Historia

Wrogowie Rewolucji

yappir 10 9 lat temu 9 225 odsłon Czas czytania: ~7 minut

Nie boje się ciemności, dzikich bestii, ani nawet diabła, boje się za to czegoś o wiele potworniejszego, mianowicie ludzi. Urodziłem się jako spadkobierca majątku i tytułu szlacheckiego, szkoda tylko, że przyszło mi żyć w czasach kiedy szlachtę się morduje. Wojna domowa jest już stracona. Rewolucjoniści zdobyli stolicę, a resztki wojsk rojalistów jest w kotle gdzieś pod zachodnią granicą. Lud wita ustrój nowy, rządy złych i niegodziwych królów zostały zepchnięte w otchłań historii. Głowa każdego szlachcica i rojalisty kończy dziś na szafocie. Najgorsze jest to, że nawet nie ma gdzie uciekać. Kraje sąsiadujące pozamykały granice żywiąc stare urazy do starych królów, a porty na północy od dawna były w rękach rewolucjonistów.

Były to godziny późno wieczorne. Wraz ze swoim ostatnim lojalnym służącym, brzemienną żoną i nastoletnim synem jedliśmy kolacje. Nie mówiło się o rewolucji i okropieństwach jakie w zemście i nienawiści się dokonuje w dzisiejszych czasach. Jakby to miało nas uchronić. Wiedzieliśmy, że w każdej chwili możemy zginąć, jednak udawaliśmy, że to nas nie dotyczy. To była taka niepisana zasada. Wszyscy w zmowie udawaliśmy, że działo się to wszystko w jakimś odległym kraju.

Jadalnia umiejscowiona była tuż obok drzwi wejściowych. Tej nocy rozległo się do nich walenie pięścią. Walenie, którego baliśmy się od pół roku.

- Otwierać! - Wrzasnął głos zza drogich dębowych, zdobionych drzwi. - Otwierać w imieniu rewolucji!

- Wszyscy wrogowie rewolucji zginą! - Wrzasnął drugi głos za tych samych drzwi, walenie pięścią było jeszcze donioślejsze.

- Otworze. Wybaczcie mi na chwilę. - Powiedział sucho służący jak gdyby nigdy nic i wstał od stołu. Usłyszałem jak drzwi zostają brutalnie wyważone. Do domu wtargnęły ciężkie buty. Wszyscy przy stole wpatrywali się pusto w talerze i siedzieli w milczeniu. Do jadalni weszli ludzie w szarych płaszczach i zielonych beretach. Byli wszyscy w śniegu, każdy miał muszkiet z bagnetem poza pierwszym.

- Witam, w posiadłości rodziny Goldeyów. W czym mogę pomóc? - Podszedł do nich służący. Pierwszy i zarazem najwyższy z intruzów zmierzył go wzrokiem.

- Kim jesteś? - Zapytał rozkazująco.

- Jestem tylko służącym. - Odpowiedział.

- Pokaż ręce. - Rozkazał sucho, a służący wykonał polecenie. - Spracowane. Wypierdalaj.

- Dziękuje. - Pisnął służący i spojrzał na mnie próbując przeprosić wzrokiem, po czym wybiegł z domu.

- Reszta jak się domyślam to szlachetnie urodzeni? - Zapytał i spojrzał na nas wzrokiem tak zimnym, że myślałem, że zimowy wiatr wepchnął wszystkie okna do jadalni.

- Tak. - Odpowiedziałem po chwili milczenia.

- Panowie, spokojnie. - Syn wstał i podszedł do pierwszego z mężczyzn. - Jesteśmy takimi samymi ludźmi, możemy się dogadać.

Zanim zdążyłem coś powiedzieć intruz wyciągnął zza pasa samopał, przyłożył go do twarzy syna i wystrzelił. Kula nie zabiła go, ale tylko zmasakrowała mu twarz. Chłopak złapał się za twarz oparzoną prochem i padł wijąc się na ziemi.

- Nie jesteśmy tacy sami. - Powiedział bez emocji z dymiącym pistoletem w ręku. - Zapłacicie dzisiaj za swoje zbrodnie, wszyscy.

- Jakie zbrodnie? - Zapytałem. - To absurd.

- Wieki pańszczyzny i ucisku. - Odpowiedział z nienawiścią w głosie. - Zapłacicie za tysiąc lat historii w jeden wieczór.

- To absurd! Nie mam nic wspólnego z uciskiem chłopskim!

- Więc mam rozumieć, tytuł szlachcica wypracował pan sam, ten dom zbudował pan własnymi rękoma. Tak samo jak te srebrne sztuce i mięso dzień w dzień. - Zaczął bez złości zrzucać talerze z jedzeniem na podłogę. - Wszystko to zostało przez pana rodzinę zagrabione niewinnej klasie chłopskiej. Ja jadłem mięso tylko w święta, przez kilka dni w roku, zamiast co obiad. Prosił bym o powstanie, rodzinę Goldeyów.

- Oddam wam wszystko, tylko opuście nas. - Powiedziałem i wstałem wraz z żoną od stołu.

- Zostawcie ich wy prostaki! - Wyjęczał w bólu na podłodze mój syn.

- Pan wybaczy. - Powiedział do mnie ze spokojem i odwrócił się do leżącego na podłodze syna. Zaczął go z wściekłością kopać swoimi wojskowymi buciorami. Celował głównie w twarz, szyję i brzuch. Widziałem strumienie krwi i wypadające zęby lecące na wszystkie strony. Chłopak wreszcie przestał się ruszać. Morderca, gdy skończył podszedł do mnie z epickim spokojem. Jego spodnie były poplamione krwią. - Gdzie skończyliśmy, a tak. Dorobek pana i pana rodziny został zbudowany na krwi i pocie moich bliskich. Teraz wy za niego dzisiaj zapłacicie, również krwią.

- Niech się pan opamięta! Moja żona spodziewa się dziecka. - Wskazałem na ciężarną kobietę.

- Znów muszę prosić o wybaczenie, nie zwróciłem uwagi. Natychmiast naprawiam problem. - Powiedział po czym chwycił pierwszy duży nóż do mięsa jaki zobaczył na stole. Następnie energicznymi pchnięciami zaczął dźgać moją żonę w brzuch. Zarówno ja jak i ona staliśmy sparaliżowani. Po kilkunastu silnych pchnięciach kobieta padła, a nóż, cały we krwi, został odłożony na stół. - Teraz pańska żona już nie spodziewa się dziecka.

- Pan jest mordercą! - Powiedziałem w złości.

- Czy był pan może kiedyś chłostany za niewyrobienie normy na polu uprawnym? - Zapytał zimno i spojrzał mi w oczy. - Mój ojciec zginą w ten sposób, zakatowany przez swojego pana szlacheckiego. Widzi pan, ja nie jestem mordercą. W tym kraju, miliony żyły w nędzy i gineły od chorób i głodu, aby tacy jak pan i pańska rodzina mogli się obżerać po gardło. Nazywaliście to ładem świata, teraz nazywacie to okrucieństwem prostactwa. Nie jestem mordercą, jestem aniołem zemsty, choć panu wydaje się diabłem.

- Zbrodnie popełnione przez szlachtę mają się nijak do tego co pan wyprawia! - Powiedziałem, a moja żona zaczęła płakać na ziemi.

- Chce mnie pan widzę sprowokować, albo nie ma pan pojęcia o czym pan mówi. Nie ma większej kary niż nędza. Czy kiedykolwiek jako dziecko był pan tak głodny, że nie mógł pan spać i pił pan wodę, aby tylko zapchać żołądek? Wątpię. - Szaleniec spojrzał na jednego ze swoich ludzi. - Towarzyszu Hary, mógłbyś mi proszę przynieść wrzątek? Był bym ci wdzięczny.

- Ta jest. - Powiedział człowiek i przeszedł przez otwarte drzwi prowadzące do kuchni.

- Jakie jeszcze okrucieństwa zrodziły się w tej chorej głowie? - Zapytałem z pogardą.

- Wydaje się to panu bardzo nowe prawda? Całe życie spędził pan w komforcie i czystej pościeli. Nie musiał pan nic robić, nie znał pan pracy fizycznej, ani bólu. Nagle ja wparowuje do pańskiego życia i nagle pojawia się w nim krew. - Oprawca pokazał moją zakrwawioną żonę. - Obwinia mnie pan za cierpienie, ale ja tylko wciągnąłem pana do świata codziennego zwykłych i prostych ludzi. Tak wygląda życie. Takie cierpienie pan i pana rodzina zadawali innym. Nagle pan to zauważył bo role się odwróciły.

- Pana światopogląd... - Chciałem coś powiedzieć, jednak zamilkłem widząc uniesiony palec wskazujący.

- Proszę, nie drążmy tematu. - Do jadalni wrócił żołnierz z kociołkiem, dużym czajnikiem, bardzo dużym lejkiem i deską. Postawił kocioł na podłodze i zaczął do niego wrzucać szkoło. Następnie potłukł kieliszki kolbą swojej broni i zalał okruchy szkła wrzątkiem. - Całe życie zapychał pan gardło, zapełnijmy je jeszcze jeden raz. Proszę się położyć na plecy.

Nie miałem szansy zaprotestować, zostałem położony. W moje gardło został wepchnięty lejek. Oprawca stał nade mną i przyglądał się bez wyrazu wszystkiemu. Żołnierz powoli wlewał mi do gardła mieszankę wrzątku i tłuczonego szkła, a drugi trzymał moją głowę. Robili to powoli, abym się nie utopił. Czułem jak moje gardło jest kaleczone przez malutkie drobiny szkła. Ból związany z oparzeniem przełyku, ust i żołądka był nie do opisania, jak by tysiąc pszczół wleciał mi do gardła.. Kiedy wlali już wszystko rzucili kociołek na bok.

- Zagarnął zachłannie pan wszystko dla siebie. Proszę oddać przynajmniej część. - Usłyszałem głos. Poczułem jak kładzie mi się deskę na brzuchu, a następnie stanął na niej jeden z żołnierzy. Naciśnięty przepełniony żołądek zwrócił wszystko. Znów przeleciało przez gardło szkło i gorąca woda. Zwymiotowałem na krwawy kolor. Dyszałem jak ryba wyciągnięta z wody i czułem, jak mój raniony przełyk puchnie. - Świetnie. Do szczęścia potrzebuje teraz pańskich butów.

Żołnierz zaczął ściągać mi buty. Nie miałem siły stawiać oporu, podniosłem tylko głowę, żeby widzieć co się dzieje. Kiedy moje stopy były już bose żołnierz nasmarował mi je masłem wziętym ze stołu. Morderca sięgnął po lampę i zdjął osłonę na płomień po czym przyłożył mi ją do stopy.

- Nigdy nie przepadałem, za jedzeniem na smażonym oleju. - Powiedział sucho. Ja zaś poczułem jak masło się nagrzewa. - Kiedy już pozbawię skóry pana obie stopy, zaproszę pana na spacer po śniegu. Będzie pan musiał wykopać grób dla siebie, małżonki i syna. Wtedy to już będzie koniec naszej, krótkiej acz treściwej przyjaźni. Znów patrzy na mnie pan jak na diabła. Ja jestem tylko egzekwuje wyroki. Powiedzmy, że tylko pracuje w piekle. W prywatnych życiu jestem dość przeciętny, dobrze wychowany i nawet miły.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Bardzo fajne :D
Odpowiedz
Hm. Długo się zastanawiałam, co to za rewolucja. Gdy przeczytałam pierwsze zdania, pomyślałam o rosyjskiej. Którejkolwiek. Ale pojawiła się tez osoba króla i nacisk został położony na szafot. Szafot, szafot, gilotyna? Potem moją uwagę zwróciły nazwiska... anglojęzyczne? połączone ze zwrotem per "towarzyszu", a także ze słowem "pan". W rosyjskim nie ma chyba takiej formy grzecznościowej. Oprócz tego zwyczaje nie wyglądały mi na wschodnie. Później spojrzałam na komentarze. Jak rozumiem, jest to rewolucja francuska. W porządku. Trochę brakuje mi tu haseł rewolucyjnych, zamiast których umieszczasz informacje, które, przynajmniej mi, jednoznacznie kojarzą się z upadającym Caratem. Ogólnie jest w porządku, da się dostrzec realia tamtych czasów, ale mógłbyś je trochę mocniej zaakcentować. I na Twoim miejscu jeszcze dodałabym więcej emocji głównego bohatera.
Odpowiedz
Jak sobie to wyobraże to matko... dobre. Ale koles rozwalił mnie słowami " i nawet miły" co z tego, że wlasnie bestialsko zamordowalem ci syna, żonę i nienarodzone dziecko! Jestem " nawet miły"! xD
Odpowiedz
No to już wiem co będzie w assassin's creed unity xd
Odpowiedz
Świetne! Nieźle obrazuje tamte czasy. Zawsze nienawidziłem wrzątku, gorąca i poparzeń.
Odpowiedz
:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O:O
Odpowiedz
Fajne :D
Odpowiedz
Spodziewałem się czegoś mocniejszego. Ale ujdzie.
Odpowiedz
super :)
Odpowiedz
LOL...mocne!!!!!
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje