Historia

Straszna Historia

minecolony123 8 4 lata temu 7 315 odsłon Czas czytania: ~12 minut

Było już dużo bajek i historii o domku w środku lasu, w którym mieszkały staruszki praktykujące czarną magię. Czarownice, Baby-Jagi, Wiedźmy z krzywymi i wykręconymi dłońmi, szpiczastymi nosami z brodawkami, cerze szarej, pomarszczonej, z spróchniałymi i bezzębnymi ustami. Kobiety, które kojarzone były z czarnymi kotami, latającymi miotłami, wielkim kociołem, w którym gotowały się wszystkie możliwe paskudztwa, książkami zawierającymi tajniki czarnej magii, pełnymi tych dobrych i złych zaklęć.

Domek w środku ciemnego i przerażającego lasu…

---

– Konie przygotowane Sir – Młody stajenny podał lejce czarnego ogara mężczyźnie w wysokich i przesadnie wypolerowanych butach do jazdy konnej. Na jego okrągłej i pulchnej twarzy w zabawny sposób wąsy wywijały się do góry, a błysk bystrych oczu sprawiał, że ciarki przebiegły chłopakowi po plecach. Sir Elfryd był ostatnim z żyjących Badginsów, starego i szanowanego rodu. Los chciał, że jego żona 2 lata wcześniej zaginęła podczas jazdy do Nowej Anglii, a kilka lat później córka i syn spłonęli w pożarze, który dotknął ich letnią wille w Szkocji. Innych spadkobierców nie miał, jego ojciec i matka nie żyli, siostra umarła podczas porodu wraz ze swoim dzieckiem. Mieszkał w posiadłości znajdującej się na wzgórzu, otoczonym polami uprawnymi i łąkami. W miejscu w którym chciał dożyć swoich ostatnich dni w spokoju, ubolewając nad straconymi bliskimi, pogrążyć się w smutku i dzięki drogim trunkom powoli zapominać o bólu, który nieustannie nosił w sercu.

– Sprzęt został sprawdzony? – Chłopak rzucił okiem na ekwipunek przyczepiony do konia, biała szabla wystawała i majestatycznie odbijała promienie wschodzącego słońca. Chłopak przytaknął twierdząco głową i poklepał ogara po szyi. Zwierze w zabawny sposób prychnęło i zaczęło stukać kopytem o ziemię – Jest niecierpliwy, nie wie niestety biedaczysko jak trudna wyprawa go czeka – Uśmiechnął się pokazując rząd równych, białych zębów.

– Sir, życzy sobie Pan jeszcze coś? – Chłopak spojrzał na niego. Miał nadzieję, że to już wszystko i, że jego Pan pozwoli mu już odejść. Miał dużo pracy do zrobienia za nim reszta służby się obudzi.

- Nie, to wszystko – Wsiadł mimo swojej tuszy zgrabnym ruchem na konia – I pamiętaj co Ci mówiłem, nikt nie może się o tym dowiedzieć. Każdy kto zapyta ma uzyskać od Ciebie informację, że wyjechałem pilnie pilnować interesów w Szkocji – Przyjrzał się twarzy chłopcu uważniej. Był młody, może miał 16? 17? lat, na pewno nie więcej, jasne blond włosy opadające na kościste ramiona i bladą twarz z przerażonymi oczami rozbieganymi na wszystkie strony. Nic dziwnego, że chłopak był przerażony, informacje, które mu przekazał dzień wcześniej, dotyczące ważnej sprawy wprawiły by w osłupienie nie jednego twardego człowieka. Nie miał pewności czy chłopak zdąży na czas wszystko przygotować, ale zaufał mu, a teraz był zadowolony z roboty przez niego wykonanej. Ciemne kręgi pod oczami sugerowały, że chłopak nie spał całą noc i, że nie chciał rozczarować swojego Pana – Uważam, że powinieneś się chłopcze teraz wyspać, nie martwić o nic. Twoje zachowanie da w chwilę do zrozumienia innym, że coś jest nie tak, a nie chcę żeby ktoś za mną jechał – Chłopak nie powiedział słowa, poklepał konia ostatni raz po karku i pozwolił swojemu Panu wyruszyć.

---

Słońce było wysoko na niebie. Po twarzy Sir Elfryda spływała stróżka potu. Upał był nie do zniesienia. Jechał przez rozległe polany, poprzecinane kamienistymi drogami, aby ułatwić podróżującym poruszanie się. Jednak brak drzew, sprawiał, że Sir wystawiony był na łaskę promieni słonecznych. Wyciągnął mapę z jednego ze schowków i uśmiechnął się. Chłopak naprawdę dał radę załatwić wszystko w jedną noc. Na mapie biegła czerwona linia, prowadząca do celu. Najkrótsza droga, którą udało się chłopakowi znaleźć. Zatrzymał konia i przyjrzał się ścieżką jeszcze raz. Czekała go całodzienna jazda przez rozżarzone słońcem pustkowie, a to mu zdecydowanie nie odpowiadało. Na mapie znalazł inną, biegnącą przez las wzdłuż potoku, to była idealna droga, mimo że straci kilka godzin.

Przejechał jeszcze kilka kilometrów i znalazł drogę. Jednak jadąc nią coraz bardziej odnosił wrażenie, że powinien pomęczyć się w słońcu. Z prawej i lewej strony otaczała go ściana ciemnego lasu. Stare drzewa kołysały na delikatnym wietrze, niektóre z nich przeraźliwie skrzypiały. Zastanawiał się ile drzewa mogły mieć lat, ich powykręcane pnie i gałęzie, czasem grube na kilka metrów sugerowały, że bardzo wiele. Starał się dojrzeć w głąb, ale korony drzew skutecznie blokowały widok, wpuszczając do lasu bardzo niewiele słońca. Skupił się na szumie małego strumyka zapominając przez chwilę o lesie. Myślał nad tym co powinien zrobić gdy dotrze na miejsce, ręce ponownie zaczęły mu się trząść z podniecenia. Jeśli list, który otrzymał wczoraj był prawdziwy, odzyska to co stracił 2 lata temu. Wyciągnął list z jednej z wielu kieszeni swojego płaszcza, pulchnymi palcami powoli go otworzył i przeczytał po raz setny wstrzymując oddech:

…Klara żyje. 22 luty 1870r. W Oberży Pod Pawiami, Richtton. Bez świadków…

Krótka wiadomość bez podpisu, która rozpaliła w nim iskierkę nadziei. Brał pod uwagę, że może być to okrutny żart. Jednak brał również pod uwagę to, że może być to pułapka, którą zastawili na niego jego byli współpracownicy, których zostawił w Londynie gdy fabryka za fabryką upadały, pracownicy strajkowali a pieniędzy nie było. W tedy wyjechał z żoną, córką i synem rozkręcić własny interes na południe Anglii zostawiając ich samych sobie. Był winny, bo oczyścił sejfy, zabrał wszystko co pozostało z upadającego interesu. Jednak nikt nigdy nie dowiedział się gdzie jego rodzina przebywa, aż do teraz. Spojrzał jeszcze raz na białą stal wystającą z plecionej pochwy. Na taką ewentualność również był gotowy. Na dnie powinien leżeć jeszcze mały rewolwer, miał nadzieję, że chłopak o nim nie zapomniał.

Miał jeszcze przed sobą dwa dni drogi, potem zakwateruje się w jednym z pokoi w Oberży Pod Pawiami i będzie miał kolejne dwa dni na przygotowanie planu. Nagle koń się zatrzymał.

- Co jest do cholery! – Krzyknął, gdy koń stanął dęba zrzucając na ziemię swojego jeźdźca. Sir głośno uderzył o ziemię upadając na plecy. Koń wierzgał nogami w górze, w ostatnim momencie udało mu się odsunąć i uniknąć zmiażdżenia twarzy końskimi kopytami – Uspokój się! – Wstał jak szybko potrafił i odsunął się od zwierzęcia. Nagle koń ruszył w prawą stronę przeskakując jednym susem wąski strumyk i zniknął wśród drzew.

Sir Elfryd stał jeszcze przez chwilę po czym zaczął iść w kierunku, gdzie zniknął czarny ogier. Musiał go znaleźć, koń nie mógł uciec daleko, przez tak gęsty las na pewno ciężko mu się będzie poruszać, więc w końcu się uspokoi i wróci. Był zbyt dobrze wytresowany i znalazł by drogę do domu bez problemów, jednak przerażała go perspektywa powrotu albo dalszej drogi, którą musiałby udać się pieszo. Musiał znaleźć tego cholernego konia jak najszybciej!

Las stawiał opór przy każdym kroku, nie pozwalając obcemu na szybkie poruszanie się. Korzenie starczały z ziemi niczym dłonie, ocierając się o intruza i szarpiąc jego strój. Jednak Elfryd jak zahipnotyzowany wchodził coraz głębiej i głębiej nawołując za koniem. Spojrzał w górę, korony drzew skutecznie uniemożliwiały dotarcie promieniom słonecznym do ziemi, przez co czuł się jakby poruszał się po zmroku. Potknął się, zaklął i ruszył dalej. Po kilku minutach zdyszany usiadł na jednym z konarów złamanego, starego drzewa. Wziął kilka głębokich wdechów i zaczął myśleć. Nie miał wyjścia, pójdzie dalej bez konia, jego żona była tego warta. Nie będzie miał zapasowych 2 dni na przygotowanie się, przybędzie w dniu spotkania. Przy koniu zostało wszystko, jednak mapa, list i kilka drobnych przedmiotów w tym zapalniczka i etui z cygarami i portfel zostały na szczęście w licznych kieszeniach płaszcza. Wstał i wtedy usłyszał śpiew…

---

Najpierw poczuł zapach wilgotnego i starego pomieszczenia, potem jeszcze jakieś. Ostry i nieprzyjemny smród siarki, potu i krwi. Otworzył oczy.

- Co jest kurwa! – Znajdował się w jakiejś izbie pełnej rupieci, suszonych ziół, kwiatów, dziwnych słoików bez etykiet z obrzydliwą zawartością. W palenisku trzeszczał ogień a nad nim wisiał mały kocioł z bulgoczącą mazią. Ostrożnie wstał i od razu zaplątał się w starą i zakurzoną pajęczynę.

- Pan niech uważa – Usłyszał skrzekliwy i gardłowy głos. Jednak nigdzie nie potrafił dostrzec, kto wypowiedział do niego słowa – Bo jak popsuje to będzie płacić – Wtedy zobaczył przygarbioną staruszkę, która siedziała na spruchniałym krześle i głaskała starego i tłustego kota.

- Kim Pani jest? I co ja tu do cholery robię? – Kot zeskoczył z głośnym piskiem i zaczął ocierać mu się o nogi. Sierść miał obrzydliwie brudną i pozlepianą.

- Pan niech tak nie krzyczy, ja życie uratowałam a Pan krzyczy. Nie można krzyczeć na kogoś kto ocali życie! – Staruszka powoli wstała. Nie mogła się wyprostować, na plecach nosiła garba, którego nie dało się zakryć czarną podartą suknią którą nosił. Chciał przyjrzeć się jej twarzy, ale było zbyt ciemno.

- Może mi Pani wyjaśnić co się stało, pamiętam, że…

- Chyba Pan z końska jakiego spadł, bo nieprzytomny na ziemi leżał

- Ale byłem w lesie i Go szukałem. Nie widziała Pani czarnego ogiera?

- Może i widziałam – Staruszka podeszła do kotła i przemieszała go – Jest Pan głodny? Widzę, że lubi Pan zjeść dobrze, ja dobrze gotuję, wszyscy są zawsze zachwyceni! – Podstawiła mu pod nos chochlę z obrzydliwie wyglądającą papką.

- Nie, dziękuję…

- Nie można odmawiać, gość w dom, Bóg w dom! – Nalała mu paskudztwa do drewnianej brudnej miski i kazała usiąść przy zakurzonym stole. Nie protestował, chciał zrobić co ma zrobić i jak najszybciej opuścić to miejsce. Miał nadzieję, że starucha wie gdzie jest jego koń. W świetle płomieni ogniska mógł przyjrzeć się jej twarzy dokładniej, jednak potem zaczął tego żałować. Kobieta była w naprawdę bardzo sędziwym wieku, jej twarz pokryta była licznymi brodawkami, oczy ginęły pod licznymi zmarszczkami, nos był krzywy i zakończony obrzydliwą brodawką. Gdy jadł przyglądała mu się uśmiechając i pokazując czarne zęby. Sir był zaskoczony smakiem mazi. Wyczuł kawałki mięsa, dziczyzna? Sarnina? Wszytko było wyborne! Zdecydowanie smakowało inaczej niż wyglądało.

- Jak Panu smakuje? Sama upolowałam! – Spojrzał na nią i podniósł wysoko brwi – Pan tak nie patrzy! To, że stara nie znaczy, że nie potrafi!

- Nie to miałem na myśli… To znaczy, naprawdę bardzo pyszne! Nigdy nic czegoś wprost pysznego nie miałem okazji jeść

- Jakby Pan miał czas to bym pokazała… – Ktoś wszedł do pomieszczenia.

- Babciu, jak nasz gość? Już się najadł? – Młoda kobieta w białej sukni stanęła w progu i spojrzała na gościa. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, stała i patrzyła na przybysza. W pierwszej chwili Sir o mało nie zakrztusił się kawałkiem mięsa, ale potem nie potrafił wydobyć z siebie ani słowa. Dziewczyna była przepiękna! Młoda, pewnie niewiele niż 20 lat, z białymi włosami wyglądała jak anioł. Zupełnie nie pasowała do miejsca takiego jak to – Pan wstanie, w obecności dam powinno się potrafić zachować! – Dziewczyna jako pierwsza przerwała niezręczne milczenie.

- Proszę mi wybaczyć, Sir… – Chciał się ukłonić ale ona gestem ręki go zatrzymała.

- Nie ważne jak się nazywamy, nie chcę znać imion ludzi których… – Przerwała szybko – W każdym bądź razie skoro już tu Pan jest – Podeszła do niego, okrążyła go przyglądając się mu całemu – Skoro już tu Pan jest, może pomóc w zamian za nocleg i posiłek.

- Ale ja nie zamierzam tu nocować!

- Był Pan nieprzytomny ponad dobę, gdybym Pana nie znalazła, pewnie już dawno to wilki by się Panem zajęły – Uśmiechnęła się szeroko.

- W czym mógłbym pomóc? Mogę zapłacić, mam pieniądze i po prostu stąd odejść

- Nie potrzebujemy pieniędzy, chyba za uratowanie Pańskiego życia mógłby Pan pomóc 2 kobietom z rąbaniem drewna? – Dziewczyna spojrzała na niego wyczekująco. Mógł stąd odejść w każdej chwili, ale nie tyle co czułby się winny, po prostu nie wiedziałby w którą stronę iść.

Gdy wyszedł za dziewczyną z izby znalazł się na małym podwórzu. Domek był stary, w niektórych miejscach przydałoby się mu zalepić dziury, dach pokryty był grubą warstwą mchu, aż cud, że nie zarwał się pod jego ciężarem. Nadal był w lesie, otaczał go ze wszystkich stron, ciemny i ponury teraz wydawał się jeszcze bardziej przerażający.

- W porządku, gdzie jest to drewno i siekiera? – Wtedy upadł na ziemię z przerażającym bólem głowy. Coś lub ktoś uderzył go tak mocno, że kolana ugięły się pod nim – Co jest?! – Odwrócił się trzymając się za głowę i jedyne co zobaczył to stojącą nad nim białowłosą piękność, która po raz kolejny uderzyła go pogrzebaczem w twarz. Krew napłynęła mu do oczu i zaczęło mu dzwonić w uszach – Co ty robisz… – Kolejne uderzenie tym razem w brzuch.

- Zastanawiałam się co wymyślisz żeby wyciągnąć go na zewnątrz – Z domku wyszła przygarbiona staruszka – Ostatnio tak załatwiłaś jegomościa, że dwa dni musiałam sprzątać!

- Zdenerwował mnie!

- Kochanie, za szybko wpadasz w złość! Tak go utłukłaś, że tylko na kotlety się nadawał, pamiętam jak z sufitu musiałam resztki jego mózgu zbierać a to nie było przyjemne zajęcie – Starucha podeszła do zakrwawionego i obolałego mężczyzny – Pan nie wie gdzie trafił, może to i lepiej, Pan jest kawał chłopa a zima się zbliża – Dotknęła go chudym i pokrzywionym palcem – Dużo tłuszczu, wnuczka przytyje, całe życie się Pan tak obżerał?

Sir nic nie widział, krew spływająca z głowy całkowicie zakryła mu oczy, słyszał tylko ten paskudny głos i te przerażające słowa. Nie potrafił się ruszyć, zmasakrowane ciało nie chciało współpracować.

- Moja żona… – Zdążył powiedzieć ale za chwilę zaczął krztusić się krwią.

- Pana żona nie żyje, moja wnuczka osobiście się postarała, suka uciekała długo po lesie ale las nie słucha obcych, las chce krwawych ofiar to je dostaje, ziemia Panie nasiąknięta jest krwią i właśnie pije Pańską – Czuł delikatne mrowienie na ciele, które przylegało do ziemi, jakby tysiące mrówek po nim chodziło. Krew powoli wsiąkała w głodną krwi glebę.

- List… – Kolejny napad kaszlu. Po chwili ciało zaczęło z nim współpracować, obrócił się na brzuch po chwili zmagania się z własnym ciężarem, udało się mu usiąść na kolanach. Ręką wytarł twarz.

- Ładne ma pismo wnuczka? Ona wpadła na ten pomysł…

- Nie mogła wiedzieć, że zmienię drogę…

- Magi, ta czarna magia Panie, wie i potrafi zrobić wszystko. Dobrego konia Pan ma, wytresowany – To były ostatnie słowa jakie usłyszał.

Dziewczyna zamachnęła się ostatni raz i uderzyła w tył głowy. Echo pękającej czaszki odbiło się od drzew ciemnego i gęstego lasu.

---

- I mówi Pani, że nie widziała Sir Elfryda – Młody jasnowłosy chłopak siedział w zagraconej izbie naprzeciwko staruszki, która mogłaby przestraszyć swoim wyglądam nie jedno dziecko.

- Jak Boga kocham – uśmiechnęła się – Nie wiem czemu to zwierze przyprowadziło Pana aż tutaj, nie mamy żadnych gości.

- Ogier Sir Elfryda jest bardzo mądrym zwierzęciem. Pojawił się wczoraj rano w posiadłości Pana, niestety bez jeźdźca. To dobre zwierze zaprowadziło mnie tutaj…

- Nie wierzy Pan starej kobiecie? – Paskudny i gruby czarny kot wskoczył jej na kolana.

- Babciu, czy nasz gość skoro już nas nachodzi, mógłby mi pomóc w drobnej rzeczy? – Do pokoju weszła przepiękna białowłosa dziewczyna. Chłopak wstał, ukłonił się nisko i wpatrywał się w najcudowniejsze stworzenie jakie kiedykolwiek widział.

- Do usług Pani…

- Na dworze jest stos drewna, a niestety babcia ani ja nie mamy tyle siły, aby je porąbać… – Dziewczyna uśmiechała się do niego szeroko.

- Proszę tylko pokazać gdzie – Chłopak wyszedł pospiesznie z izby rozglądając się za stosem drewna.

- Tym razem weź siekierę, pogrzebacz jest zbyt mało efektowny – Powiedziała staruch drapiąc śpiącego kota po karku.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

hej ! zapraszam na poczekalnie i przeczytanie mojego tekstu JEST BLISKO. z góry dzieki
Odpowiedz
NO FAJNE I...TROCHE ZABAWNE.
Odpowiedz
BYŁO !
Odpowiedz
Ortografia ortografią, ale bardzo przyjemnie mi się to czytało. Może jednak zmieniłabym autora listu, tak, żeby wizyta w lesie naprawdę okazała się przypadkiem. Strasznie szkoda mi tego chłopca! :c
Odpowiedz
mnie nie wystraszyło :)
Odpowiedz
Kociołem xD
Odpowiedz
a dla porzadku...strozka nie splywa,strozka strozuje....
Odpowiedz
było ;)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje