Historia

Błękitne oczy

gracey 5 9 lat temu 8 873 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Nigdy nie miałem szczęścia jeśli chodzi o miłość. W przeciwieństwie do wielu moich znajomych, byłem typem romantyka, nie chciałem mieć kobiety ,,na chwilę”. Zależało mi na znalezieniu tej jedynej, z którą mógłbym spędzić resztę życia. Miałem już trzydzieści pięć lat na karku i wciąż nie zapowiadało się na to, bym miał kogo poprowadzić do ołtarza.

W ciągu całego swojego życia nie byłem w wielu stałych związkach. W wieku szesnastu lat spotykałem się z Amandą, moją pierwszą wielką miłością. Jednak szybko wyszło na jaw, że to uczucie było jednostronne. Byłem tym załamany, jednak po jakimś czasie pozbierałem się z myślą: ,,Hej, świat się nie kończy i trzeba iść na przód! Mam przed sobą jeszcze mnóstwo czasu.”. W sumie łatwo to powiedzieć, gdy nie jest się nawet pełnoletnim.

Jednak trochę później, bo w wieku dwudziestu lat znalazłem kogoś specjalnego. Sarah była wspaniałą osobą. Śliczną, delikatną i wrażliwą, a także bardzo mądrą. Po tym, jak byliśmy ze sobą ponad rok, zaczynałem się zastanawiać nad kupnem pierścionka zaręczynowego. Niestety moje plany pokrzyżował fakt, że gdy pewnego dnia wróciłem do mieszkania, które zaczęliśmy wspólnie dzielić, spotkałem ją tam z Joshem, jednym z moich kolegów z pracy. Rozerwało mi to serce i nie mogłem się z tego otrząsnąć przez naprawdę długi kawał czasu.

Trzy lata później spotkałem Annabeth. Po tym, jak poznałem ją trochę lepiej zacząłem sądzić, że to właśnie ona będzie w stanie posklejać od nowa moje złamane serce. Byliśmy razem długo. I widziałem, że nie tylko ja starałem się zacząć rozmowę na temat ślubu. Ona również dawała mi znaki, że tylko na to czeka. Jednak wszystko popsuł wyjazd. Jej rodzina wyjechała na drugi koniec świata, a ona nie sądziła, że potrafiłaby sobie bez nich poradzić, nawet ze mną przy boku. Wyjechała, a po pół roku porozumiewania się przez telefon i internet uznała, że nie potrafi tego kontynuować w ten sposób. Nie radzi sobie z odległością, jaka jest między nami.

Uznałem, że dam sobie spokój z kobietami, jednak nie potrafiłem. Będąc już trzydziestolatkiem poznałem Monicę. Była taka cudowna. Myślałem, że nam się uda. Jednak to co było między nami trwało krótko, nie wiem, czy nawet nie było to krótsze niż moje spotkania z Amandą, choć byłem wtedy zaledwie szesnastolatkiem. Przekonałem się, że tylko przy mnie wydawała się być taka delikatna, spokojna. W rzeczywistości miała ona dwie twarze. Jej druga strona prawie co wieczór wychodziła na imprezy, zabawiała się z facetami i upijała do nieprzytomności.

I wtedy mnie trafiło. Mając trzydzieści trzy lata poznałem JĄ. Na imię miała Rose. Była piękna, mądra i wrażliwa, jednak także silna i zdeterminowana, gdy obrała sobie jakiś cel. Kochałem ją całym sercem i wiedziałem, że ona czuje to samo, co ja. Widywaliśmy się prawie codziennie, bo naprawdę nie potrafiliśmy wytrzymać bez siebie zbyt długo. Przez tak wiele czasu, który spędziliśmy ze sobą, mogłem podziwiać jej idealnie ułożone, brązowe loki, rumieńce na policzkach i perfekcyjne, białe zęby, za każdym razem gdy się do mnie uśmiechała. I jej oczy. Najcudowniejsze błękitne oczy jakie w życiu widziałem. Mógłbym się w nie wpatrywać godzinami. Jednak, jak już mówiłem, ja nigdy nie miałem szczęścia w miłości i nie zapowiadało się na to, by to miało się zmienić. Zaczęliśmy się widywać coraz rzadziej, aż pewnego dnia przyszła do mnie i poważnym tonem poprosiła mnie o rozmowę. Powiedziała mi, że odchodzi. Kochała mnie, jednak to uczucie zaczęło wygasać, aż w końcu całkiem zniknęło.

Załamałem się. Żadna inna kobieta nie działała na mnie wcześniej tak bardzo, jak Rose. Czułem, że nigdy już o niej nie zapomnę. I nawet nie miałem takiego zamiaru. Nie potrafiłbym. Jej piękny uśmiech. Blada skóra. I te oczy. Chciałem już zawsze móc w nie patrzeć. Na te nieziemskie, błękitne oczy.

I dlatego też słoik, w którym się znajdowały postawiłem tuż na biurku, żeby zawsze były w zasięgu mojego wzroku.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

nawet nawet
Odpowiedz
Jednym słowem słabe.
Odpowiedz
Czy tylko mnie denerwują te psujące klimat amerykańskie imiona w polskiej historii? Gdyby to było tłumaczenie - OK. Ale nie jest.
Odpowiedz
spodziewałem sie czegoś wielkiego, a tu znowu trzymanie gówy w słoiku -_-
Odpowiedz
pasta fajnie napisana, szkoda tylko że jej motyw został wykorzystany już wszędzie
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje