Grotołaz Ted cz.3

Dodane przez: caedes, 28.04.2014, 06:00
Reklama:
To jest część trzecia opowiadania Grotołaz Ted. Poprzednie znajdziesz tu:
Część pierwsza: http://straszne-historie.pl/story/6666
Część druga: http://straszne-historie.pl/story/6667

Część 3

7 kwietnia, 2001
Przed powrotem do Jaskini Tajemnic poświęciliśmy dużo czasu na przygotowania. Zabraliśmy parę przedmiotów, które pomogłyby nam zmierzyć wymiary szczeliny. Stwierdziliśmy, że będę potrzebować około 8 cali w wysokości, aby przecisnąć się przez najwęższą część Krypty. To oznaczało, musieliśmy zeskrobać ok. 1 cala z podłoża tunelu. Odkryliśmy też, że najlepiej będziej jak położę sięna brzuchu z ramionami przy ciele. I oczywiście, z głową odwróconą w jedną lub drugą stronę. Do poruszania się, używałbym palców u stóp. Brzmi trudno, ale właściwie. Potem okazało się, że zadziałalo jak powinno.

Kolejną rzeczą, którą zrobiliśmy w ramach przygotowań, było stworzenie wymyślonych przez nas narzędzi. Wpadłem na niezły sposób usunięcia skał zalegających wewnątrz szczeliny.
Poprosiłem sąsiada, żeby zespawał kilka stalowych rur, tak abyśmy mogli bez problemu znieść je na dół i żeby jednocześnie były w stanie wytrzymać uderzenia młotka. B wymyślił fajny projekt skrobaka z wykorzystaniem kątownika. Okazał on się dla nas nieocenionym narzędziem. Obaj byliśmy dumni ze swoich wynalazków! Stworzyłem także urządzenie do podtrzymywania wiertarki, które przymocowałem do rury, ale ostatecznie nie musieliśmy go wykorzystywać, gdyż skrobak B sprawdził się znakomicie.

http://img1.wikia.nocookie.net/__cb20120705002704/creepypasta/images/5/56/B.jpg

~Zdjęcie B, przerobione w celu ochrony jego danych. W dłoni ma nasza rurę. Zrobiłem zdjęcie z wnętrza Krypty. Siedzi na torbie, której używaliśmy jako łóżka. Z tyłu po jego lewej jest droga wiodąca do zbiornika wodnego. Na prawo znajduje się tunel prowadzący do wyjścia.

Złożyłem przysięgę. Nie opuszczę jaskini, dopóki nie przejdę przez Kryptę.
Minęło dużo czasu odkąd ostatni raz byliśmy w Tajemniczej. Niemniej jednak, byliśmy zajęci. Skonstruowaliśmy narzędzia, o których wspominałem. Poza tym wiedzieliśmy ile trzeba usunąć skały, zanim będziemy mogli przejść dalej.

Byliśmy podekscytowani powrotem. Zejście na dół potrwało trochę dłużej niż zwykle, ponieważ nieśliśmy dodatkowe urządzenia. Kiedy tylko dotarliśmy na miejsce, od razu zabraliśmy się do roboty. Rura i skrobak działały jak zaklęcie! Kruszyliśmy kamienie, a następnie spychaliśmy głębiej.

Pracowaliśmy przez około dwie godziny. Wtedy uznałem, że pora spróbować. Po prostu chciałem się upewnić, czy już nie wystarczy. B raz jeszcze zamiótł podłoże. Taśmą klejącą przykleiłem sobie koszulkę do spodni, aby nie obsuwała się podczas czołgania. Zabrałem latarkę. Chociaż wiedziałem, że nie będę mógł używać jej wewnątrz szczeliny, to wiedziałem, że przyda się później. Tym razem nie przywiązałem sobie sznura do nóg. Byłem pewien, że mi się uda. Podszedłem do próby.

Mimo, że wcześniej o tym nie wspomniałem, zauważyliśmy, że wiatr i dudnienia powróciły. Jako, że z wejściem nic się nie zmieniło, znowu musiałem nieco się ponagimnastykować, żeby wejść do dziury. Kiedy znalazłem się już w środku, poświeciłem wgłąb, aby obmyśleć jakiś plan. Szczelina wcale nie wydawała się większa niż ostatnim razem. Odpoczywałem przez kilka minut, po czym wcisnąłem się dalej i odpowiednio ułożyłem. Przyciśnąłem obie ręce do siebie i odwróciłem głowę w prawo. Zacząłem pełznąć naprzód. Kiedy moje stopy znalazły się już w tunelu, zacząłem odpychać się palcami. Aby unikać kaleczenia ciała, starałem się robić pożytek z ramion i kolan. Postęp był wolny ale stabilny. Jak dla mnie w porządku. Stopę lub dwie od najwęższego miejsca, mogłem stwierdzić, że było nieco więcej przestrzeni. Ale moje plecy i tak ocierały się o skały u góry. Jednakże, tym razem byłem w stanie poruszać się dalej. Pomimo tego, że oczyszczaliśmy tunel z kamyków, to cały czas czułem kłucie na klatce piersiowej.

Kiedy zacząłem odczuwać ucisk od góry, postanowiłem przejść do swojej sztuczki z wydechami. Jednak zanim zacząłem musiałem chwilę odpocząć. Widzialem przebłyski latarki B, jako że promienie światła przechodziły przez wąske szpary pomiędzy mną a kamieniem. Czułem jak chłodna bryza dmucha w krople potu na moim czole. Czułem jak tysiące ostrych odłamków wbija się w moją skórę. Poczułem dreszczyk emocji na myśl, że cel, który ustaliliśmy sobie tygodnie temu, miał się niedługo dokonać. Na samą myśl pragnąłem ruszać dalej, nie zważając na ciasnotę. Zrobiłem kilka szybkich wdechów i wydechów, po czym ruszyłem.
Wydech
Wypchnięcie.
Przerwa.
Powtórka.
Już po przesunięciu się o parę cali, mogłem powiedzieć, że mam co raz więcej przestrzeni wokół siebie. Powtórzyłem tę informację B i obaj poświęciliśmy parę sekund na radość. Przez dalszą część pełzania przez tunel B mnie dopingował. „Nieodkryta jaskinia!” i „Terytorium Neila Armstronga” to frazy, które ciągle powtarzał. Uśmiechałem się od ucha do ucha.

Nawet jeśli tunel zaczął się rozwidlać, i tak szło powoli. Musiałem używać nowej techniki jeszcze przez półtora stopy, zanim miałem na tyle miejsca, aby rozpocząć czołganie. Już wtedy czułem, że moja przygoda dobiega końca. Mogłem usiąść i usunąć „mur”, który utworzyliśmy kilka wycieczek temu. Te skały służyły jako dobra przypominajka, żeby pamiętać o odrobinie ostrożności.

Krzyknąłem do B, że mi się udało! Przez chwilę gratulowaliśmy sobie nawzajem. B nigdy nie byłby w stanie przecisnąć się przez szczelinę i zobaczyć, to co ja, więc dałem mu opis tego, co widzę. W tej chwili miałem jedynie niewielką latarkę, więc nie mogłem spojrzeć głeboko w korytarz. Jego koniec wydawał się zakręcać lekko w prawo i rozchodzić się na parę innych dróg. Nie mogłem robić nic innego, tylko siedzieć, ponieważ wielkość przejścia wciąż nie pozwalała mi na nic więcej. Nie było tutaj żadnych znaków obecności czlowieka. Musiałem poczekać chwilę, aż B poda mi mój kask z lepszą latarką, abym mógł dokładniej obejrzeć jaskinię.

B użył użył stworzonej przez nas rury, aby podać mi koniec liny. Wtedy mogłem podciągnąć do siebie resztę ekwipunku. Najpierw dostałem kask. Kiedy zapaliłem światło, udało mi się obejrzeć szczegółowo nową część jaskini. NASZĄ! Widok wyników ciężkich godzin pracy był ekscytującym doświadczeniem. W tym momencie wciąż nie wiedzieliśmy, co jaskinia ma do zaoferowania. Jedyną rzeczą, którą widziałem, było dalsze przejście. Wąskie, z niskim sufitem. Mogłem je z łatwością przejść, ale musiałem się czołgać. Zacząłem robić zdjęcia, żeby móc je pokazać B.

http://images1.wikia.nocookie.net/__cb20120705002753/creepypasta/images/b/be/Newpass.jpg
~Pierwsza część nowego przejścia. Wtedy prawie leżałem; jak widzicie, moje stopy są rozciągniete przede mną.

Zapytałem B, jak daleko jego zdaniem powinienem iść, zwracając uwagę na dziwne zdarzenia, które ostatnio doświadczyliśmy. Po raz pierwszy, jego entuzjazm też trochę zgasł, kiedy przypomniał sobie o upiornym hałasie. Podał mi rurę z poluzowanym końcem. Powiedział, że mógłbym użyć jej jako broni, gdybym napotkał jakieś zwierzę lub...? Zwrócił też uwagę, że powinniśmy siebie nawzajem słyszeć.

Nawet jeśli pomyśleliśmy o prawdopodobieństwie wplątania się w tarapaty, to nigdy nie rozważaliśmy faktu, że gdybym miał kłopoty, to B nie będzie mógł mi pomóc. Nie uzyskałbym pomocy przez kilka następnych godzin. Gdybym miał poważny problem jak chociażby zranienie, nie było rady, aby ktokolwiek dostał się tu na czas. Jednakże, byliśmy skupieni na naszych celach, a nie potencjalnych zagrożeniach. Jak na razie unikaliśmy kłopotów. Jak na razie...

Ubrałem rękawice i przypiąłem ochraniacze na kolana, zabrałem aparat i rozpocząłem wędrówkę. Czołgałem się przez tunel na zdjęciu powyżej przez około 20 stóp. Na jego końcu, droga zakręcała lekko w prawo. Musiałem wspiąć się na niewielki stopień, aby znaleźć się w kolejnej części jaskini, która miała mniej więcej 40 stóp długości. Było tutaj nieco więcej przestrzeni, sufit wisiał wyżej, a ściany boczne były rozstawione szerzej. Droga była w miarę prosta. Skały przypominały te w pozostałej części jaskini, ale były nieskazitelnie czyste. Jedno było pewne, nikt tu przede mną nie był.

Ledwie przeszedłem przez drugą część jaskini a już prawie nie słyszałem B. Krzyknąłem mu, że wrócę za pół godziny. Odpowiedział, że w porządku, ale mam być ostrożny. Postąpiłem dalej. W kolejnej części zauważyłem formację kryształów po mojej prawej. Składała się z kilku warstw i trochę przypominała wosk, który się stopił i zastygł na skałach. Tworzyły one kilka niewielkich skalaktytów. Najdłuższy miał może cztery cale długości. Jeden z nich mógłby być większy, ale ułamał sięw połowie.

http://images3.wikia.nocookie.net/__cb20120705002842/creepypasta/images/1/14/Newpass2.jpg
~Kryształy zaczynały się zaraz za tym przejściem

Tunel wiódł dalej przez kolejne 100 stóp, zanim jaskinia znowu zaczynała się poszerzać. Skręcał w lewo, a na jego końcu znajdowało się „pomieszczenie”. Mniej więcej przy wejściu do niego, stał pochylony o ścianę okrągły kamień. Wydało mi się to dziwne, ale pojedyncze formacje skalne są rzeczą normalną w jaskiniach. Po drodze widziałem już wiele rodzajów kamieni, ale ten był o wiele bardziej okrągły niż pozostałe.
Pomieszczenie miało około 15 stóp wysokości, 15 szerokości i 30 długości. Na jego końcu był kolejny tunel. Kiedy wszedłem do środka, dostałem nieprzyjemnego uczucia. Tak jak w starym powiedzeniu, czułem czyjeś oczy na swoich plecach. Podniecenie nowym odkryciem znikło, a wspomnienia z ostatnich wypadów powróciły. Nagle poczułem się BARDZO samotnie. Na szczęście, kończył mi się czas i trzeba było powoli zabierać się do powrotu. Zrobiłem kilka zdjęć pomieszczeniu. Miałem sprawdzić, jak daleko ciągnie się następne przejście, kiedy coś przykuło moją uwagę. Na ścianie po lewej stronie, mniej więcej na wysokości oczu zauważyłem coś, co wyglądało jak hieroglify! Był to pojedynczy rysunek, nie bardzo wyróżniający się na tle kolorów skały. Przypominał prymitywny rysunek ludzi, stojących pod jakimś symbolem. Byłem podekscytowany! To oznaczało, że musiało być jeszcze jakieś inne wejście do jaskini. Nawet jeśli było zamknięte lub zablokowane, mogła pojawić się możliwość jego otwarcia i wpuszczenia do środka B. Przyjrzałem się dokładniej obrazkowi, abym mógł opisać go B. Potem zrobiłem jeszcze parę zdjęć i ruszyłem w drogę powrotną.

Kiedy dotarłem do szczeliny, B nie mógł nadążyć za nawałem informacji, które mu przekazywałem. Zastanawialiśmy się nad naszym następnym ruchem, kiedy B odbierał ode mnie sprzęt. Pomyślałem, że dobrze będzie, jeśli następnym razem zabierzemy kogoś jeszcze, na wypadek jakby coś się stało. B się ze mną zgodził.

Teoretycznie, powinno dać się wrócić odtwarzając wszystkie ruchy w odwrotnej kolejności. Jeśli ktoś jest w stanie poruszać się w określony sposób, aby dostać się do środka, to naśladując to wszystko na opak, może się wydostać. W praktyce może tak nie być. Tak właśnie było w przypadku Krypty.

Z góry postanowiłem, że zamiast się cofać, będę wracać przodem. Wiedziałem, że czołgając się do tyłu też uda mi się wrócić, ale to byłoby powolne i wyczerpujące. Moim jedynym zmartwieniem było teraz wyjście z dziury.

Wszedłem bardzo blisko najwęższego miejsca, więc przynajmniej będę miał to szybko za sobą. Powrót okazał się lekko skomplikowany. Musiałem wygiąć biodra nieco w lewą stronę, żeby się zmieścić. Ręce ponownie zaczęły przylegać do mojego ciała, głowę miałem zwróconą w prawo, a palców stóp używałem do wprawiania reszty ciała w ruch. Wydawało mi się, że droga powrotna była bardziej męcząca, ale mogło to być spowodowane przez przez wcześniejszy wysiłek.

Byłem mniej więcej w połowie tunelu, kiedy zdarzyła się dziwna rzecz. Leżałem tam, robiąc sobie krótką przerwę, kiedy usłyszałem jakiś dźwięk głęboko wewnątrz jaskini. Był to zduszony, ale wyraźny odgłos tarcia kamienia o kamień. Krew zastygła mi w żyłach. Nie mogłem się ruszyć. Leżałem tam tak po prostu, wyczekując na pojawienie się kolejnego dźwięku. Nic. Szybko zacząłem pełznąć w stronę wyjścia. Nie wspomniałem o tym B, ale przypominam sobie, że na jednym z poprzednich wypadów wspominał o czymś podobnym.

Wyjście z naszej dziury okazało się tak bolesne, jak się spodziewałem. Musiałem wyciągnąć ręce przed głowę i wypchnąć ramiona przez otwór. Na pewno zostawiłem wtedy po sobie trochę skóry. B podtrzymał mnie, kiedy górna część ciała pojawiła się na zewnątrz. Następnie udało mi się wyciągnąć nogi i byłem na zewnątrz!! Potrząsnęliśmy dłońmi i zabraliśmy się do pakowania ekwipunku. Poczułem ulgę. Właśnie tak się czuję eksplorując jaskinię. Uwielbiam włazić do ich wnętrza, ale wyjście sprawia mi ulgę.

Coś dziwnego stało się ze zdjęciami, które zrobiłem w jaskini. Wszystkie, które zrobiłem po drodze do dużego pomieszczenia wyszły świetnie. Natomiast, z jakiegoś powodu, żadne ze zdjęć, które zrobiłem w miejscu z okrągłym kamieniem się nie wywołały. Jego zdjęcia, i co ważniejsze zdjęcia „hieroglifów”. Wszystkie inne wyszły dobrze, ale negatywy zdjęć z pomieszczenia były czyste! Nic. Pamiętam jak wyglądały hieroglify, więc narysowałem obrazek, przedstawiający to co zobaczyłem.

http://images1.wikia.nocookie.net/__cb20120705002929/creepypasta/images/9/9a/Symbol.jpg
~Szybki szkic hieroglifu. Pierwsza rzecz o której pomyślałem to „Blair Witch Project”. Ten symbol był pośrodku, a kilka postaci przypominających ludzi i wznoszących ręce w górę znajdowało się pod spodem.

http://images1.wikia.nocookie.net/__cb20120705003014/creepypasta/images/d/d7/Newpass3.jpg
~Ostatnie zdjęcie przed wstąpieniem do dużego pomieszczenia. Na końcu korytarza, częściowo zasłonięty, jest okrągły kamień, o którym wspominałem. Poniżej obrazek na którym go oznaczyłem:
http://images1.wikia.nocookie.net/__cb20120705003123/creepypasta/images/a/ab/Newpass4.jpg

14 kwietnia 2001
Minęło zaledwie kilka dni, a B znalazł już chętnego na kolejny wypad. B powiedział, że rozmawiał z paroma innymi osobami, które z powodu sprzecznych terminów nie mogły pójść z nami. Wypytywali go o jaskinię i tunel za dziurą, ale nic im nie mówił, abyśmy mogli sami przeszukać całość przed ogłoszeniem tych informacji światu. Nawet koleś, który pojechał z nami nie wiedział o którą grotę chodzi, dopóki nie byliśmy już bardzo blisko. Przyrzekł, że nikomu nie wyjawi jej lokacji. Nie będę nazywać go prawdziwym imieniem, więc umówmy się na „Joe”. Joe, B i ja wyruszyliśmy wczesnym rankiem, żeby móc poświęcić więcej czasu na eksplorację. Do dziury dotarliśmy stosunkowo szybko.
Nasza praca zaimponowała Joe. B i ja nawet poświęciliśmy chwilę, aby poklepać się nawzajem po plecach.

Joe jest raczej chudym grotołazem i ma bardzo duże doświadczenie. Powiedział, że może i jest to najciasniejsza szczelina, przez którą kiedykolwiek się przeciskał, ale nie obchodziło go to. Wiedziałem, że pod względem fizycznym na pewno sobie poradzi, gdyż sam byłem od niego większy, a sobie poradziłem. Był tak samo podekscytowany jak my. Może nawet i bardziej. Szybko się przygotował i czekał, aż podzielimy się z nim jakimś planem działania. Uznałem, że wyślę go pierwszego, ponieważ był już gotowy, a ja podążę za nim. B podałby nam sprzęt i poczekałby na zewnątrz. Mieliśmy dwie godziny czasu do powrotu. Miło ze strony B, że chciał z nami przyjść i nas nieco poniańczyć. Siedzenie samotnie w jaskini jest nudne.

To, że nie powiedzieliśmy Joe nic o niewyjaśnionych zdarzeniach, których doświadczyliśmy wcześniej, było nieodpowiedzialne. Ale co mieliśmy mu powiedzieć? Jak wiele dziwnych rzeczy powinien wiedzieć? Nie czuliśmy żadnego niebezpieczeństwa. Poza tym, mieliśmy wejść tam razem.
Krótko mówiąc, skończyło się na tym, że nie pisnęliśmy mu żadnego słówka o hałasach. Oczywiście, kiedy mu w końcu powiedzieliśmy, było już za późno. Nie potrafiłem uwierzyć z jaką łatwością Joe przecisnął się przez sczelinę. Powiedział, że było ciasno, ale na to nie wyglądało. Podaliśmy mu jego ekwipunek, a następnie ruszyłem ja. Nawet jeśli wiedziałem, że się zmieszczę, to przedostanie się na drugą stronę trochę potrwało. Kiedy dotarłem do najwęższego miejsca, Joe strzelił mi fotę. Stwierdziłem, że będzie to dobre zdjęcie. Po dotarciu do Joe, B podał mi moje rzeczy. I wtedy nastąpiła katastrofa. Musiałem klęknąć i nisko się pochylić. Właśnie wziąłem do ręki swój kask (ironicznie) oraz latarkę i odwracałem się, aby oddać sznurek B, kiedy uderzyłem głową w sufit. Ludzka czaszka kontra twarda skała. Skala wygrywa. Powiedziałem B co się stało, więc podesłał mi skrzynkę z zestawem pierwszej pomocy. Krwawiłem, ale co gorsze, nie czułem się zbyt dobrze. Opatrzyłem się i oznajmiłem Joe, że chyba dalej nie pójdę. Wyglądał jak małe dziecko, któremu powiedziano, że Święta zostały odwołane. Chociaż nie podobała mi się wizja jego, samotnie eksplorującego jaskinie (oczywiście z samolubnych powodów), to chciałem, aby zobaczył chociaż pomieszczenie z kamieniem i hieroglifem.

Powiedziałem mu jak dużo musi przejść i ile czasu to zajmie, a następnie go wysłałem. Słyszałem jak czołga się w kierunku ciemności. Jego światło zniknęło za pierwszym zakrętem. Odpoczywałem przez minutę albo dwie i zacząłem przeciskać się z powrotem do B. Fakt, że tyle przeszedłem, a teraz muszę wracać, był rozczarowujący. To mnie wykańczało!
Potem rozmawiałem tylko z B. Powiedziałem mu, że mogę zapłacić za noc w motelu. Zobaczylibyśmy, jak będę się czuł następnego dnia i moglibyśmy zrobić nowe podejście. Czułem się głupio, rozwalając głowę w taki sposób. B zgodził się na kolejną próbę. O ile Joe także nie będzie miał z tym problemu, postanowiliśmy załatwić to jutro. Po rozplanowaniu wszystkiego, po prostu usiedliśmy i wpatrywaliśmy się w ciemność. Nie słyszeliśmy żadnych dźwięków. Cisza przypomniała mi o dźwięku „szurania”, który usłyszałem ostatnim razem. Nawiązałem do tego tematu w rozmowie z B. Jako, że nie obszedłem jeszcze całej jaskini, nie potrafiłem określić jego źródła. Ani zmian w sile wiatru. Ani dudnień. Ani okropnego wrzasku. Nagle, obaj zaczęliśmy żałować, że wysłaliśmy Joe samego.

B podszedł do dziury i zawołał do środka. „Joe”. Brak odpowiedzi. Nic dziwnego. Nie usłyszysz drugiej osoby, kiedy jesteś daleko w jaskini. Nerwowo oczekiwaliśmy na jakiekolwiek odgłosy (Dobre, znaczy się. Jego odgłosy). Dwadzieścia ustalonych minut minęło. Potem dwadzieścia pięć. Naprawdę nie chciałem tam wracać. Wciąż czułem pulsowanie w głowie, a szczelina wydawała się węższa niż kiedykolwiek. Mimo wszystko, wiedziałem, że będę musiał się upewnić, że z Joe wszystko w porządku. Kiedy przygotowywałem się do wejścia, zauważyłem światło daleko w tunelu. „Joe?”, zawołałem. Nic. „Joe!”. Cały czas brak odpowiedzi. Światło stało się jaśniejsze i mogłem usłyszeć dźwięk kogoś, czołgającego się przez skruszone kamyki. „Wszystko OK, Joe?”. „Nie.”, było jego słabą odpowiedzią. Nie czuł się za dobrze. Zdjął z siebie cały sprzęt i zaczął pakować go do torby, aby następnie nam ją podać. Od razu przeszedł do pozycji leżącej i ruszył w naszą stronę. Nie mieliśmy nawet szansy, aby wypytać go o to co zobaczył. Szybko przecisnął się przez dziurę, a my w końcu mogliśmy na niego spojrzeć. Wyglądał strasznie. Jego twarz była blada i nie mógł złapać oddechu. Pył z podłoża pozostawił widoczne ślady na głowie i ubraniach. Miał niezliczoną liczbę niewielkich skaleczeń i zadrapań. Prawdopodobnie z powodu jego szybkiej ucieczki. Oczy miał wybałuszone.

Na całą obserwację mieliśmy tylko chwilę, bo Joe od razu ruszył w stronę wyjścia z jaskini, nie odzywając się do nas słowem. Kiedy B ruszył za Joe, ja zostałem w tyle, żeby spakować ekwipunek. Zatrzymałem się na moment, aby posłuchać odgłosów. Nie słyszałem nic. I NIC NIE CZUŁEM! Wiatr zniknął! Pewna część mnie chciała się stąd wydostać jak najprędzej. Ale inna znowu, pragnęła natychmiastowo wrócić się na drugą stronę tunelu i sprawdzić, co powoduje te dziwne zdarzenia. Ale nie było na to czasu. Cały czas czułem się lekko zamroczony. Ciarki przeszły mnie przez plecy, kiedy doganiałem B i Joe.

Po wydostaniu się na zewnątrz, pomyślałem że nareszcie uda nam się wyciągnąć trochę informacji od Joe. Ale kiedy tylko dotarliśmy na górę, odczepił linę i pobiegł prosto do auta. W świetle dnia wyglądał jeszcze gorzej niż w jaskini. B i ja zebraliśmy sznur, sprzęt i ruszyliśmy do samochodu. Joe nie zechciał zostać na noc, ponieważ czuł się okropnie (i w to mu wierzyliśmy), więc wróciliśmy do domu. Nic więcej nie udało nam się wydobyć. Po prostu wpatrywał się wprost przed siebie. Trząsł się jak liść. Kiedy go wyptywaliśmy, jego odpowiedzi były krótkie. Zapytałem się, czy widział hieroglify. „Nie”. Czy słyszał nasze zawołania? „Nie”. Czy zobaczył okrągły kamień? „Nie”. Czy widział kryształy? „Nie”. Powiedział, że trochę pobłądził i poczuł się źle. Coś nam śmierdziało w jego odpowiedziach. Skoro nie mógł nas usłyszeć, to na pewno musiał minąć kryształy. Ale dlaczego nie współpracował?

Dalsza część podróży minęła w niezręcznej ciszy. Joe nie mówił nic więcej. Krótko streściliśmy mu dziwne wydarzenia, których wcześniej doświadczaliśmy. Nie odpowiedział. Gdy odwoziliśmy go do domu, spytaliśmy się czy chce jeszcze wrócić do jaskini. Potrząsnął głową i pobiegł do domu. Próbowałem potem do niego zadzwonić, ale włączała się poczta głosowa.

Część czwarta: http://straszne-historie.pl/story/6669
Część piąta: http://straszne-historie.pl/story/6670
Źródło: www.paranormalne.pl
Oceń:
2
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!