Historia

Za zamkniętymi drzwiami / II

białadama 30 8 lat temu 13 334 odsłon Czas czytania: ~13 minut

Następnego ranka, po tym jak napisałam mój pierwszy post, Ryan zawiózł mnie pod dom cioci. Musieliśmy poczekać prawie godzinę zanim zdobyłam się na odwagę, by podejść do drzwi. W końcu wysiadłam z samochodu i skierowałam się do domu po drugiej stronie ulicy. Ryan został w aucie – musiałam to zrobić sama.

Zapukałam do drzwi dwa razy. Dopiero za trzecim razem zauważyłam, że zasłony w oknie się poruszyły.

- Halo! Ciocia Lydia? – zawołałam.

Drzwi otworzyły się i ukazała się w nich kobieta – czerwone włosy, szare oczy, to musiała być ona! Poczułam się, jakby właśnie ziściły się moje sny, albo koszmary. Ta kobieta, moja ciocia, była żywym dowodem traficznej części mojej przeszłości. Spojrzała na mnie i wtedy z żalem dostrzegłam, że mnie nie rozpoznała. Byłam dla niej kimś zupełnie obcym. Ale nie dotarłam tak daleko, żeby się poddać...

- Ciocia Lydia? – powiedziałam cicho, moje dłonie drżały.

Zmrużyła oczy, a potem nagle szeroko je otworzyła.

- Casey?

„Pamięta mnie!”, pomyślałam. Niewiele myśląc, rzuciłam się w jej ramiona i zaczęłam szlochać. Ciocia przez chwilę się zawahała, po czym również mocno mnie objęła.

- Casey, kochanie! Minęło tyle lat... Bardzo się o ciebie martwiłam! Kiedy twoja mama i tata...” – nagle umilkła i znów po prostu mnie przytuliła.

„Pamięta mamę i tatę.To znaczy, że nie oszalałam.”

Wzruszona zrobiłam krok do tyłu. Lydia pogładziła mnie po włosach i spojrzała na mnie z przyjaznym uśmiechem. Kiedy widziałam ją po raz ostatni, byłam dzieckiem, a teraz przewyższałam ją jedynie o centymetr lub dwa.

- Może wejdziesz i porozmawiamy przy herbacie? – zaproponowała ciocia i szerzej otworzyła drzwi. Wchodząc do jej domu usłyszałam, jak Ryan odjeżdża. Miałam przy sobie telefon komórkowy, przyjedzie po mnie, jeśli zadzwonię.

W środku dom wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętałam. Pachniał ziołami i suszonymi kwiatami. Obejrzałam zdjęcia wiszące na ściane, z nadzieją, że ujrzę rodziców chociaż na jednym z nich. Niestety wszystkie przedstawiały coś innego.

Ciocia Lydia podała mi kubek z herbatą. Była gorzka, ale przyjemnie ciepła. Wzięłam mały łyk i oczekująco spojrzałam na ciocię.

- Kiedy twoi rodzice cię opuścili, policja się ze mną skontaktowała – zaczęła powoli. – Podobno podałaś im moje imię. Byłam zdziwiona, bo nie potrafili potwierdzić, że jestem twoją ciocią. Tak naprawdę nie potrafili nawet stwierdzić kim jesteś, ani kim byli twoi rodzice. Była zdruzgotana, mówiłam im, że powinnać teraz być z rodziną, ale nie byli w stanie powiedzieć mi, co właściwie się wydarzyło.

„Ponieważ moi rodzice zostali wessani do pokoju hotelowego”, pomyślałam. I dokładnie w tej chwili zdałam sobie sprawę z niedorzeczności tych myśli. Byłam przecież tylko dzieckiem, być może źle zapamiętałam fakty? Być może w mojej głowie wszystko ułożyłam tak, żeby nie było w tym winy rodziców. Zarumieniłam się ze wstydu, ponieważ to tak właśnie musiało być.

Ciocia Lydia zrozumiała moje zawstydzenie jako smutek i poklepała mnie po ramieniu.

- Spokojnie, teraz już wszystko będzie dobrze – powiedziała.

Resztę dnia spędziłyśmy na rozmowie. Nie o mojej przeszłości, a o moim obecnym życiu. Opowiedziałam jej o szkole, o Ryanie i o przyjaciołach z rodzinnych stron. Słuchała uważnie każdego słowa. Opowiedziała mi też trochę o sobie; o jej ogrodnictwie, pracy oraz nawet o jej narzeczonym, który mieszka kilka domów dalej. Zanim się zorientowałam, na dworze było już ciemno. Spędziłam tutaj calutki dzień!

Wstałam szybko gotowa do wyjścia, ale ciocia zatrzymała mnie:

- Mam jeden wolny pokój. Proszę, zostań na noc. Zawsze jesteś tu mile widziana.

Zawahałam się, ale wciąż szczęśliwa, że odnalazłam ciocię, zdecydowałam się zostać. Zadzwoniłam do Ryana, który zgodził się odebrać mnie następnego dnia. Lydia poprosiła, żebym zaczekała na dole, podczas gdy ona przygotuje dla mnie pokój.

Zajęłam się rozczesywaniem włosów. Nagle zaczęłam żałować, że nie wzięłam ze sobą szczoteczki do zębów ani piżamy. Może ciocia miała jakieś na górze? Weszłam po schodach na górę, gdzie zobaczyłam troje drzwi. Pierwsze, które minęłam, z pewnością prowadziły do sypialni Lydii. Nie było jej w środku, więc zajrzałam do drugiego pokoju. Stała tam kołyska, bujane krzesło i stolik do przewijania niemowląt. "Dziwne," pomyślałam."Czy mama przypadkiem nie mówiła, że ciocia nie może mieć dzieci?".

- Twój pokój jest na końcu korytarza - usłyszałam głos za moimi plecami. Podskoczyłam zaskoczona. Lydia chwyciła mnie za rękę i poprowadziła do trzeciego pokoju. Wyglądała na wzburzoną, a ja poczułam się źle, że myszkowałam. Mój pokój posiadał dwa podwójne łóżka, co również wydało mi się dziwne, dla kogoś, kto mieszkał samotnie. Ale z drugiej strony byłam szczęśliwa, że będę mogła wygodnie się na nich ułożyć i odpocząć. Wciąż odczuwałam lekki niepokój, nie wiedziałam jednak, dlaczego.

- Dziękuję, ciociu - powiedziałam. I naprawdę byłam jej wdzięczna, cały ten dzień sprawił, że zrzuciłam z siebie ogromny ciężar. Ciocia uśmiechnęła się ciepło i wyszła. W tym momencie pewna myśl wpadła mi do głowy: przez cały czas spędzony z nią, ani razu nie zapytała o moje rodzeństwo. Oczywiście nie miałam pojęcia, co stało się z Sarah, ale mogłam jej chociaż powiedzieć, co z Samem.

- U Sama też wszystko w porządku - krzyknęłam. Ciocia obróciła się w moją stronę, ale nie odpowiedziała, więc mówiłam dalej. - Został adoptowany przez inną rodzinę. Wprawdzie mieszkają daleko, ale to wspaniali ludzi i widuję ich na wakacje.

- To cudownie, kochanie - powiedziała Lydia. - Bardzo miło mi to słyszeć.

Po tych słowach, ciocia zniknęła za drzwiami sypialni. "Dziwne," pomyślałam nieco zaskoczona. Wyglądało na to, że Lydia kompletnie nie była zainteresowana Samem, ale cały dzień była oczarowana MOIM przyziemnym życiem. Zawsze byłam jej pupilkiem, jednak byłam pewna, że będzie chociaż chciała wiedzieć, czy z Samem wszystko dobrze. Odepchnęłam od siebie te myśli. Było późno, a ja niewiele spałam poprzedniej nocy, więc pragnęłam tylko odpocząć.

Zostawiłam uchylone drzwi - nawyk powstały w wyniku mojego strachu przed zamkniętymi pomieszczeniami. Nawet teraz, kiedy wiedziałam już, co tak naprawdę się wydarzyło w hotelu, nie mogłam się go pozbyć. Sięgnęłam do kieszeni po telefon, przy okazji wyciągając naszyjnik, który dawno temu dostałam od cioci. Całkiem zapomniałam, że przyniosłam go ze sobą na wypadek, gdyby Lydia mnie nie pamiętała. Na szczęście okazał się niepotrzebny. Położyłam go na szafce i pomyślałam, że być może znajdę w niej jakąś piżamę. Była zamknięta na klucz. Usiadłam na łóżku, wciąż ogarnięta niewytłumaczalnym niepokojem. I wtedy mnie to uderzyło - ten pokój wyglądał dokładnie tak, jak pokój w hotelu!

Zrobiło mi się niedobrze. Z pewnością to tylko zbieg okoliczności, ale nie zmieniało to faktu, że pokój był identyczny. Musiałam wyjść na zewnątrz, pooddychać świeżym powietrzem. Nie chciałam już niepokoić cioci, więc po cichu zeszłam po schodach i znalazłam się na dworze.

Od razu poczułam się lepiej. Wiedziałam, że przesadzam, ale wolałam się jeszcze przejść, zanim wrócę do domu.

Po kilkunastu metrach zauważyłam coś dziwnego. Drzwi do jednego z domów były szeroko otwarte. Na piętrze paliło się słabe światło, poza tym było w nim ciemno. Okolica wydawała się bezpieczna, ale i tak wątpiłam, żeby ktoś zostawiał otwarte drzwi na noc. Podeszłam bliżej wejścia i zawołałam do środka, żeby zwrócić na siebie uwagę.

Po chwili usłyszałam kroki dochodzące z góry. Poczułam się nieswojo, moje serce zaczęło bić szybciej. Zrozumiałam, że mogłam właśnie przeszkodzić we włamaniu, lub czymś jeszcze gorszym. Żałowałam, że nie wzięłam ze sobą telefonu...

W drzwiach pojawił się mężczyzna. Zaniedbany, lekko zirytowany, ale poza tym nieszkodliwy. Być może go obudziłam.

- Przepraszam, zauważyłam otwarte drzwi i chciałam tylko sprawdzić, czy wszystko w porządku - wytłumaczyłam moje zachowanie. - Zatrzymałam się kilka domów dalej, może zna pan Lydię?

Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie.

- A, tak, tak. Wybacz, ostatnio dość często zostawiam otwarte drzwi. A ty musisz być Casey. Lydia wiele mi o tobie opowiadała.

Zgłupiałam na te słowa. Kiedy ciocia miała czas, żeby komukolwiek opowiedzieć o moim przyjeździe? Przypomniałam sobie nasze rozmowy i zdecydowałam, że ten człowiek musi być jej narzeczonym. Kiwnęłam głową na potwierdzenie, a mężczyzna zaczął mówić dalej.

- Lydia była dla mnie naprawdę miła w ostatnim czasie. Przechodziłem przez bardzo ciężki okres w moim życiu - wziął głęboki oddech, jakby mówienie o tym było dla niego trudne. - Moja żona i dziecko zaginęli kilka miesięcy temu. Nie odeszli ode mnie, oni po prostu... zniknęli. Najpierw mój kochany synek. Był w swoim pokoju, kiedy usłyszałem, że nagle przestał płakać. Poszedłem sprawdzić, co się dzieje, ale nie było go tam. A moja żona... zarzekała się, że nigdy nie mieliśmy syna.

Wyrzucał z siebie słowa w pośpiechu, spoglądając na mnie przepraszająco. Jakby nie był pewien, dlaczego mi to wszystko mówi, ale nie mógł się powstrzymać.

- Cały czas zapewniała mnie, że nigdy nie mieliśmy dzieci, więc zacząłem na nią krzyczeć. Była przerażona, kiedy złapałem ją ze rękę i pociągnąłem na górę, do pokoju naszego chłopca. Nie MOGŁA zaprzeczyć jego istnieniu stojąc pośród jego rzeczy. Krzyczała, kiedy wepchnąłem ją do pokoju synka i zatrzasnąłem za nią drzwi. I wtedy nagle umilkła. Pomyślałem, że się zraniła i szybko otworzyłem drzwi. Nie było jej. Zniknęła...

Spojrzał ku niebu z wyrazem bezsilności na twarzy, potem przeniósł wzrok na mnie i z pewnością zauważył przerażenie w moich oczach.

- Przepraszam - powiedział. - Nie wiem, dlaczego ci to wszystko mówię. Ale Lydia jest jedyną osobą, która mi wierzy, wszyscy pozostali utrzymują, że nigdy nie miałem ani żony, ani dziecka. A ty jesteś jej córką, więc...

Słowo "córka" wyrwało mnie z zamyślenia.

- Nie jestem jej córką - powiedziałam, kiedy zrozumiałam jeszcze jedną rzecz. - A pan nie jest jej narzeczonym, prawda?

Mężczyzna nie krył zakłopotania.

- Przepraszam, Lydia wciąż mówiła o swojej córce, Casey, która mieszka za miastem. I nie wiedziałem, że ma narzeczonego. Myślałem, że może być mną zainteresowana, ale w tym wypadku....

Przerwałam mu.

- Ja panu wierzę - wyszeptałam. Wszystko zaczęło układać się w jedną całość, chociaż wciąż było wiele znaków zapytania. Hotel, w którym ludzie znikają za zamkniętymi drzwiami, pokój dziecka, gdzie ginie matka i syn, mężczyzna, który tak jak ja, boi się zamkniętych drzwi. I Lydia, która w jakiś sposób połączona jest z tymi wydarzeniami. Wzdrygnęłam się, kiedy przypomniałam sobie pokoje w jej domu... Spojrzałam na mężczyznę, licząc na więcej odpowiedzi. Wtedy zauważyłam naszyjnik na jego szyi, dokładnie taki sam, jak mój.

W przeciągu godziny opowiedziałam temu mężczyźnie, Nathanowi, wszystko o sobie. Kiedy skończyłam, był blady i roztrzęsiony, ale przede wszystkim wściekły. Nie mogliśmy być pewni, ale mieliśmy pewne wytłumaczenie tego, co się nam przytrafiło. Nathan mówił, że widział tajemnicze książki w domu Lydii, które prawdopodobnie zawierały zaklęcia i dziwne symbole. Nigdy dokładnie im się nie przyjrzał, bo Lydia zabrała mu je sprzed nosa. Wyglądało na to, że ciocia - nie mogąca mieć dzieci - pragnęła mieć swoją ulubioną siostrzenicę, jako własne dziecko. Używając być może zaklęć na pokojach w swoim domu, chciała dać sobie możliwość adoptowania mnie. Ale plan nie do końca się udał. Wiele lat później, przystojny, ale żonaty mężczyzna zamieszkał w okolicy. Lydia ponownie zawrzała z zazdrości. Naszyjniki, które nam podarowała, miały nas chronić. Ale przed czym? Domyślaliśmy się, że dzięki nim, nie zniknęliśmy, jak nasi bliscy. Być może też sprawiły, że pamiętaliśmy zaginionych.

Kiedy skończyliśmy rozmawiać, Nathan był wściekły.

- To wszystko jej wina! - powtarzał w kółko.

Poderwał się nagle i zaczął iść w kierunku domu Lydii. Bałam się o to, co zrobi, kiedy tam dotrze. Oraz co ja mogę zrobić. Pobiegłam za nim. Kiedy dom cioci był już w zasiędu mojego wzroku, moje serce zamarło. Samochód Ryana stał przed furtką.

Nigdy w życiu nie biegłam tak szybko, jak wtedy. Wyprzedziłam Nathana i niewiele myśląc wparowałam do domu. Chciałam wołać Ryana, żeby upewnić się, czy nic mu nie jest, ale coś kazało mi być cicho. Pokój gościnny i kuchnia były ciemne i puste. Wstrzymałam oddech i wtedy usłyszałam odgłosy rozmowy dochodzące z drugiego piętra. Prawie wyskoczyłam z ciała, kiedy Nathan pojawił się obok mnie. Gestem nakazałam mu zachowywać się cicho i wskazałam palcem na górę.

Powoli weszliśmy po schodach, starając się nie robić żadnego hałasu, który mógłby nas zdradzić. Dźwięk, który wcześniej słyszałam, okazał się być śpiewem. Bardzo dziwnym i nieprzyjemnym.

Dotarliśmy w końcu na piętro i wtedy zauważyłam, że drzwi do pokoju, w którym miałam spać były otwarte. Ledwo powstrzymałam się od krzyku, kiedy zobaczyłam, co jest w środku.

Ryan był przywiązany do krzesła, jego twarz cała we krwi, jakby został przez kogoś zaatakowany. Lydia stała nad nim, trzymając otwartą książkę w dłoni. Podeszłam odrobinę bliżej. Szafka teraz była otwarta, w środku leżały książki i coś, co wyglądało jak suszone rośliny oraz różne skałki i kości. Wokół Ryana, na podłodze, widniał dziwny symbol. Bardzo podobny do tego, który był na naszyjnikach, ale nie miałam pewności.

Zanim Nathan i ja mogliśmy zrobić cokolwiek, Lydia odwróciła się w naszą stronę. Twarz pokrytą miała białym pyłem, na szyi miała zawieszone naszyjniki z kości i zębów oraz - czy to były włosy? Było tego tyle, że nie byłam nawet w stanie stwierdzić, czy pod spodem miała ubraną koszulkę. Kiedy nas zauważyła, wydała z siebie gardłowy krzyk i rzuciła się w naszą stronę.

Nathan znieruchomiał. Przez krótką chwilę tylko widziałam jego twarz - zdradzała wielkie przerażenie. Ale nie na tym była teraz skupiona moja uwaga. Nie miałam pojęcia, co Lydia zrobiła Ryanowi, ale jeśli uczyniła ten pokój kolejną śmiertelną pułapką, nigdy więcej go nie zobaczę, jeśli zostaną zamknięte drzwi. I nie będę nawet go pamiętała. Wykorzystałam moment, kiedy Lydia skupiła całą swoją uwagę na Nathanie i podbiegłam do Ryana. Słyszałam krzyki Nathana, uderzenia i w końcu huk. Potem już tylko cisza. Przejmująca cisza.

Rozwiązywałam sznury, krępujące mojego chłopaka, co chwila zerkając w stronę drzwi. Już prawie udało mi się oswobodzić Ryana, kiedy w drzwiach pojawiła się postać.

To była Lydia, jej twarz wciąż biała, oczy przepełnione wściekłością.

- Ty niewdzięczna suko! - warknęła, patrząc wprost na mnie. Jednym skokiem pokonała odległość od drzwi do mnie i z nadludzką siłą złapała Ryana, by wyrzucić go - jak szmacianą lalkę - z pokoju. Potem uderzyła pięścią w mój brzuch, aż upadłam na podłogę nie mogąc złapać oddechu. "Nie mam na sobie naszyjnika," pomyślałam. "Nie jestem tu bezpieczna."

Obraz przed moimi oczami powoli zanikał i ostatnie co widziałam, to Lydia opuszczająca pokój i zatrzaskująca za sobą drzwi.

Byłam zgubiona.

Ale minęły minuty i mój wzrok powrócił. Straciłam świadomość na krótką chwilę z powodu uderzenia. Zobaczyłam Ryana, jego ramię było wciśnięte między drzwi a ścianę, nie pozwalając im na zamknięcie. Drzwi drżały, jakby coś po drugiej strone uderzało w nie z wielką siłą. Byłam roztrzęsiona, ale podniosłam się szybko i pobiegłam do Ryana, po drodze chwytając naszyjnik, który wciąż spoczywał na szafce.

Używając całej siły, jaką mogłam z siebie wydobyć, rzuciłam się na drzwi. Otworzyły się na oścież, uwalniając Ryana i odrzucając Lydię daleko w głąb korytarza. Natychmiast podniosła się i ruszyła w naszym kierunku. W ostatniej chwili odskoczyłam na bok, a Lydia wpadła do pokoju.

W tym samym momencie Ryan zatrzasnął za nią drzwi. Nastała cisza. Spoglądaliśmy na siebie, wstrzymując oddech i nie odzywając się ani słowem. Spojrzałam na nasze dłonie. Były splecione w uścisku, między nimi spoczywał naszyjnik. Poczułam napływającą odwagę i otworzyłam drzwi. Pokój był pusty. Nie tylko Lydia zniknęła. Razem z nią zniknęły wszystkie książki i świecidełka. Mój telefon leżał na łóżku.

Ryan podniósł go i podał mi.

- Zadzwoniła do mnie z tego telefonu. Zauważyła, że wyszłaś i pewnie myślała, że uciekniesz ze mną. Powiedziała: "Odbiorę jej wszystko, co kocha, aż będzie miała tylko mnie". Musiałem tu przyjechać, musiałem się upewnić, że nic ci nie jest.

Wzdrygnęłam się i objęłam go mocno. Nagle poczułam, że jedyne czego pragnę, to sen.

Nathana znaleźliśmy na dole. Był roztrzęsiony, ale poza tym nic mu się nie stało. Wróciliśmy do motelu.

Od tych wydarzeń minęło sporo czasu. Nie rozmawiamy o tym za wiele. Ręka Ryana wciąż nosi blizny po uderzeniu drzwiami, ale z czasem się zagoi. Nie martwię się już tak, jak być może powinnam. Po prostu to wszystko wydaje się być tylko złym snem.

Jest tylko jedna rzecz, która nie daje mi spokoju.

Kiedy wróciliśmy do motelu, w naszym pokoju stało dodatkowe łóżko. Nie prosiliśmy o nie obsługi. Przeproszono nas i wyjaśniono, że obsługa myślała, że przyjechaliśmy we trójkę. Znalazłam też kilka bluzek, których z pewnością nie kupowałam. A kiedy opuszczaliśmy motel, znalazłam otwartą paczkę papierosów w samochodzie. Ja nie palę, mój chłopak też nie.

Ryan spędził trochę czasu w domu Lydii zanim udało się go uratować od zniknięcia. Ale... czy był tam ktoś jeszcze, kogo nie uratowałam?

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Aha super to teraz nie będę mogła spać z zamkniętymi drzwiami bo będę się bała że jakaś pojebka mi zaczarowała pokój
Odpowiedz
10/10 gratuluje pomysłu
Odpowiedz
cudowne! czekam na więcej :)
Odpowiedz
Więcej.
Odpowiedz
Historia fajna :) Niestraszna, ale ciekawa :) Zakńczenie rzeczywiście daje do myślenia. Tak właśnie powinna kończyć się każda dora historia. Powinna powodować niedosyt. Jak dla mnie 8/10 :)
Odpowiedz
genialne :)
Odpowiedz
Powiem szczerze. Najlepsza pasta jaką czytałam. 11/10
Odpowiedz
Pierwsze opowiadanie ,któremu daje 10/10 !
Odpowiedz
Naprawdę Świetne ;-;
Odpowiedz
O kurczę, oficjalnie moja ulubiona pasta. Jest cudowna. Mogłabyś zrobić z tego całą książkę i ją wydać - kupiłabym bez namysłu. <3
Odpowiedz
Genialne <3
Odpowiedz
Doskonale napisane i świetne zakończenie :)
Odpowiedz
Świetnie napisane, jedno z najlepszych jakie czytałam. Rzuca mi się jedynie w oczy pewna nieścisłość - rzeczy rodziny Casey zniknęły, nie zostawiając żadnego namacalnego dowodu istnienia tych ludzi. Natomiast Nathan opowiadał jak po zniknięciu jego syna, żona znajdowała się pośród rzeczy ich dziecka. Dlaczego w tym przypadku Lydia nie zadbała o usunięcie wszystkich dowodów? To tyle z takich nie zrozumiałych rzeczy, reszta na mocną dziewiatkę z plusem :)
Odpowiedz
Chodzi o to że bohaterka wraz z rodziną była w chotelu do którego trzeba przyjechać aby mieć tam swoje rzeczy ,a rodzina nathana była w własnym domu. Rzeczy syna były kupione przez ojca więc nie zniknęły tak samo jak komórka ,bohaterki. Poza tym ta suma chciała mieć dzieci więc użyła odpowiedniego bćca.
Odpowiedz
Suma-suka
Odpowiedz
Donia Bathory Mauer Nie znam się, ale podejrzewam, że chotel do daleki krewny hotelu.
Odpowiedz
A może rodzina wraca :)
Odpowiedz
No w sumie. Bo to ta ciotka sprawiła że zniknęli, a skoro ona teraz zniknęła to wszystkie jej czyny też powinny. Wiem, skomplikowane XD
Odpowiedz
Nathan? :)
Odpowiedz
Też tak pomyślałam
Odpowiedz
powinnas napisac ksiazke!:0
Odpowiedz
Ich dziecko nie pamiętali ze je mieli
Odpowiedz
Twierdzisz, że dziecko paliłoby papierosy?
Odpowiedz
Napisz książkę<3
Odpowiedz
Wow...... To było świetne.... Powinaś napisać książke
Odpowiedz
KOBIETO,PISZ KSIAZKI!!!!!!!!!!!
Odpowiedz
Świetna Historia ! : D
Odpowiedz
końcówka daje do myślenia :) wiecej takich histori
Odpowiedz
Dobra historia.
Odpowiedz
Świetne zakończenie :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje