Biały Las - MBN II

Dodane przez: mrocznywilk, 24.12.2014, 17:13
Panopticum
Reklama:

Część pierwsza: http://straszne-historie.pl/story/9258

Szliśmy przez białe pustkowie, co chwilę zapadając się w zaspach. Śnieg nie przestawał padać i wsypywał się wszędzie, gdzie miał możliwość. Mroźny wiatr głaskał moją twarz, opływając zamarznięte łzy, jakby obawiając się, że i on poczuje ból. Mimo wszystko uparcie parliśmy przed siebie.

Spojrzałem się przez ramię. W oddali nadal migotały płomienie. Płomienie, które pochłaniały mój dom i całe dotychczasowe życie. Nie byłem w stanie płakać. Moje oczy wyschły i piekły, podrażniane przez niemiłosierne zimno.

Przewróciłem się. Nawet nie zauważyłem, co to spowodowało. Leżałem i nie miałem siły się podnieść. Cały ból wykorzystał moment i przygniótł mnie do ziemi. Miałem nadzieję, że za chwilę się obudzę w swoim łóżku, a to wszystko okaże się tylko złym snem. Niestety, tak nie miało się stać.

– Wstawaj chłopcze – usłyszałem spokojny głos Ryszarda.

Podszedł, złapał mnie za ramiona i pomógł się podnieść. – Spójrz mi w oczy – nakazał. – Dobrze wiem, co czujesz. Każdy z nas przeżył to samo. Nieważne w jaki sposób. Wszystkich nas to spotyka, ale nie możemy się poddać naporowi smutku i żalu. Nawet nie wiesz, jaką satysfakcję by poczuli, gdyby osiągnęli swój cel. Obiecaj mi, że nigdy nie dasz im osiągnąć triumfu.

– Obiecuję – powiedziałem niepewnie. – Chociaż nie jestem pewien, czy uda mi się dotrzymać tej obietnicy.

– Rozumiem – powiedział i spojrzał na mnie wzrokiem pełnym wyrozumiałości. – Chodź, przed nami jeszcze długa droga. Nasi wrogowie wkrótce zorientują się, że oddział żywych trupów, który wysłali, zawiódł i poślą za nami następny.

Szliśmy przez jakieś pół godziny, nim ujrzeliśmy rozciągającą się na kilometry połać lasu. Znałem to miejsce. W dzieciństwie często chodziłem tutaj z rodzicami na grzyby czy jagody albo inne leśne owoce, zależnie od pory roku. Mimo znajomości tego lasu, kiedy minęliśmy pierwsze drzewa, straciłem orientację. Gruba warstwa śniegu pokrywała wszystkie stare ścieżki i punkty orientacyjne, z których niegdyś korzystałem. Wszystko widziałem inaczej niż kiedyś. Gałęzie, które zwyczajne znajdują się ze dwa metry nad ziemią, teraz był na równi z warstwą białego puchu.

Im bardziej zagłębialiśmy się w las, tym gęstszy on się stawał. Jednak przebijające się przez zlodowaciałe konary drzew promienie słońca wszystko oświetlały. Śnieg błyszczał i migotał, odbijając światło.

Kątem oka spostrzegłem ruch między drzewami. Zatrzymałem się i spojrzałem na Ryszarda.

– Czy ty też to widziałeś? – szepnąłem.

– Tak. Trzymaj się blisko drzew.

Coś zaczęło biec w naszym kierunku. Szybko dopadłem grubego pnia dębu i ukryłem się za nim. Ryszard zrobił podobnie. Stworzenie było coraz bliżej. Przytulałem się coraz mocniej do drzewa, jakby mogło mnie uchronić przed niebezpieczeństwem. Nagle obok nas przebiegła młoda sarenka.

– Ale nas nastraszyła – zaśmiał się ponuro Inny.

Odetchnąłem z ulgą. Jednak chwilę później znów zacząłem się denerwować.

– Przed czym ona mogła tak uciekać? – spytałem.

– Może po prostu…

Jego wypowiedź przerwało krakanie wron. Moment później przez konary przeleciała ich cała chmara. Domyślałem się przed czym uciekały te ptaki. Przed śmiercią.

Usłyszałem dźwięk skrzypiącego lodu. Z każdą sekundą stawał się coraz głośniejszy. Wyjrzałem zza drzewa. Wszystko pokrywała lodowa płachta, która coraz bardziej się rozszerzała.

– Umarli nadchodzą – szepnąłem.

Ryszard skinął głową.

– Może wejdźmy na drzewa? – spytałem niepewnie.

– Wątpię, by się nam to udało. Wszystko jest pokryte tym cholernym lodem. Nawet gdybyśmy się jakimś sposobem wspięli, to zostalibyśmy łatwym celem. Gdyby nas zauważyli, to przewróciliby drzewo i byłoby po nas – stwierdził. – Musimy zakopać się w śniegu, zanim zamarznie. Mam nadzieję, że nas nie zauważą.

Rozgrzebałem śnieg wokół siebie, położyłem się i zakopałem. Chwilę później poczułem jeszcze większe zimno niż wcześniej. Biała tafla zaczęła zamarzać. Usłyszałem kroki. Żywe trupy przechodziły obok mnie, między drzewami. Przeszły mnie dreszcze spowodowane przez przerażenie. Jeden z nich przeszedł tuż nade mną. Strach sparaliżował całe me ciało. Bałem się, że lód się załamie, a umarły spadnie na mnie. Na szczęście niczego nieświadomy poszedł dalej.

Odczekaliśmy niecałe pięć minut od ich odejścia i rozbiliśmy lodowe pokrywy. Otrzepaliśmy się ze śniegu i ruszyliśmy dalej przez las.

– Obawiałem się, że nas wyczują i przyszykują jakąś pułapkę – powiedział Inny. – Jednak na nasze szczęście, tak się nie stało. Dzieli nas jeszcze tylko kilka kilometrów od naszego bunkru – szepnął.

Przeszliśmy kilkanaście metrów. Nagle usłyszałem krzyk mojego opiekuna. Szybko spojrzałem w jego stronę. Z jego pleców wystawała tylko rękojeść wbitego sztyletu. Za nim stał zabójca. Był to człowiek ubrany w czarną szatę z kapturem. Spojrzał w moją stronę. Jego blada twarz była niemalże w całości pokryta tajemniczymi znakami, zapewne symbolizującymi szatana. Kaptur przysłaniał w całości czarne oczy satanisty. Uśmiechnął się do mnie odsłaniając białe, długie kły. Nie był już do końca człowiekiem.

Ogarnął mnie gniew i żal. Krew we mnie gotowała się. Miałem wrażenie, jakby moje ręce płonęły. Spojrzałem na nie. Okazało się, że naprawdę płoną. Przestraszyłem się, ale po chwili pomyślałem, że to może być jedna z umiejętności Innych.

Uśmiech znikł z twarzy zabójcy. Rzuciłem się ku niemu. Wyciągnął ze swojego pasa kolejne ostrze i zamachnął się w moim kierunku. W ostatniej chwili ominąłem pchnięcie i chwyciłem mężczyznę prawą ręką za gardło. Lewą zaś, wyrwałem mu sztylet i odrzuciłem go na bok. Próbował się wyrywać, ale złapałem go obiema dłońmi i odruchowo zwiększyłem płomień. Mężczyzna zaczął krzyczeć. Ogień trawił jego twarz i ubrania. Machał rękami i nogami we wszystkie strony, lecz nie pozwoliłem mu się wyrwać. Do mojego nosa wpłynął zapach palącej się skóry. Pchnięty złością oderwałem głowę satanisty od reszty ciała. Obryzgała mnie krew. Ciało po chwili przestało wierzgać. Odrzuciłem je na bok i pozwoliłem mu nadal płonąć. Po paru sekundach ogień przestał wypływać z moich rąk. Ku mojemu zdziwieniu, nie pozostawił żadnego śladu.

Pobiegłem w kierunku Ryszarda, który leżał na śniegu. Wokół niego utworzyła się wielka, czerwona plama.

– Musisz uciekać – powiedział Inny, kiedy mnie zauważył. – Mnie nie da się już uratować.

– Zaniosę cię. Nie pozwolę ci umrzeć – powiedziałem, a do moich oczu napłynęły łzy.

– Zbyt wiele krwi straciłem, przyjacielu. Nie próbuj mnie ratować. I tak umrę, a tylko cię spowolnię. Wysłuchaj mnie ten ostatni raz. Musisz iść do naszego bunkru.

– Ale ja nawet nie mam pojęcia, gdzie to jest – powiedziałem rozżalony.

Do mojego umysłu dotarło wspomnienie Ryszarda. Zawarł w nim drogę do bazy i wskazówki dotyczące tego, jak mam dostać się do wnętrza.

– Już wiesz. Kiedy będziesz w środku, udaj się do przywódcy i opowiedz mu wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Pożegnaj wszystkich w moim imieniu.

– Dobrze, zrobię tak jak każesz – odpowiedziałem pokornie.

– Wiele osiągniesz, niewielu udaje się tak szybko przywołać płomienie.

Wyciągnął zza swojego pasa kryształowe, niebieskie ostrze i podał mi je.

– Proszę, weź je jako prezent. Niech ci służy tak dobrze, jak i mnie służyło przez ostatnie lata. A teraz mam do ciebie ostatnią prośbę: spal moje ciało, żebym już nie wstał.

W jednej sekundzie chwycił sztylet członka sekty i wbił go sobie w serce. Nie zdążyłem nawet zareagować.

– Żegnaj przyjacielu – zdążył powiedzieć, nim jego powieki opadły już na zawsze.

Uklęknąłem przy jego ciele, przytłoczony przez kłębek emocji, który w sobie trzymałem. Po moich policzkach zaczęły spływać słone krople. Nie pozostało mi już nic. Nic poza dokonaniem prośby. Moje ręce zapłonęły.

– Żegnaj, Ryszardzie – powiedziałem ostatni raz do mojego przyjaciela.

Część trzecia: http://straszne-historie.pl/story/10553-Straznica

Zapraszam wszystkich do komentowania, lajkowania i do polubienia mojej strony na facebooku, gdzie pojawiają się aktualności na temat mojej twórczości.

https://www.facebook.com/mrocznywilk.autor

Nie zajmuje to wiele czasu, ale cieszy i zachęca do dalszego działania. ;)

Panopticum
Źródło: Cząstka mej wyobraźni
Oceń:
7
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!