Eksperyment SS

Dodane przez: assenoiss, 6.01.2014, 06:14
Reklama:
Rok 1945. Prusy Wschodnie

-Marsz, ciągły marsz, a tu nawet nie widać naszego celu. Jakim cudem, mamy zdobyć tę wieś, skoro nim tam dojdziemy, będziemy tak wykończeni, że Niemcy nie będą musieli się zbytnio wysilić, by wyciąć w pień to co z nas zostało?- zastanawiał się wciąż Aleksiej, młody szeregowy idący na samym końcu oddziału i klnąc jak szewc, gdyż jego buty, co prawda powiązane sznurkami rozłaziły się na wszystkie strony.
- Muszę dorwać jakiegoś Szwaba, najlepiej by nosił taki sam rozmiar jak ja.- zawołał niezadowolony do dowódcy, który jak zawsze czujny i z kamienną twarzą stąpał po śniegu niczym myśliwy, bezszelestnie.
- Zamknijcie się szeregowy, chyba że chcecie dostać kulkę od snajpera.- warknął Iwan, postawny kapitan, który dowodził tym oddziałem od czasu Operacji "Bagration". Młody już się nie odezwał. Wciąż tylko mrucząc coś pod nosem, szedł na samym końcu za 20 osobowym oddziałem.

Po dwóch dniach marszu, po trudnym terenie, udało im się dotrzeć do niewielkiej, jak się z początku wydawało wyludnionej wsi. Po wstępnej obserwacji i wysłaniu zwiadu, znaleźli się wreszcie w centrum, z nadzieją, na znalezienie czegoś do jedzenia i przeczekania tutaj kolejnej nocy. W chatach jednak nie było zupełnie nic. Widocznie wycofujący się Niemcy, zabrali ze sobą wszystko co się dało. Ludzie najwidoczniej uciekli, przed nacierającymi wojskami Armii Czerwonej. Po sprawdzeniu wszystkich zakamarków, źli jak diabli żołnierze rozłożyli się w całkiem sporej stodole i większość z nich zasnęła. Pozostawiono tylko dwuosobowe warty. Po jeden przy każdej drodze dojazdowej do wsi.

Około godziny 3 w nocy, Aleksiej dostał rozkaz zmiany na warcie Saszy. Po kilku minutach stał już na obrzeżach wsi, chuchając sobie w skostniałe dłonie. Nagle, usłyszał szelest, a potem szuranie butami, po drodze, przed nim. Ściągnął z ramienia swój karabin i położył się w śniegu. Po chwili, ujrzał jakiegoś staruszka, który zataczając się lekko, szybkim krokiem zmierzał w jego kierunku.
- Stój! Ręce do góry i nie waż się kombinować, bo odstrzelę Ci Twój niemiecki łeb dziadku!- warknął po niemiecku do przybysza, a ten nagle stanął i od razu zastosował się do instrukcji żołnierza.

Aleksiej zaprowadził go do stodoły i oddał w ręce dowódcy. Spośród wszystkich żołnierzy, tylko chłopak znał niemiecki, toteż został tłumaczem. Dowódca zadawał staruszkowi wiele pytań. Skąd jest, kiedy i gdzie widział ostatnim razem niemieckie wojsko i co się stało z ludźmi ze wsi. Sędziwy mężczyzna odpowiedział na wszystkie pytania w sposób wyczerpujący. Okazało się, że tydzień wcześniej, Niemcy zapędzili wszystkich mieszkańców w rejon pobliskich umocnień. Potem ślad po nich zaginął. Iwan zamyślił się. Na mapie, nie było żadnych umocnień w tym regionie. W jego głowie, kłębiło się teraz wiele myśli. Jeśli wywiad nie zdobył informacji o tych bunkrach, to podczas ataku może dojść do prawdziwej masakry. Pasuje zrobić rozpoznanie i powiadomić sztab o tym, co się tam znajduje. Inna sprawa, że dostał rozkaz- ma zdobyć wieś. Dowódca postanowił się z tym przespać i dopiero rano podjąć decyzję.

Nastał zimny ranek, zaczął prószyć śnieg. Iwan, głośnym "powstań!" obudził swój oddział. Staruszek leżał na słomie.
- Towarzyszu kapitanie, co robimy z jeńcem?- zapytał jeden z jego podwładnych.
- Zostawmy go, wczoraj mówił mi, że przyszedł tu w poszukiwaniu córki, gdyż nie wie co się z nią stało. Miał nadzieje, że może nie zabrali jej do tego bunkra, że gdzieś się ukryła. Nie stanowi dla nas przecież zagrożenia...- to był fakt, bo co bezbronny staruszek mógł zrobić grupie uzbrojonych po zęby mężczyzn?
-Wymarsz za 30 min.

Około godziny 14, dotarli na wzniesienie, z którego widać było wspomniane "umocnienia". Phi, to był tylko jeden mały bunkier, z wejściem do podziemi! Jakim cudem, Niemcy mieli by tam niby pomieścić wszystkich mieszkańców?
Po szybkim rozpoznaniu, dowódca doszedł do wniosku, że obiekt jest opuszczony. Na zewnątrz nie było, ani okien, anie szczelin strzeleckich, wartowników, tylko drzwi prowadzące do środka, które były otwarte. Postanowił zbadać to miejsce, w celu znalezienia jakichś materiałów dla wywiadu, lub po prostu broni, amunicji, czy pożywienia. Ostrożnie, jeden po drugim zaczęli wchodzić do środka. Już na początku dostrzegli, że obiekt, wydaje się być mały, tylko wtedy, gdy obserwuje się jego część nadziemną. W rzeczywistości, to system tuneli, ciągnących się być może nawet kilometrami pod ziemią i to w różnych kierunkach.
- Dobra, idziemy po 5 osób. Każdy w przeciwnym kierunku. Bądźcie ostrożni, Niemcy mogli zaminować drzwi itp. Wiecie czego macie szukać- Iwan dał swoim podwładnym instrukcje podczas krótkiej odprawy i podzielił ich na małe grupy.

Korytarze były bardzo długie, ale nie było zbyt wielu pomieszczeń. Jak się później okazało, nic nie było zaminowane. Wyglądało na to, że Niemcy porzucili tę pozycję. Aleksiej szedł w grupie razem z sierżantem Miszą. Było ciemno, więc musieli oświetlać sobie drogę latarkami. Wreszcie znaleźli jakieś drzwi. Bez tabliczki, czy oznaczenia, która informowałaby co się za nimi znajduje. Powoli weszli do środka. Znaleźli tam stół i wyposażenie jak w sali operacyjnej. Szpital w takim miejscu? Ciekawe... W koszu na śmieci, było jeszcze mnóstwo zużytych medykamentów, a krew na podłodze oraz stole, wskazywała na to, że nie tak dawno jeszcze ktoś przeprowadzał tutaj jakiś zabieg.

W tym samym czasie, grupa której przewodził kapitan Iwan, dotarła do sporej sali, na ścianie, umieszczono ekran. A z tyłu, na lekkim cokoliku stała maszyna, do projekcji filmów.
- Zobaczmy, co tam Hitler puszcza swoim żołdakom...- powiedział ironicznie i wybrał z pudełka, stojącego obok kamery pierwszy, lepszy film, z napisem "1". Gdy odpalił urządzenie, z początku, tak jak w każdym filmie z tamtego okresu, na ekranie ukazała się czarna swastyka, w białym kole na czerwonym tle. A zaraz potem, sylwetka jakiegoś SS-mana, w białym fartuchu i gumowymi rękawicami na rękach, który stał przy stole operacyjnym, trzymając w rękach notatki. Samo to, było już dziwne, ale to co zobaczyli po chwili, sprawiło, że omal nie pospadali z krzeseł. Na stole operacyjnym, leżał jakiś mężczyzna, nagi. Był przywiązany pasami, a inny SS-man w białym kitlu, wstrzykiwał mu coś w szyje. "Pacjent" zachowywał się spokojnie. Po wszystkim, zaczął się nagle niesamowicie krztusić, wydawało się, że są to przedśmiertne konwulsje, jednak po kilku minutach, ustały. Chyba wszyscy, którzy oglądali ten dziwny spektakl, myśleli, że mieszkańcy wsi są poddawani jakiemuś choremu eksperymentowi medycznemu. Naziści wstrzykują im jakieś bakterie i sprawdzają, jak zachowuje się ludzki organizm w kontakcie z nimi. To co stało się później, zaskoczyło wsystkich jeszcze bardziej. Pasy zdjęto, a pacjent momentalnie wybudził się i wstał. Nastąpiło poruszenie wśród SS-manów. Jeden, w masce na twarzy i prawdopodobnie najstarszy stopniem zaczął coś mówić do swoich podwładnych, którzy uwijali się wokół pacjenta jak mrówki. Nagi mężczyzna obrócił się w stronę portretu Fuhrera i uniósł rękę w geście hitlerowskiego pozdrowienia. SS-man w kitlu i rękawicach, wyciągnął broń i strzelił mu w potylicę, natomiast drugi, wstrzyknął kolejną dawkę substancji, gdy tamten osunął się już na podłogę.
- Niemcy zabijają Niemców? Po co do cholery?- kapitan, kompletnie zdezorientowany z przejęciem przypatrywał się tej scenie. Po chwili, trupa zabrano, a na jego miejsce, przyprowadzono kolejnego mężczyznę. Film trwał około 20 minut. Na samym końcu, SS-man w masce, z satysfakcją stwierdził, że badanie "U-22" powiodło się.
Aleksiej, oraz jego grupa, opuścili już salę operacyjną i dotarli do pomieszczenia, w którym znajdował się generator. Po kilkunastu minutach udało im się go uruchomić. Stwierdzili, że paliwa w maszynie, starczy na nie więcej niż 3 godziny. Nie licząc biuletynów propagandowych, wydawanych przez OKW, nie znaleźli zupełnie nic. Niemcy widocznie zabrali ze sobą całą dokumentacje.
Korytarze w bunkrze, dzieliły się na dwa rodzaje. Pierwszy, był bardzo wąski, na tyle, że musieli iść gęsiego. U góry były lampy, połączone przewodami. Drugi, z nielicznymi lampami zawieszonymi na ścianach, pełny był przewodów i rur, które rozciągały się po całych podziemiach. Na końcu tego korytarza, znaleźli ogromne, stalowe drzwi. Znacznie potężniejsze od tych, które prowadziły z zewnątrz do wnętrza bunkra. Potrzeba było czterech osób, by je otworzyć. Gdy im się to udało i znaleźli włącznik światła, na posadzce dostrzegli stertę ciał. Każdy z trupów, miał na potylicy ślad po kuli, a niektóre, również dziury wylotowe w czole czy oczodołach.
- To chyba mieszkańcy wsi...- powiedział cicho szeregowy, przypatrując się bladym jak ściana nagim zwłokom, rzuconym niedbale, na jedną wielką stertę.
- Ale po co, Niemcy mieli by ich zabijać i zostawiać właśnie tutaj? Mogli zrobić to na powierzchni, wcześniej każąc im wykopać sobie grób. Przecież tak przeważnie robią- zauważył przytomnie Misza. Coś się tutaj nie zgadzało. Po chwili jednak, sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej.
- Zobaczcie! To są SS-mani!- krzyknął Aleksiej, spoglądając na zwłoki. Na każdym ciele, pod pachą, widać było tatuaż, który przedstawiał grupę krwi. To był znak rozpoznawczy członków SS. Miał za zadanie informować, o ich aryjskim pochodzeniu i czystości krwi, udokumentowanej na podstawie badań. Reszta przyjrzała się zwłokom i wspólnie postanowili zameldować o odkryciu kapitanowi. Gdy już wychodzili, światło zaczęło migać i na moment ogarnęła ich ciemność. Aleksiej był pewny, że usłyszał za sobą jakiś szmer, jednak gdy znowu zrobiło się jasno, nie dostrzegł niczego dziwnego.
Kapitan i jego ludzie, zebrali wszystkie filmy. Gdyż wywiad z pewnością zainteresuje się takimi materiałami. Opuścili salę projekcyjną i po kilkunastu minutach, stalęli przed innymi drzwiami. Nad nimi widniał napis "Warsztat". Powoli, weszli do pomieszczenia i zaświecili światło. Pomieszczenie było dosyć wysokie, a na podłodze, stał szereg stalowych stołów, na których leżały zwłoki. Niektóre ubrane w mundury SS, a inne- nagie. Dopiero szczęk łańcuchów, zmusisł żołnierzy do tego, by spojrzeć w górę. Pod sufitem, spostrzegli kilkanaście ciał, zawieszonych na hakach. Były to nie tylko zwłoki mężczyzn, ale i kobiet. Wszyscy ubrani, zarówno w mundury jak i cywilne ubrania. Sanitariuszki, żandarmi, SS-mani, zwykli żołdacy Wehrmachtu, a nawet dzieci z Hitlerjugend. Na blatach, dookoła pomieszczenia, leżało pełno maszyn, cześci, niektóre z nich były naprawdę dziwne, jak np nożyce hydrauliczne, czy piły spalinowe. Żołnierze obejrzeli ciała i stanęli wokół stołu, na którym leżał Haupsturmfuhrer SS.
- Kapitanie, przecież to ten facet z filmu!- zawołał przerażony żołnierz. Miał rację, na stole leżał mężczyzna, robiący notatki na filmie, ubrany w biały kitel i gumowe rękawice. Z zamyślenia i trwogi, wyrwał ich szczęk łańcucha oraz krzyk jednego z żołnierzy.
-Ratunku, kurwa weźcie to ze mnie!- jęczał. Wszyscy skoczyli mu na ratunek, jednak zagrożenia nie było. Okazało się, że to jedno z ciał oderwało się z haka i spadło prosto na przerażonego człowieka.
- Nie histeryzuj, to tylko trup. Nic Ci nie zrobi....- powiedział z lekką ironią w głosie dowódca i pomógł wstać chłopakowi.
-Wracajmy, na razie wsytarczy tych wycieczek, poczekajmy na resztę chłopaków. Pewnie wkrótce wrócą i zameldują co znaleźli.- zgodnie z rozkazem, wyszli z pomieszczenia, zgasili światło i zamknęli drzwi. Już mieli się udać w kierunku wejścia do bunkra, gdzie się rozdzielili, gdy za ich plecami dało się słyszeć szum i odgłos wielu kroków.
- Kurwa, co to było?- wszyscy jak na rozkaz obrócili się w kierunku dopiero co zamykanych drzwi.
- Denis, Dymitr, osłaniajcie, Borys, na moją komendę otworzysz drzwi- rozkazał dowódca i wszsycy odbezpieczyli broń, oraz zajęli pozycje. Borys, z duszą na ramieniu nacisnął klamkę i popchnął energicznie wrota, od razu celując w ciemność. Panowała cisza. W tym momencie, zbliżył się dowódca, który ręką, wymacał włącznik światła. Po chwili w pomieszczeniu ponownie zrobiło się jasno.
- Nie ma nikogo....- powiedział Denis, wchodząc powoli i uważnie rozglądając się po pomieszczeniu. Żołnierze spostrzegli, że ciała, które leżały na stołach zniknęły. W pomieszczeniu nie było innych drzwi, nie licząc włazu, prowadzącego do kanału wentylacyjnego.
- Zostawiamy to w cholere i spadamy stąd. Mamy materiały dla wywiadu, rozpoznaliśmy obiekt. Cel osiągnięty. Wracać od wyjścia- krzyknął Iwan i wszyscy zaczęli biec w stronę wyjścia.
Aleksiej, oraz jego grupa, nie słyszeli krzyków żołnierzy z oddziału dowódcy. Wracali mocno zdenerwowani w kierunku wyjścia. W połowie drogi, prowadzący szeregowy dał znak pozostałym, że mają się zatrzymać.
- Tam coś się świeci...- wskazał na drzwi, których przedtem nie mogli sprawdzić, gdyż były zamknięte od wewnątrz. Podeszli do nich bardzo cicho, a przez niewielką szybę, umieszczoną u góry drzwi, spostrzegli, że wewnątrz, znajduje się jakiś osobny generator, z którego lecą iskry. Na betonowej podłodze, widać też było ślady, po mokrych butach, prawdzące do pomieszczenia, które jeszcze przed momentem było zamknięte. Szeregowy nacisnął powoli klamkę, a drzwi ustąpiły. Po zapaleniu światła, zorietnowali się, że są w czymś, w rodzaju wielkiej maszynowni. Na środu, stał stół, natomiast u góry, było pełno kabli, z których tylko dwa, zwisały na dół i podłączone zostały do stalowej kapsuły. Była pusta.
- Wracamy, nie ma na co czekać, nie jesteśmy tutaj sami...- krzyknał do reszty Misza, stojący przy drzwiach i w tym momencie, pojawił się za nim żołnierz. W długim płaszczu, hełmie na głowie i masce gazowej na twarzy. Przebił sierżanta długim ostrzem, a gdy ten, krztusząc się krwią i próbując coś powiedzeć osunął się na ziemię. Reszta Sowietów, na sam widok przeciwnika, omal nie zaczęła wiać gdzie pieprz rośnie. Żołnierz ten, zamiast rąk, miał dwa długie ostrza. Jego twarz, zdawała się być jak podarty papier, natomiast oczy, czarne bez źrenic, patrzyły na każdego z nich.
- Na co kurwa czekacie? Ognia!- zawołał Aleksiej i posłał serię w kierunku napastnika. Pociski dosięgnęły celu, o czym świadczyły dziury w płaszczu żołnierza. Nie zrobiły jednak na nim żadnego wrażenia i po chwili, zaczął powoli iść w ich kierunku.
- Celować w łeb, musi mieć coś pod tym płaszczem, pewnie jakiś nowy pancerz nad którym tutaj pracowali- rzucił do reszty i dopiero po trafieniu Niemca w głowę, osunął się on na ziemię. Żołnierze zbliżyli się do zwłok i zauważyli, że seria z pistoletu Aleksieja trafiła w ciało, jednak nie zabiła napastnika.
- Kurwa, jakim cudem on przeżył 7 postrzałów w klatkę piersiową, jakim cudem???- zawołał przerażony żołnierz, ale już po chwili, odsunął się od ciała i zawołał.
-Spadamy do wyjścia, nie oglądamy się na nic. To nie są zwykli żołnierze, nie chcę skończyć tak jak Misza....- po tych słowach wszyscy zerwali się do ucieczki.

Kapitan i jego oddział również zmierzali w kierunku punktu zbornego, gdzie mieli się spotkać z innymi grupami. Byli już bardzo blisko celu, gdy za swoim plecami usłyszeli sapanie i pomruki. Odwrócili się i ujrzeli 10 wrogów. Jedni ubrani po cywilnemu inni w mundurach. Wszsycy wyglądali jak wyciągnięci z grobu i mieli czarne oczy. Żołnierz stojący na początku, miał nogi obite kawałkami metalu, podobnie jak ręce i klatkę piersiową. Gdy żołnierze otworzyli ogień w ich kerunku, pociski rykoszetowały od tego pacnerza na wszystkie strony.
- Celujcie w głowy! Ucieka....- nie zdązył dokończyć, gdyż przed nimi również pojawili się wrogowie. Którzy powoli, szli w ich kierunku z wyciągniętymi rękami. Jedni trzymali w nich bangety, inni, mieli zamiast rąk różne szpikulce, dzidy i nożyce.
- Z przodu jest ich mniej, musimy się przebić- zawołał dowódca i ruszył w kierunku wrogów. Odepchnął kilku i znalazł się przy wyjściu z bunkra.
- Dalej, szybko!!- krzyknął ochryple do innych, jednak widział już tylko, jak wrogowie wbijają bagnety, masakrując ciała jego martwych towarzyszy. W tym momencie pojawił się Aleksiej, wraz ze swoją grupą.
- Inni jeszcze nie wrócili towarzyszu kapitanie?- zapytał, jednak gdy zobaczył co się stało z oddziałem dowódcy, zdał sobie sprawę, że raczej już nikt nie powróci. A na już na pewno nie żywy....
- Uciekamy stąd, natychmiast!- Iwan złapał za drzwi, a gdy je otworzył, zobaczył czarną i pomarszczoną twarz SS-mana. Zdążył tylko jęknąć, gdyż tamten wbił mu w brzuch nóż i odgryzł kawałek twarzy.
Aleksiej i reszta rzucili się do panicznej ucieczki. Znaleźli się znowu obok pomieszczenia z kapsułą. Jednak wrogowie ponownie ich okrążyli w podziemnym tunelu.
-Strzelajcie, musimy się dostać do tego pokoju, to nasza jedyna szansa!- krzyknął szeregowy, ale łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Żołnierze, coraz ciaśniej otoczeni przez wrogów, w momencie gdy przeładowywali broń, zostali dosłownie poćwiartowani. Jedynie Alekiej, zdołał przedostać się do pomieszczenia i zamknąć za sobą drzwi. Nie czekając na nic, od razu wszedł do szybu wentylacyjnego, który zaprowadził go do jednego z odpowietrzników, znajdujących się na zewnątrz. Panował tam spokój i nie widać było trupów. Żołnierz, wrócił do wsi, w której zatrzymali się przed wyprawą do bunkra. Wszedł do stodoły i zauważył, że stoi tam cały oddział nieprzyjaciół, a przewodzi im, starszy stopniem oficer SS. Po głosie, rozpoznał, że to dziadek, którego spotkał w nocy, w czasie warty.
- Jak Ci się podobają moi nowi żołnierze, chłopcze?- zapytał uśmiechając się pod nosem. On jeden wyglądał jak żywy człowiek
- Widzisz, dysponujemy teraz potęgą, o której Wam, bolszewickie świnie nawet się nie śniło. Zabijecie naszych żołnierzy, ale co z tego, jak oni i tak wrócą? O wiele silniejsi, wytrzymalsi oraz pozbawieni litości i odporni na ból. Wszyscy, których tutaj widzisz i widziałeś w bunkrze, oprócz mnie, polegli w walce z Wami. Teraz przywróciłem im życie, by mogli się zemścić w walce i odnosić zwycięstwa dla Fuhrera i ojczyzny. Wkrótce będzie o nich głośno...- ofcier zaśmiał się i zawołał po niemiecku do swoich podwładnych. Tamci, złapali przerażonego szeregowego i przyprowadzili przed obliczę SS-mana.
- Nie martw się. Ty również powrócisz do życia. Nie testowałem jeszcze swoich badań na bolszewiku. To będzie ciekawy eksperyment. Eksperyment SS.- strzelił mu w głowę.

2 tygodnie później....
Poszukiwaliśmy oddziału majora Iwana Gorbatowa, jednak ślad po nich zaginął. Aktualnie stoję na warcie i czuję, że zaraz zamarznę. Cholerna zima...- Starszy szeregowy Lutchenko zdążył napisać tylko tyle, gdyż w ciemności, zobaczył staruszka, zbliżającego się w jego kierunku. Po odprowadzeniu go do dowódcy, stary zaczął opowiadać, o tym, że wszystkich mieszkańców, Niemcy zapędzili w kierunku bunkra i że szuka córki.....
Źródło: Moja głowa+ sceny z kilku horrorów
Oceń:
9
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!