Zestawienie

Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

admin 9 4 lata temu 230 322 odsłon Czas czytania: ~7 minut
Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

Mężczyzna miał orzechowe oczy, rudawe włosy, nieco posiwiałe na skroniach i starannie wypielęgnowane dłonie. Choć dzień był ciepły, był ubrany w brązowy pulower i szykowną dwurzędową kurtkę. Leżał na plaży w australijskiej Adelaide z niedopalonym papierosem przy policzku. Gdy go znaleziono, nie żył od kilku godzin. Policjanci, którzy przybyli zbadać ciało nie domyślali się jeszcze, że mają do czynienia z jedną z najbardziej frapujących zagadek kryminalnych w historii.


Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

Jak zginął mężczyzna? Zwłoki znaleziono 1 grudnia 1948 r., około godzina 6:30. Denat miał przy sobie zużyty bilet autobusowy, nieskasowany bilet na pociąg do Henley Beach, papierosy i kilka innych drobiazgów. W jego kieszeniach nie znaleziono jednak pieniędzy ani żadnego dokumentu tożsamości. Policji udało się znaleźć kilku świadków, którzy potwierdzili, że mężczyzna spacerował poprzedniego dnia po ulicach Adelaide. Pewna para widziała go leżącego wieczorem 30 listopada na plaży, dokładnie w miejscu, gdzie rano znaleziono zwłoki. Na ciele nieboszczyka nie znaleziono żadnych poważnych obrażeń. Zmarły był atletycznie zbudowany, wyglądał na okaz zdrowia. Rozwinięte mięśnie łydek i lekko zniekształcone palce u stóp mogły świadczyć o tym, że był tancerzem lub biegaczem. Dopiero autopsja rzuciła nieco światła na przyczyny jego śmierci. Lekarze stwierdzili m.in. wystąpienie krwawienia w żołądku, zatory w mózgu i mocne przekrwienie śledziony i wątroby. Nasuwałoby to wniosek, że mężczyzna został otruty. W pobranych od niego tkankach nie znaleziono jednak śladów trucizny. Eksperci nie byli w stanie wskazać toksyny, która wywołuje opisane wyżej skutki i zarazem rozkłada się niezwykle szybko. - Jeśli [zmarły] istotnie został otruty, to użyto niezwykle rzadkiej trucizny. Uważam, że bardziej prawdopodobne jest, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych - napisał dr Robert Cowan w swoim raporcie.


Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

Drwal czy Solomonson? Kolejnym problemem było ustalenie tożsamości mężczyzny. Śledczy bezskutecznie szukali informacji w policyjnych kartotekach. Po tym jak gazety opublikowały zdjęcie zmarłego, na policję zaczęli się zgłaszać ludzie twierdzący, że mogą pomóc w jego identyfikacji. Kilka osób rozpoznało w mężczyźnie Roberta Walsha, drwala z Adelaide. Policjanci jednak podeszli z dystansem do ich zeznań. Tajemniczy nieboszczyk był z pewnością młodszy od 63-letniego Walsha, miał inny kolor włosów, a na jego ciele nie znaleziono blizny, która była znakiem szczególnym drwala. Ponadto ze stanu jego dłoni można było wywnioskować, że w ostatnim czasie nie mógł pracować fizycznie. Ktoś inny zeznał, że w listopadzie 1948 r. spotkał mężczyznę ze zdjęcia w hotelu w Glenelg i wypił z nim drinka. Nieznajomy miał powiedzieć, że pracuje dla wojska i przedstawić się jako ''Salomonson''. W wojskowych bazach danych policjanci nie znaleźli jednak nikogo o tym imieniu. Do lutego 1949 r. ciało ''zidentyfikowano'' m.in. jako pracownika parostatku, zaginionego stajennego, a nawet mieszkańca Szwecji. Wszystkie te tropy policja uznała za bezwartościowe. Ale wkrótce odkryto kolejne elementy układanki...


Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

Brązowa walizka i ukryta kieszeń 14 lutego 1949 r. na stacji kolejowej w Adelaide znaleziono brązową walizkę, którą ktoś pozostawił w szatni 30 listopada 1948 r. Wewnątrz znajdowała się szpulka nietypowego rodzaju nici, niedostępnego w Australii. Takimi samymi nićmi zacerowana była podszewka spodni zmarłego. Przyjęto, że to on był właścicielem walizki. Analiza wykończenia walizki wskazała, że została ona uszyta w USA. Oprócz nici w bagażu były m.in. kapcie, szlafrok, przybory do golenia, bielizna, śrubokręt i szeroki pędzel. Metki z większości ubrań zostały odprute, nie usunięto jednak kwitów z pralni na nazwisko ''T. Keane''. Policjanci sprawdzili ten trop bez przekonania: oczywiście, okazało się, że w żadnym kraju nie zgłoszono zaginięcia osoby o tym nazwisku. Walizka nie pomogła zatem w rozwikłaniu zagadki tożsamości zmarłego. Ale w tym samych czasie dokonano znacznie ciekawszego odkrycia: w spodniach mężczyzny z plaży znaleziono maleńką ukrytą kieszeń. Był w niej zwitek papieru z nadrukowanymi słowami "tamam shud" (prasa błędnie podała treść napisu jako "taman shud"). Po persku oznacza to "zakończono".


Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

Książka znaleziona w samochodzie To moment, gdy nasza historia zaczyna się robić naprawdę ciekawa. Eksperci orzekli, że skrawek papieru został wydarty z "Rubajjatów", zbioru wierszy XI-wiecznego perskiego poety Omara Chajjama. Ustalono, że pochodzi z niezwykle rzadkiego wydania - pierwszego tłumaczenia zbioru na angielski z 1859 r. Informacje te zostały podane prasie. Wkrótce na policję zgłosił się mężczyzna... z XIX-wieczną edycją "Rubajjatów" pod pachą. Zeznał, że znalazł książkę na tylnym siedzeniu swojego samochodu. Przypuszczał, że ktoś wrzucił ją przez niedomkniętą szybę. Okazało się, że w "Rubajjatach" brakuje ostatniej strony, właśnie tej, na której znajdowały się słowa "tamam shud". Badania potwierdziły, że skrawek papieru z kieszeni nieboszczyka wydarto właśnie z tego egzemplarza książki. Ale to nie koniec interesujących odkryć. Na trzeciej stronie okładki "Rubajjatów" zapisano numer telefonu i dziwny ciąg liter. Wyglądało na to, że ktoś zapisał w tomiku zaszyfrowaną wiadomość.


Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

Tajemniczy kod Oto litery, które były zapisane z tyłu książki: W (lub M) RGOABABD MLIAO MTBIMPANETP MLIABO AIAQC I (lub V) TTMTSAMSTGAB Zapis przekazano kryptografom, ale ci stwierdzili, że ciąg liter jest zbyt krótki, aby udało się przeprowadzić ekspertyzę. Do dziś nie udało się złamać szyfru, ani nawet ustalić, czy litery istotnie układają się w coś znaczącego, czy też są tylko przypadkowym zbiorem. W 2004 r. emerytowany detektyw Gerry Feltus sugerował na łamach jednego z australijskich tabloidów, że kolejne znaki domniemanego kodu to po prostu pierwsze litery kolejnych wyrazów. Początek ostatniego wersu proponował odczytać jako "It's Time To Move To South Australia Moseley Street"("Pora przenieść się do południowej Australii, na Mosey Street"). Dlaczego akurat Mosey Street? Do tego jeszcze wrócimy. Badania przeprowadzone w 2009 r. wykazały, że możemy mieć do czynienia z kodem z tzw. kluczem jednorazowym, czyli ciągiem znaków, niezbędnym do "przetłumaczenia" zaszyfrowanego komunikatu. Próbowano użyć jako klucza fragmentów Biblii i oczywiście "Rubajjatów", ale nie przyniosło to zadowalających rezultatów.


Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

Co wie pielęgniarka? Przypomnijmy, że oprócz liter w "Rubajjatach" znajdował się numer telefonu. Okazało się, że należał do pielęgniarki Jessiki "Jester" Thomson (jej nazwisko ujawniono dopiero w 2007 r.), zamieszkałej w Adelaide przy Mosey Street, zaledwie 400 metrów od miejsca, gdzie znaleziono ciało. Pielęgniarka przyznała, że posiadała kopię "Rubajjatów", jednak oddała ją w 1945 r. australijskiemu porucznikowi o nazwisku Alfred Boxall. Opowiadała, że Boxall wysłał do niej jakiś czas później list, ona jednak była już mężatką i nie chciała utrzymywać z nim kontaktu (naprawdę Thomson wyszła za mąż dopiero w 1950 r.) Wspomniała również, że sąsiedzi mówili jej, że pod koniec 1948 r. jakiś nieznajomy pojawił się na Mosey Street i wypytywał o nią. Pielęgniarce pokazano gipsowy odlew twarzy zmarłego. Stwierdziła, że nie potrafi go rozpoznać. Gdy zapytano ją, czy mężczyzną z plaży mógł być Boxall, nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć. Śledczy zwrócili jednak uwagę na nietypowe zachowanie "Jester" podczas okazania. Jeden z detektywów zauważył, że gdy ujrzała twarz zmarłego "była kompletnie zszokowana, wyglądała jakby miała zemdleć". Z kolei policyjny technik wspominał w wywiadzie, że kobieta "raz rzuciła okiem na odlew, potem nie chciała patrzeć w jego kierunku". Po przesłuchaniu pielęgniarki policjanci przyjęli, że zwłoki należą do Boxalla. Ta hipoteza nie utrzymała się jednak długo, bo szybko odnaleziono... prawdziwego Alfreda Boxalla. Niezaprzeczalnie żywego i z własnym egzemplarzem "Rubajjatów" na półce.


Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

Kolejne ''Rubajjaty'', kolejne zagadki W książce Boxalla nie znaleziono żadnych szyfrów, jednak na jednej ze stron wypisany był odręcznie (prawdopodobnie przez Jessikę Thomson) czterowiersz nr 70. Przytaczamy go po angielsku: "Indeed, indeed, Repentance oft before I swore - but was I sober when I swore? And then and then came Spring, and Rose-in-hand My thread-bare Penitence a-pieces tore" Boxall nie chciał wyjaśnić policjantom, jakie znaczenie dla niego ma ten fragment. Pojawienie się porucznika podsyciło krążące od dawna pogłoski, że mężczyzna z plaży był szpiegiem. W 1978 r. Boxall udzielił wywiadu dla telewizji. Dziennikarz spytał go wprost: "Czy to prawda , że pracował pan dla wywiadu i czy ta młoda kobieta (''Jestyn''), z którą się pan spotykał mogła o tym wiedzieć?" "Nie, o ile ktoś inny jej nie powiedział" - skwitował to porucznik. Potem poirytowany dodał, że teorie na temat uwikłania jego i pielęgniarki w aferę szpiegowską są "pomysłami rodem z melodramatu".


Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

Co NAPRAWDĘ wiedziała pielęgniarka? Kilka lat po śmierci pielęgniarki jej córka Kate Thomson wystąpiła w filmie dokumentalnym wyemitowanym przez australijską telewizję. Kate twierdziła, że pielęgniarka przyznała się jej, że znała tożsamość nieboszczyka. Sugerowała również, że Jessica powiązana była z sowieckim wywiadem. "Moja matka miała mroczną stronę, bardzo mroczną" - powtarzała. Pielęgniarka mogła ukrywać jeszcze jeden sekret. Profesor Derek Abbott uważa, że syn Jessiki Thomson Robin mógł być dzieckiem mężczyzny z plaży. Anatomowie na podstawie zdjęć potwierdzili, że obaj mieli bardzo nietypową budowę ucha oraz hipodoncję (wrodzony brak części zębów). Prawdopodobieństwo, że dwie niespokrewnione osoby mają obie te bardzo rzadkie cechy jest mikroskopijne.


Lekarze nie umieli wyjaśnić, jak zmarł mężczyzna. W jego kieszeni znaleziono kartkę. Były na niej dwa słowa po persku...

To jeszcze nie wszystko Mężczyzna z plaży został pochowany 14 czerwca 1949 r. Podobno na jego grobie czasem zostawia kwiaty jakaś kobieta. Okoliczności jego śmierci nie udało się do dziś wyjaśnić. Zanim jednak zakończymy tę opowieść, trzeba wspomnieć o jeszcze dwóch równie niepokojących zgonach. 6 czerwca 1949 r. na wzgórzu koło Adelaide znaleziono nieprzytomnego Keitha Waldemara Mangnosona. Obok niego leżał worek ze zwłokami jego 2-letniego synka Clive'a. Obaj zaginęli dztery dni wcześniej. Człowiek, który ich odnalazł twierdził, że ujrzał miejsce, gdzie leży Magnoson we śnie. Lekarze nie byli w stanie ustalić, jak zginął mały Clive, wykluczyli jednak śmierć z przyczyn naturalnych. Keith trafił do szpitala, a prosto stamtąd do zakładu psychiatrycznego. Jego żona zeznała, że Magnoson znał nazwisko mężczyzny z plaży i chciał zdradzić je policji. Ona sama miała również dostawać pogróżki od zamaskowanego człowieka na ulicy i odbierać anonimowe telefony. Druga śmierć miała miejsce w 1945 r., ponad trzy lata przed odkryciem zwłok na plaży. 34-letni brat szefa rządu Singapuru Davida Marshalla został znaleziony martwy w Sydney. Przypuszcza się, że popełnił samobójstwo przez otrucie. Na jego piersi leżała otwarte "Rubajjaty"...


Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Na ogół nudnę i wcale Creppy aczkolwiek ma nutkę w sobie która może zainteresować czytelnika, chociaż.. Czy ja wiem? Z czasem nie chciało mi się czytać pozostałych stron tej historii, jest nużąca ale nie straszna.
Odpowiedz
ciekawe, zagadkowe i godne pomyślunku ;)
Odpowiedz
Gdzie mogę znaleźć coś o tym?
Odpowiedz
Jaj. ♥ Zawaliste. ♥
Odpowiedz
A mnie początek zapachniał "Colorado Kidem".
Odpowiedz
Pamiętam to, czytałem o tym w Enigma: Klucz do tajemnic". Bardzo ciekawy przypadek, szkoda że nadal nie wyjaśniony.
Odpowiedz
Odnośnie pojawiania się tej książki w trakcie śledztwa ten fakt skojarzył się z książką Cień wiatru!
Odpowiedz
Wszystko wina Tuska
Odpowiedz
XD
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje