Historia

Kolejne życzenie?

ryhmus 7 4 lata temu 5 979 odsłon Czas czytania: ~10 minut

- Aaaa… Moja głowa…

Kevin obudził się i spojrzał na zegarek. Było trochę po południu, jednak promienie Słońca wpadające przez otwarte okno pokoju rozświetlały całe pomieszczenie niczym latarnia morska. Nic dziwnego, w końcu był środek lata. Mężczyzna rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie poznawał go. Zupełnie nic nie pamiętał. Pokój przypomniał biały azyl, który wyglądał na szpitalny.

- Ach, Panie Anderson, w końcu się Pan obudził. Jak się dziś czujemy?

Kevin spojrzał na wchodzącą do pokoju pielęgniarkę. „Czyli szpital… ale jak ja się tu do cholery znalazłem?”

- Umm, dobrze… tak sądzę. Przepraszam, kim Pani jest? I gdzie ja właściwie jestem? Co się stało?

- Niech się Pan uspokoi. Jest Pan w szpitalu św. Heleny, miał Pan wypadek. Lekarz słusznie postawił diagnozę amnezji. Niedobrze…- pielęgniarka pokiwała głową i podała mu jakieś tabletki.

„Szpital? Ale… Dlaczego? Jak ja się tu znalazłem?”. Kevin wziął tabletki i popił je wodą.

- Panie Anderson, miał Pan wypadek. W zasadzie to cud, że Pan żyje. Auto nadaje się jedynie do kasacji. Proszę, zaraz wezwę doktora i on Panu wszystko wyjaśni. Muszę iść, inni pacjenci czekają. Proszę odpoczywać.

Pielęgniarka opuściła pokój. Kevin był zupełnie zdezorientowany. Wypadek? Kasacja? To było jak w kiepskim śnie. W zasadzie czuł się jak dziecko we mgle. Amnezja… To by tłumaczyło jego braki w pamięci. Mężczyzna oparł głowę o poduszkę i zapatrzył w śnieżnobiały sufit. Czuł, jakby głowa miała mu zaraz eksplodować. Zupełnie, jakby małe chochliki wierciły mu dziury w czaszce. Spojrzał raz jeszcze na uchylone okno. Z pozycji leżącej niezbyt widział, co się za nim znajduje, zgadywał jedynie, że szpital położony jest niedaleko morza. Skrzek mew jak i delikatny szum fal wprowadził go w błogi nastrój. Gdyby nie ta cholerna migrena.

- Ahh, Pan Anderson. Witam. Nazywam się Henderson. Doktor Henderson. Susan przekazała mi, iż w końcu odzyskał Pan świadomość. Powiedziała mi również, że moja diagnoza okazała się słuszna. Amnezja… Ciężki przypadek.

Kevin spojrzał na mężczyznę. Był to facet średniego wzrostu, na oko 60 lat, zadbany.

- Doktorze, proszę mi powiedzieć, co się stało? Zupełnie nic nie pamiętam. Ta pielęgniarka mówiła coś o wypadku, o kasacji mojego auta. Wie Pan coś więcej?

- A tak, Susan wprowadziła Pana po części. Cóż, trzy dni temu miał Pan wypadek samochodowy na wyjazdówce z miasta. Fatalne zderzenie. Właściwie to cud, że obeszło się bez rozlewu Pana krwi. Świadkowie twierdzą, że zjechał Pan ze swojego pasa ruchu na przeciwny, wprost na czołówkę z vanem. Policja zabezpieczyła miejsce wypadku i znalazła to. Myślę, że to coś ważnego.

Doktor podał Kevinowi kopertę.

- Cóż, Panie Anderson. Susan podała Panu leki przeciwbólowe, powinny zadziałać. W razie czego, proszę mnie wołać. Zajrzę do Pana wieczorem, zgoda?

Henderson opuścił pokój i zamknął za sobą drzwi. Kevin spojrzał na kopertę, którą otrzymał i powoli ją otworzył. W środku była karteczka z napisem „ Wziąłem. Nakarmiony. Kolejne życzenie?”. Mężczyzna podrapał się po głowie. Nawet dla niego to wydawało się dziwne. Odłożył kartkę na szafeczkę stojącą obok łóżka i postanowił się przespać.

Minęły dwa tygodnie. Po licznych spotkaniach z psychologami, psychiatrami i innymi „–ami” Kevin został wypisany ze szpitala. Jego stan oceniono na stabilny, a pamięć przywrócono na tyle, żeby mógł żyć w miarę na podobnej stopie jak niegdyś. Owszem, początki zawsze bywają trudne, zwłaszcza po tak traumatycznych wydarzeniach, jakich był naocznym świadkiem. Jednak z dnia na dzień radził sobie coraz lepiej. Pewnego lipcowego wieczoru Kevin postanowił wybrać się na spacer. Pogoda była wręcz wyśmienita na długą, pieszą wyprawę po parku i spędzenie sam ze sobą dłuższej chwili. W zasadzie… Doskwierała mu samotność. Bronił się jak lew przed tą myślą, jednak bywały dni, kiedy chciałby się przytulić do kogoś i wypłakać. Chciałby wyjść do kina, na kolację, w towarzystwie kogoś. Kogoś, kogo tak cholernie potrzebował.

Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy wtem, przechadzając się po parkowej alejce, dostrzegł ją. Siedziała na ławeczce, skąpana w promieniach zachodzącego Słońca. Wyglądała niczym anioł, niczym kropla rosy na źdźble wysuszonej trawy. Kevin stanął jak wryty i zarumienił się. „Pieprzony romantyk…” uśmiechnął się pod nosem i nieco wolniejszym krokiem zbliżył się do kobiety. Jej blask onieśmielał go zupełnie. Jakby zbyt długo wpatrywał się w zbyt silne światło. Czuł dziwne ukłucie w żołądku, a ręce zaczęły się pocić. Nie odrywając wzorku od swojego obiektu westchnień wciąż dobierał w swej głowie poetyckie porównania jak i wychwalanie jej uroku gdy wtem, tuż przy tej nieszczęsnej ławce… Przewrócił się. Już upadając czuł, jak wstyd wylewa swe czerwone fale na jego twarz. Upadł, a szczerze wolałby się zapaść pod ziemię. Głęboko na tyle, by nikt go nie mógł dojrzeć. A zwłaszcza ta kobieta.

Dziewczyna spojrzała na Kevina i natychmiast odłożyła książkę, którą właśnie czytała. Podeszła do niego i spytała:

- Nic Panu nie jest?

- Yyy… Nie, to nic takiego. Po prostu potknąłem się o kamień. Wszystko w porządku, dziękuję.

Kevin czuł, że jest czerwony jak burak. Otrzepał swoje jeansy i spojrzał raz jeszcze na kobietę. W uszach wciąż szumiało mu dźwięczne „Nic Panu nie jest?”. Zupełnie jak głos z niebios. Bo przecież to musiał być anioł. I właśnie teraz nadarzyła się okazja, by go dotknąć. By przemóc nieśmiałość i chwycić swe przeznaczenie za rogi. Otworzył swe usta, jednak nie mógł wydobyć z siebie słowa. „Powiedz coś kretynie, no już!” skarcił siebie w duszy. Ta jednak uparcie milczała. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie przysłaniając swe usta dłonią.

- Nazywam się Helena. A Pan?

- Kev… ekhm. Kevin. Kevin Anderson. Miło mi Panią poznać.

- Och przestań, przejdźmy sobie na „Ty”, dobrze?

Czerwień. Gorąco. Mężczyzna czuł się jak w łaźni. Pot zalewał go od stóp do głów. „Czyżbym w końcu spotkał kogoś, z kim mógłby spędzić wspólnie swe życie? Nie no… Dopiero ją poznałeś, uspokój się i pociągnij rozmowę”. Kevin zwykle słuchał głosu sumienia, postanowił kuć żelazo, póki gorące.

- A tak. Oczywiście, Heleno. Dziękuję za pomoc. Cóż… czy mogę się przysiąść?

- Naturalnie, będzie mi bardzo miło.

Para usiadła na ławce i spojrzała na Słońce, które właśnie chyliło się za horyzont.

Mijały dni. Monotonia codzienności nie istniała. Kevin co rano budził się z myślą o Helenie i co wieczór zasypiał z jej obrazem pod swymi powiekami. Skutki wypadku zniknęły na dobre, a sam mężczyzna czuł się wspaniale jak nigdy. Jego uczucie do Heleny płonęło jak pochodnia, zresztą czuł, iż jest ono odwzajemnione. Spotykali się niemal codziennie. Chodzili do kawiarni, do kina, na długie spacery po plaży. Kevin zachowywał się przy niej jak nastolatek, chociaż ten okres miał już dawno za sobą. Nigdy nie czuł się szczęśliwszy. Zupełnie, jakby złapał Boga za nogi. W końcu spotykał się z prawdziwym aniołem. Kochał ją całym sercem, najszczerzej i najgoręcej jak tylko potrafił. Co prawda oficjalnie nie byli parą, ale czuł, że to TA jedyna. Uwielbiał w niej wszystko. Dosłownie. Jej uśmiech, śmiejące się oczy, jej łzy. Uwielbiał rozmawiać z nią i milczeć. To była miłość. Miłość tak wspaniała, tak piękna jak róża. Te kwiaty lubiła najbardziej. Czerwone róże. Kevin nie szczędził swoich funduszy na te przyjemności. Przy każdym spotkaniu wręczał jej wspaniałe róże. „Chciałbym, żeby Helena była tylko moja. Już na zawsze, do mego ostatniego tchnienia”.

Koperta. Bez adresata, bez znaczka, nic. Zwykła, szara koperta. Zupełnie jak ta, którą otrzymał od lekarza w szpitalu. Kevin obrócił kilka razy w dłoniach przesyłkę i wrócił do mieszkania. „Któż to może być?” pomyślał. Spojrzał na kalendarz. 15 sierpnia. To już druga taka przesyłka, oczywiście wliczając tę ze szpitala, którą otrzymał w ostatnim czasie. Otworzył ją i wyjął karteczkę. „Życzenie spełnione. Nakarm”. Te trzy słowa zupełnie odjęły mu mowy. „Co to ma znaczyć? Kim Ty jesteś?” zastanowił się Kevin. Zupełnie nie wiedział, jak do tego podejść. Może to tylko głupie żarty? Spojrzał na zegarek. Był prawie spóźniony na spotkanie z Heleną. Rzucił kopertę na stół i pospiesznie ubrał buty. W końcu do parku miał trochę drogi, a czas uciekał z sekundy na sekundę.

„Spóźniłem się… Cholera!” zaklął w duszy. Na umówionym miejscu, na ich ulubionej, parkowej ławce nie było nikogo. Ani śladu po Helenie. Kevin był załamany. „Jak mogłem być tak nieuważny?”. Spojrzał raz jeszcze na zegarek. 15 minut spóźnienia. Kwadrans, którego nie mógł sobie wybaczyć. To właśnie dziś, tego wieczoru, chciał się oświadczyć Helenie. Kochał ją ponad wszystko, chciał, by była jego żoną. Myślał o tym od kilku nocy. W końcu oświadczyny to nie byle co, musiał głęboko rozważyć swą decyzję. I właśnie ten kwadrans zepsuł mu plany. „Kurwa! Dlaczego akurat dziś?”. Mężczyzna zbliżył się do ławki, gdy wtem jego wzrok przykuła kartka przyczepiona pinezką do oparcia. Pospiesznie ją zerwał i zaczął czytać:

Niebawem oszaleję z miłości i radości do Ciebie.

Zamknij swe oczy podczas pocałunku.

Doprowadź mnie do szaleństwa swym zapachem,

Gdy budzisz się w nocy.

A ja wezwę obłąkaną miłość.

Chodź w moje ramiona, otulę Cię mrokiem.

I razem zostaniemy pochłonięci przez noc.

Spalmy się wspólnie w płomieniach uczucia,

Aż anioł zapłacze, a niebo uchyli swych wrót.

~ Helena

Kevin oniemiał. Znał ją, wiedział, że ma duszę romantyczki, ale tak odważnego wyznania się nie spodziewał. Rozejrzał się wokół siebie. Ciepły powiew wiatru przeczesał mu włosy i orzeźwił umysł. Postanowił rozejrzeć się po parku, jakby jakaś nieodparta siła kazała mu to zrobić. Przeczesać ten teren, w poszukiwaniu Heleny. Musiał to zrobić, jego pierścionek zaręczynowy musiał się znaleźć na jej palcu. Właśnie tego wieczora. Właśnie w tym parku.

Zobaczył ją. Stała sama, na wzgórzu między drzewami. Zachodzące Słońce nadawało jej niesamowity poblask. Kevin zbliżył się do kobiety, gdy wtem ona powiedziała:

~ Kocham Cię, Kevinie. Chciałam, żebyś był mój już na zawsze. I on mi to umożliwił. Spełnił moje życzenie.

Kobieta odwróciła się twarzą do Kevina. Z jej oczu sączyły się łzy. Mężczyzna stał jak wryty, słowa grzęzły mu w gardle, zdołał wydusić z siebie jedynie… „On?”

~ Tak, on. On spełnia nasze marzenia, Kevinie. Spełnił moje, a Ty nim jesteś. Jesteś wszystkim, czego zawsze pragnęłam. Widzisz… Spełniło się wiele moich życzeń, jednak przyszła pora, bym ja mu się zrewanżowała. Dotrzymała niepisanej umowy. Kocham Cię Kevinie, będę zawsze przy Tobie.

Kevin osłupiały wpatrywał się w załzawione oczy Heleny. Jego serce mówiło „zrób coś!” jednak rozum skutecznie hamował te zamiary. Kobieta odłożyła karteczkę, którą trzymała w rękach i ponownie przemówiła:

- Nie ma przypadków. Wszystko, dosłownie wszystko, jest z góry rozpisane. Dostajemy dar życia, jednak nie za darmo. Odpłacamy Mu się śmiercią. Za miłość płacimy łzami oraz cierpieniem. To tak, jakbyśmy mieli w swej głowie kawałki szkła w zamian za możliwość myślenia. Rozumiesz? Teraz przyszedł czas, abym ja zapłaciła mu za możliwość pokochania. Ciebie. I za wszystko inne.

Kevinowi popłynęły łzy. „Do czego… Dlaczego?”… Wciąż wpatrywał się w Helenę, gdy ta momentalnie stanęła w płomieniach. Sama z siebie. Zupełnie, jakby słabnące promienie Słońca paliły ją żywcem.

„ NIE!” krzyknął i rzucił się w kierunku kobiety. Ta jednak, niczym mgła, rozpłynęła się w powietrzu. Kevin widział tylko jej załzawione oczy, które płonęły żywym ogniem.

- Co tu się do cholery dzieje?!, wrzasnął.

„Jak to możliwe? Jasna cholera, jak to możliwe! Przecież ona tu stała, mówiła do mnie. Czy to mi się śni? Obudź się Kevin, wstawaj! Skończ ten pieprzony koszmar!”. Jednak to nie był sen. Mężczyzna stał na tym samym wzgórzu, z tym samym przerażeniem w oczach wpatrzony w to samo, spopielone miejsce. Helena… Ona… Odeszła. Podszedł do miejsca, w którym jeszcze przed chwilą stała jego ukochana. Ogniste języki wypaliły kawał trawnika tak samo skutecznie, jak jego wiarę w życie. Schylił się i podniósł karteczkę, którą zostawiła tuż przed… No właśnie, czym? Zniknięciem? Spaleniem? Kevin wciąż nie mógł dojść do siebie. Wokół niego panowała nieznośna cisza. Otoczenie, które doskonale znał. I znów w jego trzewia wdarło się to uczucie. Samotność…

Chłód wieczoru przebiegł mu po plecach. Ciarki na całym ciele wstrząsnęły na tyle, żeby się ocknął z letargu. Oniemienia. Kevin spojrzał na kartkę raz jeszcze, tym razem trzeźwym okiem i umysłem. Zdanie zapisane na niej było dość oczywiste. Zwłaszcza, iż Helena przedstawiła mu sytuację. „ Wziąłem. Nakarmiony.” To wszystko. Dwa słowa, które zniszczyły całe jego życie. Bez słowa porwał kartkę i wrócił do domu. Nawet nie zauważył, iż w jego pobliżu wyrosła piękna, czerwona róża.

Kevin wiedział co zrobić. Marzył wiele. Dostawał wszystko, czego zapragnął. Czekał tylko na tę ostatnią kopertę. „Wziąłem. Nakarmiony.” Często myślał o NIM. Kim on może być? Czy to sam Bóg? Nigdy nie dostał odpowiedzi. Teraz wiedział tyle, ile chciał wiedzieć. Życie nie składa się z przypadków. Na każdego z nas czeka plan spisany nieokreśloną ręką. Potrafimy marzyć i śnić, kochać i nienawidzić. Jesteśmy kowalami swojego losu, a przynajmniej tak nam się zdaje. Przynajmniej tak sobie wmawiamy. Boimy się czegoś, o czym nie mamy pojęcia. Boimy się ciemności, gdyż nie wiemy, co się w niej kryje. Boimy się śmierci, bo nie wiemy, kiedy po nas przyjdzie. Boimy się marzeń, bo nie wiemy, kto lub co je spełnia oraz w jaki sposób będzie chciał uzyskać zapłatę. Kevin dostał w końcu swą kopertę. Tym razem nie miał tyle szczęścia, ciężarówka wręcz zmiażdżyła jego czaszkę.

A Ty? Potrafisz marzyć?

On wziął, ja nakarmiłem. Kolejne życzenie?

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Ergh... Czy to nie powinno być straszne? Cokolwiek, zostawiam bez oceny. Czyżby ta pielęgniarka "Susan" była nawiązaniem do pielęgniarki z pasty "Jeff The Killer"? :> A skoro już mowa o tej paście z Jeffem, mam jej (mniej więcej) poprawioną wersję, wstawić ją? Proszę o odpowiedź ^^.
Odpowiedz
Hehe :P Dobre xD Koncert życzeń.. to ja chce laptopa :D
Odpowiedz
Wspaniałe :)
Odpowiedz
I to ma być straszne? To ma być creepypasta? To jest jakieś denne opowiadanie o miłości. Gdzie tu jest strach? Daje 2/10 bo końcówka chociaż dupna to przynajmniej z sensem
Odpowiedz
Wspaniale :)
Odpowiedz
Arsoom! 10/10!
Odpowiedz
Wytłumaczy ktoś? :D
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje