Historia

Master.

scaryguy 12 9 lat temu 10 628 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Jak pewnie wiecie, wiele dzieci ma wymyślonego przyjaciela. I ja takowego posiadałam, miał na imię Master. "Poznałam" go, gdy miałam ok 3 lat. Sam ten moment był dziwaczny (pamiętam jak przez mgłę, ale jednak). Byłam z mamą w parku, dokarmiałam kaczki chlebem. Zauważyłam go siedzącego (?) nad brzegiem stawu. Podeszłam i zaczęliśmy rozmawiać. Nie pamiętam o czym, ale po chwili powiedział, ze możemy zostać przyjaciółmi. Od tego czasu widziałam go często w tamtym miejscu. Nawet mama opowiadała, że bardzo chciałam chodzić do tego parku i (tak jej się wtedy wydawało) rozmawiałam z kaczkami. Potem Master przychodził do mnie do domu. Bawiliśmy się moimi samochodzikami (miałam sporo zabawek chłopięcych, bo praktycznie miałam być chłopcem). Towarzyszył mi praktycznie zawsze, a "mieszkał" w... suficie (?). Przynajmniej tam pokazywałam, zawsze, kiedy ktoś pytał mnie "Gdzie mieszka Master?" Mama przyzwyczaiła się do tego, że rozmawiam z wymyślonym kolegą, uznała, że wiele dzieci tak robi.

Często rysowałam go, pamiętam, że bardzo lubił śpiewać i tańczyć (to, czego ja nie potrafiłam). Często mówił, że czuje się smutny, bo inne dzieci nie chcą się z nim bawić. Mówią, że jest brzydki. Ja wtedy nie rozumiałam o co im chodzi (a miałam już 5 lat). Był moim obrońcą, gdy bałam się burzy, zawsze był blisko i czułam się bezpiecznie. Dotrzymywał mi towarzystwa nawet jak mama musiała iść do pracy na noc (czasem musiałam zostać sama na parę godzin, ale wtedy raczej spałam).

Master odszedł dopiero gdy byłam 1 klasie podstawówki. Doskonale pamiętam nasze pożegnanie. Przed tym, widywałam go coraz rzadziej, aż pewnego dnia pojawił się i powiedział, że nie może już być przy mnie, że odchodzi. Płakałam wtedy, prosiłam, żeby został. Nigdy więcej już go nie widziałam.

To chyba nic nadzwyczajnego... gdyby nie to, co niedawno usłyszałam od swojej rodziny. Synek mojej starszej kuzynki (on mam jakieś 4 latka) opowiada o swoim przyjacielu. Kuzynka oczywiście spanikowana, ale moja mama mówi, że to normalne, ja te z tak robiłam. I git. Do czasu, kiedy sama podsłuchałam, jak mój mały kuzyn rozmawia z nim. Nazywał go Master... dokładnie jak ja, mojego przyjaciela. Dreszcze przeszedł mi po plecach, wierzcie mi. Ale pomyślałam, że to tylko zbieg okoliczności. Niedawno kuzynka przyjechała nas odwiedzić. Musiałam, się chwilkę zająć małym. Grzeczne dziecko, dałam mu kredki i blok, a on sobie rysował. Oglądałam coś w TV, kiedy podszedł do mnie i koniecznie chciał mi pokazać swój rysunek. "Co narysowałeś?"- spytałam. "Mojego przyjaciela" - odpowiedział.

Z ciekawością wzięłam od niego kartkę... i myślałam, że mam zawał. Postać na kartce, mimo, ze rysowana przez małe dziecko, wyglądała dla mnie bardzo znajomo. Mama weszła do pokoju z zapytaniem, dlaczego tak zbladłam. Pokazałam jej tylko kartkę, serce waliło mi jak szalone. Mama przez chwilę przyglądała się rysunkowi i popatrzyła na mnie z lekkim zdziwieniem "Skąd masz swój stary rysunek?". Powiedziałam, że to mały to namalował. Potwierdził. Mama zapytała go, czy może zatrzymać jego rysuneczek, bo bardzo jej się podoba. Wieczorem poszperała w szafie i wyciągnęła walizkę z moimi starymi rysunkami i znalazła te, które miały przedstawiać mojego przyjaciela. Porównałam rysunki... oczywiście, różniły się, ale wyraźnie przedstawiały tą samą postać. Podpis pod każdym "Master" nakreślony fioletową kredką. Na rysunku malucha też, użył nawet fioletowej kredki do podpisu.

Co w tym jeszcze dziwnego? Nikomu nie pokazywałam tych rysunków, mama też nie. A przedstawiały one dość specyficzną osobę... dopiero teraz, po latach zrozumiałam, co miał na myśli, mówiąc, że jest brzydki. Był przerażający, nawet na niewprawnym rysunku dziecka. Biała postać (obramowana czarnymi konturami) bez nóg, był tylko taki jakby "ogon", długie ręce z 4 palcami, okrągła głowa, wielkie czerwone oczy i usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu, ukazujących bardzo ostre zęby. Nie wydaje mi się, że wymyślony przyjaciel powinien tak wyglądać...a zabawne, bo po dziś dzień panicznie boję się wszystkiego, co ma czerwone ślepia.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Nie rozumiem, osądza go, bo jest brzydki, a przecież był świetnym przyjacielem,. Niewdzięcznica ;-;
Odpowiedz
ona go nie osądza że jest brzydki. To inne dzieci nie chciały się z nim "bawić" i mówiły że jest brzydki, a ona po latach powiedziałą że jest przerażający, a nie brzydki... -,-
Odpowiedz
;)
Odpowiedz
to pewnie master yi podczas medytacji
Odpowiedz
ja też miałam takiego przyjaciela był fajny tylko że moja mama mówiła mi że gadałam do swojej ręki xd
Odpowiedz
nieźle rodzinna schizofrenia dziecięca
Odpowiedz
Mm przydałaby się dalsza część
Odpowiedz
No nawet opis calkiem niezly :3
Odpowiedz
fajnee :D
Odpowiedz
wspułczujeł
Odpowiedz
Szkoda tylko, że 3 latka potrafiła już tak dobrze rozmawiać ;-;
Odpowiedz
Fajne! :D Trochę mi ten Master z wyglądu przypomina Jeffa the Killera.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje