Historia

Ściany mają uszy.

miyumisaki 18 4 lata temu 12 010 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Moja historia zaczyna się w czasach, gdy miałem 12 lat.

Jako dzieciak dysponowałem bardzo rozwiniętym słuchem. W nocy, gdy panowała cisza, wsłuchiwałem się w otaczające mnie dźwięki. Chrapanie, szum drzew za oknem, skrzypiąca podłoga i szafki - słyszałem coraz wyraźniej. Nie traktowałem tego jako podsłuchiwanie, chociaż nieraz się na tym przyłapywałem. Jednak te najdziwniejsze odgłosy słyszałem w nocy. Z dnia na dzień słyszałem lepiej, co czasami było niepokojące. Ruch firanek, odgłos zbliżającego się pająka - wierzcie lub nie, ale słyszałem jak jego małe nóżki z szelestem podchodziły do mnie. Zaczęły się wakacje, a ja byłem już w stanie wyłapywać szepty ludzi na ulicy. To było trochę tak.. Jakbym słyszał ich myśli. Jednak słyszałem słowa. Były okropne.

Jeszcze w pierwszym miesiącu wakacji wyjechałem z moją mamą na wycieczkę. Kilka dni nad jeziorem dobrze mi zrobiło. W domu została moja, wtedy 15letnia siostra i ojciec. Wiadomo, że w tym wieku ostatnim o czym marzyła był wyjazd z rodziną, a ojciec musiał zostać by pracować. Nie miał nic przeciwko, chyba więc przeciwnie - uznał, że dadzą sobie rade i to dobra pora by zacisnąć więzi z córką, która jak każda nastolatka oddalała się od rodziców.

Spędziłem z matką cudowne 3 dni. Kupowała mi wszystko co chciałem, zwiedzaliśmy, aż prawie zapomnieliśmy o tym, że w domu czeka na nas Lucy i tata. Nie zauważyłem, żeby mama dzwoniła do nich, wkońcu myślała, że świetnie dają sobie rade sami.

Jednak gdy wróciliśmy... Wszystko legło w gruzach. Lucy zniknęła. Ojciec oznajmił nam to z rozczarowaniem już na wejściu. Pocieszył płaczącą mamę:

"To nastolatka! Pewnie jest gdzieś u swoich przyjaciół..."

Tej nocy się pokłócili. Rozumiałem zdenerwowanie mamy. Nawet ja nie chciałem wierzyć w to, że tak po prostu uciekła. Nie miała powodu! Lucy nie było dwa dni. Mama mogła to zgłosić już na policje jako zaginięcie, ale ojciec uspokajał ją mówiąc, że trzeba najpierw podzwonić do jej znajomych i dokładnie sprawdzić wszystkie miejsca, które Lucy często odwiedzała.

Rodzice zapomnieli o mnie. Byłem zły na Lucy, że nam to zrobiła, że mama przez nią płakała.

Minął tydzień, ale Lucy nie było nigdzie. Zniknęła.

Ojciec zgodził się by pójść z tym już na policje. Policja przeszukała jej pokój, nie znalazła jednak nic niepokojącego. Sprawdzili nawet jej komputer. Kompletnie nic. Żadnych rozmów, planów ucieczki.

"W takim razie" - powiedział policjant - "Raczej pewne jest uprowadzenie. Niestety, niewiele możemy z tym zrobić. Porozwieszamy ogłoszenia... Czy kręcił się ktoś ostatnio przy domu? Jej szkole? Skarżyła się na coś?"

"Nie!" - powiedziała stanowczo mama z łzami w oczach - "Dlaczego ktoś miałby to jej robić?..."

Policja nic nie zrobiła. Byłem zły. Minął miesiąc, a Lucy nie było. Zaczęliśmy nawet myśleć, że nie żyje.

Wracając do głosów - były coraz bardziej niepokojące. Słyszałem szepty, szloch. Gdy powiedziałem o tym tacie, zaśmiał się i poklepał mnie po głowie.

"Na pewno to przez zaginięcie Lucy. Nie śpisz spokojnie. Ale mam na to sposób!" - uśmiechnął się. Z zaciekawieniem patrzyłem, jak schodzi do piwnicy. Byłem zdziwiony, bo naprawdę rzadko wchodził do piwnicy. Nawet ja nie mogłem tam wchodzić. Wyniósł z niej jakieś leki.

"Te tabletki" - mówił - "Pomogą ci zasnąć spokojnie."

Od tamtej pory zacząłem je brać. Naprawdę mi pomagały. Zaraz po wzięciu leku padałem senny i budziłem się dopiero południem. Byłem osłabiony, ale w nocy nie słyszałem już głosów - nawet przez sen.

Po jakimś czasie moja mama je znalazła i wydarła się na mnie skąd to mam. Gdy powiedziałem, że od taty, zaczęli się kłócić. Tej nocy nie wziąłem już tabletek. Słyszałem okropne rzeczy. Płacz, cichy krzyk, błagania o pomoc. Były bardzo ciche, więc nie mogłem ich odróżnić, ale słyszałem je całą noc.

Następnego dnia, gdy rodzice pojechali do pracy i zostałem sam, wszedłem do pokoju Lucy. Był zamknięty na klucz, ale wiedziałem gdzie go kładli. Usiadłem na łóżku i wsłuchałem się. Cisza. Wstałem i odsunąłem dywan. Czułem podświadomie, że jest tam coś - przecież nawet policjanci na to nie wpadli!

I było. Znalazłem przyklejony taśmą zeszyt na odwrocie dywanu. Lucy by mnie zabiła gdyby zobaczyła co robię, ale musiałem to zrobić. Zacząłem go przeglądać. W sumie nie było w nim nic ciekawego. Pisała o szkole, o przyjaciółkach i chłopaku, który bardzo jej się spodobał. Dwie ostatnie strony bardzo mnie zaniepokoiły. Wszystko było napisane tego samego dnia, zapisywała tylko godziny.

"13.25

Martin i mama wyjechali dzisiaj. Pomyślałam, że pójdę do kogoś na chatę, ale ojciec zaczął się na mnie wydzierać! Takiego świętego zgrywał, że sobie świetnie poradzimy, a nie pozwoli mi nawet nigdzie wyjść?

14.10

Ojciec dziwnie się zachowuje... Chodzi dookoła kuchni, ciągle schodzi do piwnicy.

14.55

On chyba oszalał!

15.05

Przed chwilą wszedł do mnie do pokoju i powiedział, żebym za kilka minut do niego zeszła. Nie wiem czego chce, ale muszę już kończyć, żeby jeszcze schować pamiętnik. Troche się martwie..."

Na tym się skończyło. Odłożyłem pamiętnik pod dywan i spanikowany pobiegłem do swojego pokoju. Czego chciał od niej ojciec? Nie miała czasu zapisać więcej? Może pojechali do sklepu i wtedy ją zgubił, ale bał się przyznać? Usiadłem na łóżku. O co chodziło z tą piwnicą? Powinienem to pokazać mamie?

Znowu by się kłócili. Siedziałem osłupiały na łóżku. Rodzice wrócili, więc nie miałem już czasu zadawać sobie pytań. Dzień minął zupełnie normalnie.

W nocy położyłem się na łóżku nie mogąc spać. Przecież piwnica jest zaraz pod moim pokojem. Położyłem się na podłodze przystawiając do niej ucho. Słyszałem! Znowu to słyszałem. Piski. To niemożliwe. Musiałem tam iść.

Wstałem i cicho zszedłem po schodach. Pokój rodziców był na tyle daleko, by nie usłyszeli, że schodzę. Na pewno już spali. Słyszałem ich chrapanie. A właściwie tylko mamy.

Cicho wyciągnąłem klucz z szuflady kuchni i podszedłem do drzwi piwnicy. Bałem się. Kto lub co tak piszczy? Nie miałem czasu na rozmyślanie. W każdej chwili ktoś mógł zejść do kuchni i mnie zobaczyć.

Otworzyłem je. Poczułem smród zgniłego mięsa i krwi. Gdy to zobaczyłem zwymiotowałem. Miałem dopiero 12 lat! Dlaczego musiałem to wszystko oglądać? Dlaczego ona, nie ja?

Do ściany naprzeciwko była przywiązana moja siostra. Była naga, cała we krwi, miała zaklejone usta, nie miała włosów! Nie miałem czasu by się rozglądać. Widziałem tylko ją. Spojrzała na mnie z przerażeniem. Bała się mnie? Zaczęła piszczeć i płakać.

Poczułem okropny ból głowy.

Obudziłem się w szpitalu.

Była przy mnie mama i jakiś obcy mężczyzna. Nawet nie zdążyłem zapytać, co się stało.

"Miałeś zły sen - rodzice znaleźli cię na podłodze w pokoju" - powiedział facet.

"Jaki zły sen? Gdzie ojciec?"

"Musiałeś się przewrócić i uderzyć głową w podłogę. Jest w domu... Tak się ciesze, że nic ci nie jest" - mówiła mama.

Patrzyłem spanikowany. To wszystko był sen? To nie możliwe. Popłakałem się.

"Jeszcze trochę tu zostaniesz" - powiedziała.

Ale ja nie mogę. Co z Lucy? - Myślałem. Mimo wszystko, uwierzyłem im. Przecież... Ojciec nie mógł tego zrobić Lucy.

Do domu wróciłem po tygodniu. Nie słyszałem już żadnych dźwięków w nocy.

Musiałem jednak wiedzieć, czy to naprawdę był tylko sen. Byłem tylko ciekawskim dzieciakiem.

Gdy rodziców nie było w domu, zajrzałem do pokoju Lucy. Pod dywanem... Nadal był pamiętnik. Dokładnie go przejrzałem. Pisało w nim to samo. Wątpliwości nie mogły mnie opuścić od tak. Przecież tylko ta piwnica mogła mi się śnić. Uznałem, że muszę iść do piwnicy. I zrobiłem to.

Było bardzo czysto. Patrzyłem uważnie.

"Przemalował ściany..." - zauważyłem.

Zbliżyłem się dokładnie do miejsca, gdzie była powieszona Lucy. Z łzami w oczach i obrzydzeniem na to patrzyłem. Na ścianie było lekko zarysowane jej ciało. Ale uwierzyłem dopiero, gdy spojrzałem w dół. Dwie plamy krwi. To były... odbite nogi.

Nie miałem wątpliwości. Nie mogłem nic zrobić. Postanowiłem o tym zapomnieć. Lucy na pewno już nie żyła.

Minęło 7 lat. Wyprowadziłem się zaraz po skończeniu liceum. Niedawno zaginęła mama. Jestem pewny... Że jutro zaginie mój ojciec.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

koffam zaj*biste super
Odpowiedz
Dobre opowiadanie, zakończenie też nie jest złe. Podoba mi się w nim to, że ostatnie zdanie jest alegorią.
Odpowiedz
troszkę błędów ..
Odpowiedz
Wow... Ale ciary :) Naprawde super !
Odpowiedz
ojciec nie zginie i czemu nic nie powiedział oraz jego ojciec to trynkiewicz
Odpowiedz
Na początku myślałem - będzie lipa, głównie przez te imiona. Ale im dalej w las tym lepiej, tylko pod koniec trochę skpieściłeś. W każdym razie na + :)
Odpowiedz
Super :)
Odpowiedz
fajne opowiadanko ojciec zabił jego siostrę mamę a on się zemścił EXTRA
Odpowiedz
ten młody chyba był psychopatą, słyszał głosy
Odpowiedz
Szczerze myślę i nie mogę zrozumieć końca ( Mam tyko przypuszczenia). Marti mówi że matka zaginęła ale zaraz mówi że jest pewny że zaginie ojciec. Zemsta ? Jakiś inny psychopata ? Nie wiem może ktoś udzieli mi odpowiedzi na te 2 pytania? Z góry dziękuję.
Odpowiedz
Ja chcę drugiej częsci :D Ej, te stopy.. czyli ona zeszła, czy co..? ;-) Świetne opowiadanko.. dawaj cz.II :D
Odpowiedz
myślałem że wszystkich zabijał ojciec....
Odpowiedz
Bo zabijał. Nie widziałem cię przypadkiem na platnikach albo beczkach?
Odpowiedz
Michał Wyczarski ?
Odpowiedz
Autorze opowiadania: MASZ NIESAMOWITY TALENT PISARSKI! Uwielbiam Cię! Sama też się troszkę bawię literaturą i tworzę "własną historię" ale moje nie dorównuje temu do pięt! <3
Odpowiedz
zajebiste
Odpowiedz
sup er
Odpowiedz
zajebista atmosfera tylko koniec kapeczke lipny. Było zostawic na ostatnim zdaniu: Lucy na pweno już nie żyła .
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje