Historia

Przytul się do ściany.

astarot 2 6 lat temu 732 odsłon Czas czytania: ~7 minut

Nie raz zostając sam w domu, dostawałem ochoty na przeglądanie różnorakich portali związanych ze zjawiskami paranormalnymi. To już taki mój bakcyl, emocje związane z lekkim podstraszaniem się nierealnymi rzeczami były podbudowywane przez uczucie samotności, i ciągłe wrażenie, że ktoś stoi mi za plecami.

Właśnie to ostatnie jest najbardziej niepokojącym, towarzyszącym chyba każdemu z ludzi uczuciem, którego nie sposób opanować w jeden sposób - odwracając się do tyłu, i szukając źródła swojego niepokoju. Nigdy jednak nie wiemy, co stoi za naszymi plecami, co też lepiej czasami się nie odwracać.

Cała historia tyczy się 18 grudnia 2011 roku. Moi rodzice postanowili spotkać się ze swoimi przyjaciółmi mieszkającymi w sąsiedztwie, bardzo lubili takie spotkania. Zaczyna się typowo, zostaję sam w domu, zżerają mnie nudy, kompletny brak zajęcia, postanawiam więc poczytać, pooglądać i poszperać w internecie o rzekomo strasznych rzeczach. Moje biurko stoi przy oknie, na wysokości małego, przylegającego doń daszku okalającego drzwi wejściowe kilka metrów niżej. Była już siódma wieczorem, na dworze istny mrok, aczkolwiek poświata blasku biła od puchowej pierzyny leżącej na wszystkim, na czym tylko mogła. Ogólnie, jestem fanem fotografii post-mortem tudzież i za jej oglądanie się wziąłem.

Często ciężko jest znaleźć dobre zdjęcia tej dziedziny, ale rosyjskie bądź amerykańskie portale zawsze pomogą nam w znalezieniu tego, czego szukamy. Trafiłem na jeden z nich, jednak co było dziwne, nie były to typowe zdjęcia. Przedstawiały osoby średniego wzrostu, pozbawione głów. No, nie takie rzeczy się widziało. Ale jeżeli kilkadziesiąt zdjęć powtarza się z jedną charakterystyczną cechą, to zaczyna to już przykuwać uwagę.

Wziąłem głęboki oddech, wykonałem kilka kliknięć, zacząłem szukać dalej. Jak się okazało, tego typu fotografie miały jakiś szczególny aspekt religijny w pewnych sferach społecznych, i były jakoby uhonorowaniem dla ciała posiadacza głowy, a nie dla jego chociażby - urody.

Ale co mi tam się zadręczać czymś takim, jedynie lekko mnie to podnieciło. Jak zwykle, przed snem postanowiłem puścić sobie jakiś ulubiony zespół muzyczny, chociażby Entrails, i do takiej muzycznej sieczki poprzeglądać sadistica. Typowo dla działu hard, trafiłem na masę poszarpanych ludzkich kończyn, zdjęć z sekcji zwłok czy powypadkowych, odrażających na pierwszy rzut oka filmów. Przygotowałem komputer do wyłączenia, poprawiłem poduszkę na moim łóżku stojącym zaraz obok drzwi (ogólnie, mam mały pokój, jakieś kilka na kilka metrów) i położyłem się na nim. Zwykle w głowie siedziałyby mi jeszcze krótki czas temu oglądane zdjęcia, ale nie przejmowałem się nimi - bo jak już chyba mówiłem, nie było to niczym nadzwyczajnym.

Położyłem się na brzuchu, zakrywając się kołdrą od pasa w dół. Obróciłem głowę w lewo, i w bezruchu obserwowałem krzesełko stojące w rogu pokoju, mając cholernie realne wrażenie, że coś na nim siedzi. Poczułem lekkie ukłucie w gardle, i bezszelestnie zbliżyłem się jak najbardziej na zasięg ręki mogłem do krzesła, szarpiąc za coś na jego powierzchni. Niepotrzebne się denerwowałem, to tylko moja koszulka i para jeans'ów.

Wziąłem głęboki oddech, ułożyłem się na łóżku w tej samej pozycji co wcześniej. Przejmująca cisza, tylko wiatr delikatnie stukał o szybę. Nagle, coś bardzo głośno zadudniło. Jasna cholera, co to mogło być? Zerwałem się z łóżka, i spojrzałem przez okno. Ciężko byłoby cokolwiek zobaczyć, śnieg zerwał się z dachu na szczycie mojego domu i spadł na pomniejszy, przy moim oknie, tamując cały widok. No cóż, w pokoju zrobiło się jeszcze ciemniej, tylko chłodna łuna księżycowego światła wpadała przez szczelinki u szczytu okien.

Niby zwykłe, głupie zjawisko, a jednak pobudziło mnie. No, teraz na pewno nie zasnę. Ale nie miałem też ochoty na dłuższe siedzenie przed komputerem, usiadłem więc na łóżku i postanowiłem że pozostanę w takiej pozycji przez dłuższy czas. Zacząłem się zastanawiać nad wieloma rzeczami, gdyż jestem typem myśliciela. Ten spokojny okres nie trwał jednak długo. Usłyszałem mojego psa, skomlącego i piszczącego. Poddenerwowało mnie to, gdyż zwykle, widząc kogoś obcego, czy po prostu inne zwierzęta szczekał, a takich dźwięków nie zdarzyło mu się wydawać tak często.

Założyłem buty, jakiś dres i bluzę, wziąłem też spod łóżka krótką, metalową rurkę (zawsze ją tam trzymam, po prostu w razie jakiegoś wypadku)i wyszedłem na dwór. Ogólnie, ciężko mnie przestraszyć, łatwiej - wzbudzić niepokój.

Śnieg chrupał mi pod nogami, kilka poszczególnych płatków co jakiś czas wpadało do oczu. Podszedłem do klatki w której przebywał mój pies, uspokoił się, jednak podkulił ogon i wrócił do budy, patrząc gdzieś w głąb podwórza. Kilka razy gwizdałem do niego, chcąc przyciągnąć jakoś uwagę mojego kochanego pupila, ten jednak nie spuszczał wzroku z szarawej głębi mojego podwórka. Rzeczywiście, spojrzałem na garaż który się tam znajdował, zauważyłem że drzwi - były uchylone. Zaciekawiło mnie to, moglibyście mnie nazwać idiotą - ale uznałem że dobrze będzie to sprawdzić, na wszelki wypadek. Nie mieszkam z sąsiadami, więc garaż należy tylko do nas. A dziwne, żeby ktoś pałętał się po moim podwórku o tej godzinie.

Cicho zbliżyłem się do drzwi garażu, mogłem spokojnie prześlizgnąć się do środka. Jestem jednak dosyć nerwowy, więc wskoczyłem tam i od razu uruchomiłem światło. Narobiłem dużo hałasu, usłyszałem też ciche stąpnięcie gdzieś w jego głębi. Mogła to być jednak po prostu moja wina, mogłem tknąć jakiś kamień który odleciał tam, dalej. Światło - nie uruchomiło się. Wzbudziło to we mnie niepokój. Wskoczyłem do garażu w którym prawdopodobnie ktoś mógł być, ściskając metalową rurkę w dłoni i hucząc na całe, zimne i ciemne pomieszczenie którego nie sposób było oświetlić.

Nasłuchiwałem tak chwilę, uspakajając bicie serca. Cóż, z tego co ustaliłem - nikogo w garażu nie było. Powoli wysunąłem się z niego, uderzając przypadkiem rurką o zardzewiałą szafkę, z której kilka puszek spadło na ziemię. Zamknąłem też garaż, jednakże nie do końca, co utrudnił mi śnieg. Teraz priorytetem dla mnie było jak najszybsze znalezienie się w moim ciepłym łóżku. Odwróciłem się, i przyśpieszonym krokiem postanowiłem przebyć dystans do moich drzwi wejściowych. Pewnie domyślacie się co czułem. Tak, niepokój. Wszystko to było dziwne, jednak z początku nie zadręczałem się jakimiś niepotrzebnymi, przypadkowymi rzeczami które miały za zadanie mnie przestraszyć. Ale to zaczynało się robić dziwne.

Przyjemnie byłoby znaleźć się teraz w towarzystwie moich rodziców. Kiedy oni mają zamiar wrócić? Zawsze muszą się zasiedzieć. Zdenerwowałem się na nich. Czyżby zapomnieli, że mają syna? Mniejsza o to, zamknąłem drzwi od środka, mama zabrała klucz. Zdjąłem buty, bluzę i spodnie jeszcze w korytarzu, i wskoczyłem do łóżka. Och, jak ciepło i przyjemnie. Byłem gotów by zasnąć, uspokojony tym że wszystkie dotychczasowe wydarzenia były jedynie kwestią przypadku.

Usłyszałem kroki gdzieś za oknem, śnieg chrupał. W tak przenikliwej ciszy nawet huknięcie sowy przy zamkniętym oknie byłoby słyszalne. Pewnie moi rodzice już wracali, a potwierdzić tę tezę mógłbym w jeden sposób - usłyszałbym szczęk otwieranego zamka.

Nic jednak nie usłyszałem. Zamiast tego, w głowie siedział mi odgłos kilku prędko stawianych kroków, jakoby ktoś nie chciał by ktokolwiek go zobaczył. Kroków szybkich, nerwowych, kogoś lub czegoś, co właśnie znajdowało się na moim podwórku. Teraz już niestety nie mogłem tego jakkolwiek sceptycznie ująć, nie byli to moi rodzice, bo raczej weszliby do domu od razu. Co gorsza, moje obawy sprawdziły się. Zamiast klucza wsuwanego do zamka, usłyszałem ruch klamki, który powtórzył się trzy razy. Za pierwszym razem energicznie, jakby ktoś chciał wejść do mojego domu jak najszybciej. Druga i trzecia próba potoczyła się wolniej, chyba ten "włamywacz" - tak go nazwijmy na obecną chwilę, nie chciał obudzić domowników, szarpiąc za klamkę.

Ale nie spałem. Na jego i moje nieszczęście. Ruchy ucichły, szybkie kroki za drzwiami znowu dały o sobie znać. Ten ktoś odszedł. Teraz - wiedziałem jedno. Ktoś próbuje wejść do mojego domu, ktoś mnie obserwował, jestem sam w fortecy w której się wychowałem, i muszę się jakoś obronić. Nie będziemy bawić się w żadnego bohatera, zachowam się raczej jak racjonalny człowiek.

Założyłem skarpetki, wygodne spodnie i koszulkę wraz z bluzą. Wyszedłem z pokoju na korytarz, w ręku ściskając rurkę. Nasłuchiwałem, czując bicie swojego serca, epicentrum całych nerwów we mnie. Kilkuminutową ciszę przerwał brzęk tłuczonego szkła. Do kuchni, przez okno wpadł jakiś ciężki przedmiot. Teraz naprawdę się przeraziłem, ale wykorzystując resztki opanowania, wsunąłem się delikatnie za ścianę, skąd mogłem być niewidocznym i obserwować okno. Przez chwilę było cicho, dalej jednakże dało się słyszeć kroki, szybkie, do tego posapywanie. Para czarnych rąk wsunęła się przez okno, jedna chwyciła kran, druga brzeg parapetu, aż po chwili do kuchni wsunęła się podłużna, ciemna sylwetka bardzo chudej postaci, garbatej, z niewyobrażalnie długimi odnóżami. Zakręciło mi się w głowie, zbrakło oddechu, jednakże stałem nieruchomo, obserwując jak to "coś" stanęło w mojej kuchni prostując się i dosięgając sufitu. Chwilę później jednakże przykucnęło, wydało odgłos przypominający wciąganie powietrza, szczęknęło zębami i... Powiedziało.

- Wiem że tu jesteś. -

Ciąg dalszy nastąpi. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie mojego amatorskiego dzieła literackiego. Mam szczerą nadzieję, że dostarczyłem Wam chociaż krzty emocji, gdyż chciałbym się kształcić w tej dziedzinie. Prosiłbym o wyrażenie swojej opinii, a niezwłocznie wezmę się za kolejną część.

~Astarot

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Przez to opowiadanie, za każdym razem, kiedy dostawałam sms-a, to podskakiwałam na krześle xD Opowiadanie przyjemne do czytania :D Oby tak dalej! ;)
Odpowiedz
Wciągające i posiadające fajny klimat opowiadanie. Styl poprawny, miło się czyta, bo błędy nie rozpraszają podczas czytania. Pisz dalej bo masz talent.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje