Zegarmistrz

Dodane przez: doliwa, 7.11.2014, 16:08
Reklama:

Tik, tak, tik, tak. Zegar wybijał typowy dla siebie rytm trenowany przez wszystkie lata użytkowania. Aktualnie wskazywał godzinę 1.30. Przeglądałam głupie strony internetowe. Rodzice wyjechali do ciotki na urodziny na weekend, a ja zostałam pilnować domu. Mogłam robić co mi się chce, oczywiście w granicach rozsądku. Leniuchowałam cały dzień, a godzinę temu postanowiłam zmarnować czas przy komputerze.

Nagle natrafiłam na podejrzany link. Bez wahania kliknęłam go. Otworzyła się nowa strona. Muszę przyznać, że była trochę przerażająca. W tle znajdowały się zdjęcia rannych i uwięzionych osób, niektóre były mocno zmasakrowane. Na środku widniał napis: ,,Usługi Zegarmistrza". Poniżej podany był adres. ,,Chwileczkę, przecież to jest w moim mieście" pomyślałam. Jako fanka strasznych opowieści i miłośniczka adrenaliny postanowiłam skorzystać z usług oryginalnie reklamującego się zegarmistrza. Zaplanowałam wizytę u niego na jutro.

Następnego dnia, uzbrojona w komórkę i kanapki w plecaku wyruszyłam w drogę. Okazało się, że tajemniczy zegarmistrz mieszka na drugim końcu miasta, odosobniony od mieszkańców. W jego dzielnicy wybudowanych było jedynie kilka budynków. Jego dom był ruiną. Zbudowany prawdopodobnie kilkadziesiąt lat temu z cegły budynek rozpadał się pod wpływem czasu. Ściany porastał mech i porosty. Szyby w oknach były wybite, a kawałek dachu opadł na ziemię. ,,Jak można żyć w takiej dziurze?" zastanowiłam się powoli wchodząc do mieszkania przez zardzewiałe, metalowe drzwi.

Rozejrzałam się po wnętrzu. Nie wyglądało lepiej niż z zewnątrz. Meble były w stanie rozkładu. Ściany i tapety były zniszczone. Zobaczyłam drzwi naprzeciw mnie. Powoli do nich podeszłam. Otworzyłam je. Za nimi były schody prowadzące w dół, gdzie panowała ciemność. Szukałam jakiegoś włącznika światła, ale wyglądało na to, że nie było tu czegoś takiego. Ostrożnie schodziłam i nasłuchiwałam, czy ktoś jest w domu. Gdy znalazłam się na dole usłyszałam ciche kroki. Zaniepokojona rozglądałam się dookoła.

- Halo, jest tu ktoś? - zapytałam.

Nikt nie odpowiedział. Nieco się uspokoiłam. Nagle ktoś napadł na mnie od tyłu i przyłożył mi chustkę do ust. Wyrywałam się, ale to nic nie dało. Obraz przed oczami rozmazywał się, a po chwili straciłam przytomność.

~~~

Tik, tak, tik, tak. Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu pełnym zegarów. Wybijały równy rytm. Byłam przywiązana do starego krzesła. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności przy ścianie naprzeciwko ujrzałam stół, na którym znajdowały się różne narzędzia tortur: noże, kij, bicz i inne przerażające przedmioty. Nie miałam wątpliwości, że są one przygotowane specjalnie dla mnie. Przełknęłam głośno ślinę wyobrażając sobie sceny dręczenia mnie. Ale w jakim celu? Moje ponure przemyślenia przerwało skrzypienie otwieranych drzwi. Przede mną stanął elegancko ubrany mężczyzna z głęboką blizną na twarzy z szerokim uśmieszkiem. Patrzyłam na niego ze złością w oczach.

- No proszę, mam gościa - odezwał się. - Dawno nikt mnie nie odwiedzał. Jestem Henryk Kucz, Zegarmistrz. A ty?

- Nie twój zasrany interes - warknęłam w odpowiedzi. - Wypuść mnie, to może nie doniosę na ciebie na policję.

Zamiast odpowiedzi usłyszałam szyderczy śmiech. Henryk podszedł do stołu, mówiąc:

- Jesteś ładną dziewczyną, ale sprawię, że będziesz najpiękniejsza na świecie.

Wziął do ręki nóż i wrócił do mnie z uśmiechem psychopaty na twarzy. Jedną ręką trzymał moją głowę, a drugą wycinał bronią jakiś wzór na moim policzku. Ból był straszliwy. Im głośniej krzyczałam, tym mocniej śmiał się ten psychol. Czułam jak strumienie krwi płynął po mojej twarzy. Cały czas słyszałam zegary.

~~~

Tik, tak, tik, tak. Tylko to słyszę. Oni mnie widzą. Od kilku dni gapią się na mnie i się śmieją. Tik, tak, tik, tak. Codziennie na moim ciele przybywa krwawych tatuaży wyciętych nożem. Teraz oni są częścią mnie. Tik, tak, tik, tak.

~~~

Tik, tak, tik, tak. Powiedział, że jestem już wystarczająco piękna. Nie słuchałam. Jedyne co słyszę, to mowa mych jedynych przyjaciół. Tik, tak, tik, tak. Oni wszystko widzieli. Oni wszystko widzą. Już nigdy mnie nie opuszczą. Tik, tak, tik, tak. Ja jestem nimi, a oni są mną. Zegarmistrz wypuścił mnie nagą do lasu. A oni nadal są ze mną na moim ciele. Nadal słyszę ich równy rytm. Tik, tak, tik, tak. Tylko to słyszałam, tylko to pamiętałam, tylko o tym myślałam. Tik, tak, tik, tak.

~~~

W lesie znalazł mnie pewien człowiek, który zbierał grzyby. Zadzwonił na policję, która natychmiast przyjechała po mnie, po czym widząc mój stan prędko zawieźli mnie do szpitala. Z tego co mówili funkcjonariusze moje zaginięcie zgłoszono miesiąc temu. Dziś mija rok od tamtych zdarzeń. Tylko dzięki intensywnej terapii psychiatrycznej mogę teraz w miarę normalnie funkcjonować, ale nadal czeka mnie długa droga do odzyskania dawnego życia, choć według mnie jest to niemożliwe. Na policzkach, rękach, nogach i brzuchu Zegarmistrz wyciął mi rysunki przedstawiające zegary. W sumie mam ich dwadzieścia. Zawsze będą mi przypominać o tym psycholu, który na dodatek nadal jest na wolności. Ale najstraszniejsze jest to, że gdy niedawno odwiedziłam ponownie stronę internetową Zegarmistrza przybyły nowe zdjęcia, wśród nich byłam ja i późniejsze ofiary tego potwora. Zegarmistrz nadal oferuje swoje usługi...

Oceń:
2
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!