Historia

Amor

mr_donut064 2 7 lat temu 948 odsłon Czas czytania: ~12 minut

♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Był 10 lutego 2014 r. Rick siedział samotnie w magazynie na posterunku policyjnym i przeglądał archiwa. Szczerze nienawidził tej roboty. Raz w tygodniu musiał zostawać po godzinach żeby przyjrzeć się dokładniej zarchiwizowanym papierom dotyczących wszystkich morderstw, gwałtów, kradzieży i innych tego typu rzeczy. Jako źródło światła służyła mu stara, zardzewiała lampka. Tylko taką znalazł w magazynie, a nie miał czasu żeby wziąć coś lepszego z biura. Godzina mijała za godziną, Rick czuł się coraz bardziej znudzony. Każdy dokument przeczytał już przynajmniej po razie. Skończył przetżąsywać ostatnie pudło z materiałem, więc wstał i udał się do szafki ze znakiem "A".

Tego dnia miał do przeszukania tylko jedną szafkę, jak zwykle. Odłożył pudło na swoje miejsce i już miał wyjść, gdy zauważył na samym szczycie szafki jeszcze jedno pudło. Było zakurzone, widać że nikt do niego nie zaglądał od dawna. Rick zdziwił się, nie zauważył pudła nigdy wcześniej. Zaintrygowany zdjął je z szafki i zabrał do swojego stanowiska. Otworzył je. Okazało się, że wszystkie papiery w nim się znajdujące należały do jednej zbrodni. Wziął plik kartek do ręki i zobaczył napis na pierwszej stronie. "Amor". Bez zbędnego namysłu zabrał się do lektury.

"14 lutego 2001 r.

Morderstwo w Walentynki. Sprawca nieznany. Ofiara znaleziona w miejscu zwanym przez okolicznych 'Wzgórze zakochanych'. Nie ma śladów morderstwa, jedyna skaza na ciele ofiary to wydrapane nożem na plecach serce."

"14 lutego 2002 r.

Kolejne morderstwo w dniu zakochanych. Ofiara zamordowana na "Wzgórzu Zakochanych". Jedyna skaza na ciele to znajdujące się na plecach wydrapane serce."

"14 lutego 2003 r.

Morderstwo na "Wzgórzu Zakochanych" w Walentynki. Ofiara ma wydrapane na plecach serce. Sprawca nieznany."

Rick przeglądał dalej. Raporty powtarzały się aż do roku 2013. Sprawca wciąż nieznany. Rick był szczerze zadziwiony tym wszystkim. 13 lat, 13 ofiar a sprawca wciąż na wolności. Walentynki wypadały za 4 dni. Policjant przeczuwał że w tym roku nastąpi to samo co rok temu. Nie zamierzał porzucić tego dochodzenia co (jak widać po stanie pudła) zrobili inni. Postanowił za wszelką cenę złapać mordercę, który zabił już tylu ludzi. Ale był jeden problem. Rick się bał. Był wręcz przerażony. "Wzgórze Zakochanych" znajdowało się 36 km. od domu Ricka. Wcześniej nie słyszał o żadnych morderstwach w tej okolicy, pewnie media zatuszowały całe zajście, a raczej całych 13 zajść. Mężczyzna postanowił powiedzieć komuś o całej sprawie. Zdecydował się wybrać swojego kumpla po fachu - Carla. Ufał mu i wiedział, że z chęcią mu pomoże. A raczej taką miał nadzieję...

"DING-DONG" zadzwonił dzwonek u drzwi wejściowych domu Carla. Mężczyzna wstał aby otworzyć. Dzwonek się powtórzył.

-Już idę!- krzyknął Carl kierując się w stronę drzwi. Otworzył je i ujrzał swojego przyjaciela Ricka.

-Cześć stary! Jak tam dzisiejsza papierkowa robota?-

-Znalazłem tam coś, co na pewno cię zaciekawi- Odpowiedział Rick podając Carlowi zakurzone pudło. Weszli do środka i rozsiedli się wygodnie przy stole w jadalni.

-Co to?-

-Otwórz i sam zobacz-

Carl otworzył brudne pudełko i sięgną ręką po znajdujące się w jego wnętrzu kartki. Spojrzał na nagłówek. "Amor". 'To pewnie pudło z magazynu' pomyślał 'Czytałem wiele razy raporty na A ale nigdy się na to nie natknąłem'. Zabrał się do czytania. Kiedy skończył odłożył kartki na stół i popatrzył na swojego kumpla. Zobaczył że jest zdenerwowany.

-I co o tym sądzisz?- spytał Rick zobaczywszy że jego przyjaciel skończył czytać.

-Nie wiem. Raport jak raport. To że sprawca jest nieznany, nie znaczy że mamy się bać- odpowiedział Carl drapiąc się po głowie.

-Walentynki wypadają za 4 dni-

-I?-

-I my musimy złapać tego mordercę. No, chyba że nie zechcesz mi pomóc-

-Zwariowałeś?-

-Nie, jeżeli tego nie zrobimy to za 4 dni umrze kolejna osoba. Chcesz mieć kogoś na sumieniu?-

-No nie, ale nie lepiej zostawić tą sprawę policji?-

-Cholera Carl! To my jesteśmy policją!-

-W sumie, masz rację. Jaki masz plan?-

-Szczerze? Nie mam jeszcze żadnego, od razu po odkryciu tego pojechałem do ciebie-

-A nie lepiej pokazać to szefowi? Na pewno coś zaradzi, zwoła lepszych ludzi.

-Nie sądzę, ktoś musiał zostawić to pudło na szafce, a patrząc na jego stan to nikt nie ma ochoty na rozwiązanie tej zagadki. Możliwe jest też że ktoś próbuje coś ukryć. Powiedz szczerze, widziałeś to pudło wcześniej-

-Nie...-

-Widzisz? Każdy z nas przynajmniej 3 razy przeszukał szafkę A i nie znaleźliśmy tego pudełka. Ponadto znajdowało się ono na samym szczycie szafki, czyli w miejscu niezbyt widocznym. Musimy rozwikłać tę sprawę!-

-Rick?-

-Tak?-

-Jesteś pewien że chcesz to zrobić?-

-Tak-

-A więc jestem z tobą- odrzekł Carl po czym wstał od stołu i jeszcze raz popatrzył na swojego najlepszego przyjaciela. Widział w jego oczach że nie podda się tak łatwo i wiedział, że mimo wszystko musi pomóc Rickowi nieważne w co by się nie wpakował...

♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Rick nie spał. Leżał na łóżku z otwartymi oczyma i wpatrywał się w ścianę. Myślał o tym co ma się wydarzyć za 3 dni. Musiał obmyślić jakiś plan. Dodatkowo będzie zmuszony siedzieć z Carlem na "Wzgórzu Zakochanych" od rana, ponieważ w raportach nie było zapisane o której godzinie działy się morderstwa. Policjant miał przeczucie, że zdarzy się to w nocy gdy ruch uliczny ucichnie a miasto zapadnie w sen. Wstał z łóżka i udał się do kuchni aby zaparzyć sobie poranną kawę. Przez cały czas rozmyślał nad tajemniczymi dokumentami znalezionymi poprzedniej nocy. Postanowił ubrać się, zjeść śniadanie i od zaraz brać się do przygotowania potrzebnego wyposażenia. W między czasie zadzwonił jednak do Carla, aby spytać go czy już w stał i jak się czuje. Odpowiedź była taka, jak policjant przeczuwał. Carl czuł się tak samo jak Rick. Był przerażony całą sytuacją. Mężczyzna odłożył komórkę na stół kuchenny i poszedł po plecak leżący na strychu. Otworzył ciężką, zakurzoną klapę prowadzącą do najwyżej leżącej części domu. Dawno tam nie zaglądał. Pewnie znowu zagnieździły się tam szczury lub inne pasożyty. Rick wiedział gdzie znajduje się plecak. Leżał w starej, wpół zjedzonej przez korniki szafie. Otworzył ją i szybkim ruchem ręki zatkał usta, ponieważ kurz z szafy wyleciał i rozsypał się wokół.

-Tu jesteś- rzekł Rick sięgając po stary, spracowany plecak. To był jedyny jaki miał. Nigdy nie jeździł na żadne campingi ani na tego typu wyjazdy, więc nie był mu potrzebny wypasiony plecak z ogromem miejsca. Otworzył go i zdziwił się tym, co zastał w środku. Była to latarka, zardzewiały nóż kieszonkowy "Stanley" i czteropak baterii.

-No, to połowę rzeczy już mamy-powiedział ucieszony -Jeszcze tylko pistolet, trochę amunicji (na wszelki wypadek) oraz coś do jedzenia i picia.-

Rick zszedł ze strychu zamykając za sobą mosiężną pokrywę służącą za wejście. Kierował się teraz do swojego pokoju aby zabrać pistolet. Otworzył szafkę przy biurku. Uśmiechną się na widok Colta 22 którego kupił 4 lata wcześniej na wypadek zagrożenia. Wyjął go i sprawdził ilość amunicji. '3 naboje' pomyślał mężczyzna 'trzeba będzie sięgnąć po żelazną rezerwę'. Wyjął z szafki śrubokręt i odkręcił śrubkę od ścianki biurka. Wyjął luźną deskę i wyciągnął zza niej resztę amunicji. Włożył wszystko do plecaka i skierował się do kuchni aby wybrać coś do picia oraz jakiś prowiant, w wypadku gdy będą musieli z Carlem czekać cały dzień. Już miał otworzyć lodówkę gdy komórka na stole zaczęła dzwonić. Rick wziął ją do ręki i przyłożył do ucha.

-Halo? -spytał

-Rick! To ty? -odpowiedział pytaniem głos ze słuchawki

-Tak, z kim mam przyjemność?-

-To ja, Carl. Mam dla ciebie ważną wiadomość. Przyjedź szybko do mojego domu.- odpowiedział po czym się rozłączył. Rick był lekko zdziwiony. Po tonie głosu Carla mógł wywnioskować że był zdenerwowany. 'Ciekawe co ma mi do powiedzenia' pomyślał Rick sięgając po klucze do swojego samochodu.

Rick zaparkował swoje auto przed domem Calrla. Wysiadł z niego i zadzwonił dzwonkiem. W tej samej chwili mężczyzna otworzył mu tak, jakby czekał na niego przed drzwiami. Miał podkrążone oczy jakby nie spał całą noc.

-Co ci się stało Carl? - spytał Rick zdziwiony

-Wejdź... - odrzekł Carl jakby nie usłyszał pytania. Cofnął się pozwalając Rickowi wejść. Policjant wszedł do domu i skierował się za swoim przyjacielem do kuchni.

-Usiądź... - nakazał Carl - Ja muszę wziąć coś z salonu -

Zdezorientowany Rick siadł na ksześle i zobaczył, że na stole kuchennym leży zakurzone pudło. Było to to samo pudło które zostawił poprzedniego dnia. Przysunął je do siebie i jeszcze raz spojrzał do środka. Zobaczył, że oprócz tych samych dokumentów które widział ostatnio, leżały tam jeszcze zdjęcia. Nie było ich poprzednio, Rick nie mógł przeoczyć czegoś takiego. Spojrzał na nie i o mało nie spadł z krzesła. Na 13 zdjęciach które znajdowały się w pudle było widocznych 13 serc. Każde z nich wyryte było nożem na czyimś ciele. Mężczyzna nie mógł w to uwieżyć. 'Skąd te zdjęcia się tu wzięły?' pomyślał 'przecież nie było ich tu poprzednio'. W tej samej chwili usłyszał jak Carl staje przed drzwiami. Zanim zdążył się odwrócić, poczuł jak jakiś ciężki, metalowy przedmiot ląduje na jego głowie. Oczy same mu się zamknęły, widział tylko ciemność. Nie mógł już dłużej myśleć o całej sprawie. Zemdlał, a raczej został ogłuszony.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Rick otworzył oczy. Nic nie widział. Było ciemno, a do tego strasznie bolała go głowa. Chciał sięgnąć ręką aby zobaczyć, czy ma guza lecz zorientował się że ma związane ręce. Z nogami było tak samo. Siedział pod jakąś ścianą w pomieszczeniu bez okien, a przynajmniej nie było widać aby jakieś były. Nie mógł się poruszyć. Bolały go wszystkie mięśnie. Próbował nasłuchiwać jakichkolwiek dźwięków ale nie udało mu się to. Panowała grobowa cisza, jedynym dźwiękiem był cichy oddech Ricka. Po paru minutach, które dla Ricka wydawały się godzinami usłyszał kroki. Ktoś podszedł do drzwi i włożył do nich klusz. Przekręcił go i po chwili Ricka oblało światło latarki. Próbował się bronić przed promieniami kłującymi go w oczy ale jedyne co zdołał zrobić to schylić głowę aby choć częściowo odizolować się od światła. Usłyszał głos, którego nigdy by nie pomylił z żadnym innym.

-Cześć Rick... - powiedział Carl

-Carl, co to miało być?!? - krzyknął Rick

-Wybacz..., ale musiałem..., inaczej byłbym czternastką.-

-Czym?!?-

-Czternastą ofiarą... - odrzekł Carl i zaświecił światło w pomieszczeniu. Rick zobaczył, że pokój był cały w kartkach. Były poprzyczepiane na ścianach i walały się po podłodze. Mężczyzna spróbował przyjżeć się im. "Morderstwo w Walentynki!" " Kolejne morderstwo w dniu zakochanych" "Sprawca nie znany" "Wszystkie ofiary łączy wyryte na ciele serce". Serce Ricka przestało przez chwilę bić. Nie mógł w to uwierzyć. Co jego najlepszy przyjaciel miał z tym wspólnego?

-Ale... Skąd? Jak? Kiedy? - Zapytał przerażony Rick. Wciąż nie mógł w to uwierzyć.

-Stało się to wczorajszej nocy... - zaczął Carl - Kiedy wyszedłeś dzwonek znów zadzwonił. Myślałem że zapomniałeś czegoś, ale to nie byłeś ty. Przedstawił się jako Amor. Na początku uznałem go za obcokrajowca, patrząc na to że takie imiona nie zdarzają się często w okolicy. Zapytałem go czego potrzebuje. Odpowiedział mi, że powie dopiero gdy znajdzie się w środku. Ależ ja byłem głupi... wpuściłem go do domu. Gdy zamknąłem drzwi ogłuszył mnie. Obudziłem się w swoim salonie przywiązany do jednego z krzeseł. Stał przedemną ten mężczyzna. Zagroził mi, że jeżeli nie złapię tego, kto zaczął grzebać w sprawie walentynkowych morderstw to ja będę czternastą ofiarą... Bałem się Rick! Bałem się jak cholera! Żałuję teraz tego, co zrobiłem, naprawdę... - powiedział Carl po czym schował twarz w dłonie. Rick nie wiedział co powiedzieć. Wciąż ciążyło mu wiele pytań, ale przynajmniej jedna zagadka się wyjaśniła.

-Żegnaj Rick - powiedział Carl idąc w stronę drzwi -Naprawdę mi przykro... -

-Zaczekaj! - krzyknął Rick, ale Carl już zamknął drzwi. Policjanta znowu otoczyła ciemność. Rick był zmęczony całą sytuacją. Nie panował nad sobą. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, zasnął.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Obudził się. Nie siedział już w pokoju, teraz leżał na trawie wciąż związany. Po okolicy poznał że jest to Wzgórze Zakochanych. Przejeżdżał tędy wiele razy, więc był pewien że to to miejsce. Wokół niego stały zapalone latarnie. Poczuł jak coś go podnosi i ustawia w pozycji pionowej. Zobaczył przed sobą jakiegoś człowieka, lecz nie widział jego twarzy.

-Witaj, jestem Amor, a ty jesteś ostatnią ofiarą dopełniającą mój krwawy rytułał - powiedział po czym się uśmiechnął - 14 rok! 14 dzień! 14 ofiara! - wrzasnął Amor wyciągając nóż zza pleców. Nagle obaj usłyszeli syrenę policyjną i krzyki policjantów. Amor rzucił Ricka na ziemię.

-Nie jesteś dzisiaj moją jedyną zdobyczą - rzekł po czym pobiegł w przeciwnym kierunku od policji. Rick upadł na głowę, co sprawiło że po chwili zemdlał

Kiedy się ockną był w posterunku. Policjanci wytłumaczyli mu co się wydarzyło. Carl zadzwonił po nich i powiedział że na Wzgórzu Zakochanych ma dojść do morderstwa. Przyjechali jak najszybciej się dało. Morderca uciekł, ale przynajmniej Rickowi nic się nie stało. Mężczyzna potrzebował chwili aby wszystko sobie poukładać. 'Amor - morderca zabijający w Walentyki od 13 lat w ten sam dzień zabijał jedną osobę. Mówił też coś o jakimś rytuale' pomyślał po czym przypomniał sobie o słowach mordercy zanim uciekł. " Nie jesteś dzisiaj moją jedyną zdobyczą".

-Gdzie jest Carl?!? - zapytał Rick

-Przykro nam - powiedział oficer - nie udało nam się go znaleźć. -

♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Kiedy Rick wrócił do domu nie mógł w to wszystko uwierzyć. Jego przyjaciel zginął, stał się 14 ofiarą mordercy Amora. Z jednej strony cieszył się, że wszystko już się skończyło. Nie wiedział co dalej zrobi Amor. Wypełnił już swój "rytułał" zabijając ludzi w Walentynki. Rick postanowił o wszystkim zapomnieć i starać się dalej normalnie funkcjonować. Minął tydzień. Policjant wciąż pamiętał o tragicznych wydarzeniach związanych z jego najlepszym przyjacielem. W jego życiu już nic nie było takie same. Stał się ponury, smutny i zamknięty w sobie. Już myślał, że jego życie będzie tak wyglądać gdy pewnego popołudnia, po powrocie z pracy zadzwonił jego telefon. Odebrał. W słuchawce usłyszał głos, którego właściciel sprawił mu tyle kłopotów.

-Zakończyłem swój rytułał. - powiedział Amor - ale nie kosztem twojego przyjaciela. On przyda mi się do czegoś innego. Zresztą, ty także... -

♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Napisane przez: Mikołaj Godziszewski/Mr_Donut064

Ps. Jest to moja pierwsza "pasta". Napisałem ją własnoręcznie. Proszę napisać w komentarzach co wam się nie podoba/co warto zmienić/ogólne wrażenia.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Miki, jesteś w tym całkiem dobry :D Mam nadzieję, że napiszesz coś jeszcze ;)
Odpowiedz
Dawaj drugą część! ;D Fajne :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje