Historia

A jednak

grom2015 6 7 lat temu 8 287 odsłon Czas czytania: ~7 minut

Imiona zostały zmienione na potrzeby historii.

Zawsze interesowałem się zjawiskami paranormalnymi, lubiłem wyszukiwać przeróżne informacje na temat duchów, demonów, opuszczonych budynków. Nie wierzyłem oczywiście, że to prawda, miałem inne wyobrażenie jeśli chodziło o takie istoty, ale... To było takie prawdziwe. Muszę to sprawdzić.

Historia dzieje się teraz, jesienią. Dzień zaczął się jak zwykle - szybka pobudka, zanim dotrze do mnie, że jestem zmęczony. Śniadanie i wyjazd do szkoły w ******. To jakieś 14 kilometrów od mojego domu. Lekcje, jak to lekcje, dłużyły się, a my chcieliśmy urozmaicić ten czas rozmawiając na różne bezsensowne tematy.

Na polskim temat naszych rozmów zszedł na opuszczony zamek, pałac, znajdujący się w parku tuż przy naszej szkole. W 2. połowie XX wieku był miejscem, gdzie trafiała "trudna młodzież", a obecnie zajmuje się nim dziadek mojego kolegi z klasy. Jest kimś w rodzaju "konserwatora" czy kogoś takiego. Na zamku znajduje się niewielki dziedziniec, do którego kiedyś nie można było wejść (nie było drzwi). Podobno kiedyś zrzucano tam ludzi ze strychu (wysokość około 2 piętra) w ramach kary za przewinienia. W każdym razie - któryś z nas zaproponował byśmy wybrali się tam wieczorem, każdy z nas był ciekawy jak tam jest, jak to wygląda. Po szkole wróciłem do domu, a wieczorem spotkaliśmy się w umówionym wcześniej miejscu i ruszyliśmy w stronę budynku.

- Wiecie co, mam mieszane uczucia. - powiedział Maciek cichym, lekko przerażonym głosem.

- Tylko się rozejrzymy, przecież nic tam nie ma. - odpowiedział Kacper.

- Dupa jesteś, a nie żołnierz. - dodałem (w ramach wyjaśnienia - chodzimy do klasy mundurowej).

Drzwi były drewniane, masywne, Rafał (wnuczek "konserwatora") pociągnął klamkę i popchnął drzwi, które głośno zaskrzypiały. Budynek był w trakcie remontu, który stanął w miejscu, ściany były "łyse", zdobiły je jedynie resztki farby i tynku. Najpierw poszliśmy na piętro, tam musieliśmy chodzić po deskach, bo podłoga byłą rozkopana. W niektórych pokojach na ścianach były ksywki ludzi, którzy tam kiedyś mieszkali, napisane markerami i długopisami. Następnie poszliśmy na strych, kolega ostrzegł nas, że podłoga może się zarwać, więc chodziliśmy za nim gęsiego. Dotarliśmy do wcześniej wspomnianego okna, z którego zrzucano ludzi. To było ponure miejsce. Rozglądaliśmy się po strychu, patrzyliśmy w dół na dziedziniec. Nagle Mateusz zawołał nas i wskazał palcem ścianę tuż przy oknie. Znajdowały się tam dwa napisy...

"Nigdy mnie nie znajdziecie hahahaha"

"Nigdy stąd nie odejdę"

Przerażeni spojrzeliśmy na siebie.

- Idziemy stąd! - krzyknął Kacper.

- Spadajmy... - dodał Maciek.

- Został nam jeszcze parter i piwnica, zróbmy co mamy zrobić i stąd pójdziemy. - zaproponował Rafał.

Zagłosowaliśmy. 3 osoby chciały zostać, 2 wracać.

- Zajebiście... - szepnął pod nosem Maciek.

Zeszliśmy na parter. Wyglądał podobnie do piętra - chodzenie po deskach, napisy na ścianach, nic specjalnego. Po kilku minutach rozglądania się doszliśmy do drabiny prowadzącej do piwnicy. Pierwszy poszedł Rafał, później ja, Kacper, Maciek i Patryk.

Zacząłem się rozglądać. Były trzy drogi. Jedna prowadziła do większego pomieszczenia z kolumnami, drugiej nie widziałem, bo była na końcu korytarza i od razu skręcała w bok, a trzecia była wąska i też prowadziła do większego pokoju. Na jej końcu stał posąg jakby rycerza, czy kogoś takiego. Coś mnie w nim zaniepokoiło.

- Rafał, co to za posąg? Jest jakiś dziwny... - spytałem.

Mimo ciemności zauważyłem jego wyraz twarzy, patrzył na mnie z przerażeniem i niedowierzaniem, jego twarz zrobiła się sina jakby miał wyzionąć ducha.

- My nie mamy posągu...

Kacper ze strachem w oczach spojrzał w korytarz, który wskazałem, lecz nic nie zobaczył... To było najgorsze. Nic a nic. Mógł być gdziekolwiek, o ile to nie było tylko przywidzenie. Nagle usłyszeliśmy jakieś szmery od strony niewidocznego korytarza, nie było czasu na wyjście po drabinie.

- Do drugiego wyjścia! - krzyknął Rafał i pobiegł w stronę największego pomieszczenia. Ruszyliśmy za nim nie oglądając się za siebie, światła latarek były raz na suficie, raz na podłodze, nikt nie patrzył gdzie biegnie, podążaliśmy ślepo za ledwo widocznym cieniem przed nami. Patryk obejrzał się do tyłu, a chwilę później uderzył głową w ścianę i upadł jak kłoda.

- Biegnijcie w lewo i lewo, tam są schody! - krzyknął Rafał i wrócił po Patryka. Złapał go pd ramię i chwilę później do nas dotarli. Znaleźliśmy wyjście, nic nikomu się nie stało poza kilkoma obdarciami. Spisuję to póki wszystko dobrze pamiętam. Jeszcze nie ochłonąłem po wczorajszym dniu. Od rana przeglądam internet w poszukiwaniu informacji na temat tego typu zjawisk. Gdy tylko zdobędę sól i inne potrzebne mi materiały to tam wrócę... Cokolwiek to było, ma teraz przesrane.

---

Dwa dni później.

Przygotowałem się. Jestem gotowy by tam wrócić, a przynajmniej tak mi się wydaje. Przeszukałem internet, by znaleźć coś, dzięki czemu będę mógł pozbyć się tego gówna. Nie było łatwo dokopać się do tego, ale udało mi się, odnalazłem to, czego potrzebowałem. W połowie XVII wieku, podczas potopu, zamek został zajęty na jakiś czas przez Szwedów. Pałac odbito, a żołnierzy i ich przywódcę - Lindorna, brutalnie zamordowano. Legenda głosi, że nocami ukazuje się on na zamku pod postacią kamiennego rycerza, by zabić każdego, kto spróbuje tam wejść. Cóż, czego się miałem spodziewać, w końcu to duch. Był jeden problem - dowiedziałem się, że jest pochowany gdzieś na terenie posesji, jednak nie należy ona do najmniejszych, nie wiedziałem gdzie zacząć szukać. Spotkałem się wieczorem z Kacprem, gdyby ktoś nas zobaczył w dzień skończyłoby się to nieciekawie. Jeden z nas miał szukać ciała, drugi zająć czymś ducha.

- Raz, dwa, trzy! - krzyknęliśmy jednocześnie.

- Kurwa... To zawsze muszę być ja?! - wycedziłem zrezygnowany.

Ruszyłem w stronę pałacu, a Kacper zniknął między drzewami, gdy się obejrzałem było widać jedynie niewielkie światło, które dawała jego latarka, a także coraz cichsze stąpanie po uschniętych liściach.

Nie chciałem tam wchodzić, ale trzeba było to zakończyć, komuś mogłoby się coś stać. Otworzyłem drzwi, zaskrzypiały jak zwykle. Powoli stąpałem po podłodze pełnej kurzu i drobin tynku. Patrzyłem raz w lewo, raz w prawo, rozglądałem się dookoła siebie, nie chciałem, żeby to coś mnie zaskoczyło. Stanąłem przodem do drzwi frontowych, nagle poczułem jakby chłód... przeszywający chłód. Ciarki przeszyły moje ciało, czułem, że mam gęsią skórkę. Widziałem powietrze, które wydychałem, to nie było normalne... Usłyszałem coś. Odwróciłem się, a przede mną ukazała się postać kamiennego rycerza. Stał nie więcej niż pół metra przede mną, byłem przerażony. Nie miał oczu, to w końcu był posąg, ale czułem na sobie jego wzrok. Ruszył w moją stronę, nie zdążyłem się nawet cofnąć, gdy wylądowałem na ścianie. Trochę mnie zamroczyło, ale szybko się ogarnąłem i zacząłem uciekać na piętro po schodach, słyszałem za sobą jego ciężkie kroki, czułem jego wzrok, to było straszne...

- Cholerny grób... Gdzie on może być?! - pomyślał Kacper.

- Chodzę tu już tyle czasu i nic, zupełnie nic. - dodał zrezygnowany.

- Chwila... - zamyślił się. - To musi być tam!

Kacper przypomniał sobie jak kiedyś z klasą byliśmy w tym parku, niedaleko pałacu na górce. Na jednym z drzew zauważył napis "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie". Wtedy nie było to dla niego niczym dziwnym, ot, ktoś wyciął stare powiedzenie na kawałku kory, lecz po tym jak powiedziałem mu o potopie, o dowódcy Szwedów, zrozumiał. Najpierw on zabił, potem jego zabito, naturalna kolej rzeczy. Nie zastanawiając się długo pobiegł na górkę gdzie znajdował się napis i zaczął go szukać, pośpiesznie oświetlał każde drzewo szukając kilku - na pierwszy rzut oka - nic nie znaczących słów.

- Jest! - wreszcie udało mu się znaleźć poszukiwane drzewo.

Szybko wyciągnął łopatę i zaczął kopać.

- Ja pierdolę, chyba zacznę regularnie biegać, zaraz wypluję płuca! - pomyślałem.

Po wybiegnięciu na piętro, nie zastanawiając się gdzie biegnę, skręciłem w lewo, pędziłem ile sił w nogach i na ile pozwalały wąskie deski, po których się poruszałem. Obejrzałem się raz, zobaczyłem jak posąg wyłania się zza rogu. Wbiegłem do pokoju na końcu korytarza, zrzuciłem z siebie plecak i jak najszybciej mogłem rozsypałem sól najpierw przy drzwiach, a później przy oknie. Poczułem się trochę bezpieczniej. Spojrzałem na korytarz, był pusty. Duch gdzieś zniknął. Odetchnąłem z ulgą, ale wiedziałem, że to nie koniec. Miałem nadzieję, że nie poszedł szukać Kacpra...

Trzask! To usłyszał Kacper po kilku minutach kopania, łopata się w coś wbiła.

- Chyba znalazłem. - powiedział w myślach.

Trzask! Uderzył mocniej, aż powstała dziura.

- To na pewno trumna.

Kacper schylił się i z całych sił pociągnął do góry. Udało się, otworzył.

- Mam cię, skurwielu, już mi nie uciekniesz!

- Coś tu za cicho. - pomyślałem. - Coś jest nie tak, to by było zbyt proste...

Nagle usłyszałem uderzenie w podłogę. Drugie. Trzecie. Czwarte.

Po chwili ucichło.

- Co się tu, kurwa, dzieje?!

Huk! Ręka kamiennego rycerza przebiła podłogę. Próbowałem się odsunąć, ale był szybszy. Złapał mnie za nogę i zaczął ciągnąć, jakby chciał rozerwać moje ciało przeciągając je przez tą małą szczelinę. Ból, który temu towarzyszył był nie do opisania, krzyczałem.

- Adios, cwelu. - Zawołał Kacper, rzucając jednocześnie rozpaloną zapałkę na posypane solą i oblane benzyną zwłoki. Z dziury zaczął buchać ogień, lecz Kacpra już tam nie było, pobiegł do pałacu.

Duch zniknął... Myślałem, że chciał mnie zmylić, jednak po chwili usłyszałem krzyki Kacpra, który wykrzykiwał moje imię.

- Nic mi nie jest! Już idę! - odpowiedziałem i ruszyłem w stronę schodów.

Chwilę później byłem już na dole, uścisnąłem Kacprowi dłoń.

- Dobra robota. - powiedziałem z lekkim uśmiechem na twarzy.

- Nawzajem. W sumie fajna sprawa z tymi duchami, niezłe czady. - odpowiedział.

Przytaknąłem mu i się uśmiechnąłem. Wyszliśmy z pałacu i ruszyliśmy w stronę samochodu.

- Wiesz, słyszałem o nawiedzonym domu niedaleko stąd, może warto to sprawdzić? - spytał Kaper.

- To był ciężki dzień, porozmawiamy o tym jutro, dobra?

- Nie ma sprawy.

- Tak w ogóle, musimy znaleźć coś lepszego od soli.

- Co, niby nie działa?

- Następnym razem to ty będziesz zajmował ducha, przekonasz się. - dodałem z uśmiechem na twarzy tuż przed wejściem do auta.

---

C.D.N. (to jest całość, ciąg dalszy tj. inna opowieść, powiązana z tą tylko doświadczeniem bohaterów i nimi samymi)

PS. Następny "odcinek" - "Samotność". Coming soon...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Czy tylko ja widzę tu błąd? XD Przecież tam jest napisane "Nagle Mateusz zawołał nas...", potem jest głosowanie, z którego wynika, że jest 5 osób, następnie jest zdanie "Najpierw poszedł Rafał, później ja, Kacper, Maciek i Patryk." To gdzie do cholery jest Mateusz skoro było ich tam tylko 5 ?? XD
Odpowiedz
Druga część: http://straszne-historie.pl/story/8627 . Link do trzeciej części w komentarzach pod "Samotnością".
Odpowiedz
Ciekawe,fajnie rozpisane 8/10
Odpowiedz
Wyczuwam Supernatural :D
Odpowiedz
Mam być szczera ? To niezła historia jak sie tak czyta ale ja osobiście nie chciała bym tego przeżyć ;) Szacun za odwagę ^^
Odpowiedz
niezłe :D ale mały mankament, skoro byli to Szwedzi dlaczego napisane było "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie"? ;>
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje