Historia

Melodia

coldblood 8 5 lat temu 5 669 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Andy w milczeniu patrzył, jak Kathleen powoli zapada w sen. Jej drobna, całkiem łysa twarz wyglądała coraz słabiej. Tkwiła bezbronnie w szpitalnym łóżku na miękkiej, seledynowej pościeli. Krople w dużej butelce wypływały powoli, jedna za drugą. Kroplówka odmierzała sekundy.

Kathleen podniosła jedną, bezrzęsą powiekę. Jej bardzo jasne, błękitne oczy wyjrzały zza cienkiej fałdy skóry i bacznie spojrzały na siedzącego przy niej chłopaka. Zazwyczaj zarumienione policzki przybrały teraz kolor śnieżnej, czystej bieli. Andy przysunął dłoń do twarzy dziewczyny. Przejechał nią po gładkiej skórze, a Kathleen resztkami sił uśmiechnęła się blado.

Andy dobrze pamiętał tą potworną diagnozę. Białaczka. Czy jest coś gorszego? Był bezsilny. Nie mógł nic zrobić. Mógł tylko patrzeć, jak Kathleen powoli umiera, ocierać łzy płynące ciurkiem z jej błękitnych oczu, mówić, że wygląda pięknie nawet pozbawiona długich, gęstych, kasztanowych włosów – bo przecież tak właśnie było. Andy cierpiał patrząc, jak ukochana stopniowo traci siły. Miarowo uchodziło z niej życie, nie dało się tego zatrzymać.

Wydmuchał nos w papierową chusteczkę, gdy poczuł na sobie jej spojrzenie. Niewiele czasu im zostało. Andy chciał chwycić ją w ramiona, przytulić do piersi i tkwić tak już z nią wiecznie. Wiedział, że to niemożliwe. Kathleen była zbyt słaba.

Pochylił się nad nią, cmoknął ją w czoło, patrząc jak trudem bierze swój ostatni wdech…

Wrócił do domu całkiem przybity. Znajome mieszkanie, stare meble, mnóstwo zdjęć na półkach. Wszystko było dokładnie takie same, jak wcześniej. Ale czegoś brakowało. Ściany, które były świadkami tak wielu cudownych chwil, nagle stały się kratami ponurego więzienia. Więzienia, w którym wszechobecna pustka stanowiła największą torturę.

Wszedł do sypialni. Sukienka w kwiaty, którą Kathleen miała dziś założyć, wisiała wciąż na wieszaku, niedojedzone śniadanie nadal zajmowało małą szafeczkę nocną. Cieszyli się tym dniem. Ale ona nagle zemdlała, nagle dopadła ją podła śmierć…

Wtedy usłyszał jej śpiew. Rozkoszował się tą znajomą melodią, którą tak często nuciła. Delikatny głos płynął po całym mieszkaniu, roznosząc wszędzie ciepłą, beztroską aurę. Andy uśmiechnął się. Zapomniał o zdarzeniach z ostatnich paru godzin. Zamknął oczy i oddał się powolnym rytmom piosenki, której tak mu teraz brakowało.

Skąd dobiegał jej cudowny głos? Ocknął się z przyjemnego transu i ruszył wzdłuż wąskiego korytarza. Śpiew był coraz głośniejszy, melodia wyraźniejsza. Nieśmiało kroczył wciąż przed siebie, modląc się, by piosenka nagle nie ustała. Tęsknił za tym radosnym głosem i nie chciał ponownie tego tracić.

Wszedł do salonu. Rozejrzał się, wciąż słysząc śpiew. Nie dostrzegł tu niczego podejrzanego. Dywan w perski wzór rozciągał się na jasnych panelach, dwa fotele obite welurem wciąż tkwiły na swoim miejscu, a telewizor odbijał w swym 32-calowym ekranie kawałek pokoju. Wtedy Andy usłyszał pukanie w szybę. Odwrócił się w stronę balkonu. Na betonowej posadzce wyłożonej płytkami stała Kathleen. Miała na sobie szpitalną piżamę, opierała rękę na stojaku z kroplówką. Jej jasne oczy były podkrążone, twarz blada. Wyglądała tak, jak w chwili, gdy widział ją ostatnio. Tylko kasztanowe włosy nagle odrosły i znowu okalały jej drobną twarz. Nuciła swoją ulubioną melodię, wpatrując się Andy’ego jasnymi oczami.

Chłopak rzucił się w jej stronę. Otworzył drzwi na balkon i podbiegł do barierki. Ale ona już odpływała gdzieś dalej. Jej widmo oddalało się, nie stała już na balkonie, tylko sunęła w powietrzu, machając swoją kościstą dłonią.

Andy był jednak w trasie. Wskoczył na barierkę i nie myśląc o niczym opadł z niej ciężko. Czuł się tak lekko, beztrosko. Jakby miał zaraz unieść się w powietrzu, tak jak jego ukochana, dogonić ją, złapać za rękę, zatrzymać czas. Nic się nie liczyło. Chciał zrobić wszystko, by być znowu jak najbliżej niej.

Ale ona całkowicie znikła. Jej szczupła sylwetka zagubiła się wśród chmur, a Andy zdążył tylko krzyknąć ‘’Nie!’’, zanim jego ciało roztrzaskało się na chodniku.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Valentine , Morella jest naprawdę dobra.
Odpowiedz
Przejść białaczkę, to jak wygrać z rakiem XD
Odpowiedz
Niezbyt trafny opis objawów choroby.Heh sama przeszłam białaczkę i to tak nie wyglada jak w tutejszym opisie.
Odpowiedz
Bardzo smutne :-( ale świetne ;-)
Odpowiedz
zakończenie takie groteskowe :P 8,5/10
Odpowiedz
Smutne :(
Odpowiedz
Widmo! :) Podoba mi się.
Odpowiedz
świetne:)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje