Historia

Głos Sumienia,cz. 2

ninka 0 7 lat temu 582 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Po okropnej pobudce i zjedzonym na szybko śniadaniu pobiegłam do Marty - autorki zdjęcia tej kobiety. Chciałam ją zapytać,skąd je wzięła,zwyzywać od najgorszych - cokolwiek. Cokolwiek,by poczuć się odrobinę lepiej.

Gdy dobiegłam pod jej dom,uświadomiłam sobie,że wyglądam jak uciekinier domu wariatów - rozczochrane włosy,ani krzty makijażu,ubrana w krótką koszulkę na ramiączkach i spodenki do spania. W całym tym natłoku myśli nie pomyślałam nawet o podstawowych sprawach,jak choćby zmiana ubrania. Doskwierało mi zimno,ale śnieg zaczynał już topnieć w nieśmiałych promieniach słońca - wiedziałam,że za niedługo nie pozostanie po nim nawet ślad.

Postanowiłam jednak mimo wszystko zapukać do jej drzwi. Pomyślałam nawet,że taki wygląd doda mi wiarygodności.

Po około pięciu minutach dobijania się pięścią do drzwi w progu stanęła jej matka z małym dzieckiem na ręku. Była rozespana i wściekła,z jej oczu biła złość. Mały braciszek Marty wył jak potępieniec,wijąc się w jej ramionach.

- Słucham? - warknęła. Poczułam się nieco niepewnie,widząc tak otwartą wrogość,ale postanowiłam spróbować.

- Ja do Marty - odpowiedziałam cicho. Mały przestał płakać na dźwięk mojego głosu i teraz przyglądał mi się zaintrygowany.

- Marta śpi - oświadczyła krótko jej matka,po czym zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Zza nich dobiegł jeszcze do moich uszu płacz dziecka,oddalający się stopniowo.

Nie wiedziałam,co dalej zrobić. Postanowiłam spróbować jeszcze złapać Martę w szkole. Wróciłam do domu i zaczęłam się ogarniać.

Na pierwszą lekcję przyszłam spóźniona. Zerknęłam kątem oka na ławkę pod oknem,ale Marty nie było,zresztą jak cały dzień. Wróciłam do domu lekko przygnębiona.

Kładąc się spać,drżałam ze strachu. Wiedziałam,że to jeszcze nie koniec. Tamta sprawa nie zakończyła się na samym wypadku..

I miałam rację.

Ledwo zamknęłam oczy,znalazłam się w znajomym korytarzu. Mdłe światło,rzędy drzwi,spod jednych z nich wyzierało światło. Wiedziałam,że od tego nie ucieknę. Westchnęłam lekko i nacisnęłam klamkę.

Dziś siedziała na fotelu,którego wcześniej nie zauważyłam. Suknia ładnie układała się na jej nogach,zakończonych białymi bucikami na obcasie. Uśmiechnęła się lekko,gdy weszłam.

Położyłam się na podłodze i zamknęłam oczy. Po chwili otworzyłam je ponownie,wciągając w płuca zapach piasku i palonej gumy. Znów byłam w lesie.

Widziałam,jak nastoletnia ja podchodzę na palcach na skraj zagajnika i oglądam szkody.

To wyglądało strasznie. Michał leżał przygnieciony motocyklem. Z ran na jego głowie wyciekała krew,nie oddychał. Jednak z Marcinem było dużo gorzej. Na skutek uderzenia musiał wylecieć z siodełka i leżał teraz kawałek dalej,poturbowany. Z jego roztrzaskanej o duży kamień głowy wyciekało powoli wnętrze. Żołądek podjechał mi do gardła. To było straszne...

Późniejsze wydarzenia oglądałam już z perspektywy innych ludzi. Matki Marcina,która gdy dotarła na miejsce zdarzenia przygarnęła okropnie poranione ciało martwego syna do siebie. Nie płakała. Położyła sobie jego głowę na kolanach i delikatnie głaskała go po włosach,starannie omijając palcami miejsce,z którego wyciekał mózg...

Brat Michała przybył chwilę po niej. Michał był pod jego opieką,od kiedy ich matka popadła w alkoholizm. Na początku wytrzeszczył oczy,widząc brata przygniecionego przez ogromną maszynę. Później,jakby dysponował nadludzką siłą podniósł motocykl i odrzucił go parę metrów dalej. Pochylił się nad nim i rozpoczął reanimację...

Wycie syren karetek pogotowia. Jeden czarny worek,jedne zakrwawione nosze. I jedna dziewczynka,drżąca ze strachu,ukryta głęboko w zaroślach...

Uciekłam stamtąd wkrótce po przyjeździe policji. Nie chciałam być odnaleziona. Nie mogłam pozwolić,by jedno takie zajście zniszczyło mi resztę życia...

Uciekając,zadrapałam się delikatnie w ramię o wystające gałęzie. Syknęłam cicho z bólu,jednak biegłam dalej. W domu znalazłam się krótko przed dwudziestą i od razu położyłam się spać.

Rankiem dowiedziałam się,że w miasteczku wybuchła bomba. Wszyscy spekulowali na temat tego,co właściwie wydarzyło się na Lisich Polach (tak nazywało się tamto miejsce).

Obraz wiadomości telewizyjnych znikł. Widok zasnuła mi mgła. Przez około minutę nie widziałam kompletnie nic poza szarą,kłębiącą się pustką.

Później chmura się rozwiała. Zobaczyłam salę sądową. Była oświetlona tak jasno,że aż musiałam zmrużyć oczy.

Na ławie oskarżonych zasiadał Michał z bratem. Naprzeciwko,ubrana na czarno stała matka Marcina. Cichym,przygnębionym głosem opowiadała o swoim synu i wszystkim,co pamiętała z tamtego dnia.

Byłam przerażona. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tak smutnego człowieka...

Po wypowiedzeniu ostatnich słów cichym,bezbarwnym głosem osunęła się na ziemię. Jej mąż i syn,brat Marcina pospiesznie wzięli ją na ręce i wynieśli z sali. Jednak syn tuż przy drzwiach odwrócił się jeszcze i rzucił przez ramię z sykiem:

- Morderca!

Aż drgnęłam. Jego głos promieniował czystą nienawiścią.

Michał skulił się na ławce. Wyglądał okropnie. Był w większości zabandażowany. Prawy policzek przecinała mu paskudna blizna,w lewej dłoni brakowało dwóch palców. Skuliłam się w rogu sali,przerażona i obserwowałam go cały czas.

Nadszedł czas na zeznanie Michała. Język mu się plątał,ręce drżały,ale w końcu wyznał,że chciał wystraszyć kolegę i zaczaił się w krzakach. Pech chciał,że potknął się o wystającą gałąź i wylądował wprost pod maszyną.

Nie wierzyłam własnym uszom. Michał nie wspomniał o mnie? Byłam co najmniej w szoku..i dopiero po dłuższej chwili skojarzyłam fakty. Gdyby przyznał,że to ja go wepchnęłam pod motocykl,musiałby przyznać,że mnie molestował...co mogłoby obciążyć go dużo bardziej niż nieszczęśliwe potknięcie.

Na rozmyślaniach przebiegł mi czas zeznań Michała i przerwa na obrady sądu. Rodzice i brat Marcina ponownie weszli do sali,by wysłuchać wyroku.

- Wyrok zgodnie z konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej...skazuję pana Michała Ślesickiego na wyrok dwóch lat pozbawienia wolności oraz zapłatę zadośćuczynienia rodzinie poszkodowanego Marcina Męckiego w wysokości trzydziestu tysięcy polskich złotych...jednak jako że pan Michał Ślesicki jest osobą nieletnią,wyrok odsiadki przechodzi na jego opiekuna prawnego,w tym miejscu pana Bartłomieja Ślesickiego,a sam oskarżony zostaje umieszczony w placówce opiekuńczo - wychowawczej do ukończenia pełnoletności...

W tym miejscu wspomnienie się rozmyło. Ocknęłam się na podłodze w znajomym pokoju,zapłakana,wstrząśnięta. Tym razem jednak kobieta do mnie nie podeszła. Siedziała dumnie wyprostowana na swoim fotelu. Nie zaszczyciła mnie ani jednym spojrzeniem.

Opuściłam pokój tymi samymi drzwiami,którymi weszłam. Nie chciałam więcej widzieć tej nocy. Świadomość,że zniszczyłam życie tak wielu osób jednym czynem pożerała mnie od środka.

Jednak było coś,co przeraziło mnie bardziej,tuż po przebudzeniu. Na moim prawym ramieniu widniało pojedyncze,piekące zadrapanie. Coś jak ślad po paznokciu albo...gałęzi...

Usiadłam,całkowicie rozbudzona. W lustrze naprzeciwko widziałam swój przerażony wyraz twarzy. Ostatnia myśl,jaką pamiętam z tamtego dnia brzmiała "jak to jest możliwe..?"

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje