Przedawnienie

Dodane przez: iphoris, 7.09.2014, 22:49
Reklama:

Poczułem się jakoś dziwnie przeglądając po raz ostatni dokumenty tej sprawy. Właśnie minęło trzydzieści lat. Zabójstwo: uduszona kobieta, brak podejrzanych. To była pierwsza tak poważna sprawa, którą zajmowałem się jako milicjant. Jednak nie mogłem doprowadzić do jej rozwiązania. Niby jedna z wielu nierozstrzygniętych spraw, ale dla mnie miała szczególne znaczenie. Przez nią nawet uporczywie odmawiałem pójścia na emeryturę, tak bardzo chciałem jej dopilnować.

Nie, nie znałem tej kobiety. Widywałem ją czasem, ale poza zwykłym "dzień dobry" nigdy nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Oboje mieszkaliśmy przy jednej z tych ulic, przy których stał szereg prawie jednakowych szarych bloków z prawie jednakowymi szarymi klatkami, w których były prawie jednakowe szare mieszkania. Takie były czasy. Można powiedzieć, że wszędzie mogłeś czuć się jak u siebie w domu: w łazience zawsze Frania, w kuchni Silesia, nawet żyrandole takie same. Dziś już nie jestem pewien: czy rzeczywiście panowała wtedy aż tak wszechobecna szarość i nijakość, czy jednak odbieram ją przez pryzmat depresyjnego nastroju po wydarzeniach z tamtej nocy.

Z żoną od jakiegoś czasu już nie żyliśmy jak przykładne małżeństwo. Spaliśmy w osobnych pokojach, napięcie zawsze wisiało w powietrzu, ale kłócić się już nie mieliśmy siły. Jednak po tym, czego dowiedziałem się całkiem przypadkiem kilka dni przedtem, naprawdę zacząłem się załamywać. Miałem nadzieję, że na imieninach Stefana uda mi się jakoś rozładować ten podły nastrój, a jeśli nie, to przynajmniej na chwilę zapić problem. Stało się jednak odwrotnie. Towarzystwo dość szybko podzieliło się na tych, którzy odpadli i pozajmowali wszystkie możliwe miejsca leżące i na tych, którzy byli usilnie zajęci rozmową. Ja wyszedłem, jak to się mówi, "objąć tron". Chcąc nie chcąc, zgubiłem imprezowy klimat i zostałem sam na sam ze swoimi myślami. Wtedy właśnie pękłem. Wymknąłem się po cichu, żeby szybko udać się do własnego mieszkania z konkretnym zamiarem: zabić własną żonę.

Powoli, tak cicho jak to tylko możliwe, przekręciłem klucz w zamku, otworzyłem drzwi i udałem się do sypialni nie zaświecając światła. Chwyciłem poduszkę i przycisnąłem z całej siły do głowy, jednocześnie próbując unieruchomić resztę ciała. Ledwo mogłem ją utrzymać, jednak powoli ruchy stawały się coraz słabsze, aż w końcu ustały. Potrzymałem poduszkę jeszcze chwilę, po czym szybko, ale po cichu wyszedłem, zamknąłem drzwi i wróciłem na imprezę. Tak jak myślałem: nikt nie zorientował się, że mnie nie było. Będzie alibi. Jeszcze chwilę poudawałem, że baluję, po czym wróciłem do domu i położyłem się spać.

Rano obudziłem się z potwornym bólem głowy i odruchowo sięgnąłem do stolika obok łóżka, wziąłem szklankę wody i błyskawicznie wypiłem. Ach, woda! Uświadomiłem sobie, że mimo całego tego napięcia między nami nadal dbaliśmy o siebie nawzajem. Że w zasadzie kochaliśmy się na ten dziwny sposób. To ona zawsze zostawiała mi szklankę zimnej wody, kiedy wiedziała, że wrócę zalany. Ogarnął mnie dziwny melancholijny nastrój. Uświadomiłem sobie, że już nigdy nie usłyszę...

- Podnoś dupę stary pijaku! Zapomniałeś, że idziesz do roboty?

A jednak usłyszałem. Co jest? Halucynacje? Nie! To było prawdziwe, tym bardziej że ona właśnie weszła i ściągnęła ze mnie kołdrę. To był sen? A może to teraz jest sen? Nie, z pewnością nie. Ocknęła się jednak? Pamiętałaby. Nie zachowywałaby się tak, jak teraz - tak, jak zawsze.

Dopiero w pracy zorientowałem się, co się tak naprawdę stało w jednym z tych bliźniaczo podobnych mieszkań. W jednym z tych M-2 identycznych do tego stopnia, że czasem nawet dało się je otworzyć tym samym kluczem.

Źródło: Napisałem
Oceń:
16
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!