Wpuść mnie

Dodane przez: analnymisjonarz, 24.01.2016, 19:16
Reklama:
Mam na imię Tom. Chciałbym opowiedzieć Wam historię, która mi się przytrafiła.
Był lipiec. Właśnie zaczęły się wakacje, a ja pomyślałem, że warto byłoby jakoś odpocząć. Szukałem więc domku, w którym mógłbym spędzić ten wolny czas. Swoje poszukiwania prowadziłem oczywiście w Internecie. Nie szukałem długo. Znalazłem ofertę. Wydawała się naprawdę atrakcyjna. Był to spory dom z ogrodem. Cena była bardzo atrakcyjna.

Bez zastanowienia złapałem za telefon i zadzwoniłem na podany numer. Odebrał mężczyzna i powiedział grubym, poważnym, ale spokojnym głosem:
- Halo?
- Ja dzwonię w sprawie ogłoszenia. Chciałbym wynająć pański domek. - odpowiedziałem.
- Mogę go panu nawet sprzedać, jeśli pan chce.
Spytałem go o cenę, bo nie ukrywam, że dom bardzo mi się podobał, a mieszkanie w bloku było niewygodne. Tym bardziej, że znajdował się on niedaleko mojego miasta. Jakieś 5 kilometrów. Nie miałbym problemu z dojazdem do pracy.

Kiedy właściciel mi ją podał zaśmiałem się. Myślałem, że robi sobie ze mnie jaja.
- Mówię poważnie. - usłyszałem głos w słuchawce.
Cena była absurdalnie niska. Nie powiem jaka dokładnie, bo to nieistotne. W każdym razie oferta wydawała się tak atrakcyjna, że nie dało się odmówić. Zgodziłem się.
- Kiedy mogę się wprowadzić? - spytałem.
- Nawet jutro.
- Nie ma sprawy. Gdzie i o której się widzimy?
- Niech pan najpierw przyjedzie oglądnąć dom. Adres jest na stronie. Spotkamy się na miejscu o 10:00. Może być?
- Pewnie. - odpowiedziałem.
- W takim razie do zobaczenia. - powiedział mężczyzna i rozłączył się.
Długo nie mogłem usnąć tej nocy. Byłem bardzo podekscytowany nowym domem, w którym prawdopodobnie wkrótce zamieszkam.

Następnego dnia wstałem wcześnie. Zjadłem śniadanie, wziąłem prysznic, ubrałem się, wsiadłem do auta i ruszyłem na podany adres. Na miejscu byłem przed 10:00. Dom był niesamowity, wielki i z dużym ogrodem. Aby do niego dojechać musiałem skręcić z drogi głównej na żwirową dróżkę prowadzącą przez łąki. Po jakichś 100 metrach dojechałem na miejsce. Co prawda dom był dość odosobniony. Do najbliższych sąsiadów miałem kawałek drogi. Ale nie przeszkadzało mi to. Był słoneczny dzień a posesja prezentowała się znakomicie.

Czekałem jakieś 10 minut, aż przyjechał właściciel domu - starszy mężczyzna. Nie chciał zbytnio rozmawiać. Wyjął klucze i poszliśmy obejrzeć dom. Na parterze była kuchnia połączona z dużym salonem. Obok była łazienka. Przy ścianie były schody prowadzące na górę. Na piętrze znajdowały się dwa mniejsze pokoje, druga łazienka oraz sypialnia. Dom bardzo mi się spodobał, a poza tym był w pełni wyposażony. Szybko się dogadaliśmy i kupiłem posesję za naprawdę śmieszne pieniądze, a w dodatku meble były w cenie. Właściciel dał mi klucze i odszedł do samochodu. Wsiadając do niego zatrzymał się na chwilę i powiedział:
- Dobrze zamykaj dom i okna.
- W porządku. - odpowiedziałem nieco zdziwiony.

To chyba normalne że dom nie będzie stał otwarty. Z resztą mniejsza o to. Wprowadziłem się od razu.

Rozpakowałem ubrania, jedzenie i kilka gadżetów ze swojego starego mieszkania, z którymi się nie rozstawałem.
Wyszedłem na balkon. Dopiero wtedy zauważyłem, że jakieś 50 metrów od tylnej strony domu rozciąga się las. Wcześniej go nie zauważyłem. No cóż, bardziej zwróciłem uwagę na dom. Resztę dnia spędziłem czytając książkę w ogrodzie. Wieczorem oczywiście położyłem się spać. Obudziłem się w nocy. Czułem, że coś jest nie tak. Nie wiedziałem co, po prostu tak czułem. Wyglądnąłem przez tylne okno domu. Las spowijała mgła. Księżyc był w pełni więc było dość jasno. Stałem tak przez chwilę, aż nagle usłyszałem jakieś dźwięki z dołu. Dobiegały od drzwi wejściowych. Coś jakby skrobanie. Gdy schodziłem po schodach dźwięk ustał. Mój pies siedział przed wejściowymi drzwiami i patrzył na nie. Nawet nie zauważył, że koło niego stoję. Wyjrzałem przez wizjer. Nikogo nie było. Otworzyłem drzwi i się rozglądnąłem. Było cholernie zimno. Była to letnia noc a czułem się jakby był środek zimy. Nagle mój pies zobaczył coś, czego ja nie dojrzałem i pobiegł w kierunku lasu, szczekając przy tym zajadle.
- Co go ugryzło? - spytałem sam siebie.

Pomyślałem że zobaczył jakiegoś kota, zająca lub inne zwierze i po prostu za nim pobiegł i wkrótce wróci.
Wzruszyłem ramionami, odwróciłem się i zamarłem. Na drzwiach był wyryty napis: "wpuść mnie".
Wbiegłem do domu. Zamknąłem i zabarykadowałem drzwi. Przestraszyłem się nie na żarty. Myśl że ktoś kilkanaście sekund temu stał przed moimi drzwiami, by po chwili zniknąć mnie przerażała. Resztę nocy spędziłem na obserwowaniu ogrodu.

Rano nie byłem zmęczony. Wręcz przeciwnie. Byłem bardzo pobudzony strachem. Postanowiłem, że jeśli jeszcze raz ktoś wtargnie na moją posesję zgłoszę sprawę na policję. Dzień minął szybko. Spędziłem go głównie odpoczywając.

Zbliżał się wieczór, a mojego psa dalej nie było. Postanowiłem, że go poszukam. Poszedłem do lasu. Szukałem go jakieś pół godziny. Wołałem, gwizdałem. Nic. Po psie nie było śladu. W pewnym momencie poczułem dziwny zapach. Poszedłem w kierunku, z którego dobiegał. Krzyknąłem. Na ziemi leżał mój pies. Nie miał głowy, ale poznałem go od razu. W panice zacząłem biec do domu.
Gdy dotarłem zadzwoniłem na policję.

- Komenda policji, w czym mogę pomóc? - usłyszałem pytanie w słuchawce.
- Ktoś zabił mojego psa, a w nocy wyrył jakiś dziwny tekst na moich drzwiach. Proszę, przyjedźcie.
Podałem adres i rozłączyłem się. Policja była na miejscu po 15 minutach. Było już ciemno. Przeszukali teren domu. Nic nie znaleźli. Na drzwiach żadnych odcisków palców, śladów. Nic. Policjanci rozłożyli ręce i odjechali. Kazali zgłaszać każde kolejne zajście. Ale miałem ich w dupie. Nie potrafili mi pomóc teraz, to nie pomogą i kolejnym razem.

Położyłem się. Oczywiście jak można się domyślić nie zmrużyłem oka ani na chwilę. Rano zszedłem na dół obejrzeć drzwi. Nic nowego na nich nie było. Za to na tylnym oknie już tak.

Na szybie widniał napis z krwi: "wpuść mnie".
Domyśliłem się, że to zapewne krew mojego psa. Ktoś próbował mnie przestraszyć. I udało mu się. Chciałem zmyć napis z okna. Wziąłem mokrą szmatę i zacząłem ścierać. Nie chciał zejść. Wydawało się wręcz, że robi się jeszcze mocniejszy.
- Co to za cholerstwo?! - pomyślałem.

Zasłoniłem okno roletą, aby nie musieć oglądać tego codziennie. Dzień minął mi bardzo ciężko. Płakałem po moim psie. Jednocześnie byłem przepełniony strachem. Bałem się o to, co jeszcze może zrobić osoba, która za tym stoi. Nie czułem się w domu bezpiecznie. Ale co mogłem zrobić? Stchórzyć i uciec? Nie dam temu komuś satysfakcji, że wypędził mnie stąd, że udało mu się mnie przestraszyć.

Przez kolejne 2 tygodnie troche się uspokoiłem. Powoli zapominałem o ostatnich wydarzeniach. Wszystko było w porządku. Nikt mi nie przeszkadzał, ani nie straszył. Ogólnie nic się nie działo. Pewnego wieczoru jednak wydarzyło się coś dziwnego. siedziałem w ogrodzie i czytałem książkę. Już zmierzchało. Nagle usłyszałem dziwny dźwięk z okolicy lasu. Jakby krzyk połączony z wyciem podobnym do wycia wilka. Rozglądnąłem się. Dużo nie widziałem. Uznałem to za przesłyszenie i wróciłem do domu. Zasnąłem.

W nocy obudził mnie ten sam dziwny krzyk. Wyjrzałem przez okno. Na granicy lasu zauważyłem parę oczu. Pobłyskiwały niczym oczy kota. Patrzyły na mnie. Sparaliżował mnie strach. Zasłoniłem okno i usiadłem na podłodze. Siedziałem tak przez jakiś czas.

Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Zbiegłem na dół. Miałem nadzieję, że to ktoś z moich bliskich przyjechał mnie odwiedzić. W tamtym momencie nie wydawało mi się to dziwne, że ktoś odwiedziłby mnie w środku nocy. Po prostu o tym nie myślałem. Wyjrzałem przez wizjer i aż mnie od niego odrzuciło. Przed moimi drzwiami stało coś przerażającego. Wysokie na ponad 2 metry, blade, chude monstrum. Miało cholernie długie ręce i nieco krótsze nogi, z budowy przypominało małpę. Było chude. Bardzo chude. Skóra praktycznie wisiała na kościach. Na głowie miało kilka czarnych, tłustych, lepkich włosów. To było to samo co patrzyło na mnie ze skraju lasu. Zemdlałem. Obudziłem się rano. Czułem się fatalnie, ale nie pamiętałem co wydarzyło się w nocy, dlaczego zemdlałem.
Przypomniałem sobie to dopiero kilka dni później, kiedy w nocy znów zobaczyłem te oczy w lesie wyglądając przez okno sypialni.

Od tamtej chwili to coś nie dawało mi spokoju. Pukało co noc. Moja psychika była coraz gorsza z dnia na dzień. Czułem, że dłużej nie dam już rady. Psychicznie umierałem. Nie wychodziłem z domu. Nie dzwoniłem nigdzie, nie rozmawiałem z nikim. Odizolowałem się. W pewnym momencie przestałem nawet wychodzić z sypialni. Zabarykadowałem się w niej.

I od tamtej pory nie słyszę już pukania do drzwi wejściowych. Słyszę pukanie do mojej sypialni. Ten koszmar się chyba nie skończy. To coś samo nie wejdzie. Musi czuć się zapraszane. Chyba pójdę je wpuścić...

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/12648-Wpusc-mnie-2
Oceń:
4
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!