Nie ufaj A.! 2

Dodane przez: paulix007, 24.12.2014, 11:59
Reklama:
Link do 1 części: http://straszne-historie.pl/story/9493

Szłam tym cholernym lasem od kilku dni. Wspomnienia z ostatniego karmienia napływały do mojego umysłu falami i trochę mnie przerażały. Ale nie to było najgorsze. Robiło się coraz zimniej, a ja byłam coraz chudsza. Żywiłam się robakami(nie próbujcie tego w domu!), dzikimi malinami i jagodami. Piłam co jakiś czas, gdy mijałam kałuże lub strumyczki. Wycieńczona traciłam nadzieję na ratunek. Raz nawet przeszło mi przez myśl wrócenie do Ally. W końcu i tak umrę, więc czemu dziewczyna nie ma się porządnie najeść? Ale sekundę po tym pomyśle stwierdziłam, że prędzej zjem sama siebie niż dam zjeść się jej.
Idąc tak posiniaczona, z zadrapaniami, podbitym okiem ( głupia gałąź!) i przemokniętym od wilgoci ubraniem zobaczyłam majaczący za drzewami dom. Ruszyłam trochę zalęknięta, lecz przepełniona nadzieją w jego stronę. Przebiłam się przez ostanie krzaczory i stanęłam z wielgachnym uśmiecham na skraju lasu. Patrzyłam na osiedle domków jednorodzinnych. Były żółte z czerwoną dachówką, ale miały coś w sobie. Jak się teraz nad tym zastanawiam to myślę, że chodziło o cudowny zapach jedzenia, który dobiegał z każdego z nich. Ostatkiem sił ruszyłam kulejąc w dół zbocza. Jakaś młoda kobieta z bursztynowymi włosami ubrana w różowe, słodkie ogrodniczki spojrzała na mnie przerywając pracę przy kwiatach. Pomachałam jej energicznie, po czym pociemniało mi przed oczami i osunęłam się na wilgotną trawę. Mój przemęczony umysł zarejestrował jeszcze jak kobieta rzuca szpadelek i z przerażoną miną rusza w moją stronę.

Obudziłam się choć tak bardzo pragnęłam spać dalej. Wygodne łóżko, kołdra, poduszka, ciepło... i czego chcieć więcej? Z leniwym uśmiechem rozwarłam powieki i od razu spochmurniałam. Przed szpitalnym łóżkiem, na którym właśnie się wylegiwałam stał młody mężczyzna około dwudziestki. Miał na sobie granatowy mundur. O cholera, glina! Patrzył na mnie z pod przymrużonych powiek z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Gdy spostrzegł, że się przebudziłam przywołał grymas przypominający uśmiech. Zacisnęłam dłonie na kołdrze wbijając w nią starannie obcięte przez pielęgniarkę paznokcie.
- Witaj Śpiąca Królewno - powiedział przysuwając sobie stołeczek pod chudy tyłek - Mam do ciebie kilka pytań.
- Nie chcę mi się gadać - wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Nie podobał mi się ten chłopak. Był taki sztuczny, wymuszony. Popatrzył na mnie zamglonym wzrokiem niebieskich oczu i rozciągnął grymas w jeszcze większy uśmiech.
- Wiem, że to dla ciebie trudne, ale musisz mi opowiedzieć co się stało.
- Nic ci nie powiem - oznajmiłam pokazując palcem na drzwi - Tam jest wyjście, a mi chcę się spać.
- Więc będę czekał, aż się obudzisz - rzekł rozsiadając się wygodnie na stołeczku.
- Dobra - prychnęłam niczym wkurzona kotka - Opowiem wszystko.
Nachylił się do mnie w oczekiwaniu. Ale nie był ciekawski, zafascynowany. Raczej znudzony.
- Słucham.
- Powiem, ale nie tobie.
- To komu? - spytał ciężko wzdychając.
- Tej kobiecie co mnie znalazła.
- Hm - jego duże oczy stały się jeszcze bardziej nieobecne, ale po chwili namysłu (i cholernie wkurzającej ciszy) pokiwał głową i wstał.
Za kilka minut pojawiła się przede mną ta sama kobieta, której jeszcze nie dawno machałam zmarznięta dłonią. Bursztynowe włosy związała w koński ogon, przebrała się w sprane dżinsy i zielony sweter. Ze zmartwionym uśmiechem(szczerym) podeszła do mojego łóżka i spojrzała pytająco na stołeczek. Kiwnęłam głową, a ona delikatnie na nim usiadła.
- Cześć - powiedziała melodyjnym, przyjaznym głosem - Jak się czujesz?
- Dobrze - skłamałam. Byłam podłączona do wielu maszyn i komputerów, jadłam papki szpitalne (niektóre gorsze od robaków. Fuj!) oraz sikałam do rurki. A no i wszystko mnie bolało. To chyba mierna perspektywa "dobrze".
- Policjant powiedział, że chcesz ze mną porozmawiać.
- Tak - potwierdziłam przełykając ślinę - Muszę komuś powiedzieć co się stało. Wydajesz się być najodpowiedniejsza.
- Dobrze. Zamieniam się w słuch - oznajmiła zachęcająco się uśmiechając. Popatrzyłam w jej oczy i wzięłam płytki, urywny wdech. Jedno oko miała niebieskie, lecz drugie zielone... masz paranoje, skarciłam się w myślach. Uspokoiłam oddech i zaczęłam mówić. Wysłuchała mojej opowieści w milczeniu, nie przerywając mi ani razu. Nie nazwała mnie szaloną, gdy wspomniałam o żywieniu się ludzkimi wspomnieniami. Nie przeraziła się, gdy mówiłam jak rozcięłam sobie dłoń i napisałam ostrzeżenie krwią na przedramieniu. Po prostu słuchała, a ja z każdym kolejnym słowem robiłam się coraz bardziej zmęczona, senna. W końcu skończyłam opowiadać i do dziś nie pamiętam kiedy usnęłam.

Obudził mnie trzask drzwi szpitalnych. Otwarłam sklejone snem oczy i ujrzałam tego dziwnego policjanta dyszącego ciężko przy moim łóżku.
- Co tu robisz? - wychrypiałam. Ciemność jaka przyszła wraz z nocą trochę mnie przerażała, ale skupiłam wzrok na młodym mężczyźnie. Włączył latarkę i skierował słup światła na moją poobijaną twarz. Zdziwiła mnie jego buzia. Niby była taka sama, ale wyrażała mnóstwo emocji. Strach, ból, fascynację. A jego błękitne oczy błyszczały z podwójną mocą. Nie był już policjantem z bezbarwnym wyrazem twarzy i zamglonym wzrokiem. Był człowiekiem z uczuciami.
- Cicho - wyszeptał kucając przy mnie. Z trudem podciągnęłam się do pozycji siedzącej - Ona nas szuka.
- Co? Jaka ona? - spytałam zdziwiona. Zakrył mi usta dłonią. Pachniała waniliowym mydłem.
- Ta baba co cię znalazła. A z nią jest jeszcze jedna.
- Umy, hmm, uchmm - zmarszczył brwi zirytowany, jakby sądził, że sobie z niego żartuję. Spojrzałam znacząco na jego dłoń zakrywającą moje usta.
- Och, no tak - westchnął pośpiesznie zabierając rękę.
- Po co miałaby przychodzić tu o tej porze? I to jeszcze z kimś? I czemu się ich boisz? - wyszeptałam wyrzucając z siebie słowo po słowie.
- Podsłuchiwałem twoją rozmowę z tą kobietą - przyznał z uśmieszkiem - Na początku uznałem, że wymyślasz bajeczki, aby odwlec mówienie prawdy. Ale z czasem zacząłem sobie przypominać i to co jej wyznałaś zaczęło mieć sens. Dlatego uparłem się, że zostanę tutaj, aby cię obserwować. I gdy wszystko sobie uświadomiłem usłyszałem jakiś hałas. To były one. Od razu przybiegłem do ciebie.
- Yyy, mój mózg po długim śnie niezbyt dobrze kontaktuję, sorry. Musisz powiedzieć to jeszcze raz, ale wolniej. I jaśniej.
- One chcą się nami karmić. Znowu - powiedział naciskając na każdą sylabę.
- Ally - wyszeptałam przerażona. I wtedy z impetem otworzyły się drzwi.
Do środka niczym ninja wpadła moja "wybawicielka" i Ally. Obie obnażały zęby, a z ich klatek piersiowej wydobywał się dziwny dźwięk. Jakby urywany warkot.
- Witaj Malia - powiedziała rudowłosa prześladowczyni z uśmiechem drapieżnika łapiącego ofiarę w pułapkę(i obawiałam się, że ofiarami jesteśmy my). Policjant się podniósł i zasłonił mnie z zaciętą, choć zalękniętą miną.
- Jak mnie znalazłaś? - spytałam przez łzy.
- Dzięki Annie - wskazała na koleżankę - Na całym osiedlu, które znalazłaś mieszkają trzy A. I ty akurat trafiłaś na jedną z nich.
- Muszę ci podziękować kochanie - kobieta odezwała się tym przyjaznym głosem - Dzięki tobie poznałam Toma. Musiałam się posilić, a ty nie byłaś w pełni sił, więc wybrałam jego. I powiem ci, że był prawie tak smakowity jak ty.
- Jak się nami karmiłaś? Czemu nas nie zabiłaś? - spytałam zrywając z siebie kabelki. W półmroku wyglądały niczym zjawy z horroru oświetlane jedynie słabym światłem latarki młodego policjanta(bez broni... czy to jakiś żart?!)
- Są różne sposoby karmienia. Ja wybrałam poprzez zwierzanie. Opowiadając mi swoje przeżycia oddawaliście mi wspomnienia - powiedziała zadowolona Annie.
- Co? - odezwał się przerażony Tom piskliwym głosem - Jest was więcej?
- Ależ tak - oznajmiła z dumą Ally.
Czując, że obie przeniosły uwagę na Toma delikatnie odsunęłam kołdrę, zrzuciłam nogi z łóżka i stanęłam chwiejnie przy chłopaku. Złapałam go za ramię i skinięciem wskazałam drzwi. A. nierozważnie stanęły tak, że między nimi utworzyła się luka. Przerwa dzięki której mieliśmy szansę dostać się do wyjścia.
- Czemu nie mówią o was w wiadomościach? - spytał policjant zwracając na siebie uwagę.
- Bo jesteśmy dyskretne.
- Czy są mężczyźni tacy jak wy?
- Nie - powiedziały jednocześnie z niesmakiem. Cofnęłam się o krok i ręką wymacałam stolik przy szpitalnym łóżku. Zacisnęłam palce na basenie i gestem pokazałam Tom'owi, że zmory muszą się do siebie przysunąć.
- Aha. A czemu karmienie zostawia blizny? - spytał unosząc jedną brew.
- Nie zostawiają - zapewniła Ally robiąc krok ku nam.
- To czemu na mnie zostawiły? - ciągnął, nerwowo na mnie spoglądając.
- Niemożliwe - sapnęła zdziwiona Annie.
- Nie? To chodźcie i same zobaczcie - zaproponował pewny siebie Tom i wyciągnął ku nim wolną rękę. A. spojrzały na siebie i po chwili jakby milczącej rozmowy zaczęły powoli zbliżać się do chłopaka. Były już prawie przy nim. Mocniej zacisnęła basen. Chłopak spojrzał na mnie rozszerzonymi ze strachu oczami. Kiwnęłam głową.
- Nic nie widzę - oznajmiła oskarżycielsko Ally.
- Nie? - spytał niby zdziwiony - Podejdź bliżej. Może w tym świetle niewyraźnie widać.
- Pokaż dokładnie gdzie ta blizna - zażądała melodyjnym, lecz srogim głosem Annie. Wyciągnął jeszcze bardziej trzęsącą się dłoń. Chwyciłam pewnie basen i mrużąc oczy wycelowałam w A.
- Tutaj nic nie ma.
- Kłamałeś - zarzęziła Ally.
- Skłamał - potwierdziłam i rzuciłam basenem. Metalowe naczynie pełne mojego moczu(opłacało się dużo pić) uderzyło w zmory oblewając je kleistym, żółtawym płynem.
- Fuj! - wrzasnęła któraś. Tom przepchnął się obok nich i w dwuch krokach był przy mnie.
- Dasz radę biec?
- Tak - powiedziałam i miałam szczerą nadzieję, że tak się stanie. Złapał mnie pewnie za dłoń i ruszyliśmy pędem ku drzwiom.
Przebierając nogami biegliśmy korytarzem. Ja, w białej szpitalnej tunice. On, w mundurze policyjnym. Wszędzie było ciemno, lecz on znał rozkład budynku na tyle, że wiedzieliśmy jak się po nim poruszać. Pędziłam, starając się dotrzymać tępa Tom'owi co nie było łatwe. Płuca odmawiały współpracy, złapała mnie kolka, a posiniaczone, zmmęczone nogi robiły się ciężkie jakby z ołowiu. Dysząc ciężko przemierzałam korytarze za chłopakiem, który przeżył coś podobnego do mnie. Napędzana strachem biegłam niczym torpeda. Tom co jakiś czas zerkał na mnie zatroskany, niespokojny i pytał czy wytrzymam. Za każdym razem w milczeniu potakiwałam.
Zbiegliśmy schodami na pierwsze piętro, skręciliśmy w prawo i usłyszeliśmy siarczyste przekleństwa.
- Chyba im uciekliśmy - powiedział z uśmiechem policjant. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi, ale wiedziałam, że ich nie zgubiliśmy. Po prostu nie chciałam zabierać mu nadziei, która mogła nas uratować. Zwolniliśmy do energicznego marszu. Nagle Tom stanął z przerażoną miną.
- Co się stało? - wyszeptałam.
- Ślepa uliczka. Źle skręciliśmy - odszepnął załamany. Spojrzał na mnie z poczuciem winy - Przepraszam.
- TO nie twoja wina.
Rozejrzałam się po ciemnym korytarzu. Prawie nic nie widziałam, ponieważ Tom dawno temu wyłączył latarkę, aby trudniej było im nas znaleźć(pomysłowy chłopaczek, co nie?). Korytarz kończył się drzwiami. Ruszyłam ku nim. Szarpnęłam za klamkę. Nic. Zamknięte. Przeklęłam pod nosem. Chłopak odsunął mnie delikatnie i mocno chwycił klamkę. Szarpnął nią z całej siły, ale on też nie był wstanie otworzyć drzwi. Przyjrzał się im uważnie i w pewnym momencie zabłysły mu błękitne oczy. Uratowani, przeszło mi przez myśl.
- Masz jakąś wsuwkę?
- Co? - pomacałam się po głowie i wyczułam krótki drucik - Mam, a co?
- Daj - zażądał i spojrzał na mnie wyczekująco. Bez zbędnych pytań wyplątałam ją z włosów i mu podałam. Uklęknął przed drzwiami i wsadził szlówkę do zamka. Przekręcił nią kilka razy po czym nastąpiło ciche kliknięcie. Wstał z zadowolonym uśmiechem i pchnął drzwi. Ustąpiły.
- Panie przodem.
- Nie popisuj... - przerwałam i wciągnęłam go do pomieszczenia. Na końcu korytarza zobaczyłam dwie damskie postacie.
Zatrzasnęłam drzwi i zaczęłam głęboko oddychać.
- Są tutaj - pisnęłam - Na korytarzu.
- Szlag. Musimy coś wykombinować, bo nie mam ochoty znowu być czyimś obiadkiem.
Pokiwałam głowa i rozejrzałam się. Byliśmy w gabinecie lekarskim. Na środku pokoju stało biurko z kręconym krzesłem, a przed nim stał taborecik. Za nim znajdowała się szfa z lekami i waga. W kącie zamontowany był zlew, a nad nim wisiało zaparowane lustro. Na przeciwko wejścia dostrzegłam małe okno. Pomysł zakwitł mi w głowie.
Błyskawicznie znalazłam się przy oknie i otworzyłam je jednym szybkim ruchem. Tom zaraz zmaterializował się przy mnie i pomagał mi się przeciskać przez mały otwór. Gdy stałam na gzymsie i patrzyłam w dół otworzyły się drzwi. Tom jęknął. Kucnęłam i zajrzałam do środka. W wejściu stała Ally i Annie z wściekłymi minami.
- Dosyć tych podchodów! - wrzasnęła pierwsza.
- Game over - dodała melodyjnie druga. Krzyknęłam wystraszona i zaczęłam pakować się znów przez okno do pokoju. Nie mogłam zostawić Toma samego! Ale on zamknął okno tuż przed moim nosem. Uśmiechnął się smutno i ruszył na A. z latarką nad głową i okrzykiem wojennym. One zaśmiały się rozbawione i skoczyły na niego.
Łkałam patrząc jak Annie wbija mu paznokcie w twarz i rani ją. Jak z jego pliczków tryska czerwona krew. Trzęsłam się, waliłam w szybę, gdy Ally łamała mu kości u prawej dłonie, w tej w której trzymał swój miecz(latarkę). Płakałam, gdy on znosił ból w milczeniu. Siedziałam na gzymsie jeszcze długo po tym ja wbiły w jego delikatną szyję kły i piły jego wspomnienia, jak śmiały się gdy leżał zwijając się w konwulsjach. Długo po tym jak zostawiły go martwego, patrzącego w moją stronę błyszczącymi błękitnymi oczami i smutnym uśmiechem. Jak narysowały na zaparowanym lustrze cyfrę sześć, przybiły sobie piątkę i z rechotem wyszły na korytarz krzycząc do mnie: "Jeszcze dwa posiłki!".
W końcu zeskoczyłam na trawę z parapetu. Coś strzyknęło mi w kostce i poczułam ból. Ale nie przejęłam się nim, bo w porównaniu do tego co przeżył (a raczej nie przeżył) Tom, był nikły. Szłam asfaltem gapiąc się na rozgwieżdżone niebo zapuchniętymi od płaczu oczami i myślałam o tym jakie miałby życie kochany Tom, gdyby mnie nie poznał i nie uratował...?

CZĘŚĆ TRZECIA: http://straszne-historie.pl/story/9677
Źródło: wyobraźnia
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!