Historia

Hiretzycyna

yappir 11 9 lat temu 10 101 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Na chodniku stała wielka tabliczka „Sekrety Świata – Wielkie ponowne otwarcie.” Wskazywała za pomocą wielkiej strzałki w małą uliczkę. Pierwsza moja myśl „Czyżby kolejny sklep typu wszystko po 5 złotych, albo jakiś stragan pełen antyków?”. Podobały mi się takie rzeczy więc postanowiłam, że zajrzę.

Sklep był wciśnięty w starą uliczkę ukrytą pomiędzy typowo postkomunistycznymi blokami. Sklep miał malutką fasadę, jedno okno wystawowe i drzwi. Na oknie były wyblakłe naklejki układające się w jego nazwę. Wnętrze sklepu wydawało się być stare. Półki były z nielakierowanego drewna, które zaczęło tracić barwę. Cały sklep dosłownie pokrywały warstwy kurzu, wszystko było zrobione z drewna, podłoga, lada, półki, nawet ściany były pokryte drewnem. Za ladą stał staruszek w swetrze i czytał gazetę.

Gdy przekroczyłam próg kasjer podniósł głowę znad gazety.

- Witam w Sekretach Świata.

- Dzień dobry. - Odparłam formalnie. Natychmiast zaczęłam oglądać towar, a staruszek powrócił do gazety. Wszystkie półki były wypełnione jakimiś bublami i przedmiotami o zerowej przydatności. Jakieś ozdobne noże, laleczki, ozdoby, obrazki, wiecie typowy złom do gromadzenia po kątach. Był tu nawet miecz. Wszystko miało dziwne ceny, strasznie wysokie jak na zwykłe graty. Oglądałam sobie to z ciekawości. Wreszcie zobaczyłam stoisko z tabletkami. Pierwsze pudełko głosiło „Niebieskie oczy – Hiretzycyna”. Spojrzałam na kolejne pudełka. Każde kończyło się słowem „Hiretzycyna” i najwyraźniej substancja była na wszystko, ponieważ było tu wszystko. Długie nogi, więcej włosów, mniej włosów, paznokcie, mniej tłuszczu, większe piersi, mniejsze piersi, wszystko. Chwyciłam pudełko, co za bujda na resorach. Sprawdziłam skład: „Hiretzycyna 90%, Aspartam 5%, Sacharyna 2%, E901 3%.”

- Przepraszam, co to jest Hiretzyna? - Zapytałam sprzedawce.

- To taki amerykański wynalazek. Nazywana lekarstwem na wszystko. Cząsteczka ma pamięć kształtu i można ją wykorzystywać do różnych zadań. Nie będę cię zanudzał nauką. - Odpowiedział. Ja spojrzałam na cenę „Niebieskich oczu” - 5 zł. Zawsze w sumie chciałam mieć niebieskie oczy zamiast brązowych, co mi tam. Kupiłam pudełko i opuściłam sklep. Już w drodze do domu otworzyłam pudełko i obejrzałam instrukcje. Połknąć i popić wodą, skład, producenta nie było, termin ważności, efekt widoczny po odespaniu ośmiu godzin, normalne instrukcje jak na każdym tego typu produkcie. Nic ciekawego. Wyjęłam pojedynczą tabletkę z pudełka. Co się może stać, jak by było szkodliwe to by nie sprzedawali. Połknęłam tabletkę.

Następnego dnia z ranka sprawdziłam efekty cudownego leku. Osłupiałam, miałam faktycznie niebieskie oczy. Amerykański wynalazek okazał się faktycznie działać. Rodzice wyjechali i nie mogli się mi sprzeciwiać co do łykania tabletek ze sklepu „Wszystko po 5 zł.”. Natychmiast po szkole wróciłam do sklepu. Całe stoisko stało tam gdzie wczoraj, a sklepikarz znowu czytał gazetę, tyle że dzisiejszą. Mam to czego nie ma każda przeciętna nastolatka, chyba wręcz śnie. Co my tu mamy, zobaczymy co to potrafi. Co jeszcze mi się w sobie jeszcze nie podobało? W sumie byłam trochę niska. Są tabletki na wzrost, co prawda trochę drożej, ale 10 zł to nie fortuna. Oczywiście przed snem zmierzyłam się – 147 cm. Tuż po wstaniu następne pomiary, HA 175 cm. Wszystkim jadaczki opadną jak mnie zobaczą, koniec bycia krasnalem. Z drugiej jednak strony trzeba kupić nowe ubrania, krótkie spodnie do tej pory.

Po kilku dniach przeszła mi przez głowę myśl, a dlaczego by nie być idealną? Co mnie zatrzymuje? Ludzie zawsze dążą do doskonałości. Może nawet w przyszłości dzięki temu zostanę modelką, albo coś. No można wziąć jeszcze kilka pudełek.

Dziadek w sklepie oczywiście w swetrze i z gazetą, a ja do swojego stoiska. W sumie to puste, ale nie oszukujmy się ludzie chcą dobrze wyglądać, a ja miałam okazje jak nigdy. Z całą siatką pudełek wyrzuciłam do kosza długi paragon opiewający na ponad stówę. Wieczorem musiałam tylko zjeść garść tabletek.

Wszystko wyszło doskonale. Musiałam tylko obkupić się w nowe ubrania, ale wystarczyło spojrzeć w lustro, aby przekonać się o tym jak niska była to cena. Minęło parę dni i zaczęłam się zastanawiać nad tym co zrobiłam. Chciałam obciąć paznokcie obcinaczką. Jednak opór okazał się większy niż zwykle. Heh te moje zdrowsze nowe paznokcie. Zacisnęłam mocniej obcinaczkę, ciągle jednak nic. Jeszcze mocniej, wreszcie metal pękł i narzędzie rozpadło się na kilkanaście części i rozleciało się po pokoju. Najwyraźniej metal się osłabił, albo coś. Jutro kupi się nową. Następnego ranka myłam zęby, nie zawracając sobie głowy obcinaczką. Po chwili szczotkowania w umywalce znalazł się trzy moje zęby. No nie, to się nie dzieje. Spojrzałam do swoich ust w lustrze. W moich dziąsłach znajdowały się trzy ostre wielkie zęby. No kurwa nie, jeszcze muszę spać, a to jest jakiś koszmar. Rzuciłam się do śmietnika szukając pudełek po Hiretzycynie. Znalazłam jedno pudełko i wyciągnęłam z niego instrukcje. Dostrzegłam po chwili punkt „nie mieszać”. Nie mogę, jak można było to przeoczyć. Co teraz? Podbiegłam znowu do lustra w łazience. Natychmiast zobaczyłam, że jedno z moich oczu jest czerwone. Jak można było władować się w coś takiego. Uderzyłam w kraniec umywalki ręką. Porcelana niczym najcieńsze szkło natychmiast się poddała. Pięścią odłupałam kawałek swojej umywalki. Mam problem, nie powiem. Wybiegłam z mieszkania i wyplułam na chodnik jeszcze więcej zębów. Biegłam chodnikiem na swoich długich nogach. W szybie samochodu zobaczyłam, że teraz oba moje oczy są czerwone. Szybko do sklepu, może tam będzie antidotum, albo sklepikarz będzie wiedział co robić. Już wiem dlaczego nikt inny nie skorzystał z pomysłu bycia doskonałym. Po drodze moje nowiuteńkie spodnie zaczęły się rozdzierać, oj chyba się poszerzam. Do sklepu zostało mi kilka zakrętów, poczułam dotkliwe swędzenie przedramienia. Podwinęłam rękaw, na przedramieniu miałam kilka łusek.

Wreszcie dobiegłam do sklepu. Osłupiałam, nie było naklejek na szybie, ani wystawy w oknie, drzwi za to były zabite dechami. Zapytałam jakiegoś niskiego gościa przechodzącego obok.

- Hej, czy tu nie było sklepu przypadkiem? - Wskazałam na zabite dechami drzwi.

- Tak, ale jest zamknięty od lat 70. - Typ ruszył przed siebie i mruknął pod nosem. - Dziwadło...

Stanęłam przy drzwiach z paniką w głowie. To jakiś dowcip. Wiem, że tam jesteś staruszku. Kopnęłam drzwi, a te wleciały do wnętrza sklepu. Schyliłam się i weszłam do sklepu. Wszystkie półki były puste, na ladzie nie było kasy, nigdzie też nie było sklepikarza. Tam, gdzie kiedyś były tabletki, teraz stały tylko puste zakurzone półki. Nie było tu śladu nikogo od lat 70. Wszystko było pokryte wiekową warstwą kurzu. Zaczęłam przeszukiwać wszystko, no przecież nie oszalałam, tu jeszcze kilka dni temu był sklep i cały ten chłam, i te tabletki, i to, i ten dziadek...

Usiadłam na podłodze i podrapałam się w głowę. Poczułam, jak pękają mi buty. Co teraz...

---

Inna historia o tym sklepie: http://straszne-historie.pl/story/7681

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

ktoś musiał oglądać ten miniserial Bezkresny świat Herberta George'a Wellsa bo w nim był własnie motyw takiego sklepu gościu kupił flakonik płynu na porost włosów i niemógł się obciąć bo ciągle włosy mu odrastały był też grupszy facet który chciał być lżejszy to zamiast schudnać unosił sie w powietrzu jak balon napełniony helem
Odpowiedz
świetne!
Odpowiedz
Naciągane potwornie, a bohaterka strasznie durna.
Odpowiedz
Bardzo fajne, chciałbym takie tabletki
Odpowiedz
Czemu to się skończyło na "Co teraz..." JA CHCE DALEJ ! xD
Odpowiedz
Bardzo fajne :-) Cóż wilkołak z łuskami? Nie sądze :-)
Odpowiedz
super!
Odpowiedz
Będzie wilkołak xD
Odpowiedz
Super. Czekam na druga czesc :)
Odpowiedz
Całkiem, całkiem
Odpowiedz
fajne przydałaby się druga część ^^
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje