Przekaż wiadomość

Dodane przez: krzysiek91, 27.08.2015, 09:55
Reklama:
Ciężko jest uwierzyć w to wszystko, czym zaraz się podzielę. Opowiadałam tę historię swoim znajomym i rodzinie, a po zakończeniu wszyscy zgodnie twierdzili, że mieli ciarki na całym ciele. Uśmiech pojawiał się na ich twarzach, gdy mówiłam, że stało się to naprawdę – do tej pory nikt mi w to nie uwierzył.

Tego wieczora byłam w domu sama z psem. Ktoś go musiał przypilnować na czas wyjazdu rodziców na spotkanie do znajomych, a pech chciał, że sąsiedzi byli zajęci. Noc zapowiadała się spokojnie – siedziałam w fotelu, przykryta od dołu aż po nos ciepłym kocem, a w okno uderzał puchaty śnieg. Włączyłam telewizor, zamówiłam pizzę. Tylko tyle trzeba mi było do szczęścia po ciężkim przepracowanym tygodniu.

„Ehh, znowu reklama.” – pokręciłam nosem, gdy na ekranie pojawiły się radosne dzieci, wymieniające co chciałyby dostać na gwiazdkę. Korzystając z okazji, wyszłam do kuchni po więcej coli. Wracając, zadzwonił domowy telefon. „Kto o tej godzinie miałby dzwonić?” – powiedziałam do siebie, patrząc na zegarek.
- Tak, słucham? – odezwałam się do słuchawki, biorąc telefon i siadając w wygodnym legowisku.
- Ahhh, dobry wieczór! – usłyszałam łamiący się, ale miły głos staruszki po drugiej stronie. Coś przerywało, trzaski na linii były nie do wytrzymania – Kochaniutka, czy zastałam może Miecia?
- Niee, to jakaś pomyłka, tu nikt taki nie mieszka – odpowiedziałam, irytując się, że kobieta nawet się nie przedstawiła – Z kim mam przyjemność?
- Ojej. ale to niemożliwe, to na pewno ten numer. – zawahała się lekko, ignorując moje pytanie – Kochaniutka, jesteś pewna?
- Co to za pytanie, mieszkam tu od urodzenia. Niestety Pani nie pomogę, do usłyszenia – rzekłam sucho, kończąc połączenie.

„Starsi ludzie są tacy nieporadni. Trochę techniki i już się gubią” – mówiłam sobie w myślach, przerzucając kolejne kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Westchnęłam głośno, gdy po raz kolejny usłyszałam dzwonek telefonu, a na wyświetlaczu pojawił się ten sam numer.
- Tak, słucham.
- Och, kochanie! To znowu Ty? Jestem przekonana, że tym razem wpisałam poprawny numer. O mój Boże, Mieciu musi z nerwów umierać, że od tak dawna do niego nie dzwoniłam. Skarbie, próbuję się dodzwonić pod numer. – staruszka zaczęła powoli dyktować ciąg cyfr.
- Nie, proszę Pani – przerwałam jej w połowie recytacji – Mój domowy numer jest całkiem inny. To jest pomyłka – powtórzyłam się, odkładając słuchawkę.

Staruszka wydawała się bardzo zmartwiona, no ale co ja mogłam zrobić? Nie moja wina, że nie umie obsługiwać telefonu. Było już dosyć późno, więc schowałam resztę pizzy do lodówki, uprzątnęłam salon i wyłączyłam telewizor. Już miałam gasić światło i pójść do swojego pokoju, gdy telefon zadzwonił po raz trzeci. Oczywiście ten sam numer.
- Proszę Pani – stanowczo rozpoczęłam rozmowę – Nie mieszka tu żaden Miecio, wybrała Pani zły numer i TO JEST POMYŁKA.
- Oj Kochaniutka, nie wiem, co się dzieje.. – mówiła staruszka, wyraźnie zasmucona, kaszląc co jakiś czas – Chyba przekierowują mnie do Ciebie, za każdym razem. Możesz coś dla mnie zrobić? Przekazałabyś wiadomość do mojego męża? Na pewno strasznie się denerwuje.
- Jest późno, a ja jestem zmęczona i właśnie udaję się do łóżka.
- Kochanieńka – głos staruszki coraz bardziej się łamał, wydawało mi się, jakby zaraz miała się rozpłakać – bardzo Cię proszę. To dla mnie bardzo ważne. Tak długo z nim nie rozmawiałam.
- A może by zadzwonić do kogoś innego? Ja Pani w ogóle nie znam! Kim Pani w ogóle jest? – wybuchłam, nie lubiłam, gdy ktoś „zmuszał” mnie do czegoś, czego nie chciałam robić.
- Skarbie, to tylko krótka wiadomość. Nie mogę się do niego dodzwonić, pewnie umiera z niecierpliwości. Zajmie to Tobie dosłownie trzydzieści sekund! – przekonywała mnie staruszka. Ona również powoli wychodziła z siebie. W trosce o jej nerwy w końcu zgodziłam się.
- No dobrze, niech Pani poda ten numer. – powiedziałam, szukając czegoś do pisania – I co mam mu przekazać?
- Och Złociutka, dziękuję Ci! Numer to. – jąkając się, wyrecytowała dziewięć cyfr – Przekaż Mieciowi, żeby się o swoją Grażkę nie martwił i że niedługo wrócę! To wszystko. DZIĘKUJĘ. – ostatnie słowo zostało wypowiedziane, jakby kobieta po drugiej stronie odchodziła szybko od słuchawki i zdążyła powiedzieć tylko tyle.

Połączenie zostało przerwane. Zważając na to, że godzina była dosyć późna, rozważałam zadzwonienie pod wskazany numer rano. „Teraz by pewnie nikt nie odebrał” – argumentowałam swoje myślenie. Jednak coś mi mówiło, że powinnam to zrobić jak najszybciej, że nie zasnę, póki tego nie zrobię. Postanowiłam mieć to już za sobą. Wzięłam zapisaną kartkę do ręki i wstukiwałam kolejne cyfry. Jest sygnał.

- Halo? Kto mówi? – odezwał się zaspany męski głos.
- Dobry wieczór Panu. Malwina z tej strony. Nie znam Pana osobiście, Pan mnie również. Telefonowała do mnie przed chwilą Pani Grażka. Próbowała się dodzwonić na ten numer, ale za każdym razem połączenie trafiało do mnie. Dzwonię, żeby przekazać wiadomość dla Pana Mieczysława, żeby się o swoją żonę nie martwił i że niedługo do niego wróci – powiedziałam, co miałam do powiedzenia. Czekałam kilka sekund na jakąś reakcję mężczyzny, który odebrał telefon, a usłyszałam jedynie zduszony szloch – Halo? Jest tam Pan?

- To bardzo nieodpowiednie, co Pani robi. Wstydzić się za tak niesmaczny żart to mało – odezwał się w końcu, ciężko oddychając – Rok minął od czasu, jak Grażyna, moja mama, zginęła w wypadku. Tata teraz śpi, ale nawet myślę go budzić z takiego powodu.
- To nie jest żart! – próbowałam się bronić – Przed chwilą jakaś starsza Pani dzwoniła do mnie, kazała zadzwonić pod ten numer i powiedzieć jakiemuś Mieciowi „żeby o swoją Grążkę się nie martwił i że niedługo do niego wróci”! – wyrecytowałam z pośpiechem.

Znowu cisza w słuchawce.

- Przecież to niemożliwe. to już tyle czasu, jutro będzie rocznica. Tylko najbliżsi wiedzieli, mama mówiła do taty i odwrotnie. a rodzina na pewno nie wymyśliłaby takiego głupiego żartu – mówił cicho mężczyzna – Nie wiem, co o tym myśleć.
- Ja nic więcej nie wiem, zostałam poproszona o przysługę i to wszystko. Dobranoc – nie widziałam sensu w dalszej rozmowie, także odłożyłam telefon.
Jak można racjonalnie wyjaśnić takie zdarzenie? Głupi żart? A może przywiązanie Pani Grażyny do swojego męża było/jest aż tak silne?

Tej nocy nie zmrużyłam oka.
Źródło: Prawdziwa sytuacja, zasłyszana od koleżanki + nieco fikcji literackiej
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!