Historia

Choroba

mr_donut064 8 6 lat temu 8 849 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Zaczęło się to, kiedy byłam razem z moim pieskiem w ogródku. Siedziałam na trawie bawiąc się lalkami, a on leżał obok mnie i spał. Nazywał się Benio. Co chwila go głaskałam, bo bardzo kocham Benia. Usłyszałam jakieś dziwne dźwięki dochodzące zza mojej ślizgawki. Podeszłam tam zdziwiona, ale nic nie znalazłam. Po chwili dobiegło zza mnie ciche warczenie. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam jakieś zwierzątko. Nie wyglądało wcale przyjaźnie. Było czarno białe, a z jego buzi wylewała się piana kapiąc na trawę. Oczy tego stworzonka były czerwone. Mimo że był daleko ode mnie to bardzo się bałam. Zwierzak wyglądał jakby przygotowywał się do skoku, ale kiedy miał to zrobić Benio na niego skoczył przewracając go. Zaczęły się gryźć, a ja miałam nadzieję, że to coś nic nie zrobi Beniowi. Zaczęłam wołać o pomoc, ale nikt nie przyszedł. Po chwili poraniony Benio wstał, agresywne zwierzątko leżało nieruchomo na ziemi. Mój piesek patrzył na mnie, ale wydawał się inny. Podeszłam do niego wyciągając ręce, ale gdy miałam go pogłaskać ten warknął. Przestraszona aż usiadłam na ziemi, a on zaczął iść w moją stronę. Mimowolnie zaczęłam się cofać jeszcze głośniej wołając pomocy. Benio zaczął zachowywać się tak jak tamten zwierzak. Z moich oczu polały się łzy.

Pies był już na wyciągnięcie ręki, gdy usłyszałam bardzo głośny dźwięk, tak głośny, że musiałam aż zatkać uszy. Benio odleciał w bok i już się nie poruszył.

- Halo? Dziewczynko? - usłyszałam czyjś głos.

Ale nie odpowiedziałam, patrzyłam się tylko załzawionymi oczami na ciało Benia. Mojego ukochanego pieska, który leżał teraz nieruchomo na trawie. Głos powtórzył pytanie i po chwili czyjaś ręka spoczęła na moim ramieniu. Ktoś wziął mnie pod boki i podniósł. Zobaczyłam zarośniętego pana, w kamizelce z przełożonym przez ramie jakimś podłużnym patykiem. Wtuliłam się w jego ramię chcąc jak najszybciej zapomnieć o tym, co przed chwilą zobaczyłam.

Pan zabrał mnie do jakiegoś samochodu, gdzie siedziała jeszcze jakaś pani. Kiedy pan uruchomił samochód zapytałam się, gdzie są moi rodzice. Pan powiedział, że moja mama i tata są teraz razem z Beniem. Zasmuciło mnie to. Bardzo chciałam zobaczyć wtedy mamusię i tatusia. Auto ruszyło na puste ulice miasta. O dziwo nie widziałam żadnych ludzi ani samochodów, wszystko było bardzo ciche.

- Nazywam się Hubert - powiedział pan - a to moja żona Julia.

- Ja jestem Kasia.

- Miło mi cię poznać.

- Mi was też. Co się stało z Beniem?

- Z tym psem? Przykro mi to mówić, ale Benio był bardzo chory.

- Chory? Mama mówiła, że jak się jest chorym to trzeba leżeć w łóżku i odpoczywać.

- Tak, ale tej choroby nie da się wyleczyć.

- Jak to nie da? Ja dużo razy chorowałam i dużo razy się wyleczyłam.

- Ale to nie taka zwykła choroba, mała. Tylko zwierzęta mogą na nią zachorować.

- Dziwne, to nie mogą poleżeć i wyleczyć się?

Pan Hubert jechał wolno, patrząc za każdy budynek i płot. Przestałam już poznawać tę okolicę, jeszcze nigdy tak daleko się nie zapuszczałam. Po chwili, smutniejszym już głosem pan Hubert odpowiedział:

- Nie mogą.

- A próbowaliście je wyleczyć?

- Tak, próbowaliśmy, ale żaden zwierzak nie chciał leżeć.

- Aha - odpowiedziałam smutno - to, co robicie z chorymi zwierzętami?

Pan Hubert nie odpowiedział, jego żona spuściła tylko głowę, jak na razie w ogóle się nie odzywając. Jechaliśmy przez następne kilka minut, aż w końcu nie wytrzymałam i ponowiłam pytanie.

- Co robicie z chorymi zwierzętami?

- Jesteś jeszcze za mała żeby to wiedzieć

- Wcale nie! Powiedz mi, co się stało z Beniem!

Samochód zatrzymał się przy jakimś bloku. Hubert i Julia wyszli z samochodu, a ja za nimi.

- Gdzie jesteśmy? - zapytałam się zdziwiona zapominając o poprzednim pytaniu.

- W naszym chwilowym domu.

- Dlaczego chwilowym?

- Ponieważ mieszkamy tutaj tylko chwilowo

- Aha - powiedziałam znów nic nie rozumiejąc.

Weszliśmy do środka, Hubert zaprowadził nas na wysokie piętro. Weszliśmy do jednego z mieszkań i moim oczom ukazało się pomieszczenie pełne porozrzucanych śmieci, mebli i różnych przedmiotów. Na dworze zaczęło się już ściemniać, a ja coraz bardziej martwiłam się do się dzieje. Za każdym razem, kiedy pytałam o to pana Huberta, ten ignorował mnie lub zmieniał temat. Przyszła pora spania. Dostałam miejsce w rogu pokoju, wyłożone kocem i kilkoma poduszkami, bo ci dziwni ludzie jedyne łóżko postawili przy drzwiach do balkonu. Przed spaniem próbowałam zapytać się o kilka rzeczy, ale pan Hubert był stanowczy i kazał mi iść spać. Próbowałam zrobić to bardzo długo, ale nie wychodziło mi. W końcu, kiedy było już bardzo ciemno, bo na zewnątrz nie paliły się lampy, zasnęłam.

Obudził mnie krzyk kobiety. Wstałam i przetarłam oczy. Zobaczyłem jak pan Hubert trzyma w ręce swój patyk, pani Julka stała obok nie go. Po ich twarzach wyglądało, że byli czymś przestraszeni.

- Nie ruszaj się - powiedział bardzo powoli pan Hubert wyciągając rękę w moją stronę.

- Ale co... - spróbowałam powiedzieć, ale poczułam jak coś bardzo mocno uderzyło mnie w nogę. Usłyszałam huk, następnie dźwięk odlatujących ptaków, a po chwili z patyka, który trzymał pan Hubert wydobyła się smużka dymu. Odwróciłam się, obok mnie leżał gołąb. Pan Hubert podbiegł do mnie i zobaczył moją nogę. Miałam małą rankę przy kolanie, ale mało mnie bolała, więc się tym nie przejmowałam. Po minie pana Huberta wywnioskowałam, że stało się coś złego. Mimo to był bardzo spokojny, smutnymi oczami popatrzył na mnie i pogładził po głowie.

- Boli cię? - zapytał niepewnie

- Nie, skądże - odpowiedziałam z uśmiechem - to tylko małe zadrapanie!

- Tak, zadrapanie - powiedział smutny pan Hubert

Usiadł razem z Julką obok mnie i wciąż gładząc mnie po głowie powiedział coś, co bardzo mnie ucieszyło.

- Już niedługo znów spotkasz rodziców.

_________________________________________

Zainteresowanych moją dalszą twórczością zapraszam na FanPage: https://www.facebook.com/mrdonut064

_________________________________________

Zanim napiszecie "zbyt dużo powtórzeń", "błędy gramatyczne" lub coś w tym stylu zauważcie, że jest to opowiadane przez małą dziewczynkę, dlatego starałem się aby ten tekst wyglądał jakby istotnie mogła być to jej opowieść. Doceńcie to, bo na prawdę nie jest to łatwy zabieg.

__________________________________________

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Och, fakt że to ma być dziecinnym językiem jest jak najbardziej zrozumiały i ok. To co przeszkadza to miksowanie dziecięcego stylu z wyrażeniami wyższego poziomu, na przykład "ukazało mi się" zamiast prostego "zobaczyłam" Ale ja rozumiem, że to "nie jest łatwy zabieg" i może parę rzeczy umknąć ^_^
Odpowiedz
ZAjebiste
Odpowiedz
Czemu tutaj w każdym miejscu jest dopisek o wściekliźnie
Odpowiedz
smutne i mało straszne :P
Odpowiedz
Fajne i smutne
Odpowiedz
fajne tylko dziwne że jak ona dowiedziała że rodzice nie żyją to tylko się zmartwiła ,bo ja choć jestem od niej pewnie sporo starszy to gdybym dowiedział się o czymś takim to ryczał bym jak bóbr
Odpowiedz
Epic :3
Odpowiedz
Dla mnie super :) Ciekawie opisane i ten "patyk"... Podobało mi się bardzo.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje