Historia

Jestem przy Tobie...

allex91 6 7 lat temu 6 835 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Dookoła panuje mrok. Siedzisz sam w kącie swojego maleńkiego pokoju przerażony ze łzami w oczach, czekasz. Wiesz, że za chwilę To nadejdzie. Słyszysz bicie swojego serca. Odnosisz wrażenie, że za moment wyrwie się ono z Twojego wnętrza. Tworzysz tysiące scenariuszy, w których wychodzisz cały z obecnego położenia, ale w głębi duszy wiesz, że to już koniec. Twój koniec. Jednak nie wiedzieć, czemu skrywasz w sobie nadzieję. Kątem oka dostrzegasz ruch, gwałtownie obracasz głowę w tamtym kierunku. Spokojnie, to naturalne. Starasz się zrozumieć, ale nie jesteś w stanie pojąć, co się dzieje. Masz rozbiegany wzrok. Próbujesz obmyślić jakikolwiek plan ratunku. Bezskutecznie. Twoje plecy i kark przeszywają dreszcze. Maleńkie włoski jeżą się niczym u przerażonego kota. Marzniesz. Twoje ciało poci się, a ja coraz lepiej czuję Twój zapach oraz unoszący się w powietrzu strach.. Delikatna smuga światła ulicznej latarni z za jedynego okna, oświetla tylko część pomieszczenia, ten róg pokoju naprzeciw Ciebie, na który nie zwracasz najmniejszej uwagi i ten, w którym się znajdujesz.

Znów kątem oka dostrzegasz ruch, tym razem z całkiem innej strony. Kulisz się jeszcze bardziej. Serce bije Ci coraz szybciej, policzki świecą się od łez. Skupiasz wzrok na najciemniejszej części pomieszczenia, wówczas ja wyczuwam narastające napięcie i nerwy, jakie tkwią w Twoim zachowaniu. Jesteś pewien, że to właśnie stamtąd nadejdzie zagrożenie. Widziałeś mnie już. W snach odzwierciedlających tą właśnie sytuację, gdy z mroku wyłaniał się mój szyderczy uśmiech, oczy żądne krwi oraz splamione nią ręce oplecione w szczątki poszarpanej, bladej skóry. Widziałeś mnie również nieopodal wejścia do marketu, w którym co weekend robisz zakupy z rodzicami. Jednak nie rozpoznałeś mnie. Czarny płaszcz, kapelusz, wysokie buty zakrywały całą powierzchnię mojego ciała. Nie znoszę światła, ale bez obaw wytrwam.

Skryłeś się w kącie, żeby widzieć cały pokój, by, choć trochę czuć się bezpiecznie. Martwi mnie to, że nie dostrzegasz najprostszych i zarazem najważniejszych detali. Po prawej stronie są drzwi. Zastanawiasz się, czemu dotąd nie wybiegłeś. Boisz się… Boisz się wywołać moją reakcję, boisz się tej chwili i możliwie najbardziej ją odwlekasz. Boisz się cierpienia. Ból Cię przeraża, wiem to. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak dobrze Cię znam. Strach paraliżuje nie tylko Twoje ruchy, ale i zdrowy rozsądek.

Wcześniej tylko Cię obserwowałem. Fascynowało mnie to, jak postrzegałeś świat i ludzi. Teraz widzę niemal idealnie wyraz Twojej twarzy, czuję Twój strach, słyszę Twą krew pulsującą w żyłach i Twoje cały czas przyśpieszające serce. Rozglądasz się po całym pokoju, kuląc się w kącie niczym maleńka mysz pod miotłą. Walczysz ze snem, robisz się coraz bardziej zmęczony, senny. Wybałuszasz oczy byle tylko nie zasnąć. Skupiasz się na panującym mroku, wpatrujesz w jego centrum, pochłania Cię. Starasz się dojrzeć cokolwiek, lecz nie wiem, jaki masz w tym cel. Twoja wyobraźnia nadal pracuje i to Cię męczy. Intrygujące jest to jak Wy ludzie często szukacie problemów tam, gdzie ich nie ma, nie dostrzegając realnego zagrożenia.

Postanowiłem przyjrzeć się Tobie jeszcze uważniej. Łzy nadal płyną po Twoich policzkach, są jak potok, następna goni poprzednią. Dopiero w tym momencie zauważyłem, z jaką siłą zaciskasz szczęki, drżysz, co chwilę chłód przejmuje Twoje ciało. Dłonie zaciskasz w pięści, kolana coraz mocnej podkurczasz pod brodę. Włosy masz mokre od potu, skrzą w słabym świetle latarni. Patrzysz cały czas w jeden punkt, w głąb mroku. Wiem, co dzieje się w tej chwili w Twojej głowie. Widzisz tam przeróżne kształty, Twoja wyobraźnia pastwi się nad Tobą. W pewnej chwil chyba nawet trochę Ci współczuje, ale to szybko mija. Niemożliwie szeroko otwarte oczy, przestałeś mrugać. Od łez masz opuchniętą twarz.

Kroki, słyszysz kroki dochodzące z za drzwi po prawej stronie. Drewno cały czas pracuje, więc deski w starych domach często skrzypią. Atmosfera jest nie do wytrzymania. Ale bez obaw jestem przy Tobie, zawsze byłem, lecz nigdy tak blisko. Niemal na wyciągnięcie ręki. W końcu strach bierze nad Tobą górę, zaczynasz krzyczeć, nikt tego nie słyszy, bo jesteśmy sami w domu. Łzy płyną intensywniej, nic już przez nic nie widzisz. Tak, to odpowiedni moment…

Zastanawia mnie tylko jedno, dlaczego badając wzrokiem cały swój pokój nie zwróciłeś na mnie najmniejszej uwagi wpatrując się w kąt pokoju pogrążony w mroku. Przez cały ten czas byłem przecież naprzeciwko Ciebie.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zajebiste *-*
Odpowiedz
Takie sobie, ani żadnego napięcia, ani nic.
Odpowiedz
Myślę, że teraz nie buduje żadnego napięcia, ani nie jest straszne, ale u każdego pozostawi trochę niepewności i objawi się to później.
Odpowiedz
Kot XD
Odpowiedz
Putin
Odpowiedz
Nawet,nawet 8/10
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje