Starość

Dodane przez: kaczorex26, 21.06.2016, 13:39
Reklama:
Nazywam się David Johnson, mam 90 lat, a oto moja historia.
Było lato 2005 roku, skończyłem właśnie 40 lat. Pewnie myślicie, że zorganizowałem jakąś huczną zabawę? Nic bardziej mylnego, jestem bardzo introwertyczną osobą, ekstremalnie wręcz aspołeczną. Całe życie pracowałem w biurze, a mój kontakt z ludźmi ograniczał się do mijania przypadkowych osób w sklepie, czy na poczcie. Chcecie wiedzieć dlaczego tak jest? Gdy byłem mały, w wypadku samochodowym straciłem najbliższą rodzinę. Mama i ojciec zginęli, a ja trafiłem do domu dziecka. Uczyłem się pilnie, by zdobyć odpowiednie wykształcenie i jak najszybciej uciec z sierocińca. Nie byłem lubiany, z nikim nie rozmawiałem i nigdy nie miałem przyjaciół, ba, nawet znajomych. Wydarzenia z dzieciństwa odcisnęły na mnie bolesne piętno i gdy tylko dorosłem, wiodłem samotne i monotonne życie.
27 czerwca 2005 roku postanowiłem rzucić pracę i za odłożone pieniądze ( a było ich naprawdę dużo ) kupić jakiś dom za miastem. Przeglądając oferty w internecie znalazłem idealne lokum. Luksusowa willa nad jeziorem za naprawdę małe pieniądze. Miała własny pomost oraz żaglówkę. Najbliższe miasto leżało 20 kilometrów od willi. Czego chcieć więcej? Nie myśląc wiele spakowałem się, wsiadłem w samochód i zostawiłem całe swoje dotychczasowe życie szukając spokoju w nowym miejscu. Po siedmiu godzinach jazdy dojechałem do dziurawej, nieutwardzonej drogi prowadzącej przez las do mojego nowego domu. Mam nadzieję, że nie pourywa mi tu zawieszenia - pomyślałem z nieudawaną troską o samochód.
Gdy dojechałem na miejsce moim oczom ukazała się majestatyczna brama, a za nią willa. Wspaniałe, odosobnione od wszelkiego szumu i gwaru miejsce, moja Nirvana.
Wysiadłem z auta, a z domu wyszedł facet wyglądający na starszego, nadgryzionego zębem czasu osobnika. Ze szczerym uśmiechem otworzył mi bramę, a obok niego już stał agent z agencji mieszkaniowej. Wysiadłem z auta i przywitałem się z nimi, co przyszło mi z dużym trudem zważając na mój aspołeczny charakter. Podpisałem niezbędne papiery i zostałem zapewniony, że jest to dobry wybór. Byłem podekscytowany, przestronne wnętrza, wspaniały widok na jezioro i rozciągające się za nim góry tylko to uczucie podsycały. Jedna rzecz jednak nie dawała mi spokoju. Starszy facet miał ze sobą plecak i ubrany był w typowo młodzieżowe ubranie.
No nic pomyślałem, pewnie jakiś starszy dziwak miał dosyć mieszkania w odosobnieniu i chciał pozbyć się domu.
Wstawiłem samochód do garażu i wypakowałem się do swojego pokoju. Willa była ogromna, ale na szczęście, z racji tego, że znajdowała się na odludziu, została wyposażona w systemy antywłamaniowe oraz alarm. Nic nie mogło mi się stać, byłem tylko ja, dom i wspaniała okolica.
Po jako takim ułożeniu rzeczy na swoich miejscach, typu szczoteczka, czy płyn do kąpieli, zszedłem do kuchni. Przywiozłem sporo swojego jedzenia, a najbliższa dostawa miała być dopiero pojutrze. Otworzyłem ogromną lodówkę, w której moje artykuły spożywcze ginęły i wyglądały dosłownie jak wyspa pośrodku oceanu. Przyrządziłem sobie kolację i usiadłem w salonie. Uwielbiam zapiekanki, to chyba jedna z najlepszych rzeczy jakie mogła kiedykolwiek wymyślić ludzkość. Siedziałem tak w milczeniu i obserwowałem przez okno krajobraz. Coś mi nie pasowało. Zero jakichkolwiek zwierząt, nawet przelatujących w oddali ptaków, czy chociażby komarów, których tak przecież zawsze nad zbiornikami wodnymi dużo. Zwłaszcza, że był przecież sezon letni. Chwilę tak kontemplowałem nad życiem dojadając ostatnią zapiekankę. Nalałem sobie ulubione Whiskey i zasiadłem przy laptopie do pisania książki. Wypiłem za dużo, bo obudziłem się następnego dnia z opróżnioną butelką i laptopem leżącym kawałek dalej. Dobrze, że się nie rozlało na laptopa, bo musiałbym jechać do serwisu, a zważając na fakt pewnego oddalenia od cywilizacji byłby to nie lada problem. Nagle wpadła mi do głowy krótka, ale przerażająca myśl. Systemy antywłamaniowe. Nie zamknąłem domu przed snem, ani nie włączyłem alarmu. Kurna. Po cichu otworzyłem drzwi do sypialni i zajrzałem z piętra do salonu. Wydawał się spokojny więc zszedłem na dół. Wszystko było w porządku, nic nie wyglądało na naruszone.
Całe szczęście, pomyślałem.
Jeszcze tylko sprawdziłem garaż i obszedłem dom, nie zauważając jakichkolwiek niepokojących rzeczy.
Wchodząc do domu poczułem jak nieprzyjemny zapach dociera do moich nozdrzy. Był to zapach śmieci. Dziwne. Nie usyfiłem chyba domu po pijanemu? Wszedłem do kuchni. Tu było najgorzej, a zapach docierał z lodówki. Otworzyłem ją i zamurowało mnie. W środku leżało rozkładające się jedzenie. Ale jak to? Przecież wczoraj jeszcze było dobre, pamiętam jak je kupowałem w drodze do willi. Może spałem trochę dłużej niż powinienem? Spojrzałem na smartfona, ale data się zgadzała i dumnie wskazywała 29 czerwca 2005 roku. Co jest nie tak? Przecież nie ma szans, by jedzenie tak szybko się rozłożyło. Spojrzałem jeszcze do szafki, gdzie wkładałem chleb. Był całkowicie spleśniały. Matko. Co tu się dzieje? Byłem w szoku. Ewidentnie ktoś robił sobie ze mnie żarty i pewnie podczas mojego snu jakieś dzieciaki z okolicy zrobiły mi ten niesmaczny żart jako swojemu nowemu sąsiadowi. Ale zaraz, przecież tu nikt nie mieszka. Byłem w kropce, nie wiedziałem co zrobić, ale jedynym wyjściem była podróż po artykuły spożywcze do miasta. Wyjechałem, kupiłem i po trzech godzinach byłem już w domu z torbami pełnymi jedzenia, które powinno mi starczyć na przynajmniej tydzień. W całym tym zamieszaniu zapomniałem o porannej toalecie. Wszedłem do łazienki. Wziąłem szczoteczkę, nalałem na nią pastę do zębów i podszedłem do lustra. Szok. Wypuściłem szczoteczkę na ziemię, a ta z głuchym echem odbiła się od zimnych kafelków. Moje odbicie. Zmarszczki były pogłębione, włosy w niektórych miejscach siwe, a co najgorsze, oczy wyglądały na znacznie starsze. Mam przecież 40 lat. Jak to możliwe?! Co tu się dzieje do cholery?! Z rykiem otworzyłem drzwi i nie zważając na połamaną szczoteczkę chwyciłem za telefon. Zadzwoniłem do agenta nieruchomości.
Szybciej do diabła! Odbierz ten zasrany telefon!
Po minucie odebrał.
Witam, z tej strony Roger Davis, w czym mogę Panu pomóc? - zapytał profesjonalnym tonem agent.
Dzieją się tu dziwne rzeczy, odwidziało mi się kupno tej willi. Chcę stąd wyjechać! - Krzyknąłem do słuchawki jak opętany
Rozumiem, przyjadę nazajutrz i ustalimy szczegóły. - Po tych słowach się rozłączył
Dobre i to, przynajmniej będę mógł jakoś stąd uciec. Zobaczymy, być może po wyjeździe wszystko wróci do normy.
Zastanawiałem się co mi dolega, bo przecież jakim cudem można zestarzeć się w ciągu jednej nocy o 20 lat? Oczywiście zdarzają się przypadki, gdzie w wyniku stresu człowiek może osiwieć, ale nie zdarza się to tak szybko… Usiadłem przy laptopie i zacząłem szukać. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Wpisałem szybkie starzenie się - choroba, jednak jedyne wyniki jakie mi wyskoczyły to te dotyczące progerii - rzadkiej mutacji genetycznej polegającej na szybkim starzeniu się i śmierci w bardzo młodym wieku. Niemożliwe jednak jest, bym był jej ofiarą, gdyż choroba ujawnia się zaraz po urodzeniu, a nie w wieku czterdziestu lat.
Postanowiłem nie ulegać paranoi i obmyślałem plan działania. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było wyrzucenie całego mojego zapasu szkockiej whiskey. Bardzo możliwe, że to ona mi tak zaszkodziła, być może w moim organizmie zaszła niestandardowa reakcja chemiczna, której efektem jest takie postarzenie się ciała? Byłem zmęczony, a deszczowe chmury wiszące nad willą sprawiały, że czułem się dodatkowo zamulony. Spojrzałem na zegarek. Była dopiero 20:00. Włączyłem wszystkie systemy antywłamaniowe i alarm. Kontrolki na panelu sterowania zapaliły się, a z głośnika wydobył się charakterystyczny dźwięk oznajmiający uzbrojenie systemu. Postanowiłem jeszcze usiąść nad laptopem i coś napisać, ale sen okazał się silniejszy. Szybko zasnąłem. Gdy obudziłem się rano coś było bardzo nie tak. Całe ciało bolało mnie jak po intensywnym treningu. Ledwo wygramoliłem się z łóżka i złapałem zadyszkę. Już wiedziałem, że jednak starzenie się nie zatrzymało się, a dzisiaj jestem już naprawdę stary. Zszedłem na dół, do łazienki. Z lustra patrzył na mnie starszy jegomość. Tak, to byłem ja, ale wyglądałem jak jakiś stary pierd. Matko, czułem się tragicznie, ale nie miałem pomysłu co zrobić. Wiedziałem, że stąd nie ucieknę, nie w tym stanie. Wtedy mnie olśniło. Samochód! - Wykrzyknąłem jak głupi i ruszyłem tak szybko na ile pozwalało mi moje ciało w stronę garażu. Otworzyłem drzwi i przeżyłem kolejny szok. Samochód stał gdzie wcześniej, ale był zardzewiały. Nie, zardzewiały to bardzo łagodne określenie na to co zobaczyłem. Widzieliście kiedyś te stare auta na złomowiskach? Tak, moje 2 letnie auto tak wyglądało. Albo jeszcze gorzej. O odpaleniu go nie było mowy. Zrezygnowany wróciłem do domu i zacząłem czekać na agenta. Przyjechał po dwóch godzinach. Wyszedłem na zewnątrz.
Człowieku, co tu się dzieje?! - Wykrzyknąłem na tyle głośno na ile pozwalało mi stare, zmęczone życiem gardło. Spojrzał na mnie ze spokojem, jakby nie miał do czynienia z taką sytuacją po raz pierwszy.
Czego oczekiwał Pan za taką niską cenę? Nie czytał Pan drobnego druku na dole umowy?
Kuźwa. Pieprzone haczyki w umowach. Pracując w biurze powinienem wiedzieć, że zawsze trzeba czytać kilka razy to co się podpisuje. Przy zakupie domu byłem jednak tak zaaferowany, że całkowicie o tym zapomniałem.
Czy cokolwiek mogę zrobić, by stąd wyjechać? Nie chcę tego domu! Nie mam zamiaru spędzić w nim reszty życia, które i tak nie wydaje się już długie! - Rzuciłem mu prosto w twarz tą jego umowę.
Niestety nic nie mogę zrobić, jedyną opcją jest znalezienie następnego klienta...
Załamałem się. Jak mam znaleźć kogokolwiek kto będzie chciał tu zamieszkać, jak mam to zrobić? Załamany wróciłem do domu, usiadłem przy laptopie i zacząłem pisać ogłoszenie dotyczące sprzedaży domu.
Po wykonaniu tego jakże prostego zadania poszedłem się zdrzemnąć.
Obudziłem się następnego dnia rano. Spojrzałem przez okno, był piękny dzień. Już nie szedłem na dół do łazienki. Wiedziałem już jak wyglądam. Czułem to. Śmierć była blisko. Nic nie mogłem już zrobić. Pogodziłem się z tym. Usiadłem przy laptopie i zacząłem pisać nowe opowiadanie.
Zaczynało się ono tak: Nazywam się David Johnson, mam 90 lat, a oto moja historia...

autor - Kaczorex26 aka Quadrotes
Źródło: moja głowa
Oceń:
3
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!