Historia

Mój przyjaciel

dark_feather 6 7 lat temu 8 251 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

[20 stycznia 1997; 2:46]

Pociągnąłem kilkakrotnie nosem. To wynik niedawnego rozchwiania emocjonalnego, które ciążyło mi na sercu, tak jak komórka w moim płaszczu przez którą usłyszałem druzgocące wieści. Dzwonił mój najlepszy przyjaciel by zdradzić, że osoba którą kochałem ponad wszystko nie żyje. Miałem teraz udać się do niego…. Wiem, że to jego wina.. Dlatego właśnie ściskałem ukryty pod płaszczem nóż. Nie obchodziło mnie co dalej. Światła latarni migotały w śnieżnej zamieci, lakonicznie wskazując mi drogę. Nawet gdyby zgasły, to i tak nogi znały kierunek. A umysł? Umysł odpłynął niesiony gdzieś za szeptem diabła do odległej przeszłości…

[ 6 czerwca 1996; 16:34]

Przechadzałem się z moim najlepszym przyjacielem Kacprem. Był to dość posępnym człowiek, ponieważ wielkiego szczęścia w życiu nie posiadał. Jego rodzice zostali zamordowani gdy miał tylko 2 lata. Motywy zbrodni nigdy nie zostały podane do wiadomości publicznej, choć była to ponoć wielka afera. Spytany o to, powiedział mi kiedyś, że mordercy należeli do satanistycznej sekty. Nie chciał nigdy o tym dłużej rozmawiać. Mimo to dogadywaliśmy się całkiem dobrze. Aczkolwiek muszę przyznać, że zawsze miałem do niego żal o to, że umawiał się z Anną która była wybranką mojego serca. Darował mu jednak. Wiele razy okazał się dla mnie świetnym wsparciem. Choć jego rady nigdy nie należały do najbardziej empatycznych, to trzeba przyznać, że zawsze zawierały w sobie pewną mądrość. Opisując jego fizyczną stronę, muszę powiedzieć, że był on wyjątkowo paskudnym człowiekiem. Wszystko z powodu pewnej choroby, przez którą jego mięśnie nie do końca pracowały. Ciężko było odczytać emocje z twarzy pozbawionej emocji, tak jak udawać, że nie widzi się utykania na lewą nogę. Wizualnego obrazu dopełniały jego krótkie czarne włosy, oraz równie przesiąknięte najciemniejszym kolorem, jak i pustką oczy. Pomimo tego, że był on człowiekiem odpychającym, to jego umysł był niesamowity. Właśnie dlatego świetnie się dogadywaliśmy. Często chwalił także i moją inteligencję. Tego słonecznego popołudnia szliśmy wzdłuż alei Wojska Polskiego gdy Kacper nagle zatrzymał się i podniósł mały pierścionek. Spojrzałem w jego oczy i już wiedziałem, że ten przedmiot musi być wyjątkowy. Poczułem jak coś drgnęło w moim sercu….

[17 grudnia 1996; 21:22]

Odkąd Kacper znalazł ten cholerny pierścień wszystko się zmieniło. Fortuna zaczęła okazywać mu swoje wdzięki, raz po raz sypiąc mu gotówką i możliwościami. Anna wręcz lepi się do niego. A ja? Ja w tym czasie zostałem wyrzucony z pracy; na biurku leżała sterta rachunków. W zeszłym tygodniu odcięli mi prąd. W całkowitej ciemności chwyciłem komórkę i cisnąłem nią o ścianę. Czemu nic mi się nie udaje? Czy jestem naprawdę gorszy od niego? W tej chwili uderzony telefon zaczął wydawać z siebie spokojny dźwięk „ciszy” Beethovena. Spojrzałem na wyświetlacz. Dzwoniła Anna.

[18 grudnia 1996; parę minut po północy]

Otworzyłem delikatnie drzwi wpuszczając Annę do środka. W blasku świecy jej długie, kręcone rude włosy zdawały się wręcz płonąć. Dwa szmaragdy spojrzały w moje oczy… jej pełne, czerwone usta zaczęły się poruszać, wydając z siebie dźwięki anielskiej harfy:

-Musisz mi pomóc…

Łzy piękne i niewinne zaczęły płynąć po jej policzkach. Wiedziałem o co chodziło. Kacper zawsze źle ją traktował. Widziałem siniaki w okolicy jej szyi, nawet przy tym świetle… Przytuliłem ją delikatnie. Z wolna spojrzała mi w oczy. Coś w niej pękło. Odepchnęła mnie. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć wyszeptała tylko: przepraszam.

[20 stycznia 1997; 2:57]

Kacper wpuścił mnie do swojego domu i zaczął prowadzić do sypialni. Nie zwrócił nawet uwagi, że coś trzymam pod płaszczem. Myślałem, czy nie powinienem teraz wykonać tego ruchu, ale wstrzymałem się. Chciałem ją jeszcze zobaczyć. Zbliżyliśmy się do końca korytarza. Powoli uchylił drzwi. Wszedłem do pomieszczenia i zapaliłem światło. To co ujrzałem wstrząsnęło mną. Rozczłonkowane zwłoki leżały w kałuży krwi, którą ktoś nakreślił pentagram. Jej organy były zakonserwowane w serii słoików stojących tuż koło łóżka.. Usłyszałem, że drzwi się za mną zamykają…. W furii doskoczyłem do Kacpra…. I upadłem na ziemi… Nóż prześliznął się o kilka centymetrów dalej. Kaleka podniósł mnie jedną ręką i rzucił obok zwłok; do środka magicznego znaku.

- W końcu to zrobiłeś – powiedział niesamowicie niskim głosem. Z każdym jego słowem, miałem wrażenie, że coś skrobie mi pod czaszką, jakby milion os…..

-Czekałem długo na ten moment. To ciało już mi się znudziło. Potrzeba mi nowego, potężnego umysłu… ale wpierw musiałem się upewnić, że będziesz w stanie zabić…. Popatrz jak nędzni są ludzie. Nie użyłem żadnej magii, po prostu zacząłem odnosić sukcesy własną pracą, a ty w swojej nienawiści i zazdrości byłeś gotów mnie zabić mimo iż tak wiele razy Ci pomogłem….

Zaczął się zbliżać, zanurzając rękę we krwi…

-Nie martw się…. To nie będzie zbytnio bolało.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

trochę okrutne
Odpowiedz
Co dalej??????
Odpowiedz
Bardzo fajne, ale czuję delikatny niedosyt :/ 8/10
Odpowiedz
Z przesłaniem o ludzkiej naturze
Odpowiedz
Mocne
Odpowiedz
Dooobre!
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje