Historia

Wymyślona przyjaciółka

coldblood 16 5 lat temu 9 513 odsłon Czas czytania: ~9 minut

Chyba od zawsze byłam artystką. Rodzice już od moich najmłodszych lat powtarzali, że mam artystyczną duszę. Zawsze mi to schlebiało, więc by ich zadowolić pokrywałam kartki papieru bezkształtnymi bazgrołami, mówiąc, że narysowałam mamę, tatę, babcię albo jeszcze kogoś tam innego. Z czasem te beztroskie zabawy przerodziły się w prawdziwą pasję, a ja coraz bardziej rozwijałam swój talent. Sprzedawałam obrazy, wygrywałam konkursy plastyczne.

Teraz jestem już dorosła, opuściłam rodzinny dom, lecz nadal moim głównym źródłem dochodów jest właśnie malowanie. Współpracuję z pobliskim Domem Kultury, który chętnie organizuje wystawy moich prac. Ludzie licznie się tam wtedy zbierają, kupują obrazy, a ja zarabiam na tym całkiem sporo pieniędzy.

Zaczęły się wakacje, więc postanowiłam na razie trochę odpocząć. Rysowanie od zawsze było przyjemnością, jednak ostatnio zaczęło mi się kojarzyć z ciężką harówką. Uznałam, że jeśli trochę od tego odpocznę, to po jakimś czasie znowu zacznę czerpać z tego radość.

Ostatnio wpadłam do rodziców na parę dni. Rzadko się z nimi widuję (dzieli nas wiele kilometrów), tak więc moja wizyta wywołała wiele radości, łez, wzruszenia. Zaczęło się od filiżanki herbaty, a już chwile później siedzieliśmy na ławce przed domem, wspominając stare czasy i rozkoszując się letnią wonią lipcowego popołudnia i otulającymi nas gorącymi promieniami słońca. Mama przyniosła ze strychu pokryty kurzem kuferek. Było w nim mnóstwo moich zdjęć z dzieciństwa. Tkwiły tam również stare zabawki, książki, malowidła. Sięgnęłam po plik dziecięcych ‘’szkiców’’ i przeglądałam po kolei wszystkie rysunki.

Moją uwagę przykuł jeden, dość nietypowy malunek. Na pogiętej, pożółkłej kartce widniała niestarannie (choć jak na dziecko w tym wieku, całkiem nieźle) narysowana postać. Miała rozczochrane włosy, gniewne oczy i ogromne, rozwarte usta, spod których wystawały ostre zęby. Tylko tyle udało mi się rozszyfrować z dziwacznego obrazka, nieco niewyraźnego. Spojrzałam na matkę.

- Kto to? – zapytałam i podałam jej kartkę.

- Twoja zmyślona przyjaciółka – odparła mama, wtykając nos w papier i poprawiając okrągłe okulary – Z tego co pamiętam, nazywałaś ją ‘’dziewczynką we krwi’’.

- Ale formalnie miała na imię Annie! – wtrącił tata, a ja zaśmiałam się.

- Wygląda przerażająco – stwierdziłam, mama skinęła głową.

- Racja, dlatego trochę się o ciebie zmartwiliśmy. Ale chyba już jej nie pamiętasz?

- Niestety nie, choć bardzo bym chciała. Zatrzymam sobie ten obrazek.

Zgięłam kartkę na pół i wsunęłam ją w tylną kieszeń wytartych, dżinsowych szortów.

Leżałam w łóżku, w moim starym pokoju. Nic się nie zmienił od czasów przeprowadzki. Może tylko ubrań w szafach ubyło i trochę jakby tu mniej… życia. Na ścianie jednak wciąż wisiały poprzyklejane przeze mnie motylki, a w drewnianych ramkach tkwiły moje zdjęcia. Ujęłam w dłoń jedną z ramek i przyjrzałam się fotografii. Byłam na niej ja, miałam wtedy około 6 lat. Przysunęłam zdjęcie bliżej twarzy i wtedy mój wzrok natknął się na coś bardzo dziwnego…

Daleko za mną w oknie widniała jakaś twarz. Widziałam tylko blade zarysy, ale zdołałam dostrzec ciemne włosy i szeroko rozwarte usta. Dreszcz przebiegł mi po plecach. Odrzuciłam jednak fotografię na miejsce, nie chciałam się tym zadręczać. Dobrze wiedziałam, że jakość zdjęć robionych przez aparaty tamtych czasów nie była powalająca. Może mamie trzęsła się ręka, podczas uwieczniania tej sceny, a może to przy wywoływaniu coś się rozmazało i ta niewyraźność stworzyła owy interesujący obraz. Wierzyłam w to. Chciałam wierzyć.

Coś mi jednak kazało wyjąć z kieszeni zwiniętą kartkę. Rozłożyłam papier i jeszcze raz przyjrzałam się przerażającemu rysunkowi. Czy rzeczywiście widywałam taką postać? Dlaczego teraz o niej nie pamiętam? Wytężyłam umysł, próbując przypomnieć sobie wszystkie szczegóły mojego dzieciństwa. Nie potrafiłam jednak przywołać wspomnienia ‘’dziewczynki we krwi’’. W końcu zasnęłam, ściskając w dłoni stary malunek.

Dziecko ubrane w czerwoną sukienkę uśmiechało się. Jego usta wykrzywiały się, ukazując bezzębne, różowe dziąsła. Wystawiało język przed siebie. Między pasma ciemnych włosów, miało wplątaną dużą kokardkę.

Zaśmiałam się. To przecież ja!

Ale razem z nim coś stało. Wyglądało.. przerażająco. Ale zdawało się bawić razem z tą małą dziewczynką. Tylko patrzyło tak gniewnie. Dostrzegło mnie. Zasyczało przeraźliwie i nagle naskoczyło w moim kierunku.

Obudziłam się, głośno dysząc. Dziwaczny sen. Wiedziałam jednak, że tajemnicza postać to była właśnie ona, Annie. Wokół panował mrok, ale ja czułam, że muszę uwiecznić ten obraz, póki jeszcze mam go w pamięci. Nie zapalając światła, sięgnęłam po ołówek i szkicownik. Nie widziałam, co rysuję, jednak moja dłoń przesuwała się po papierze szybko i z zapałem. Nie mogę tracić ani chwili. Coś mną kierowało, a ja uparcie przyciskałam ołówek do kartki.

Utworzyłam ostatnią już kreskę. Westchnęłam cicho i włączyłam światło. Spojrzałam na mój rysunek i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To co stworzyłam, było doprawdy straszne. Postać na kartce przekraczała moje wszystkie najśmielsze oczekiwania. Ukazana w profilu, patrzyła w górę wyjątkowo dużymi oczami, które zdawały się być pozbawione powiek. Nos bardzo mały, zadarty. Włosy sterczały na wszystkie strony, były skołtunione i jakby brudne. Wystawiała język, tak jak ja w moim śnie. Jednak jej język przypominał bardziej język węża, niż człowieka.

Wzdrygnęłam się. Nie mogłam oprzeć się dziwnemu wrażeniu, że ktoś mnie obserwuje. Być może to tylko ten zdumiewający incydent wywołał u mnie takie emocje, jednak pozostałam czujna. Nie zmrużyłam oka przez całą noc.

Leniwie tkwiłam w moim leżaku, sącząc mrożony koktajl owocowy. Napawałam się tym gorącym porankiem, a słońce muskało moje ciało, odziane jedynie w seledynowe bikini. Potrzebowałam więcej takich beztroskich chwil! Nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego, że odpoczywanie może być aż tak przyjemne. Wciągnięta w wir pracy zapomniałam zupełnie o istnieniu czegoś takiego, jak słodkie lenistwo.

I rzeczywiście, było słodkie.

Cóż.. do czasu.

Wpatrywałam się przed siebie. Rozciągało się tam nasze podwórko, dość duże. Wykoszona trawa stanowiła naturalną granicę między naszym terenem, a lasem, należącym do miasta. Z boku stał jeep ojca, tuż obok moja błękitna toyota. Mama przestała zajmować się ogrodem, przeszkadzało jej w tym już nie takie młode ciało. Skarżyła się na bóle kręgosłupa, dlatego nie mogła już opiekować się kwiatami. Przy ścianie rosły tylko żółte słoneczniki. Po lewej stronie stała moja huśtawka. A dokładniej spróchniała deska, przytwierdzona do drzewa starym sznurkiem. Jakie to szczęście, że się nie zarwała! Przecież tak uwielbiałam się na niej huśtać.

Zamknęłam oczy i postanowiłam się zrelaksować. Oparłam kark na leżaku i nasunęłam na nos okulary przeciwsłoneczne. Słońce wciąż raziło mnie w oczy, jednak próbowałam zasnąć. Byłam zmęczona, tej nocy przecież nie spałam zbyt dużo… Musiałam się odprężyć.

I faktycznie, udało mi się trochę zdrzemnąć. Obudziło mnie jakieś drganie, jakby ktoś mocno trząsł leżakiem, na którym spałam. Jeszcze będąc trochę nieprzytomna, powoli otworzyłam oczy. Od razu oprzytomniałam. Wciągnęłam głośno powietrze, widząc zmasakrowaną istotę na mojej huśtawce. Uśmiechała się do mnie tak nieprzyjemnym uśmiechem, świdrowała bacznym spojrzeniem jasnych, pozbawionych życia (i powiek) oczu. Nagle zeskoczyła z huśtawki. Zaczęła biec w moim kierunku tak niesamowicie szybko…

Wydałam z siebie zduszony okrzyk i zakryłam twarz dłońmi. Nie potrafiłam nad sobą zapanować, mój strach wypływał ze mnie, wraz z głośnymi krzykami, uciekającymi z mojego gardła.

- Mój Boże, córciu! Co się stało? – usłyszałam.

Obróciłam się za siebie. Mama wychylała głowę z okna i rozglądała się po podwórku. Mi serce wciąż mocno waliło, jednak przełknęłam ślinę i jeszcze raz rzuciłam okiem na starą huśtawkę. Nie było tam nikogo.

- Wybacz, mamo. – wykrztusiłam, próbując opanować drżenie głosu – Miałam tylko zły sen.

Głowa matki znikła z okna, jednak po chwili ujrzałam całą jej sylwetkę, gdy prześlizgnęła się przez uchylone drzwi wejściowe. Usiadła na ławeczce, wciąż uważnie mnie obserwując. Poczułam się źle. Napędziłam jej tylko stracha. Spojrzałam na nią skruszona.

- Chciałabyś porozmawiać? – zagadnęła mama – Może masz do mnie jakieś pytania?

Zastanowiłam się. Miałam mnóstwo pytań. Kim jest ta dziwna postać? Czemu nawiedzała mnie kiedyś? I czemu wróciła akurat teraz? Co zrobić, by dała mi wreszcie spokój? Czy gdy stąd wyjadę, pozbędę się jej towarzystwa?

Ale… czy mama zna odpowiedź na któreś z tych pytań? Szczerze w to wątpiłam.

- Czy mogłabyś mi opowiedzieć o ‘’dziewczynce we krwi’’? – zapytałam nieśmiało.

Mama spojrzała na mnie ze zdziwieniem.

- Cóż… - zaczęła. – Miałaś 5 lat, gdy pierwszy raz mi o niej powiedziałaś. Śmieliśmy się z ciebie, razem z tatą, że jesteś już za duża na zmyślonych przyjaciół. Ale ty uparcie twierdziłaś, że Annie żyje naprawdę. Zaczęłaś rysować jej portrety, w nocy słyszałam jakieś szepty… Szczerze mówiąc, trochę się o ciebie bałam, bo nie był to szept tylko jednej osoby. Wydawało mi się, że jesteś tam z kimś. Ale gdy otwierałam drzwi w pokoju widziałam tylko ciebie.

- Wyobrażam sobie, jak bardzo się bałaś! – przyznałam ze współczuciem. – Jak wyglądała Annie?

- Sama nie wiem. Widziałam tylko twoje rysunki… Ale skoro wtedy twój umysł potrafił utworzyć jej obraz, może i teraz dałoby się przywołać te wspomnienia?

- Myślę, że już to zrobiłam – skrzywiłam się, lekko przerażona.

- Skarbie – rzuciła mama, obejmując mnie ramieniem – Wymyśleni przyjaciele żyją tylko w naszych umysłach. Musimy ich przywołać, by się pojawili. Jednak wtedy ciężko się od nich odgonić…

Po tych słowach wstała i wróciła do domu, zostawiając mnie samą, kompletnie skamieniałą ze strachu. Czy to możliwe, bym sama stworzyła potwora? Czy teraz, tak jak dzieci, będę skazana na jego towarzystwo?

Mój Boże. Odgarnęłam z twarzy mokre od potu jasne kosmyki. Chciałam znaleźć się znowu w moim małym mieszkanku, w dużym mieście. Wiedziałam jednak, że mój wyjazd nic nie da. Przerażające widmo podąży za mną i opuści mnie dopiero wtedy, gdy kompletnie wymażę je z pamięci. A prawdę mówiąc, nie było to łatwe.

Po paru dniach wróciłam do siebie. Wciągnęłam ciężką walizkę na czwarte piętro i zamknęłam za sobą drzwi mieszkania. Już od progu przywitała mnie ponura atmosfera. Bałam się wejść do pokoju, czując, że zastanę tam kogoś, kogo zdecydowanie nie chciałam widzieć. Odrzuciłam słomkowy kapelusz na szafę i powolnym krokiem wślizgnęłam się do sypialni. Odetchnęłam z ulgą, spostrzegając, że jestem tu zupełnie sama. Zegar wskazywał późną godzinę. Czułam ogromne zmęczenie. Zdecydowałam, że nie będę dziś rozpakowywać walizki. Byłam wyczerpana.

Przebrałam się szybko i umyłam, po czym wróciłam do sypialni i wślizgnęłam się w ciepłą pościel, nakrywając kołdrę aż pod samą brodę, choć o tej porze roku noce bywają bardzo upalne. Dobrze było znowu być w swoim łóżku, mimo że wakacje u rodziców udały się (poza tym jednym, widmowym szczegółem).

Zamknęłam oczy i pogrążyłam się w spokoju. Powoli odpływałam w sen, jednak ze znużenia wyrwało mnie czyjeś głośne sapanie.

Wiedziałam dobrze, kto wydawał z siebie te paskudne dźwięki. Uchyliłam jedną powiekę i przełknęłam ślinę, widząc siną twarz, wysunięty język węża i wpatrzone we mnie jasne oczy. Wydałam z siebie głośny okrzyk i podkuliłam się do ściany.

Ruszyła w moją stronę. Uśmiechała się wciąż i wystawiała język w moim kierunku. Wrzeszczałam jak najgłośniej, prosiłam o pomoc, modląc się, by ktoś z sąsiadów usłyszał moje wołanie. Żadnego jednak odzewu z ich strony nie otrzymałam, a upiorna postać nadal zmierzała w moją stronę, blokując mi jedyną drogę ucieczki. Stanęła wreszcie nade mną i zaśmiała się głośno. Nie mogłam uciec, przyciskałam tylko ciało do ściany, tak mocno, że aż zaczęły mnie boleć plecy. Nie było to jednak ważne.

Przełknęłam głośno ślinę, cierpliwie znosząc jej przeszywające spojrzenie. Wreszcie ruszyła się, sięgnęła za siebie. A ja zapłakałam z bezsilności, widząc jak wyciąga zza pleców ogromny nóż i kieruje go w moją stronę…

A Ty? Miałeś kiedyś zmyślonego przyjaciela?

_____________________________________________________

Opowiadanie konkursowe – wakacje 2014

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Fajna taka 8,5/10
Odpowiedz
Wieje sandałem
Odpowiedz
Hah, dobre opowiadanie :D Jestem w trakcie pisania czegoś podobnego :D
Odpowiedz
Jaa miałam chyba wymyśloną bliźniaczkę :)
Odpowiedz
przereklamowane jak przerobki jeffa
Odpowiedz
Zaraz zaraz... Skoro to coś ją prawdopodobnie na końcu zabiło to kto to napisał? XD
Odpowiedz
nudaaaa
Odpowiedz
Jest pominięty powrót do domu itp. , to powoduje wrażenie urwania się myśli autora. Mogłoby być wspomniane więcej szukania pomocy. Jednak ogólnie jest ok.
Odpowiedz
Wynudziłam sie już przy połowie. Nawet nie dałam rady doczytać do końca. Jak dla mnie nuda.
Odpowiedz
Historia nawet ciekawa ale zakonczenie troszke mnie zawiodlo
Odpowiedz
Kurcze. Zakonczenie nie ma sensu.
Odpowiedz
Fajne, zakończenie też całkiem niezłe :)
Odpowiedz
Początek był całkiem niezły, ale zakończenie wydaje mi się takie... typowe. Koniec hisotrii to czysta fikcja (jak i całe opowiadanie), jednak początek miał jakiś inny klimat, można było w to wierzyć.
Odpowiedz
Bardzo fajne, jednak ja bym zrobiła coś, że może by porozmawiały chwilę lub coś podobnego :D
Odpowiedz
Yyyy lipa powaznie a zakonczenie to porazka
Odpowiedz
Zakonczenie bez sensu
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje