Historia

siostrzyczka

białadama 24 9 lat temu 12 326 odsłon Czas czytania: ~7 minut

Myślałem kiedyś, że mam siostrę. Miałem wtedy sześć lat. Nie myślałem o niej od lat, ale ujrzałem ją ponownie w zeszłym tygodniu.

Nie było mi łatwo, kiedy dorastałem. Byliśmy biedną rodziną. Nie znałem mojego ojca, a mama nigdy o niem nie wspominała. Okazało się, że wcale go nie znała.

Mieszkaliśmy w małym mieszkanku. Mówi się, że ludzie najlepiej pamiętają zapachy. Właśnie to pamięt

am z dzieciństwa. Cztery zapachy. Pierwszy to mdły zapach wilgoci i pleśni w mieszkaniu. W ciągu dnia był to zapach obiadu, pieczonego mięsa w garnku. Nocą, kwaśny zapach potu, kiedy mężczyźni wracali do domów po ciężkim dniu w pracy, czasami śmierdzący piwem. I ostatni zapach. Głęboki i drzewiasty – zapach mojej siostry.

Mama nigdy nie wyszła za mąż. Czasami przyprowadzała do domu mężczyzn. Jeden nawet został na dłużej. Zacząłem nazywać go Billy – tatuś, aby był wyróżniony spośród pozostałych.

Mama wydawała się szczęśliwa i życie toczyło nam się dobrze. Wciąż pamiętam sobotnie popołudnie, kiedy położyła moją rękę na swoim brzuchu i powiedziała, że będę miał siostrzyczkę. Nie miałem zbyt wielu przyjaciół, więc wizja posiadania rodzeństwa bardzo mi się podobała. Nie miało znaczenia, że miała to być dziewczynka – co jest jedną z cudownych rzeczy u sześcio-letniego dziecka, nie ma znaczenie jakiej płci będzie twój przyjaciel. Zapytałem mamy, jak moja siostrzyczka będzie miała na imię, ale otrzymałem tylko ciepły uścisk i jej palec na moich ustach, kiedy wyszeptała:

- To niespodzianka.

Jakiś czas później mama pokłóciła się z Billym-tatusiem. Kazali mi iść do mojego pokoju, gdzie skuliłem się na łóżku. Łzy spływały mi po policzkach, kiedy próbowałem jakoś zagłuszyć krzyki dochodzące z kuchni. Kiedy zrobiło się cicho, wyszedłem z pokoju i zobaczyłem płaczącą mamę na kuchennej podłodze, obejmującą swój duży brzuch. Nigdy więcej nie widziałem Billego-tatusia.

Cały kolejny tydzień mama płakała cichutko. Poza jednym dniem, kiedy zastałem ją szlochającą na podłodze. Nigdy więcej nie rozmawialiśmy o mojej siostrzyczce.

Mama zamknęła się w sobie, a nasze życie stało się gorsze. Nigdy nie byłem zbyt dobry w zawieraniu nowych znajomości i większość czasu cisza wypełniała nasz dom. Jak każde dziecko z wybujałą wyobraźnią, pomyślałem że mogę stworzyć sobie przyjaciela milion razy lepszego niż ktokolwiek inny. Może nawet bliźniaka.

Wtedy zacząłem ją widywać. Nigdy kiedy mama była w pobliżu. Wyglądała dokładnie jak ja, te same ciemne włosy, brązowe oczy. Otaczał ją zapach drewna. Nigdy się nie odzywała, patrzyła się tylko na mnie i uśmiechała się czasami. Wiedziałem, że nazywa się Jenny, nawet jeśli mi tego nie powiedziała. Dzieci łatwiej rozumieją takie rzeczy. Tak samo, jak wiedzą jak nazwać szczeniaczka, zabawkę albo lalkę. Wiedzą dokładnie czym jest dana rzecz i jak na nią mówić. Prawdziwe nazwy.

Spędziłem wiele nocy na rozmowach z nią, chociaż ona ani razu się nie odezwała. Siedziała tylko z uśmiechem na twarzy, kiedy opowiadałem jej o szkole. Nie widziałem jej jak wchodzi lub wychodzi. Po prostu była tam, jak otwierałem drzwi do mojego pokoju. Zawsze najpierw ją poczułem zanim zobaczyłem. Ale nigdy jej nie dotykałem. Tylko raz, kiedy przysypiałem po okropnym dniu w szkole, położyłem rękę na jej ramieniu. Wyglądała jak normalna dziewczynka w moim wieku, ale jej ramię było zimne i suche, jak wąż, którego dotknąłem w zeszłym roku w zoo.

Jenny nie zawsze się uśmiechała. Pamiętam jak pewnego razu kot sąsiadów rzucił się na mnie, kiedy chciałem go pogłaskać i zarobiłem pazurami. Nic wtedy nie powiedziała, ale widziałem jak jej twarz spoważniała tworząc maskę, jakiej nie widziałem u żadnego innego dziecka. Następnego dnia widziałem ją, jak głaszcze tego kota na środku ulicy. Przyciskała go do ziemi. Odwróciłem się, kiedy usłyszałem klakson samochodu. Później usłyszałem jeszcze dwa uderzenia, jedno przednim kołem, drugie tylnym. Jenny stała po drugiej stronie ulicy i uśmiechała się do mnie.

Najgorsza rzecz, jaka się wydarzyła z Jenny, była kiedy widziałem ją po raz ostatni. Billy był jednym z tych dużych dzieciaków, które odkryły, że bycie o głowę wyższym od innych pozwala im na używanie innego, fizycznego słownika, który zawierał kopniaki, uderzenia pięścią i szarpanie innych. Moje ostatnie spotkanie z nim odbyło się przed szkołą. Nic specjalnego. Byłem po prosty posągiem pomiędzy punktami A i B, co w głowie Billego oznaczało, że muszę się przemieścić. Oczywiście różnica w naszych rozmiarach znaczyła, że mały kopniak w plecy posłał mnie wprost na ziemię, zdzierając skórę z moich łokci. Pamiętam Jenny stojącą kawałek dalej.

Kilka dni po tym zdarzeniu jechaliśmy na wycieczkę szkolną, nie pamiętam dokąd. Moje łokcie wciąż były pokryte strupami po upadku. Klasę podzielono na dwie grupy. W mojej było 15 osób. Nauczyciel kazał nam dobrać się w pary i nikt nie chciał stanąć z Billym. Schodziliśmy po ruchomych schodach, kiedy to zobaczyłem. Byłem na końcu i widziałem siedem par głów przed sobą. Koło Billego stała osoba o ciemnych, długich włosach. Widziałem jak Jenny wychyla się, abym zobaczył jak się do mnie uśmiecha. Wiedziała, że ją obserwuję. Zanim Billy zszedł ze schodów, zobaczyłem jak Jenny popycha go na lewo. I wtedy rozległ się krzyk, po którym nastąpił chaos. Dopiero po kilku minutach zrozumieliśmy, co się stało. Billy był za blisko brzegu ruchomych schodów i jego sznurówki zaplątały się między schodkami. Nie miał czasu na reakcję i zanim ktoś zatrzymał schody, jego stopa została wciągnięta między nie.

Mama była ogromnie zmartwiona, kiedy odebrała mnie po wycieczce. Wiedziała, że coś jest nie tak, kiedy zobaczyła płaczące dzieci. Zasypała mnie pytaniami i złamałem się. Powiedziałem jej, że to dziewczynka z naszego domu popchnęła Billego. Uderzyła mnie w twarz. Był to jedyny raz w całym moim życiu, kiedy podniosła na mnie rękę. Złapała mnie za ramiona, jej paznokcie wbiły się w moją skórę.

- Ona nie jest prawdziwa! Nie myśl o niej, nie rozmawiaj z nią. Jenny nie istnieje! – wysyczała mi w twarz.

Nie mówiłem mamie, jak dziewczynka miała na imię. Wtedy zdałem sobie sprawę, że oczy mamy wypełnione były strachem. Ona też widziała Jenny.

To był ostatni raz, kiedy ją widziałem. Na tamtych ruchomych schodach. Wciąż czasami odczuwałem jej obecność, czułem zapach drzewa. Ale nigdy więcej jej nie widziałem. Nie wiem, jak moja mama zdobyła pieniądze, ale kupiła mi Gameboy’a po tym zdarzeniu. Myślę, że wiedziała co robi. To małe urządzenie pochłonęło mnie całkowicie. Nie miałem czasu na nocne rozmowy z moją wyobrażoną siostrą.

Później dorosłem. Poszedłem do college’u poza stanem, znalazłem pracę i dziewczynę i wyprowadziłem się. Zapomniałem o Jenny oraz o złych wspomnieniach z dzieciństwa. Do poprzedniego tygodnia. Widziałem Jenny. Miałem sen, w którym byłem małym chłopcem. Trzymaliśmy się za ręce i patrzyliśmy na śpiącą mamę. Ręka Jenny była zimna i sucha, tak jak to zapamiętałem. Czułem, jakbym trzymał skórzaną rękawiczkę.

Jenny zrobiła krok do przodu puszczając moją dłoń. Próbowałem coś powiedzieć, zatrzymać ją. Już wiedziałem, do czego zmierza. Posłała mi ostatni uśmiech i jej twarz wypełniła czysta nienawiść, kiedy zacisnęła swoje małe, ale silne ręce na gardle mamy.

Obudziłem się na dźwięk telefonu. Dzwonił sąsiad mojej mamy, a ja wiedziałem już, co mi powie.

Pogrzeb był mały, mama miała kilku przyjaciół. Rozmawiałem z sąsiadem, który do mnie dzwonił zaraz po powrocie do rodzinnego domu.

- Jadła z nami obiad – powiedział sąsiad z oczami pełnymi łez. – Kończyliśmy właśnie główne danie. Jadła pieczonego kurczaka... Zakrztusiła się i wskazała na wodę i... Po chwili leżała na podłodze trzymając się za gardło. Szamotała się, jakby chciała coś z tego gardła wydostać... Próbowaliśmy ją złapać, dać jej wody, ale ona... Boże, tak mi przykro. Nie miała telefonu, więc mogliśmy do ciebie zadzwonić dopiero po powrocie ze szpitala – łzy spływały po jego policzkach strumieniami.

Lekarze orzekli, że mama umarła z powodu zakrztuszenia, ale nie znaleźli żadnego ciała obcego. Nie szukali winnych, jej przyjaciele wydzieli jak się dławiła.

Nie chciałem zostać w domu mamy z powodu złych wspomnieć, ale musiałem zabrać dane do konta bankowego mamy i kilka innych dokumentów. Trudno było je znaleźć, bo mama zdecydowanie nie była pedantką.

Na biurku i w salonie nie znalazłem nic ważnego, więc ruszyłem do sypialni. Zajrzałem pod łóżko i wtedy to znalazłem. Pudełko po butach cięższe niż pozostałe leżące obok. Otworzyłem je. Pokój wypełnił się zapachem, który nawiedzał mnie w dzieciństwie. Drzewo sandałowe. Przejechałem palcami po małym, drewnianym pudełku.

Jenny.

Otworzyłem je. Początkowo pomyślałem, że w środku jest szkielet szczura zawinięty w papier, uśmiechający się do mnie. Oczy, które nigdy się nie otworzyły za życia gapiły się na mnie z pudełka. Czas sprawił, że pozostały tylko dwie czarne dziury w ich miejscu, na maleńkiej twarzyczce. Wyglądało na to, że cały życie mieszkałem z moją siostrą.

Musiałem dowiedzieć się jeszcze jednej rzeczy. Dotknąłem nieruchomego ciałka. Suche, zupełnie jak skóra Jenny.

Nie mogłem przestać myśleć, dlaczego zobaczyłem Jenny ponownie po tylu latach. Dlaczego zabiła moją matkę. Dlaczego teraz, a nie wcześniej? Moja dziewczyna była w pracy, kiedy wróciłem. Znalazłem odpowiedź na to pytanie, kiedy zacząłem sprzątać.

Biały, plastikowy test a na nim dwie kreski. Dlatego Jenny wróciła.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Z tego co ja widze to ona tydzien pozniej szlochala w kuchni pewnie wtedy sschowala cialo a test ciazowy jest chyba dziewczyny tego chlopaka.
Odpowiedz
Pasta bardzo dobra. PAMIĘTAJCIE! Normalnie duchy nie mają złych zamiarów!
Odpowiedz
Dobre!
Odpowiedz
dość prosta, ale fajna ;)
Odpowiedz
Podobno w rodzinie bywa tak, że jeśli ktoś umrze, to oznacza, że po ok. roku urodzi się dziecko. Tu umarła matka a żona zaszła w ciążę.
Odpowiedz
i to jest coś ciekawego
Odpowiedz
Mimo tego drobnego niedomówienia, jedna z lepszych creepypast, jaką czytałam.
Odpowiedz
Dziewczyna tego faceta jest w ciąży i Jenny powróci jako jego dziecko. A nie jestem pewna, czy matka poroniła. Wydaje mi się, że dziecko urodziło się żywe i ona je zabiła
Odpowiedz
fajne, chociaż końcówka trochę taka niemrawa.
Odpowiedz
Chociaz nie lubie dzieci to historia jest super ^-^
Odpowiedz
Dobra, naprawdę niezłe.
Odpowiedz
Super, ąż się dziwnie czuje jako młodsza siostra ;-;
Odpowiedz
Spoko historia, trochę niestraszna, ale... Wykonanie dobre :) Miło się czytało, i mam nadzieję, że jeszcze coś napiszesz ;]
Odpowiedz
Zajebiste *_*
Odpowiedz
Fajna . :D
Odpowiedz
chyba chodzi o to, że ta mama poroniła dziecko (Jenny) poprzez uderzenie tego Billego-tatusia. a test ciażowy był dziewczyny brata Jenny. i ona była zazdrosna. tak przynajmniej ja to odebrałam (: podobało mi sie.
Odpowiedz
@.@
Odpowiedz
Za dużo niedomówień tu jest i nie bardzo wiadomo o co chodzi
Odpowiedz
A to nie było tak,że ona przez to uderzenie straciła dziecko? A wcale nie chciała do tego dopuścić i dlatego płakała? Nie wiem...
Odpowiedz
Chyba chodzi o to, że Jenny nie tyle była zazdrosna, tylko nie chciała by z kolejnym dzieckiem stało się tak samo. Fakt, niedopracowane, ale bardzo, bardzo fajne. Podoba mi się :)
Odpowiedz
"Matka" usunęła ciąże (Jenny), która na wieść o tym, że jej niedoszła matka znowu jest w ciąży, nie chciała dopuścić do urodzenia dziecka - taka zazdrość, mnie nie urodziła to jej też nie urodzi. Dobrze zrozumiałem?
Odpowiedz
bardzo fjne :) końcowka rzeczywiscie niedopracowana troche ale ogolnie super :)
Odpowiedz
czyli co? Jenny myślała,że matka będzie się złościć z powodu ciąży? ( swoją drogą, jeśli chodzi o to rozkładające się ciało pod łóżkiem...no no no )
Odpowiedz
Wydaje mi się, że gdy jego dziewczyna zaszła w ciążę, Jenny wróciła i zabiła matkę za to, że go wtedy uderzyła, a wcześniej nie zdążyła tego zrobić, bo odeszła. Skorzystała z okazji, ze miała jeszcze czas zanim dziecko się urodzi, by przejąć jego ciało.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje