Historia

\"Jeden zero dla mnie Michale\"

sevastjan 2 7 lat temu 741 odsłon Czas czytania: ~7 minut

- No zrób to ! Na pewno nie zauważy ! Jest już stara, ślepa, po co jej te pieniądze ? Wykorzystamy je o wiele lepiej – Spojrzał na drewnianą tandetnie zdobioną szkatułkę leżącą w szufladzie szafki nocnej. Wystarczy ją uchylić, wziąć banknot i zamknąć szufladę. Nie zauważy. Do tej pory nie zauważyła. Dlaczego miałoby się to zmienić ?

- Patryk ? Gdzie jesteś kochanieńki ? Chodź już jeść – usłyszał dochodzące z kuchni wołanie babci

- No bierz i spieprzamy stąd, nie bedziemy żarli tego jej głupiego obiadu ! – warknął drugi głos. Patryk sięgnął ręką do szkatułki wyciagając dwa stuzłotowe banknoty, zostawiając skrytkę pustą.

- Przepraszam babciu, ale naprawdę muszę już lecieć, czekają na mnie, musze zrobić coś ważnego ! – krzyknął ścierając kropelkę krwi która kapnęła z jego nosa gdy pochylał się by zawiazać buty i wyszedł szybko z mieszkania.

- Hej, zaczekaj, dokąd… – wołała babcia. Ale Patryk już jej nie słyszał.

Wbiegł kilka osiedli dalej w jedną z ponurych bram, gdzie zawsze stał jeden z nich. Ciemność panująca w bramie jak i cień który rzucał kaptur na twarz dilera nie pozwoliły Patrykowi rozpoznać czy był to ten sam handlarz co wczoraj, czy może ten który jest tu w poniedziałki. Zresztą to nieważne. On jest tylko pośrednikiem, Patryka interesuje towar.

- Weź za całą kase jaką mamy. Bedziemy mieli zapas, bo do emerytury starej jeszcze troche czasu a przecież nie weźmiemy pieniędzy od twojego ojca – szepnął do niego głos. Patryk wyciągnął zawinięte pieniądze i podał dilerowi. Ten rozwinął banknoty, rozejrzał się wkoło po czym powoli sięgnął do kieszeni bluzy z której wyciągnął kilka małych torebeczek. Podał je Patrykowi po czym szybko odszedł w kierunku mieszkań.

- Jestem głodny. Już. Nie ma tu nikogo. Szybko ! – mówił coraz głośniej głos w głowie Patryka – NO JUŻ ! JESTEM GŁODNY ! – Patryk włożył palec w torebeczkę po czym skierował go w stronę nosa…

***

- GŁODNY ! OBUDŹ SIĘ ! – krzyczał głos. To był sen. Patryk dawno nie śnił. Zanim otworzył oczy zmarszczył nos. Smród szczyn, smaru, starego żarcia z pobliskiej budki z kebabem i wszelkiego rodzaju śmieci uderzył jego nozdrza. Przejechał dłonią po twarzy. Zniszczona skóra, zarost i zakrzepła krew wokoło nosa utwierdziły go w tym przekonaniu. To na pewno był sen. Śnił mu się ostatni dzień w domu. Gdy wrócił późną nocą naćpany, ojciec już na niego czekał. Patryk pamięta tylko płacz babci i krzyk ojca. Krzyk i słowa o tym że jego matka przewraca się w grobie. Ojciec dowiedział się o pieniądzach które podkradał i znalazł przy nim narkotyki. Patryk pamieta krzyk. Pamięta też pięść ojca wymierzoną prosto w jego twarz. Jego złamany nos już nigdy nie był prosty. Pamięta że oddał ojcu. Oddawał mu tak przez godzine. A może to było tylko dziesięć minut ? Nie pamięta tego. Uciekł z domu i nigdy już do niego nie wrócił. Rodzina prawdopodbnie powiedziała że wyjechał za pracą, w końcu był już pełnoletni a ojciec nigdy nie przyznałby się do syna narkomana.

Od tamtego zdarzenia minęło dziesięć lat. Powoli podniósł się ze swojego legowiska. Dzisiejszy dzień będzie dla niego wyglądał jak wszystkie poprzednie lata. Spędzi go na starym obskurnym dworcu, „zarabiając” na kolejną działkę. Żebranie od podróżnych, okradanie innych bezdomnych, tych starszych, słabszych, często zbyt pijanych lub naćpanych by zareagować.

Całe jego ciało przeszył ból. Każdy z nerwów krzyczał głosem jego uzależnienia – POTRZEBUJE TEGO ! – Patryk znał ten głos doskonale. Był jego towarzyszem odkąd dosłownie „wciągnął” sie w narkotyki. Wiedział też że jedynym sposobem na jego uciszenie jest zaspokojenie głodu. Ruszył więc na łowy.

Dzień nie przyniósł mu zbyt wielu pieniędzy. Podróżnych było niewielu, dworzec był praktycznie opustoszały. Także i „kolegów po fachu” nie było wielu. Pewnie większość dziś zajęła się zbieraniem złomu, puszek czy butelek byleby mieć jakieś drobne. A zbierać było co, młodzież w pobliskim parku zostawia dużo „skarbów”, szczególnie w okresie wakacyjnym. Trzeba tylko znać odpowiednią porą. Patryk wiedział że przez najbliższe godziny nie bedzie już co zbierać, trzeba trochę poczekać. Już miał wracać do swojego legowiska aby tam w samotności czekać na okazje, ale wtedy zobaczył Go.

Szedł przez korytarz dworcowy. Wpierw spojrzał na jego twarz. Gładko ogolona, zielone nieobecne oczy, wpatrzone jakby w dal i szyderczy uśmiech. Mężczyzna miał średniej długości czarne włosy zaczesane do tyłu. Błyszczące prawdpodobnie od żelu użytego do ułożenia ich. Idealnie dopasowany garnitur, z pewnością kosztujący więcej niż Patryk kiedykolwiek widział na oczy. Światło starych jarzeniówek odbijało się w jego wypastowanych idealnie czystych butach. Patryk spojrzał na jego lewą rękę w której ów mężczyzna niósł czarną walizkę, z rodzaju tych w których na filmach gangsterzy noszą dziesiatki tysiecy dolarów lub pakunki z kokainą. Po bliższym przyjrzeniu się Patryk zauważył że mężczyzna pomimo wyglądu jakiegoś ważnego biznesmena nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia kilka lat a i jego postura była chuda ale nie mizerna. Byłby łatwym celem.

- TAK ! – krzyknął głos w jego głowie – Bez problemu go obalisz. Wyobrażasz sobie ile on musi mieć pieniędzy w portfelu ? A co w tej walizce ? Będziemy bogaci ! Szybko, zanim ucieknie stąd !

Patryk jeszcze chwilę się wahał. Mężczyzna wszedł do dworcowej ubikacji. Tak, to była najlepsza okazja. Ruszył za nim. Plan był prosty. Zajść go od tyłu, uderzyć kilka razy jego głową o ścianę lub zlew, zabrać portfel, zegarek, sprawdzić czy jest coś wartościowego w walizce i uciekać. Wszedł do ubikacji. Mężczyzna stał przy zlewie.

- Wiem czego chcesz – powiedział do Patryka, nie przestając myć rąk – daj mi tylko umyć ręce.

Patryk stał sparaliżowany. Mężczyzna skończył myć ręce, siegnął po papierowy ręcznik, wytarł je i westchnął odwracając się w stronę swojego niedoszłego napastnika który spojrzał mu głęboko w oczy. W jego zielonych oczach było coś niepokojącego a nawet złowrogiego. Patrykowi zaczeły pojawiać się w głowie wszystkie złe uczynki jakie kiedykolwiek popełnił. Kradzieże, pobicia, płacz babci, zakrwawiona twarz ojca… Szybko potrząsnął głową. Musi koniecznie coś wziąć bo zaczyna mieć omamy. Spojrzał znów na tajemniczego mężczyznę, który sięgnął do wewnętrznej kieszeni garnituru i wyciągnał z niej małe zawiniątko.

- Czy tego właśnie chcesz ? – spytał machając małym woreczkiem wypełnionym białym proszkiem przed twarzą Patryka

- TAK – krzyknał w tym samym momencie w którym wykrzyknął to samo głos w jego głowie. Wyrwałby mężczyznie torebeczkę ale wciąż nie mógł się ruszyć. Nie wiedział dlaczego.

- Chciałeś pobić może nawet zabić i okraść nieznajomego byleby zdobyć pieniądze na narkotyki – powiedział mężczyzna. Z jego twarzy zniknął uśmiech i pojawiło się przygnębienie. Mężczyzna mruknął coś do siebie. Patryk dosłyszał tylko słowo „żałośni”, po czym na twarzy nieznajomego pojawił się spowrotem szyderczy uśmiech – zrobiłbyś dla tego syfu wszystko ? Bo robiłeś już wiele, to wiem.

- Tak – odpowiedział Patryk, tym razem spokojniej. Głos w jego głowie wrzeszczał. Był już tak blisko swojego ukochanego narkotyku.

- Dostaniesz to. Oczywiście. Mówisz że zrobiłbyś wszystko. Czy oddałbyś za to duszę ?

„Co to za głupie pytanie” myślał Patryk. Głos w jego głowie był już tak głośny że prawie je zagłuszył.

- Tak – Odpowiedział Patryk – TAK. TAK. Chce. Oddam dusze za to – powtarzał coraz głośniej

- Umowa stoi – odpowiedział wyraźnie rozbawiony mężczyzna – To było łatwiejsze niż myślałem – powiedział do siebie. Ale Patryk juz go nie słuchał. Odzyskał władzę we własnym ciele, wyrwał mu z ręki torebkę i rzucił się w kąt ubikacji dobierając się do swojego „skarbu”. Drzwi od dworcowej toalety otworzyły się na szeroko uderzając w ścianę. Wbiegł drugi młody mężczyzna. Pomimo na oko tego samego wieku, od nieznajomego w garniturze różnił się praktycznie wszystkim. Od rozczochranej blond czupryny, przez błękitne oczy na stroju którym była zwykła biała koszulka i jeansy, kończąc. Patryk nawet nie zwrócił na niego szczególnej uwagi, ledwie zerknął. Drugi mężczyzna spojrzał najpierw na Patryka który już kończył wciągać pierwszą kręskę rozsypaną na kafelkach, następnie na mężczyzne w garniturze który otwierał swoją walizkę.

- To niesprawiedliwe – powiedział głośno – nie miał żadnego wyboru !

- Przecież Michale – zaczął mężczyzna w garniturze – zawsze jest jakiś wybór. Wolna wola, czy jakoś tak - dokończył uśmiechając się

- Biedny głupiec nie wiedział co czyni, omamiłeś go – kontynuował oskarżenia blondyn nazwany przez mężczyzne Michałem.

- Jak to nie wiedział ? Wyraźnie spytałem czy odda mi duszę w zamian za narkotyki, zgodził się, transakcja zawarta. Wiesz dobrze że nawet ja nie mogę pewnych zasad łamać – odpowiedział mu pierwszy mężczyzna – a teraz wybacz muszę się czymś zająć – powiedział podchodząc do Patryka który leżał już na kafelkach z zamkniętymi oczami, szczęśliwy z powodu zaspokojenia głodu narkotykowego. Nagle poczuł się źle. Coś paliło go całego wewnątrz. „Czy przedawkowałem ? Czy tak umrę ? Nie chcę. NIE !” Krzyczał w myślach. Otworzył oczy. Zobaczył nad sobą rozłożoną dłoń. Mężczyzna w garniturze uśmiechał się szyderczo stojąc nad nim. Patryk próbował krzyczeć ale nie potrafił wydać z siebie dźwięku. Ból rozrywał go od środka. Ostatnim co zobaczył w życiu były zielone oczy nieznajomego patrzące na niego z nienawiścią.

- Mogłeś to chociaż zrobić mniej boleśnie – powiedział cicho Michał odwracając wzrok od ciała Patryka

- Przyjrzyj się Michale. Właśnie dla takich ścierw ojciec nas porzucił – powiedział mężczyzna w garniturze

- Ojciec nigdy… – zaczął Michał ale mężczyzna w garniturze mu przerwał

- Wzgardził nami ! Zaczął cenić swoje młodsze dzieci bardziej niż nas ! Mieliśmy im służyć. IM ! – mówił wyraźnie rozgniewany mężczyzna – Wiesz dlaczego to robię ? Wiesz jak wielką przyjemność sprawia mi udowodnieniu Mu jak, w Jego mniemaniu najdoskonalsze co stworzył, jest zepsute ?!

- Naprawdę Lucyferze, boli mnie patrzenie na to kim się stałeś – powiedział Michał spuszczając wzrok

- Jeden zero dla mnie Michale - rzekł powoli Lucyfer - Do zobaczenia wkrótce bracie - powiedział zamykając walizkę.

- Zaczekaj... - zaczął Michał, ale jego brata już nie było. Podszedł do ciała Patryka i zamknął jego powieki.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Super, czytałam jednym tchem :)
Odpowiedz
Bardzo ciekawe opowiadanie, podoba mi się! A tak się zastanawiałam, skąd święte imię u jednej z "mistycznych" postaci.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje