Historia

Listy III

egro 17 8 lat temu 9 540 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Część pierwsza: http://straszne-historie.pl/story/7229

Część druga: http://straszne-historie.pl/story/7339

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko policji. Dbają.. Albo chociaż starają się dbać o nasze bezpieczeństwo. Łapią złych, bronią dobrych, od czasu do czasu wypiszą parę mandatów, by dostać bonus do pensji. Jednakże tych dwóch, którzy pilnowali mnie na komisariacie, do czasu przyjścia ich przełożonego, zatłukłbym czymkolwiek miałbym pod ręką. Może i są niedoceniani, gdyż zazwyczaj ludzie widzą tylko błędy i porażki, i tylko te wypominają. Może więc i dlatego ta dwójka postanowiła wyładować na mnie swoją frustrację. Jednakże nikt nie lubi być workiem treningowym. Zarówno w sferze fizycznej, jak i psychicznej, więc nic dziwnego, że byłem skrajnie zdenerwowany tą sytuacją.

Małym plusem było to, że mężczyźni nie mieli nazbyt wielkiej wyobraźni, jeżeli chodzi o docinki słowne, więc całkiem łatwo przychodziło mi odgryzanie im z lekką nawiązką (i nie ukrywam satysfakcją).

- Starczy panowie. – rzekł mężczyzna, który przekroczył próg pokoju, zamykając za sobą drzwi. – Jesteście wolni. – dodał do policjantów, a ci skinęli głowami i posłusznie opuścili pokój.

- Pan Filip Wilczur. – mężczyzna rozsiadł się wygodnie na fotelu przy biurku, naprzeciw mnie i zaczął przeglądać moją teczkę. Była ona wyjątkowo cienka, więc za dużo do przeglądania to nie miał.

- Zgadza się. – odparłem przyglądając mu się.

- Wie pan dlaczego się tu znalazł? – zapytał, nie unosząc na mnie wzroku.

- Jeden z pańskich ludzi zaproponował mi przejażdżkę.

- Panie Wilczur, prosiłbym, aby zaczął traktować tę sprawę poważnie. – dopiero teraz spojrzał na mnie i potarł palcami po wąsach. – Dla własnego dobra.

Westchnąłem lekko.

- O co jestem oskarżony? – zapytałem po chwili milczenia.

- Szczerze: o nic. – rzekł a ja ściągnąłem mocniej brwi. – Chciałbym jednak uzyskać od pana kilka odpowiedzi. Zacznijmy od prostego: Czy zna pan mężczyznę o imieniu Sławomir Gąsior?

- Nie znam. – odparłem od razu, chociaż domyślałem się, kim może ów dżentelmen być.

- Mhm.. A wie pan dlaczego zażyczyliśmy sobie pana obecności tutaj? – zapytał, a gdy ponownie zaprzeczyłem, odezwał się znowu. – Pragnęliśmy tu pana ugościć, ponieważ znaleźliśmy Sławomira Gąsiora okaleczonego w bardzo niewybredny sposób. Myślę, że domyśla się pan, w jaki, więc daruję sobie szczegóły. Co nas zainteresowało to fakt, że pracował jako kurier, który miał dla pana listy. Wszystkie.

Musiał zauważyć zdziwienie na mojej twarzy, gdyż ponownie pogładził się po wąsach i upił łyk kawy z kubka, który przyniósł ze sobą.

- Wszystkie czterdzieści siedem listów było zaadresowanych do pana. Pozwoliliśmy sobie otworzyć kilka z nich, gdyż jak pan sam przyzna, sytuacja ta była dość dziwna, zważywszy na okoliczności, w jakich znaleźliśmy pana Gąsiora. Wie pan, na co trafiliśmy w nich?

- Na puste kartki? – zapytałem bez większych emocji. Nie sądziłem, że Damian mógłby mnie okłamać w tej kwestii, więc byłem niemal pewny, że inni też widzieli tylko to.

- Dokładnie. Może mi wyjaśnić, dlaczego Sławomir Gąsior miał dla pana puste listy? – zapytał, a ja tylko westchnąłem lekko.

Przez następne pół godziny opowiadałem mu całą swoją historię związaną z tymi listami. Co jakiś czas przerywał mi pytając o jakieś szczegóły, by później przytaknąć głową i upić trochę kawy.

- Nie podejrzewa pan, że to ja mógłbym okaleczyć tego kuriera?

- Oczywiście, że podejrzewałem. Jednakże sprawdziliśmy pana dokładnie i miał pan proste i skuteczne alibi – był pan w pracy. – spojrzałem na niego pytająco, a kąciki jego ust wygięły się nieznacznie do góry. – Sławomir Gąsior został okaleczony we wtorek rano, w tym czasie pan pracował za biurkiem w firmie.

Gdy tylko skończył, a ja przeanalizowałem szybko to, co mi powiedział, spojrzałem na niego znów, a potem na kalendarz stojący na biurku.

- Widzę, że doszedł pan do tego samego co ja. – powiedział, a ja powoli przeniosłem wzrok w jego stronę.

- Jak to jest możliwe? – zapytałem, bardziej siebie niż policjanta, gdyż nie sądziłem, że uda mu się odpowiedzieć na to pytanie.

- Nie wiem. Na początku sprawa wyglądała prosto, jednakże, gdy usłyszałem pańską historię... Nie wiem co o tym myśleć. Powinienem uznać, że jest pan ćpunem i wysłać na odwyk. Ale coś mi się zdaje, że nie znajdą u pana żadnych prochów, co?

- Ani u mnie, ani we mnie. – odpowiedziałem.

- Taak.. Nie pozostaje mi nic innego jak pana puścić. – rzekł i wskazał na drzwi. – Panie Wilczur, jeżeli mogę coś doradzić, to niech pan będzie szczery. Jeżeli kiedykolwiek postanowi pan otworzyć jeden z tych listów, to niech pan odpowiada szczerze.

- Spalę je, jak tylko dostane w swoje ręce. – odparłem i spojrzałem na zegarek powieszony na ścianie, po czym opuściłem komisariat, zabierać swoje rzeczy. Była środa, piętnaście po jedenastej.

Zaraz po wyjściu z komisariatu zadzwoniłem do pracy wymyślając na szybko bajeczkę, dlaczego nie mogłem pojawić się dzisiaj w pracy, po czym zatelefonowałem tym razem do Damiana, by po mnie podjechał, bo nie wziąłem portfela. Złożyło się idealnie, bo Damian ma środy wolne, po czym usiadłem na krawężniku i zamykając oczy starałem się poukładać to wszystko w głowie.

- Może być po tym blizna. – rzekł, gdy zobaczył napis wycięty na moich policzkach.

- Mhm.. – odparłem tylko, gdyż nie było w tej kwestii zbyt wiele do gadania.

- Co z tym kurierem? Żyje?

- Nie wiem. – wzruszyłem ramionami. – Nie pytałem. Może żyje.

- Ciekawe czy takie zerwanie twarzy może spowodować śmierć.. od bólu związanego z szarpnięciem na przykład. Albo od wykrwawienia.

- Damian… - westchnąłem cicho.

- Tak, tak.. wiem. Co teraz? – zapytał.

- Spalę je. Zapomnę o nich i wrócę do normalnego życia. – rzekłem takim tonem, jakbym musiał do tego przekonywać samego siebie.

- Może to i dobry pomysł. Podwieźć cię do domu?

- Nie. – odparłem i wzdrygnąłem się na samą myśl o tym miejscu. – Jeżeli nie masz nic przeciwko, chciałbym dzisiaj przekimać u ciebie.

- Jasna sprawa. Czekaj, zapłacę i spadamy. Kelner, tutaj! – Damian machnął ręką na mężczyznę, który akurat przechodził obok, a ja odwróciłem głowę w stronę szyby i patrzyłem na przejeżdżające samochody.

- Proszę rachunek. – rzekł dziwny, męski głos. Zmarszczyłem brwi, gdyż brzmiało to bardziej jak gulgoczące „Pphrose Ghacgunek” i towarzyszył mu przy tym dźwięk przypominający ocieranie się dwóch kości i strzelanie ścięgien.

Odwróciłem się i zamarłem.

Cała knajpka była opustoszała i wyglądała tak, jakby spłonęła jakieś kilkanaście lat temu. Damian, goście, obsługa – wszyscy przepadli bez śladu. Obok mnie stał mężczyzna w stroju kelnera, którego pozbawiona twarzy czaszka uśmiechała się budząc u mnie przerażenie połączone z odruchami wymiotnymi.

Przede mną na stole leżała srebrna taca, na której znajdowała się biała koperta z moim imieniem i nazwiskiem.

Kelner wyciągnął rękę i wskazał palcem kopertę, przekrzywiając jednocześnie głowę w moim kierunku. Przełknąłem głośno ślinę i starałem się oddychać równo, aby nie zwrócić tego, co przed chwilą zjadłem. Z pewnym wahaniem sięgnąłem po kopertę i wyjąłem z niej kartkę.

Tym razem nie musiałem rozszyfrowywać tekstu, gdyż kolejne wyrazy wypalały się na kartce same.

„Witaj. Wyjrzyj za okno.”

Zrobiłem tak jak mi kazano i zmarszczyłem brwi. Przede moimi oczami ukazały się dwa obrazy, które łączyły się ze sobą w jedną całość. Po lewej był świat taki, jakim go pamiętam. Żywy, kolorowy, normalny. Po prawej natomiast świat zniszczony, spalony, pokryty zaschła krwią, rdzą. Patrzyłem na biegnącą z lewej kobietę z psem. Była ładna, młoda. Jednak gdy przebiegła przez „granice” łączącą dwa obrazy, wybiegła po prawej stronie jako osoba niemal cała spalona, z ropiejącymi ranami, w podartych szmatach, które miały pełnić rolę ubrania. Pies wyglądał podobnie, kuśtykał za panią na trzech łapach.

Nagle poczułem ciepło na dłoni, w której trzymałem list. Odwróciłem się w jego stronę i zobaczyłem następne słowa.

„Pomyśl i powiedz nam, który świat jest prawdziwy?”

Po tych słowach karta spłonęła i patrzyłem na popiół, opadający leniwie na stolik.

- Hej Filip.. Heeeej. – Damian trząsł mną i spojrzałem na niego całkiem zdezorientowany. – W porządku? Zamyśliłeś się. Chodź, jedziemy do domu.

Posłusznie wstałem za nim i czułem jak drobne kropelki potu spływają mi po czole. Wymyśliłem sobie to wszystko? Może faktycznie jestem już zmęczony tą sytuacją i teraz wyobraźnia płata mi figle, bo nie myślę już o niczym innym jak o listach.

- Damian, ta koleżanka Ani, o której wspominałeś. To psycholog tak? – zapytałem po dłuższej chwili.

- Tak.. umówię was, jak dojedziemy do domu. – Dobrze, że wyprzedzał fakty. To pomagało uniknąć wielu krepujących pytań.

Wychodziliśmy z knajpki, a ja powiodłem po niej wzrokiem po raz ostatni. Wszystko było tak jak trzeba, nowe, ładnie pomalowane, żywe. Wszystko tak jak powinno być. Może poza pozbawionym twarzy kelnerze, który wpatrywał się we mnie, dopóki nie opuściłem budynku. A może tak mi się po prostu zdawało.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

czemu nic dalej ?
Odpowiedz
Bardzo dobre, czy można prosić kontynuację Panie Autorze?
Odpowiedz
Kiedy 4 część?
Odpowiedz
Super :) czekamy na kolejne czesci :)
Odpowiedz
Super chcę 4 część.
Odpowiedz
Po proszę. 4 i kolejne części
Odpowiedz
Kiedy 4 czesc?
Odpowiedz
Czekam na kolejną! Historia trzyma fason :)
Odpowiedz
Super! Czekam na kolejną część <3
Odpowiedz
Świetne opowiadanie, jedno z najlepszych *.* Mam nadzieje ze bedzie kolejna cześć c:
Odpowiedz
4 część! Tu i teraz :D
Odpowiedz
Założyłabyś bloga, i tam pisała części.
Odpowiedz
Świetne *-* Czekam na następną część :)
Odpowiedz
Moja ulubiona historia! Z niecierpliwością czekam na kolejną część ^^
Odpowiedz
Wow, super :-) kiedy kolejna czesc?
Odpowiedz
Ile zamierzasz zrobić części?
Odpowiedz
Wasza Vizzowatość Autorze, a może by tak kontynuacja? :>
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje