodziłam jakieś trzy razy...gdy usłyszały krzyk i huk przybiegły i znalazły mnie leżącą na podłodze. Lekarz stwierdził,że zemdlałam ze zmęczenia,a to,co mu opisywałam mogło być halucynacją na wskutek dużej ilości kofeiny w organizmie. Zapis monitoringu z tej nocy również nie potwierdził mojej wersji - nie było awarii latarni,człowieka na podjeździe,żadnej z opisywanych rzeczy. Ludzie z pracy odwiedzili mnie wprawdzie,gdy przebywałam w szpitalu,jednak patrzyli na mnie jak na wariatkę. Ja jednak wiem swoje - wiem,co widziałam i wiem,że pewnego dnia każda z dziewczyn przekona się,że mam racje. Nim zemdlałam,widziałam jeszcze krótką retrospekcję - jestem pewna,że to On mi to pokazał. Codziennie widzę Jego twarz pod powiekami,nim zasnę. Zresztą ciężko nie zapamiętać twarzy,w której tkwi ostrze siekiery...

Mówiłam,że widzę jego twarz pod powiekami? To nie problem. Schody zaczynają się dopiero wtedy,gdy czuje coś kapiącego mi na twarz i otwieram oczy...

Zazwyczaj widzę go o godzinie 2.33. Oczy wypływające z orbit,pordzewiałe ostrze tkwiące w miejscu nosa,mnóstwo zadrapań i skaleczeń...ale wiecie? Najgorsza jest świadomość,że ten człowiek był dobry. Że nie miał nic wspólnego z ciemnymi interesami swojego szefa...bo tak,to jeden z byłych pracowników stacji.

Gdy tylko dostałam znów telefon do ręki,wrzuciłam w google adres stacji. Okazało się,że przed wielu laty doszło tam do masakry...

Młody chłopak,niejaki Sławomir R uczył się w liceum nieopodal. Chciał pomóc matce samotnie wychowującej jego rodzeństwo i brał nocne zmiany na stacji. Nie wiedział jednak o wielu sprawach,na przykład o ściąganym haraczu przez miejscowy gang...

Łzy płynęły mi po policzkach,gdy czytałam tamtą relację. Członkowie bandy,po otrzymaniu kilkukrotnej odmowy wydania im pieniędzy,które trzymał w kasie,jako że nie wiedział o żadnym „zamówieniu” stwierdziło,że powinien mieć „nos Pinokia”,skoro kłamie jak on. Siłą wyciągnęli go na podjazd...Dokładnie o 2.33 niejaki Łysy zaatakował go siekierą,zadając mu cios w twarz...

Mówiłam,że nie wrócę na tą stację,jednak nie ze strachu przed samym budynkiem. Najbardziej przeraża mnie fakt,jak naciska na to,bym przekazała to dalej. Nie chcę...nie chcę...ale czy mogę walczyć z gnijącymi palcami owiniętymi wokół moich,które wymuszają wciskanie kolejnych przycisków na klawiaturze?

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje