Historia

Przypadek Chestera Franklina

banan07002 2 5 lat temu 5 608 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Nazywam się Chester Franklin i według badających mnie lekarzy jestem wariatem. Prawdopodobnie teraz chcesz odłożyć ten list przekonany, że jego autor jest obłąkany. Nie odkładaj go, proszę. Jeszcze nie teraz. Ja też kiedyś byłem normalny; Chyba nie myślisz, że całe swoje 25-letnie życie spędziłem w Zakładzie Psychiatrycznym św. Edwarda w Nebrasce, co? O, nie. Zapytasz, dlaczego więc tu jestem? Usiądź gdzieś, bo to co usłyszysz nie jest ani łatwe, ani przyjemne. Spisuję te wspomnienia, bo wiem, że niewiele mi już zostało. Czuję to. A więc zaczynajmy:

Jak już mówiłem nazywam się Chester Franklin i mam 25 lat. Gdy miałem ich o połowę mniej, interesowałem się zagadnieniem znanym jako świadomy sen, może słyszałeś. Dużo czytałem na ten temat, szukałem informacji i tak dalej. W końcu natrafiłem na jakieś artykuły w starych gazetach w szkolnej bibliotece. Zacząłem uczyć się technik świadomego snu. Szło ciężko, a swoje próby przypłacałem coraz częstszymi bezsennymi nocami. Ale wysiłek opłacił się: Już pół roku od rozpoczęcia nauki otworzyłem oczy będąc wewnątrz mojego własnego snu.

Nie jestem w stanie opisać, jak cudowna była kraina ulepiona wyłącznie z moich fantazji i marzeń, a którą co noc mogłem odwiedzać. Jeśli doświadczyłeś kiedykolwiek podobnego zjawiska, nieznajomy czytelniku, to wiesz z pewnością, o czym mówię. Jeszcze nigdy sny nie były tak… realne, tak… wspaniałe! Byłem panem sytuacji, mogłem robić to, o czym na jawie nie mógłbym nawet marzyć.

Z początku świadome sny miałem raz, może dwa razy w miesiącu. Ale ćwiczyłem, nieznajomy czytelniku, ćwiczyłem. Wkrótce co noc przenosiłem się do własnej krainy i spełniałem wszystkie swoje marzenia. Pewnego razu miałem ostrą kłótnię z kolesiem od fizyki w szkole. Stary belfer czepiał się o byle co, słowem, wkurzał mnie jak cholera. Jedyne co mnie pocieszało, to to, że dziś w nocy nakopie mu do tego pustego łba. W nocy zasnąłem szybko i gdy znalazłem się już we własnej krainie fantazji pobiegłem do mieszkania starego profesora. Wszedłem przez okno i zabiłem dziada: ot tak, przecież on i tak nie istnieje poza moją głową.

Wróciłem do mieszkania i zacząłem się zastanawiać, co by tu jeszcze zrobić, zanim się obudzę i nagle przypomniałem sobie artykuł, w którym pisali, że najwięcej ludzi podczas snu lata jak ptak, wymachując rękoma. Dziwne, ale nigdy tego nie próbowałem. Otworzyłem okno w salonie i poszybowałem pod niebo, coraz wyżej i wyżej...

Gdy się ocknąłem w szpitalu, nie czułem ani jednej kości w swoim ciele. Byłem jak worek ziemniaków, bezwładny i bezsilny. Uszczypnąłem się w rękę, ale nic to nie dało. Do pokoju weszła pielęgniarka, niosąc piłę do kości w dłoni.

- Muszę panu amputować nogi – rzekła słodko – i tak już na nic się panu nie przydadzą.

Krzyknąłem. Za pielęgniarką stał mój nauczyciel fizyki, z nożem w piersi, tak jak zostawiłem we śnie. Co to kurwa jest? Dopiero teraz zorientowałem się, że jestem przywiązany do łóżka jak świnia na rzeź. Pielęgniarka zbliżyła się, pobrzękując piłą.

- Jedna nóżka, potem druga, rączki, główka, haaaaaaa!

Uszczypnąłem się tak mocno, że oddarłem kawałek skóry od ciała. Scena rozmyła się.

Kolejnych scen nie pamiętam. Ale były. I to setki. Przez ten czas cele w szpitalu psychiatrycznym widziałem może trzy razy. Te trzy razy były jedynymi kontaktami z realnym światem, jakie pamiętam. Nie wiem, gdzie trafię jutro w nocy, gdy ogarnięty zmęczeniem znów zasnę i trafię do świata, gdzie czas nie ma znaczenia, a 1 rok trwać może tyle co jeden dzień. Gdy po siedmiu latach obudziłem się w szpitalu, poinformowali mnie, że spałem jak niemowlę przez cały dzień. Jak tu trafiłem? Nie pytaj mnie, czytelniku, bo nie wiem. Może i kiedyś wiedziałem, lecz po setkach koszmarnych podróży, jakie odbyłem w głąb własnego umysłu zapomniałem. Dziś, według lekarzy, jest trzeci dzień mojego pobytu w szpitalu. Jest noc, moje oczy kleją się niemiłosiernie, ale nie mogę zasnąć. Muszę skończyć ten list, świadectwo swojego szaleństwa i cierpienia, z którego nie jestem w stanie się uwolnić. Dziękuję, że mnie wysłuchałeś, czytelniku. Kto wie, co przyniesie noc?

A ty, czytelniku, czy jesteś pewien, że świat, który cię otacza, jest prawdziwy?

Chester Franklin

Zaprasam na fanpage'a

https://www.facebook.com/banan07002

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Według mnie pomysł dobry ale wykonanie było zbyt ogólne i mało doprecyzowane. Co do zakończenia - Dupy nie urwało ;) 7/10
Odpowiedz
uszczypnąłem się i nie urwałem sobie skóry, więc chyba tak
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje