Śniący, część II

Dodane przez: mrocznywilk, 14.12.2014, 21:32
Panopticum
Reklama:
Część pierwsza: http://straszne-historie.pl/story/9367



Nic nie zdarzyło się tak, jak planowałem. Przeżyłem.

Paulina siedziała na krześle obok łóżka, w którym leżałem, zamartwiając się o mnie. Cieszyło mnie, że nie zadawała pytań o przyczynę wszystkich wydarzeń. Gdyby zaczęła się dopytywać, ciężej byłoby mi ją odesłać do domu. Nie odeszłaby ode mnie, dopóki bym jej nie opowiedział całej historii.

– Kochanie, jedź do domu, odpocznij – zwróciłem się do niej. – Widać, że jesteś zmęczona tym ciągłym czuwaniem.

– Nie chcę cię opuszczać. – W jej oczach zauważyłem błysk.

– Czuję się coraz lepiej – westchnąłem. – Boję się, że w końcu ty zachorujesz przez wycieńczenie. Proszę cię.

– No dobrze, niech ci będzie – odpowiedziała po chwili. – Ale nie myśl, że się mnie tak łatwo pozbędziesz. Zbyt wiele ładnych pielęgniarek się koło ciebie kręci – zażartowała. – Jutro przyjadę jak najwcześniej tylko będę mogła.

Podeszła i pocałowała mnie na pożegnanie. Wróciła do mnie chęć życia. Przypomniałem sobie jak bardzo ją kocham. Nie chciałem jej stracić, ale nie mogłem też nic zrobić. Kości zostały rzucone.

Miała już wychodzić, kiedy przypomniałem sobie o pendrivie. Zgrałem na niego zapis całej historii.

– Zaczekaj – zawołałem za nią. – Mam coś dla ciebie.

– Co takiego?

Podałem jej pendriva. Wzięła go i spojrzała na mnie pytająco.

– Jest na nim coś bardzo ważnego. Przyrzeknij, że otworzysz go i przejrzysz zawartość dopiero jutro rano, zanim do mnie przyjedziesz.

– Przyrzekam – odparła lekko rozkojarzona. – Do jutra. Tylko nie daj się omotać żadnej pielęgniarce.

– Nie bój się. – Posłałem jej wymuszony uśmiech. – Tylko ty dla mnie się liczysz.

Odczekałem kilka minut po jej odejściu i pozwoliłem opaść powiekom.

***

Paulina udała się na pobliski przystanek. Spojrzała na rozkład. Następny autobus, zatrzymujący się na jej ulicy, miał przyjechać za kilka minut. Niby drobnostka, ale wywołała na jej twarzy lekki uśmiech.

Przez całą drogę myślała o mnie. Miała co do wszystkiego ogromne obawy. Będąc w szpitalu, miała zamiar zapytać, co doprowadziło do tego wszystkiego, ale na szczęście stwierdziła, że jest na to jeszcze za wcześnie. Jednocześnie zżerała ją ciekawość. Pendrive w torebce aż prosił się o jak najszybsze sprawdzenie jego zawartości.

Dojechała na miejsce po niecałych dwudziestu minutach. Poszła w kierunku swojego niebieskiego wieżowca. Weszła do środka i wcisnęła przycisk wzywający windę. Będąc już w kabinie, nacisnęła przycisk z numerem 6. Po chwili znalazła się pod drzwiami swojego mieszkania.

Kiedy była już w środku, zrobiła sobie coś do jedzenia, a potem usiadła przed komputerem. Może niepotrzebnie jej zaufałem… Nie powstrzymała ciekawości pomimo przysięgi. Wyciągnęła pendriva i podłączyła go do portu. Znajdował się na nim jeden plik tekstowy – ten, w którym wszystko opisałem. Kazałem jej nie sprawdzać go do następnego dnia, ponieważ nie chciałem, żeby przyjechała do mnie w nocy, kiedy to wszystko miało się wydarzyć. Jednak pragnąłem, żeby mogła później zrozumieć tę chorą historię.

Z każdą linijką tekstu była coraz bardziej przerażona. Kiedy skończyła czytać, zadzwoniła po taksówkę i wyszła na dwór.

Dotarła do szpitala. Czekało na nią to, czego mogła się spodziewać po przeczytaniu mojej wiadomości, mającej być pośmiertną.

Cały budynek był ogarnięty ciemnością, która go wręcz pochłaniała. Paulina weszła przez frontowe drzwi, a raczej dziurę po nich. Zalała ją fala dziwnego zapachu. Obmacując ścianę, zaczęła poszukiwać włącznika światła. Znalazła go, ale to nic nie zmieniło. Nie było prądu. Wyciągnęła telefon z torebki i włączyła latarkę.

Dookoła leżały zmasakrowane ludzkie ciała. Dziewczyna krzyknęła z przerażenia. Powstrzymała odruchy wymiotne i omijając trupy, pobiegła w kierunku schodów. Wbiegła po nich na drugie piętro, do mojego pokoju. Zamurowana stanęła przed drzwiami. Ujrzała mnie śpiącego w łóżku i człekopodobnego stwora, schylającego się w moją stronę.

***

Znowu pojawiłem się na tej samej ulicy. Już trzeci raz! Mój gniew sięgał zenitu. Czułem, że mój cel nadal żyje. „Co poszło nie tak ostatnim razem!?” – krzyczałem w myślach. Nie mogłem sobie niczego przypomnieć, tak, jak ostatnim razem, co jeszcze bardziej mnie irytowało. Wiedziałem, że mężczyzna, na którego polowałem, znajdował się tym razem gdzieś indziej. Skupiłem się i po chwili zacząłem biec na zachód. Tym razem droga była dłuższa. Na miejsce dotarłem dopiero po jakichś trzydziestu minutach. Był to duży szpital. Zastanawiałem się, dlaczego brunet tam się znajduje. Pomyślałem, że to może ja sprawiłem, iż tam wylądował. Jeśli tak jest, to tylko utrudniłem sobie zadanie.

Unikając namierzenia przez kamery, obejrzałem cały budynek od zewnątrz. Znalazłem główne źródło prądu i odciąłem je swoją ręką przeistoczoną w ostrze. Poczułem lekkie porażenie prądem. We wszystkich oknach szpitala zapadła ciemność, a kamery przestały się poruszać. Ruszyłem w kierunku głównego wejścia. Przez szybę zauważyłem migoczące światła latarek. Tym razem nie musiałem maskować śladów. Byłem pewien, że mój cel tym razem nie przeżyje spotkania.

Wypuściłem z rąk kilka macek i uderzyłem nimi w drzwi tak, że wyrwane z zawiasów wleciały do środka, uderzając w grupkę członków personelu i rozmiażdżając ich o ścianę. Nawet nie zdążyli zorientować się, co w nich uderzyło. Wszedłem do środka i usłyszałem jęki tych, którym udało się to przeżyć. Rozejrzałem się. W moim kierunku biegły kolejne osoby z latarkami. Instynktownie połączyłem swoje obie ręce i stworzyłem z nich coś w rodzaju wielkiego młota. W mgnieniu oka zmieniłem wszystkich ludzi, znajdujących się na parterze, w krwawą miazgę. Czułem wielką radość z możliwości wyładowania swojej złości. Niszczyłem wszystkie przedmioty stojące mi na drodze. Wbiegłem schodami na drugie piętro, zabijając przy tym wszystkich świadków. Niektórzy próbowali się ukrywać albo uciekać, ale to było bezsensowne. Za każdym razem dopadałem ich i usatysfakcjonowany wysysałem całą krew.

Kiedy byłem już na drugim piętrze, usłyszałem krzyk dobiegający z parteru. Zignorowałem to, uznając za nieważne. Podniecenie wywołane żądzą krwi zakłócało moje zmysły. Zacząłem otwierać drzwi wszystkich pomieszczeń, poszukując mojego celu.

Zatrzymałem się pod drzwiami z numerem 21. Wyraźnie poczułem zapach bruneta. Wyrwałem drzwi i cisnąłem nimi przez korytarz. Mężczyzna spał w szpitalnym łóżku. Bezbronny jak za każdym razem. Mimo tego zawsze przeżywał spotkanie ze mną. Tym razem musiałem go zabić. Podszedłem do łóżka. Uformowałem moje ręce w ostrza i już przymierzałem się do zadania ciosu, kiedy przerwał mi kobiecy pisk. Odwróciłem się. W wejściu stała dwudziestoparoletnia dziewczyna. Jej oczy były przepełnione strachem.

Uśmiechnąłem się do niej, odsłaniając swoje lśniące kły. Skoczyłem w jej kierunku i wgryzłem się w szyję, od razu wysysając ciepły, szkarłatny płyn, który dawał mi siłę. Razem z krwią wysysałem jej wspomnienia. Było to dosyć zaskakujące, bo zdarzyło się pierwszy raz. Do mojej głowy wpływała jej każda myśl. Wiedziałem o niej dosłownie wszystko.

W tym momencie się otrząsnąłem.

Przerażony rozwarłem szczęki i wypuściłem z nich rozszarpaną szyję Pauliny. Spojrzałem na jej twarz, wykrzywioną przez cierpienie. Była martwa, nie miała żadnych szans na przeżycie. Położyłem jej ciało na podłogę i uklęknąłem obok, zginając się w rozpaczy…

***

Obudziłem się i od razu dopadłem ciała Pauliny. Byłem w tym momencie najnieszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Zostałem pozbawiony wszystkiego, nawet swej miłości.

– Nie, nie, nie! – krzyczałem w agonii. – Dlaczego tu przyjechałaś!? – wołałem bezcelowo, a łzy ciekły po moich policzkach strumieniami. – Dlaczego to musiało się tak stać!? To ja powinienem być martwy, nie ty – zaszlochałem.

Spojrzałem za siebie. Stwór, który do tego wszystkiego doprowadził, stał w miejscu i patrzył na mnie pustym wzrokiem.

– Na co czekasz, skurwielu!? – wrzasnąłem. – No dalej, zabij mnie, przecież do tego cały czas dążyłeś!

– Wybacz mi – powiedział donośnym głosem.

– Co? – spytałem zbity z tropu. – Co ty pierdolisz!? Teraz prosisz mnie o przebaczenie!?

– To nie była moja wina. Wysłuchaj mnie – powiedział, a ja poczułem coś dziwnego. Po chwili zorientowałem się, że nawet gdybym chciał, to nie mogę mu przerwać. Nie mogłem się ruszać. –Wszystkiemu winny jest mój pan. To on ma nade mną kontrolę. Nie mogę się mu sprzeciwiać. To on sprawiał, że budziłeś się w moim ciele i dążyłeś do zabicia się. Ja tego nie chciałem, ale nie mogłem niczego zrobić. Przepraszam.

Znowu mogłem się ruszać. To wszystko nie trzymało się kupy, ale było mi to obojętne. Nie widziałem już sensu w niczym.

– Ale… Dlaczego on chciał mnie zabić? Dlaczego akurat mnie!?

– Nie wiem. On nie mówi mi o niczym. Zmusza mnie tylko do służby. Posłuchaj mnie, Adamie. Mogę ci pomóc.

– Niby w jaki, kurwa, sposób!? – spytałem roztrzęsiony. – Wszystko straciłem. Nic mi już nie pozostało. Nic mi już nie pomoże!

– I tu się mylisz. Mogę dać ci zemstę. Zabijmy mojego pana. Wtedy i ja coś zyskam – wolność.

– Dlaczego nie zabijesz go sam?

– Sam nic nie zrobię. Niedługo zorientuje się, że znowu nie udał się atak na ciebie i odzyska nade mną kontrolę. Musimy się połączyć. Oddam ci kontrolę nad swoim ciałem. Wtedy on niczego nie wskóra.

– Czy jesteś pewien, że to się uda?

– Tak. Zgadzasz się?

– Zaryzykuję – odpowiedziałem po chwili. – Ten skurwysyn pożałuje wszystkiego, co zrobił.

– Niech i tak będzie – powiedział.

Podszedł do mnie i w ułamku sekundy wtopił się w moje ciało. Zostaliśmy jednością.

– Możesz czuć się trochę dziwnie – usłyszałem jego głos w swojej głowie. Chyba swojej… – Wskażę ci drogę.

Wyskoczyłem przez okno. Wylądowałem na chodniku i zauważyłem niebiesko-czerwone światła. Pod wejściem do szpitala znajdowały się już radiowozy. Widocznie ktoś przeżył mój atak albo ktoś inny przyszedł do szpitala i zadzwonił po pomoc.

Niezauważony uciekłem z miejsca masowego mordu. Moje uczucia były tłumione. Choć powinienem czuć smutek, żal, cokolwiek, nie mogłem czuć nic.

Biegłem, ukrywając się w mroku i unikając ludzi. Nie mogłem dać się zauważyć. Chociaż, gdyby ktoś mnie zobaczył i powiedział o tym komuś innemu, to tamten uznałby zapewne, że zwariował. Jednak mimo wszystko nie chciałem ryzykować.

Na miejsce dotarłem po niecałym kwadransie. Stałem przed nowoczesnym wieżowcem i zastanawiałem się, co robić. Ten człowiek, jeżeli w ogóle to człowiek, musiał posiadać ogromną moc, żeby kontrolować potwora. Zaskakiwało mnie to, że miejsce wydawało mi się dziwnie znajome. Pewnie przez to, iż stwór często tu bywał. Elementy jego umysłu mieszały się z moimi.

Pokierował mnie na piętnaste piętro. Zdziwiłem się, bo nie działo się nic nadzwyczajnego. Jakby cel zemsty był nieświadomy mojej obecności w budynku. Żadnych pułapek. Nic.

Wśliznąłem pod drzwiami. Usłyszałem jakiś dźwięk. Poszedłem w jego kierunku. Stanąłem przed wejściem do jednego z pokoi. Okazał się on salonem. Czarnowłosy mężczyzna siedział w fotelu i oglądał telewizję.

– Nadeszła chwila zemsty – powiedział głos w mojej głowie.

Uformowałem swoją rękę w ostrze i zacząłem powoli podchodzić do fotela. Mężczyzna zauważył cień i odwrócił się, ale było już dla niego za późno, ostrze tkwiło w sercu, a krew tryskała z piersi. Pierwszy raz, jako prawdziwy ja, czułem tak wielką satysfakcję z zabicia kogoś. Dokonałem zemsty. W ostatnim momencie swojego życia spojrzał mi w oczy.

Nagle poczułem jakby ktoś usunął mi blokadę z głowy.

Na podłodze leżał Marek, a ja nie mogłem nawet uronić łzy. Byłem kontrolowany. Czułem jak smutek i nienawiść rozsadzają mnie od środka, ale nie mogłem zrobić kompletnie nic.

– Zaufałeś mi człowieku – powiedział głos w mojej głowie. – I to był błąd.


Część trzecia: http://straszne-historie.pl/story/10747-Sniacy-czesc-III


Zapraszam wszystkich do komentowania, lajkowania i do polubienia mojej strony na facebooku, gdzie pojawiają się aktualności na temat mojej twórczości.
https://www.facebook.com/mrocznywilk.autor
Nie zajmuje to wiele czasu, ale cieszy i zachęca do dalszego działania. ;) Panopticum
Źródło: Własny tekst
Oceń:
6
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!