Historia

Zawsze Ostrzegamy

pariah777 10 4 lata temu 8 240 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Adam otworzył oczy. Coś nie dawało mu zasnąć. Czuł, że był obserwowany. Zegar wskazywał godzinę pierwszą w nocy. Usiadł na łóżku i rozejrzał się dookoła. W domu nikogo prócz niego nie było. Mieszkał sam od śmierci żony. Wszystko wydawało mu się puste i powierzchowne bez niej. Ciszę rozszarpało donośne pukanie. Dochodziło od strony drzwi wejściowych. Zerwał się na równe nogi, wsunął kapcie i podreptał sprawdzić, co się dzieje.

Gdy zbliżył się do drzwi, pukanie ustało. Przekręcił klucz, pociągnął za klamkę i zaniemówił. Ujrzał rządek postaci w czarnych szatach. Każda z nich przeszywała go pustym spojrzeniem. Stał przez chwilę jak zahipnotyzowany, po czym oprzytomniał i gwałtownym ruchem zatrzasnął drzwi. Pobiegł do kuchni. Wyjął z szuflady nóż. To parę centymetrów stali dało mu namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Jeśli przyjdzie mu oddać życie, na pewno nie ułatwi roboty swoim oprawcom. Następnie przeszedł do sypialni. Zabarykadował drzwi starym kredensem. Usiadł na łóżku, ciężko dysząc, zaczął nasłuchiwać. Doszedł go cichy stukot pierwszych kropel deszczu o szybę. Spojrzał w ciemność rozchodzącą się za oknem. Trwał tak przez godzinę. Wtedy rozszalała się ulewa. Oderwał wzrok i stwierdził, że to wszystko mu się przewidziało. Uspokoiwszy się, odłożył nóż na stolik i padł na łóżko. Był zmęczony. Być może to było przyczyną tych zwidów.

Pokój zalał blask. Adam zastygł. Po chwili rozległ się grzmot. Lecz to nie burza go wystraszyła. Przez moment, gdy ciemności się rozstąpiły, dostrzegł sylwetki ludzi stojących na jego podwórzu. W rządku. Oni tam nadal byli, zdał sobie sprawę. Obserwują go. Chciał zasłonić okno, ale bał się do niego zbliżyć. Bał się również kolejnego błysku. Bał się tego, co mógł zobaczyć. Tego, co tam się czaiło. „To koniec”, pomyślał. I miał rację. Taki właśnie przewidziany był scenariusz na tę noc.

Można było temu zapobiec. On miał ku temu okazję. Został ostrzeżony – zawsze ostrzegamy.

Wywlekliśmy go z pokoju. Nie próbował krzyczeć ani stawiać oporu. Tak jakby jego dusza popełniła samobójstwo, a ciało nadal bezwładnie funkcjonowało. Zapakowaliśmy go do samochodu i udaliśmy się w podróż do naszej świątyni. To tam ma zawsze miejsce najważniejsza część.

Świat nie jest taki, jakim się wydaje. Jakim cudem jeszcze prowadzimy na nim swoją żałosną egzystencję? W obliczu wojen, zaraz, chciwości i głupoty powinniśmy już dawno zostać unicestwieni. Tak się jednak nie dzieje. Żyjemy. A to wszystko dzięki równowadze. A kto dba o tę równowagę? My. Sposób działania jest prosty i zaraz zostanie objaśniony.

Stare fabryki, opuszczone kompleksy i inne tego typu rzeczy świetnie nadają się na świątynie. To właśnie w takim miejscu padły ostatnie słowa Adama. Cisnęliśmy go na środek wielkiej hali. Zaczął dygotać z przerażenia. Nie dziwię się. Wszyscy byliśmy uzbrojeni w metalowe pałki. Zwiastowało to okropny koniec – ale ostrzegaliśmy! Ostatnim krokiem, przed wykonaniem egzekucji, było wręczenie mu kartki i długopisu. Miał na niej napisać losową cyfrę. Tak też zrobił. Gdy tylko ją odłożył, wszyscy ścisnęli w dłoniach pałki i doskoczyli do biedaka. Po chwili nie było już na co patrzeć. To, co zostało, nie przypominało w żadnym stopniu człowieka.

Pewnie zastanawiasz się, po co to wszystko... odpowiedź jest prosta. Każdy człowiek ma swój numer. Nie mam tu na myśli żadnych oficjalnych numerów PESEL, nic z tych rzeczy. Tu chodzi o co innego, ale to akurat jest nieważne. Adam został wybrany, ponieważ poprzednia ofiara przed śmiercią napisała jego numer. Tak się zachowuje równowagę – eliminując jednostki nadzwyczajne. Niektóre z tych właśnie jednostek były poza naszym zasięgiem, przez co doszło do nowych odkryć naukowych, wielkich wojen i innych niepotrzebnych problemów. Ci wszyscy ludzie są połączeni. W chwili, gdy rozsądek totalnie zanika, mogą wskazać kolejnego z ich grona „nietuzinkowych”. Taka umiejętność nadprzyrodzona. Robią to poprzez numery. I w ten sposób cykl się powtarza.

Nie ma innej drogi do zachowania ładu. Jednostki nadzwyczajne są zagrożeniem, którego trzeba się pozbyć. Jednak zawsze dajemy im szansę. Apelujemy do nich – niebezpośrednio. Dajemy im subtelny sygnał, by zmienili swoje życie, póki mogą jeszcze zejść z tej drogi i włączyć się w szeregi normalnych ludzi. Adam zignorował ten sygnał i skończył... kiepsko. I podał kolejny numer.

Teraz zastanów się. Skoro to czytasz, to do kogo należy następny numer?

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Szybko, zanim mój nowy profil autorski otrzyma swój numer, wchodźcie po więcej – Szymon Sentkowski!
Odpowiedz
Nie straszne ale daje do myślenia
Odpowiedz
Ciekawie jego żona zgieneła potem on te same numery ??
Odpowiedz
Może jest tak, że numerki zmieniają właścicieli? Załóżmy, że ktoś umarł, więc jego numer może zostać przypisany osobie która urodziła się w tej samej chwili :)
Odpowiedz
O tym samym pomyślałam co jeśli numer się powtarza? Spokojnym głosem proszą ofiarę by napisał numerek jeszcze raz?
Odpowiedz
A jak numer się powtarza... lipnie z tym numerkiem
Odpowiedz
i do mojego domu by nie weszli ;p
Odpowiedz
huj im w dupe mnie nei zalatwia jakies leszcze niech spierdalalja albo ich zapierdoole gnoje :D
Odpowiedz
A jaki dali mu sygnaly?
Odpowiedz
Fajne ;-)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje