Historia

Strach na wróble

coldblood 27 5 lat temu 20 331 odsłon Czas czytania: ~7 minut

Był tu już właściwie od początku. Gdy tylko przeprowadziłem się tam, wraz z moim małym synkiem Michaelem, od razu go zauważyłem. Stał tak na środku pola, ubrany w starą, flanelową koszulę, słomkowy kapelusz, grube spodnie. Wisiał na drewnianym kołku, jak na krzyżu. Zwyczajny strach na wróble. Jedyne, co mnie w nim zaniepokoiło to dziwaczna ‘’twarz’’. Stanowił ją jedynie płócienny worek z ustami, wykrzywionymi w bardzo szerokim uśmiechu, namalowanymi zapewne markerem. Wyglądałby zupełnie zwyczajnie, gdyby nie te oczy…

Przeraźliwie realistyczne. Domyśliłem się jednak, że błyszczącymi źrenicami mogły być jedynie szklane oczy lalki, wetknięte w jego słomianą głowę.

Okolica była opuszczona. W promieniu 4 kilometrów nie znalazłem żadnego innego domu. Ale właśnie czegoś takiego szukałem. Michael był chorowitym dzieckiem, dlatego myślałem, że wieś, świeże powietrze, oddalenie od miastowego smogu, naprawdę dobrze mu zrobi.

Minął tydzień, zanim już do końca się tam przeprowadziliśmy. Wiecie, jak to jest – wszystkiego nie dało się przewieźć jednego dnia, a dużo też trzeba było poprawić, w końcu od dawna nikt tu nie mieszkał. O poprzednim właścicielu wiem tylko tyle, że został zamordowany. Trzeba było od nowa pomalować ściany, wymienić kafelki w łazience, naprawić kanalizację. Tak więc wprowadziliśmy się dopiero po tygodniu ciężkiej pracy.

Michaelowi się podobało. Miał tu dużo miejsca do zabawy, mógł spokojnie spędzać całe dnie na zewnątrz, biegać po całej posesji. W mieście zawsze ktoś musiał mieć na niego oko. Ja niestety pracowałem, a mama jest już osobą starszą i nie zawsze nadąży za moim pełnym energii synkiem. Tu wystarczy, że posiedzi spokojnie na tarasie, a małemu nic się nie stanie, na ogrodzonym wysokim żywopłotem podwórku.

Gdy przewieźliśmy ostatnie już rzeczy, na zewnątrz robiło się ciemno. Michaelowi zamykały się oczy, ja też padałem ze zmęczenia. Spojrzałem na niego. Przecierał powieki zaciśniętą w piąstkę dłonią.

- To co, mały? – zagadałem – Lecimy spać?

Podniósł na mnie zmęczony wzrok i pokiwał głową.

Pokój Michaela ulokowany był na poddaszu, tak samo, jak moja sypialnia. Podniosłem go na ręce i zaniosłem na górę. Położyłem jego prawie już śpiące ciało na miękką pościel z samochodzikami. Zgasiłem lampkę, a wychodząc z pokoju słyszałem już regularny, spokojny oddech – zasnął.

Ja przed pójściem spać, postanowiłem jeszcze podłączyć kablówkę, w końcu na zewnątrz nie było jeszcze tak bardzo ciemno. Zerknąłem przez okno i ze zdumieniem stwierdziłem, że otacza mnie kompletna czerń. Bezdenna otchłań, jakby nasz dom był jedynym obiektem w przestrzeni kosmicznej. Zdziwiony zasłoniłem okno wyjaśniając to dziwne zjawisko faktem, że przecież nie ma tu żadnych latarni, ani nawet lamp podwórkowych.

Wyszedłem na taras, by dokładniej zbadać zaistniałą sytuację. Jednak po wyjściu przed dom stwierdziłem, że wszystko widzę bardzo wyraźnie. Lecz patrząc na poruszanego przez wiatr stracha na wróble, ogarniał mnie niepokój i chłodny pot spływał mi po plecach. Machnąłem na to ręką i wróciłem do domu.

W nocy czułem się dość nieswojo. Jakby ktoś mnie obserwował. Za każdym razem, zerkając na okno, odnosiłem wrażenie, że w jednym momencie coś umknęło z mojego pola widzenia. Jakiś czarny cień, który chował się, gdy ja spoglądałem w jego kierunku. Miałem nawet myśli, że ktoś chce mnie napaść, już chciałem biec po wiatrówkę. Jednak resztką trzeźwych myśli zapewniałem się, że to tylko wyobraźnia płata mi figle.

Rano byłem nieprzytomny, niewyspany. Codzienne czynności robiłem zupełnie nieświadomie, wlewałem zagotowaną wodę do miski z płatkami kukurydzianymi, a mleko do szklanki z torebką herbaty. Michael siedział przy stole i tylko uśmiechał się, patrząc na moje dziwaczne wygłupy.

- Jak się spało w nowym domu, synku? – zapytałem, wylewając mleko z herbatą do zlewu.

Michael ziewnął, po czym spojrzał na mnie uważnie.

- Niezbyt dobrze – wyznał, sięgając po karton z sokiem pomarańczowym – Miałem dziwne sny.

- Jakie sny? – zdziwiłem się.

- Śniło mi się, że ktoś patrzy na mnie przez okno.

Zmroziło mnie.

- Kto? – dopytywałem – Czy widziałeś jego twarz?

- Tylko czarny cień. Chyba miał na głowie taki śmieszny kapelusz. Jak nasz strach na wróble! – zaśmiał się, patrząc za okno.

Ucieszyłem się, że mały odzyskał humor, jednak to nie uśpiło mojej czujności.

- Jakbyś miał jeszcze takie sny, to od razu przychodź do mojego pokoju, jasne? – spytałem poważnie.

- Tak jest, kapitanie! – zasalutował i zeskoczył z krzesła.

Wówczas rozległo się pukanie do drzwi, ja słysząc to, aż podskoczyłem. Mały pobiegł je otworzyć i roześmiał się.

- Babcia! – powiedział wesoło.

- Witaj, Michael – głos mojej matki był spokojny i zdystansowany, słyszałem, jak odciąga od siebie stęsknionego wnuka, cicho powtarzając ‘’uważaj, dopiero prasowałam tę koszulę!’’.

Weszli do kuchni, mama poprawiła okulary, rozejrzała się po pomieszczeniu.

- No, no – zaczęła – całkiem ładnie tu macie.

- Dzięki – uśmiechnąłem się – Nie mam czasu, by cię oprowadzać. Dom nie jest duży, na pewno sobie poradzisz. Ja muszę już lecieć. Pa, Michael!

Pomachałem synkowi, cmoknąłem powietrze obok policzka mamy i wyszedłem z domu. Po dniu spędzonym w pracy, około godziny 19, wróciłem. Zapadał już mrok, mimo to Michael leżał w trawie i wpatrywał się w niebo. Podbiegłem do niego i postawiłem na nogi.

- Michael! – krzyknąłem – Co ty robisz? Cały się ubrudzisz i jakieś robactwo cię oblezie! Zmykaj do domu!

- Ale tato…

- Bez dyskusji! – uciąłem.

Chłopiec ruszył w stronę domu, a ja podążyłem za nim, rozglądając się po podwórku. Mamy nigdzie nie było. Pewnie zaszyła się w domu, a na Michaela nie zwracała uwagi. Westchnąłem ciężko, myśląc o ignorancji mojej matki.

- Gdzie babcia? – spytałem Michaela, gdy weszliśmy do środka.

Wzruszył ramionami.

- Poszła na pole.

- Po co? – zdziwiłem się. – Babcia nienawidzi ‘’zarośli’’.

- Powiedziałem jej, że coś warczało na mnie z pola.

- A naprawdę tak było?

- No! Naprawdę słyszałem warczenie. Przestraszyłem się i kazałem babci to sprawdzić – zapewniał chłopiec.

- Jeszcze nie wróciła?

- Nie.

Wybiegłem z domu i pognałem na pole. Przedzierałem się przez zboża, wyższe ode mnie, aż wpadłem prawie na stracha. Z bliska wydawał się być o wiele większy. Sięgałem mu ledwo do pasa, a on zdawał się przeszywać mnie swoimi realistycznymi oczami. Chwilę wpatrywałem się w niego, po czym przypomniałem sobie o mamie. Usłyszałem ciche jęki. Odgarnąłem zboże i ujrzałem ją – siedziała skulona, oparta o jakiś kamień. Kiwała się do przodu i do tyłu, pojękując. Przerażony chwyciłem ją w ramiona i wybiegłem z pola, wskoczyłem do domu. Posadziłem mamę na krześle i pytałem:

- Co się stało? Czy ktoś cię napadł?

Ona jednak wciąż nie wydawała z siebie żadnego dźwięku, poza tymi jękami.

- Mamo?

I wtedy podniosła na mnie wzrok. Była roztrzęsiona, patrzyła na mnie z wściekłością.

- Zabierz mnie stąd! – wybuchła.

Przeraziłem się okropnie. Zabrałem Michaela i odwiozłem mamę do domu, w swoim mieszkaniu trochę się już uspokoiła, lecz ignorowała wszelkie moje pytania na temat zaistniałego zajścia. Mówiła tylko, żebym jak najszybciej wynosił się z tamtego domu.

Wróciliśmy do siebie późnym wieczorem. Chciałem iść spać, jednak Michael nalegał, byśmy sprawdzili, co napadło babcię. Obiecałem mu, że następnego dnia razem przeszukamy pola, jednak mały nie dawał za wygraną. Tłumaczyłem na różne sposoby, że może babci się coś przywidziało, a może napadł ją jakiś pies, a może się potknęła i przewróciła. Ale on mi nie wierzył. Mówił wprost, że kłamię. Nie wiedziałem już, jak mam mu przetłumaczyć, że nie chcę i po prostu się boję.

Uparcie stał przy swoim, więc w końcu się zgodziłem. Kazałem mu jednak zostać w domu, zagroziłem, że jeśli wyjdzie na zewnątrz, to dostanie szlaban na zawsze, ja natomiast pójdę sprawdzić okolicę. Michael chętnie na to przystał, a ja z niepokojem udałem się na pole. Było już ciemno, więc wszystko przerażało mnie jeszcze bardziej. Na widok stracha na wróble znów poczułem narastający strach. Postanowiłem mu się przyjrzeć. Wspiąłem się na drewnianą belkę, stanąłem na jego butach i od razu poczułem smród, który tak niespodziewanie wtargnął do moich nozdrzy. Zemdliło mnie i myślałem, że spadnę, jednak przytrzymałem się ramion stracha i ściągnąłem kukłę z belki. Uchyliłem jego koszulę i wówczas wyleciała na mnie chmura ogromnych much. Zza materiału wypłynęła fala tłustych, oślizgłych larw. Odskoczyłem. Gdy robactwo znikło z mojego pola widzenia, przysunąłem głowę i zobaczyłem rozkładające się już wnętrzności. Wymioty podeszły mi do gardła, szybko obróciłem się i przerażony uciekłem do domu. Nie odważyłem się już tam wrócić.

Tej nocy Michael spał razem ze mną. Ciepło jego malutkiego ciała minimalnie mnie uspokajało, jednak sam nie wiedziałem, jak tłumaczyć sobie to dziwne zjawisko. Ktoś schował zwłoki w strachu na wróble? Mój umysł nie potrafił tego pojąć.

Rano nie spuszczałem wzroku z synka nawet na chwilę. Nie powiedziałem mu o niczym, jednak ten, dość niecodziennie zaczął rozmowę.

- Tato, jesteś bohaterem – powiedział.

Spojrzałem na niego ze zdziwieniem.

- Dlaczego tak uważasz? – spytałem.

- Wczoraj znowu miałem sen. Taki sam, znowu ktoś nas obserwował. Zauważyłem, że to nasz strach na wróble! Podszedłem więc do okna i zapytałem, dlaczego tu jest. On odpowiedział, że pilnuje tego domu. Że to jest jego własność, a on jest tylko strażnikiem i opętał ten dom tak, by cały pogrążony był w ciemności. Wcześniej nie mógł opuszczać posesji, ale ty go uwolniłeś. Strach powiedział, że zdjąłeś go z krzyża i dzięki temu na zawsze jest już wolny. Nie musi trzymać się jednego domu. Może iść, dokąd chce. Powiedział, że będzie teraz pilnował nas, tak jak domu, że będzie zawsze z nami i nigdy się od niego nie uwolnimy. Czy to nie wspaniałe, tato?

Całego mnie zmroziło, a zimny pot spłynął po moich plecach.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Przewidywalne zakończenie, domyślam się że ciało należało do poprzedniego właściciela (chodź nie zostało to potwierdzone). Nie pasuje mi tu dużo rzeczy, ale sam pomysł fajny.
Odpowiedz
Jak ja bardzo im teraz współczuję.Teraz będzie ich prześladował ten duch ze stracha na wróble,to takie przykre.
Odpowiedz
calkiem niezle chociaz moznaby to jeszcze ciagnac :)
Odpowiedz
zajebiste. !!!
Odpowiedz
Może być!
Odpowiedz
super lubię t
Odpowiedz
Podobne do "Smakosz" :/ słabe 4/10.
Odpowiedz
Smakosz byl mega :D
Odpowiedz
Smakosz jest super a to było
Odpowiedz
Słabe
Odpowiedz
Najlepsze oby więcej takich :)
Odpowiedz
nie chce ktos kupic stracha na wroble?
Odpowiedz
Jedno z najlepszych historii jakie czytałem
Odpowiedz
Genialne
Odpowiedz
Super ;)
Odpowiedz
Świetne :D
Odpowiedz
ciekawa opowieść polecam
Odpowiedz
Z chęcią przeczytałąbym 2 część :)
Odpowiedz
To bylo rok temu.
Odpowiedz
Z-A-J-E-B-I-S-T-E
Odpowiedz
Przypomina mi to film ,,Znaki" z Melem Gibsonem. Autor chyba troszkę się nim inspirował. Albo też to zwykły zbieg okoliczności.
Odpowiedz
Dokładnie ten sam film mi sie skojazył, w ogole ostatnio go szukałam, dzieki za przypomnienie tytułu :)
Odpowiedz
Napisz druga część świetne
Odpowiedz
hmmm ja zawsze wiedziałam ze strachy na wróblr to złe wynalazki!
Odpowiedz
ale pomysłowe xd z tym ciałem
Odpowiedz
Świetne, ale zwracaj uwagę na szczegóły. Bo raz piszesz, że jedynie straszny jest uśmiech, a później o tych oczach .. Ale kolejna część mile widziana ;)
Odpowiedz
Baaardzo proszę o drugą część. ;) Genialne :D
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje