Dla Niej

Dodane przez: blanka666, 7.08.2014, 19:43
Reklama:
Witaj, pozwól, że Ci się przedstawię. Nazywam się Kordian i jestem martwy, no może prawie martwy... Zacznę od tego, że ludzie po śmierci idą do nieba lub piekła. Coś takiego jak czyściec nie istnieje. Za to istnieją stworzenia pośrednie. O nich raczej nie uczyłeś się na lekcjach religii. Są to dusze, które nigdy nie trafiły do ciała. Zostały wykluczone z Boskiego obiegu. Są nieśmiertelne i przez wieczność skazane na błąkanie się po świecie.

Jestem jednym z nich, niepotrzebną, niezużytą, obojętną duszą, która bez Boga ani Szatana zmuszona jest do bezsensownego istnienia... No cóż, mówi się trudno. Nazywają nas obserwatorami. Bierze się to z tego że to nasze główne zajęcie. Ludzie sami z siebie nie mogą nas zobaczyć, chyba że tego chcemy. Jednak nasza obecność jest wyczuwalna. Kiedy jesteśmy w pobliżu pojawia się uczucie niepokoju. Kiedy jesteśmy zaledwie kilka kroków od Ciebie nasila się ono. Kiedy stoimy tuż za Tobą pojawia się strach. To nawet zabawne jak zapalasz wszystkie światła w domu, obsesyjnie szukasz kontaktu z jakąkolwiek osobą, aż przerażony chowasz się pod kołdrą jakby miała uchronić Cię przed całym złem tego świata, a potem zwalasz to wszystko na Swoją własną wyobraźnię. Jednak pragnę opowiedzieć Ci własną historię...

Większość mojego istnienia przebywałem w niewielkim mieście Monroeville. Miejsce to było dość mroczne, szare, smutne, przepełnione starymi ludźmi. Miało się wrażenie jakby czas tam się zatrzymał. Wieczne mgły, codzienne deszcze sprawiały, że ludzie, którzy jeszcze nie byli wariatami prędzej czy później popadali w obłęd. Lubiłem to miejsce, nawet bardzo.

Pewnego dnia do Monroeville wprowadziła się pewna para z małym dzieckiem. Wszystko byłoby w miarę normalne gdyby to podejrzanie blade stworzonko nie spojrzało na mnie. Sam fakt, że potrafiło to zrobić zbił mnie całkowicie z tropu, jednak zarazem zafascynował na tyle, że postanowiłem pójść za nimi. Rodzice mówili do niej Sally.

Przez pierwsze lata jej życia było cudownie. Zaprzyjaźniliśmy się. Bawiliśmy się razem, pocieszałem ją kiedy była smutna, wszędzie chodziliśmy we dwoje i nie pozwalałem, żeby stała się jej krzywda. Problemy zaczęły się kiedy poszła do przedszkola. Zawsze była bardzo samotną dziewczynką, nie lubiła reszty dzieci, była inna. Polało mnie kiedy dokuczano jej i wyśmiewano. Miałem wtedy ochotę zabrać ją stamtąd i zaprowadzić gdzieś gdzie poczułaby się bezpieczna. Często płakała, ale wiedziała że ma mnie. Doskonale pamiętam dzień, w którym musiała namalować Swojego najlepszego przyjaciela. Wtedy tata po raz pierwszy ją uderzył. Pokazała mu ona kartkę z bladą, kościstą postacią, której głęboka czerń pustych oczodołów zdawała się wiercić spojrzeniem na wylot, a długie, ciemne, poskręcane włosy unosiły się dookoła. Nie mogłem wytrzymać widząc przerażenie i ból w oczach mojej małej Sally. Nienawidziłem Jej ojca. Pił, klął, prawie nigdy nie było go w domu, a kiedy się pojawiał znęcał się nad nią i jej matką. Z czasem było jeszcze gorzej. Sally rosła i coraz bardziej zamykała się w Sobie. Jednak ja byłem naprawdę szczęśliwy. Miałem ją tylko dla siebie.

Kiedy miała 17 lat, w nocy wybraliśmy się razem na cmentarz – naszą wspólną oazę spokoju. Może to trochę dziwne miejsce, ale zawsze byliśmy tam sami. Sally mogła odpocząć od znienawidzonych znajomych, ojca który sprawiał jej tyle bólu, od wszystkich problemów. Uwielbiałem czuć na sobie spojrzenie jej czarnych błyszczących oczu. Przysłuchiwałem się biciu jej żywego serca. Hipnotyzował mnie ej każdy oddech. Jednak nagle coś przerwało te chwile. Jakichś dwóch obleśnych gości zagrodziło drogę Sally. Nie miała dokąd uciec. Jeden z nich ją złapał, a drugi zaczął rozdzierać jej ubrania. Ich zamiary były oczywiste. Nie mogłem do tego dopuścić! Stworzenia takie jak ja mogą chwilowo wypchnąć z ciała duszę człowieka i samemu w nie wejść. To bardzo trudne i ryzykowne, ale musiałem spróbować. Wszedłem w sku*wiela, który Ją przytrzymywał, wypuściłem ją i odepchnąłem tego drugiego złamasa. Podbiegłem do niego, podniosłem i patrząc prosto w oczy skręciłem mu kark. Sally osłupiała i przyglądała się wszystkiemu z otwartymi ustami. Teraz musiałem pozbyć się tego drugiego je*ańca i opuścić jakoś jego ciało. Może to nie był najlepszy pomysł ale jedyny na, który wpadłem. Zacząłem walić głową w jakiś nagrobek. Bolało jak cholera, ale musiałem to zrobić, dla niej. W pewnej chwili uniosłem się nad ziemią, a pod sobą zobaczyłem ciało z rozmiażdżonym łbem i wielką kałużę krwi. Drugie leżało pod drzewem z nienaturalnie wykręconym karkiem. Zasłużyli sobie na to...
Wtedy zrozumiałem, że istnieje po to by ją chronić, moją małą, słodką Sally. Siedziała przy grobie. Była w szoku. Cóż, nie dziwiłem jej się. Przypadkiem obryzgałem ją krwią. Wyglądała tak pięknie. Podszedłem do niej, objąłem i obiecałem, że będę przy niej aż do śmierci. Wtedy się rozpłakała. Wciąż była przerażona, jednak odwzajemniła uścisk i powtórzyła moje słowa. To była nasza przysięga. Miałem nadzieje, że na wieczność , gdyby to tylko było możliwe...

Wróciliśmy razem do domu. Sally od razu poszła do łazienki zmyć z Siebie krew. Wielokrotnie widziałem ją nago, ale ten widok nie robił na mnie żadnego wrażenia, aż do tej chwili. Kiedy czerwona ciecz powoli spływała z jej ciała, a włosy nabierały swojej białej barwy coś się zmieniło. Zawstydzony szybko odwróciłem wzrok i wlepiłem go w podłogę. Nagle do łazienki wszedł jej schlany ojciec. Był środek nocy. Musieliśmy przypadkiem go obudzić jak wchodziliśmy do domu. Zaczął się na nią drzeć, pytał gdzie się szlaja, wyzywał od najgorszych, w pewnym momencie szarpnął ją za ramię aż upadła na ziemię. Przygniótł ją i zaczął bić po twarzy. Sally błagała, żeby przestał, ale to go jeszcze bardziej rozjuszyło. Nagle wyjął nóż...


**************************************************************

Ojciec przygniatał mnie do podłogi. Uderzył, potem znowu i jeszcze raz. Chciałam żeby to się już skończyło. Chciałam już nic nie czuć. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami, a on wyciągnął coś błyszczącego. Uniósł rękę nad głowę, aby zadać cios i wtedy poczułam ciepło, które powoli zalewało całe moje ciało i to błogie poczucie bezpieczeństwa. Otworzyłam oczy i zobaczyłam ojca wbijającego sobie nóż w brzuch, raz po razie. To nie miało końca. Nasycałam się widokiem zdychającego tyrana i jego krwią. Nigdy nie zapomnę dźwięku ostrza przebijającego jego skórę i narządy wewnętrzne. Czułam się cudownie. Kordian znowu to zrobił, uratował mnie. Mój najlepszy przyjaciel. Od kiedy pamiętam jest zawsze przy mnie. Kiedyś próbowałam powiedzieć o nim rodzicom, ale to kończyło się następnymi siniakami. Od tamtej pory był moją słodką tajemnicą.
Wtedy do łazienki weszła mama. Przez dłuższą chwilę stała otępiała z otwartą buzią. Nie wydobywała z siebie żadnego dźwięku. Patrzyła się na mnie i na martwego ojca. Nagle zauważyłam że Kordian gdzieś zniknął.


**************************************************************

Widziałem szczęście na twarzy Sally skąpanej we krwi kogoś kogo tak bardzo nienawidziła, choć zawsze pragnęła kochać. Jej koszmar wreszcie się skończył. Czułem nóż gdy nóż przebijał to nędzne ciało, ale było warto, dla niej. Nagle jej mama stanęła u progu drzwi i zapadła cisza. Nikt nie wiedział co zrobić. Widok zabitego męża leżącego na córce oblanej krwią nie należał raczej do normalnych. Gdyby teraz uciekła i doniosła o tym na policje… Nie mogłem na to pozwolić. W pewnej chwili zrobiła krok do tyłu. Nie chciałem wchodzić w jej ciało bo to by oznaczało dla niej śmierć. Więc postanowiłem zrobić coś być może jeszcze gorszego.


**************************************************************

Nagle moja mama zaczęła się cofać i wtedy dostrzegłam za nią Kordiana, ale bardziej żywego. Nie unosił się już nad ziemią i nabrał bardziej fizycznego kształtu. Nie zdążyłam nawet krzyknąć kiedy odwróciła się i zobaczyła go – mojego ,,wymyślonego przyjaciela”, w którego nigdy nie chciała uwierzyć. Nie wiem co wtedy musiało dziać się w jej głowie, ale zemdlała. Upadła uderzając się o kran. Szybko zrzuciłam z siebie zwłoki i podbiegłam do niej. Leżała, nie ruszała się. Jedynie stróżka krwi spływała po Jej białej ze strachu twarzy. Sprawdziłam Jej tętno. Na szczęście żyła. Moja mama była dobrą kobietą, ale zaszczutą i sterroryzowaną przez ojca. Nagle poczułam dotyk na ramionach. Kordian okrył mnie ręcznikiem i przeprosił za to co zrobił, ale nie było innego wyjścia. Opatrzyłam ranę matki, szybko włożyłam coś na siebie i zawlokłam ją do jej sypialni. No cóż, pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że nie będzie niczego pamiętać.


**************************************************************

To był pierwszy raz kiedy z własnej woli pokazałem się człowiekowi. Z postaci duchowej przeszedłem na fizyczną. Czułem się trochę jak na haju. Ciekawe doznanie, ale wiedziałem, że nie mogłem więcej tego robić. Ludzie nie powinni się o nas dowiedzieć. Poza tym to nie jest dla nich zbyt piękny widok. Cóż, oczy są ponoć zwierciadłem duszy, kiedy jesteś duszą nie potrzebujesz ich...
Przez cały czas przyglądałem się temu co robi Sally. Z jaką czułością opiekowała się matką. Kiedy opuściła jej pokój i stanęła przede mną, uświadomiłem sobie, że w łazience leżał gnijący trup i trzeba było coś z tym zrobić. Sally próbowała podnieść go łapiąc pod pachami, jednak makabryczna ilość ran kutych w brzuch sprawiła, że połowa jego ciała oderwała się od reszty i podtrzymywał ją jedynie kręgosłup. To wyglądało nawet zabawnie. Wtedy przyszedł mi do głowy następny wspaniały pomysł. Więc połamaliśmy trocho jego kości i niezbyt zgrabnie zwinęliśmy w prześcieradło. Powstało następne pytanie gdzie można by się tego pozbyć. Nagle mnie olśniło. Przypomniało mi się pewne miejsce położone głęboko w lesie. Często tam przebywałem przed przyjazdem Sally. Znajdował się tam mały, opuszczony domek, który kiedyś był centrum spotkań młodzieży, do czasu kiedy ja się tam pojawiłem. Dzieciaki zaczęły czuć się dziwnie i przestały go odwiedzać. Chciałem kiedyś zabrać tam Sally, ale nie było odpowiedniej okazji, aż to tej chwili.


**************************************************************

Zapakowałam zwłoki na boczny wózek motocykla ojca, a Kordian zaprowadził mnie w jakieś dziwne, odludne miejsce. Stała tam chatka, która już powoli zamieniała się w ruinę. Dochodził ranek. W oddali lśniła gładka tafla niewielkiego jeziora. To było miejsce idealne do pozbycia się trupa. Zapomniane przez ludzi, najbardziej niszczycielską siłę. Przy brzegu stała łódka. Razem z Kordianem weszliśmy do niej i wypłynęliśmy na środek jeziora. Od razu gdy byliśmy w odpowiednim miejscu wyrzuciliśmy zwłoki ojca w mulistą otchłań. Znowu ogarnęło mnie to cudowne poczucie bezpieczeństwa. Byłam tylko ja i on. Kochałam go nad życie, był dla mnie wszystkim. Jedyną barierą do bycia na zawsze razem było moje żywe ciało...


**************************************************************

Nagle zrobiło się cicho. Sally jak zawsze wpatrywała się we mnie z tym, tak dobrze mi znanym, bezgranicznym zaufaniem. Poranna mgła unosiła się nad wodą. Wyglądaliśmy jakbyśmy dryfowali w chmurach. Wschodzące słońce rozświetlało twarz Sally. Jeszcze świeża krem na jej ciele lśniła w jego blasku. Wtedy powoli zaczęła zbliżać się do mnie, aż nasze usta się zetknęły. W tej chwili poczułem coś czego nigdy wcześniej nie czułem, to było nie do opisania. Cały drżałem i dziwne ciepło przeszyło moje ciało. To mogłoby się nie kończyć. Pragnąłem, aby ta chwila trwała wiecznie. W pewnym momencie Sally wyszeptała: ,,Kocham Cię” i nagle mój świat legł w gruzach. Moja ukochana wbiła Sobie nóż w brzuch. Musiałem patrzyć jak powoli uchodzi z niej życie, podobnie jak dobro z tego zepsutego świata. To moja wina. Nie powiedziałem jej co się po śmierci dzieje z ludźmi ani kim dokładnie jestem. Widziałem jak blednie, jak krew powoli sączy się z jej rany. Straciłem ją, wszystko w co wierzyłem, sens mojego pieprzonego istnienia, osobę dzięki, której doznałem najpiękniejszego uczucia, które podtrzymuje tą nędzną planetę przy życiu. Już jej nie ma. Moja mała, słodka Sally odeszła. Sprawiła, że przestałem być obojętny...Kocham Ją...




I na tym kończy się moja historia. Jedyne co mi zostało to czekać na koniec świata. Wiem, że on nastąpi. Już kilka przeżyłem. Za każdym razem wszystko układało się podobnie. Musiałem oglądać jak powoli wysysane jest z ludzi całe dobro, aż zostaje samo czyste zło, Wtedy następuje koniec tego świata i pojawia się następny, i wiecie co? PIER*OLE TO WSZYSTKO! Kobieta, która miała urodzić moje ciało poddała się aborcji. Gdybym kiedykolwiek żył mógłbym po śmierci spotkać Sally. Widocznie nie było mi dane... Teraz mam to już gdzieś. Nie będę dłużej się ukrywać. Może ktoś z Góry się tym zainteresuje i ukróci moje istnienie. Pozostaje mi mieć taką nadzieję. W to i w to, że Sally nie trafiła do piekła...









Od autora : Witam, Jest to moje pierwsze opowiadanie. Byłabym szalenie wdzięczna za szczerą opinię i konstruktywną krytykę. Bardzo mi na tym zależy żeby zobaczyć gdzie popełniłam błędy, co mogłabym zmienić i co poprawić. Przyda mi się to przy następnych opowiadaniach. Jeśli wystąpiły jakiekolwiek niejasności proszę pytać w komentarzach. Na wszystko odpowiem i z góry dziękuję. :)
Oceń:
16
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!