Historia

Magnum Opus

pariah777 3 5 lat temu 6 739 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Popełniasz błąd. Cholerny błąd. Ale każdy je popełnia, więc nie przejmuj się. Ja też, dlatego jestem tu, gdzie jestem. W więzieniu. Tę wiadomość przekazuję poprzez mojego zaufanego przyjaciela. Poświęcenie było niezbędne, zrobiłem co musiałem. Stworzyłem coś, czego już nie jestem w stanie kontrolować. I właśnie teraz wasze drogi się splotły. Rozejrzyj się. Nie widzisz nic niezwykłego, czyż nie? Jednak czujesz, że coś się zmieniło. To tam jest, ale nie wiesz co. Zatem rzućmy trochę światła na tę bestię!

Jeszcze niedawno byłem przywódcą pewnej organizacji. Teraz większość jej członków spoczywa pod ziemią i możliwe, że tylko ja zostałem. Zajmowaliśmy się magią, jakkolwiek to zabrzmi. Orgie ku czci wymyślonych bóstw, które miały na nas sprowadzić szczęście i dostatek były codziennością. Mieszaliśmy przyjemność z zaawansowanymi praktykami magicznymi. Pewnej nocy doznałem objawienia. Zrozumiałem, jaki przeznaczenie wyznaczyło nam prawdziwy cel. Nasze wielkie dzieło. Magnum Opus.

Mieliśmy stworzyć coś, co będzie ponad wszystko. Moim zadaniem było przygotować rytuał, który da temu wszystkiemu początek. Musiałem poświęcić coś najcenniejszego na tym świecie... życie. Najchętniej oddałbym własne, ale potrzebowałem kogoś czystego, nieskalanego piętnem magii. Czułem, że to jedyna droga. W środku nocy wyszedłem z nożem na ulicę. Akurat przechodził tamtędy mężczyzna w średnim wieku. Rzuciłem się na niego i pchnąłem go parę razy ostrzem. Odepchnął mnie wprost pod koła jadącego samochodu. Nie mam cholernego pojęcia o tym, co działo się później.

Ostatnią rzeczą, jaką pamiętam, były reflektory pojazdu. Policja twierdzi, że w amoku i pomimo obrażeń, przeze mnie doznanych, masakrowałem tamtego człowieka, dopóki nie odciągnęły mnie od niego cztery osoby. Po paru dniach obudziłem się w szpitalu. Ponoć leżałem przez ten czas i jedynie bredziłem. Nie wspominając o tym, że w trosce o bezpieczeństwo musieli mnie przywiązać do łóżka.

Później wylądowałem w więzieniu. Od czasu rytuału czułem się dość dziwnie. Ciągle mi czegoś brakowało. Musiałem czymś ugasić ten głód, ale wiedziałem, że to nie ode mnie zależy. Urwał mi się kontakt z moją organizacją. Dopiero po dwóch miesiącach zacząłem otrzymywać listy od jej członków. Oto fragmenty niektórych z nich:

„Bogowie nas każą za arogancję, której się dopuściliśmy próbując stworzyć to coś. Mówią do mnie, że muszę ponieść karę. Wybacz mistrzu, jesteśmy w ciemnej dupie. Odmeldowuję się, Aeron.”

„Mistrzu! Twój rytuał zadziałał, choć nie w sposób, jaki przewidywaliśmy. Nie mam pojęcia, co się dzieje, ale wiem, że dokonaliśmy czegoś wielkiego. Zabijając tamtego człowieka połączyłeś ze sobą dwa światy – żywych i umarłych. Miewam widzenia mojego martwego syna, który opowiada mi o tym, jak tam jest zajebiście po drugiej stronie. Czy inni również doświadczają podobnych zjawisk, tego nie wiem. Nikt nawet nie próbuje zwołać spotkania. To jednak nie ma znaczenia. Kiedy będziesz to czytał, ja pewnie będę już po drugiej stronie. Z synem. Dziękuję za wszystko, Keir.”

„Stworzyliśmy bestię. Nie, to ty stworzyłeś, mistrzu! Czuję jej obecność. Widzę ją, jak przemyka wśród ciemności. Jest głodna, wkrótce rzuci się do ataku. Wiem to. Chciałam cię prosić o pomoc, lecz wiem, że nawet ty jej nie podołasz. Byłeś moim ostatnim płomykiem nadziei, który właśnie zgasł. Jeśli to coś chce mnie dostać, niech mnie weźmie, ale martwą. Umrę z honorem, nie jako ofiara. Popełnię seppuku. Żegnaj, Lilith.”

Te listy w jakiś sposób zaspokajały mój głód. Wszystkie kończyły się w ten sam sposób. Oczywiście żal mi moich uczniów, lecz taka była wola przeznaczenia. Skompletowałem ich piętnaście. Po jednym od każdego, kto tylko wiedział o naszym Wielkim Dziele. Stałem się jedynym żywym członkiem organizacji. Po otrzymaniu ostatniego listu znów poczułem, że czegoś mi brakuje. Cholera.

Nie mogłem już normalnie sypiać. Byłem głodny. Jestem połączony z tym czymś. Z tą bestią. Sycę się, kiedy i ona się syci. To oznacza, że jeśli ja zginę... ona też przepadnie. „To coś nie ma prawa istnieć”, pomyślałem. Miałem poczucie winy, za to, że dałem temu początek. Musiałem to zakończyć. Zacząłem myśleć o samobójstwie.

Nie wiedziałem, w jaki sposób powinienem... zapłacić za to wszystko. Planowałem swoją śmierć przez parę dni, aż w końcu znów doznałem olśnienia. Zupełnie jak wtedy, gdy objawił mi się plan Wielkiego Dzieła. Tym razem nie pochodziło ono jednak z zewnątrz, od Bogów, lecz ze mnie samego. Nie mogę przecież się zabić, tego chce ta bestia. Kto wie, czy te listy i inne rzeczy nie są tylko iluzją, którą ona mi pokazuje, by wzbudzić we mnie poczucie winy, a na końcu spowodować samobójstwo tylko po to, by ucztować na mojej duszy. Z drugiej jednak strony wiedziałem, że ten głód i tak mnie wykończy. Musiałem znaleźć jakiś sposób.

I znalazłem. Będę miał spokój, gdy tylko ona będzie syta. Problem w tym, że jest w pewien sposób ślepa. Albo inni są ślepi na nią. Nie widzą jej, dopóki nie uwierzą w nią. A gdy to zrobią, ona spogląda w głąb ich duszy, wygrzebuje największe słabości i staje się nimi. To ona wybrała mnie tamtej nocy, ponieważ wiedziała, że sprostam próbie, nie poddam się jak inni.

Będę jej głosicielem. Nie mam wyboru. Wskażę jej ofiary i ofiarom wskażę ją. Teraz już rozumiesz swoją rolę w Wielkim Dziele? Czujesz strach? Fascynację śmiercią? Słyszysz, co ona szepcze do ucha? A może dołączysz do mnie? Masz w sobie tyle odwagi, by głosić nowinę o Wielkim Dziele? Cokolwiek zrobisz, jej oko już na tobie spoczęło i czeka, a głód rośnie. Witamy w Wielkim Dziele, Magnum Opus.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Lepszego magnum opus ponoć warto poszukać na moim nowym profilu autorskim – Szymon Sentkowski
Odpowiedz
999/10
Odpowiedz
Dziwne troche, ale nawet spoko :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje