Sny

Dodane przez: białadama, 17.07.2013, 16:34
Reklama:
Każdy z nas śni. Jedni potrafią kontrolować swój sen drudzy nie. Niektórzy miewają realistycznie przebiegające, inni po przebudzeniu nic nie pamiętają. Tak naprawdę nikt z nas nie potrafi dokładnie podać definicji snu. Wiemy że sen jest potrzebny do życia. Mózg podczas snu nadal pracuje i potrafi 'wymyślać' różne dziwne historie. Ale opowiem wam mój przypadek. Zazwyczaj nie przywiązywałam szczególnej uwagi do swoich snów. Zaintrygował mnie ten jeden, jedyny.

Był piątkowy ulewny wieczór. Siedziałam bezczynnie przed telewizorem oglądając powtórki nudnych seriali. Moi rodzice niedawno wrócili z pracy, i odpoczywali w drugim pokoju. Pies leżał w na swoim posłaniu. W związku że nie miałam nic innego do roboty, podeszłam do niego. Zaczęłam go pieścić, drapać po brzuchu, mówić do niego te dziwne rzeczy którymi zwracają się zapatrzeni na swoich pupili właściciele. Nagle zauważyłam że swoją uwagę zwrócił bardziej na drzwi wejściowe niż na mnie. Mój pies śpi przy drzwiach frontowych. Myślałam że pewnie ktoś wchodzi na górę, bo mieszkaliśmy w bloku i często słychać było kroki sąsiadów. Byłam ciekawa, to zajrzałam przez judasz. Na początku nic. Ale światło na klatce schodowej zapaliło się. W końcu zobaczyłam jakiegoś mężczyznę. Podszedł pod nasze drzwi. Wyglądał znajomo. Włożyłam kapcie, i poszurałam do pokoju rodziców. Po cichu zerwałam mamę z łóżka. I to ona otworzyła drzwi. Moja mama przetarła oczy. Okazało się że tym mężczyzną był mój już dawno nie widziany wujek. Kilka lat temu wyprowadził się z Polski do Grecji. Jednak po dłuższym pobycie wrócił do ojczystego kraju. Przez kilka minut, wiadomo. Obściskiwanie, uśmiechy, i tego typu rzeczy.

Niespodziewanie usłyszałam budzik. Moja zaspana głowa zrozumiała, że trzeba wstawać do szkoły. Założyłam ubranie, zamknęłam drzwi na klucz i po prostu poszłam. Pogoda na dworze była dosyć ponura. Z nieba leciały krople deszczu. Niebo było całkowicie białe. Jeszcze do tego ta wkurzająca mgła. Ludzie chodzili pojedyńczo po mieście. Każdy w swoją stronę. Na szczęście do szkoły mam niedaleko. Niecałe 10 min drogi. Weszłam do szkoły mokra. Nie miałam zwyczaju chodzenia z parasolką albo w kapturze. Jakoś poprawiłam włosy, i automatycznie ruszyłam na lekcje. Pierwsza była matematyka. Wiadomo że nie była moja ulubiona.. Moja szkoła to stary budynek, ale trzeba się przyzwyczaić. Klasa od matematyki jest na 1 piętrze. Weszłam po wielkich schodach. Zauważyłam Ankę. To moja przyjaciółka. Siedziała na podłodze. Nie było w tym nic dziwnego, bo wszyscy tak robili. W tym miejscu nie było akurat żadnych ławek, a trzeba jakoś sobie radzić.

- Hej.. - powiedziała do mnie jak zwykle z nosem w książce.
- Cześć. - odpowiedziałam.

Anka ma najlepszą średnią w klasie. Zawsze uznawali ją za największego kujona w szkole. Żadnej czwórki, najlepsze oceny. Co roku dostawała stypendium prezydenckie. Ale najgorsza była jej matka. Wszystkie pięniądze jej zabierała. Kiedy raz w życiu dostała 2+ zlała ją. Nie przyznała się, ale ja to wiem. Doradzałam jej żeby w końcu się postawiła i chociaż podniosła głos. W nagrodę za świadectwo z czerwonym paskiem ze strony jej matki nie było niczego. Żałowała nawet pieniędzy by zabrać ja chociaż na pizze. Ale Anka bardzo to lubiła. Jej matka zawsze prowadzała się w drogich futrach. Wiadomo, z czyich pieniędzy. Wiem też dobrze że bardzo mnie nie lubiła. Miała nadzieję że jej córka znajdzie sobie lepsze towarzystwo. Czyli takich samych prymusów jak ona. Ja do takich nie należałam, i nigdy nie żałowałam. Wiem że nie dobrałyśmy się idealnie. Ale byłam pewna że to jest przyjaźń. Kiedy miała wolny czas zabierałam ją z domu. To działo się z reguły rzadko, bo od rana do wieczora na siłę musiała się uczyć.. Chciałam jej przekazać to co zawarte w życiu. Brałam ją do miejsc w jakich nigdy nie była. Zdarzało się że właziliśmy na dachy różnych budynków. Lubiałam obserwować uśmiech na jej twarzy. W takich momentach czuła się wolna. Z przyjaciół miała tylko mnie. Nie utrzymywała innych kontaktów towarzyskich. Nie była pewna siebie. Nigdy nie zgadzała się byśmy poszli na jakąkolwiek imprezę. Wiele razy miała doła. Często było mi jej żal. Ale nie wiedziałam co mam zrobić. Czasami zastanawiałam się czy nie ma depresji. Przecież cały czas żyła w rutynie.

Tego dnia nie wyglądała na zadowoloną. Nie dziwiłam się. Na matematyce oczywiście robiła dobrą minę do złej gry. Zgłaszała się do odpowiedzi. W jej głowie miała od dziecka zakodowane że ma być najlepsza i umieć najwięcej.

Na przerwie jej nie widziałam. Nie widziałam jej też gdy wszyscy w tłumie wybiegali z klasy. To dziwne, bo wszędzie chodziłyśmy razem. Przynajmniej po szkole. Myślałam że pewnie siedzi w bibliotece i dodatkowo zakuwa. Ale nie chciałam tam iść i dodatkowo się z nią ścinać.

Na następnej lekcji jej nie było. W takim razie mogła być na jakimś konkursie między lekcjami. Nauczycielka wpisała jej nieobecność. Gdy była na konkursach zawsze była zwolniona z lekcji. To było dziwne. Przecież nigdy nie zrywała się i nie chodziła na wagary. Wychowawczyni mówiła coś niej. Nikt klasy nie wiedział gdzie jest. Nikt też jej nie widział.

Był już wieczór. Pisałam do Anki kilka sms-ów. Ale jej telefon nigdy nie odpowiadał, zawsze mówiła że jest rozładowany. Nie było sensu do niej dzwonić. Byłam pewna że jutro przyleci śpiewająco do szkoły i doniesie usprawiedliwienia. Położyłam się do łóżka. Byłam zmęczona, ale mimo to długo nie mogłam zasnąć. Bolała mnie głowa. Gdy zasnęłam przyśniło mi się coś dziwnego.

Widziałam Ankę. Szła gdzieś ze swoją matką. Padał deszcz. Jej mama była ubrana w swoje tradycyjne futro. Anka miała rozpuszczone i rozwiane włosy. Chociaż zawsze była w związanych. Miała na sobie długi płaszcz. Nie była jakoś specjalnie przygotowana. Przechodziły przez most. Ten charakterystyczny zielony most, po którym zawsze jeździło wiele samochodów. Pod mostem płynęła rzeka. Deszcz i wiatr szamotały wszystko dookoła. Gdy były w połowie mostu jej matka zatrzymała się. Ja obserwowałam wszystko z góry. Ale nie miałam na nic wpływu.

- Anka. Stój. - powiedziała matka Anki zatrzymując się.
- Czego chcesz?
- Nie musisz już tego ukrywać. Ja to wiem. Nie rób ze mnie idiotki..
- Ktoś Ci powiedział? Ja tego nie chciałam. To była tylko jedna impreza. Wypiłam za dużo. Przepraszam..
- Ty głupia ździro! Nie tak Cię wychowałam. Wszyscy będą się z nas śmiać! - Uderzyła Ankę z całej siły w twarz. Poczułam jakby ktoś wpychał mi nóż w brzuch. Leżałam jak sparaliżowana na łóżku.
- Myśl co chcesz! Kocham te dziecko. Wychowam je. Zapomniałaś już w jakim wieku byłaś gdy sama mnie urodziłaś..

Ręce matki zaczęły drżeć. Złapała Ankę za gardło. Podniosła ją do góry z wielką łatwością. To było takie realistyczne.. Jakby działo się naprawdę. Anka wyrywała się. Jej matka uderzyła ją z całej siły. W pewnym momencie znalazła się po drugiej stronie mostu.. Widziałam dokładnie jak spada..
Siła z którą uderzyła o taflę wody była ogromna.. Gruchot kości. Wiedziałam, że to już koniec..

Obudziłam się. Byłam cała spocona. Koszulka w której spałam przylepiła się do mojego ciała. Wzięłam do ręki komórkę i sprawdziłam godzinę. Była 6.48 . Skoro była sobota, nie chciałam wstawać.. Za wcześnie.

Ale przypomniał mi się poprzedni sen. Nie był straszny.. Ale równie realistyczny. Pomyślałam o Ance..

Nagle coś mnie oświeciło. Zerwałam się z łóżka. Ubrałam buty. Zaczęłam biec do mieszkania Anki.. Przecież nie mogłam do tego dopuścić...


TaraXa
Źródło: paranormalne.pl
Oceń:
5
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!