Show

Dodane przez: kier, 7.11.2016, 16:22
Reklama:
„Choć to szaleństwo, jest w nim przecie metoda.”

- Już? Wszyscy gotowi? No, to zaczynamy.

Niemal wszyscy obywatele Świata A obserwowali życie Mary Anderson od początku do końca. W końcu, odkąd skończyła lat 20, wiodła je szczęśliwie w blasku reflektorów, piękna, wiecznie uśmiechnięta i idealna. Przez cały czas odprowadzały ją spojrzenia to niedowierzające, to pełne podziwu, to wręcz pogardliwe czy zazdrosne, jednak ona ignorowała otaczających ją szaraków z elegancką obojętnością. Miała swój świat, swoje kamery, swoją satysfakcję.
I swoją złotą suknię, żywcem wyciągniętą z pokazów mody. Dnia dziesiątego trwającego Okresu Pracy ubrana była w kreację w kolorze matowego złota, od pasa w górę wykonaną z gęstej siateczki, spod której widać było lśniący metalicznie top. Zwiewna spódnica odsłaniała niewygodne, szare obcasy do kolan, skóra kobiety natomiast pomalowana była na delikatną, połyskującą biel. Rzęsy wystawały poza rondo kapelusza, wplątanego w dziwacznie zaplecione, ufarbowane na siwo włosy.
Obecnie stała wysoko w górze, na podeście, tuż przed niewiarygodnie wysokim wybiegiem. Kamery nadawały wszystko na ogromnych ekranach, w dole kłębił się zafascynowany tłum, odpoczywający od swoich mniej lub bardziej przyjemnych prac. Z samego przodu wyraźnie schorowana kobieta chichotała, wachlując się z emocji animowaną ulotką.
- Ta to ma tupet, ta to ma tupet – mamrotała.


- To niewiarygodne, jak wiele jest w stanie osiągnąć człowiek. - powiedział Simon, elegancko ubrany mężczyzna, do swojej towarzyszki. - Popatrz tylko, jak rozwinęła się cywilizacja!
- Tak, to imponujące! - zgodziła się entuzjastycznie kobieta, spoglądając na metropolię z okna eleganckiego apartamentu. Następnie ponownie zwróciła wzrok na Simona.
- Ludzie to nieomal bogowie! - kontynuował. - My już nie walczymy o przetrwanie, obecnie my naprawdę podejmujemy decyzje! To świat dostosowuje się do nas, czyż to nie cudowne?
- Tak!
- Popatrz tylko, jak wiele wad tego świata, a także wad nas samych jako gatunku, wyeliminowaliśmy. To, co uważaliśmy za nieodzowne, okazało się wcale takim nie być. Chociażby choroby psychiczne, zbrodnie, siedem grzechów głównych! Problemy tego świata tkwią nigdzie indziej, jak w naszej głowie! Mimo to, poprzez rozwój medycyny i nauki, udało nam się je rozwiązać, udało nam się je wyeliminować! CZY TO NIE JEST CUDOWNE?
- TAK, TO JEST CHOLERNIE CUDOWNE!


Mary Anderson, stojąc na platformie, rozmawiała przez chwilę z odpowiednimi przedstawicielami rządu, następnie podpisała pewien dokument. Posłała widzom uśmiech białych zębów.
Właśnie mieli na własne oczy zobaczyć chwilę ważniejszą od ślubu.
Anderson skinęła im dłonią, po czym podeszły do niej dwie pielęgniarki z umęczonymi minami. Złapały ją za ramię, po czym zrobiły zastrzyk. Mary uśmiechnęła się błogo.


- Cięcie! Co oznaczają te krzyki? - odezwał się reżyser. Jego głos niósł się po wynajętym apartamencie nadnaturalnie głośno, dzięki wszczepionemu regulatorowi głosu.
- Mówiłem, że lepiej nie współpracować z osobami, które odmówiły poprawek. - parsknął Simon.
- Ludzie tak dawnej nie mówili! - krzyknęła kobieta, nosząca imię Lea. - Przecież to brzmi jak rażąco typowy spot reklamowy. Nieustannie „Czyż to nie cudowne, czyż to nie cudowne?”. Słuchajcie, ludzie, właśnie siedzę ze znajomą w luksusowym apartamencie i zamiast dać się wymasować mojej inteligentnej wannie, wolę z chorym uśmiechem wrzeszczeć o tym, jak to się ludzkość pozmieniała! Faktycznie, na pewno to kupią!
- Gniew. - oznajmił beznamiętnie Simon. - Właśnie tak funkcjonują nieulepszeni archaiści. Zatem jakich zmian żądasz?
- Cholera jasna. Wal się. Ulepszony człowiek przyszłości nie nakręci spotu dla ludzi przeszłości, oni się najwyżej wystraszą! Trzeba było zatrudnić samych takich jak ja. Teraz to chyba sami będziemy sobie musieli radzić z tym niżem demograficznym, oni tu nie przyjadą. Uwaga, wszyscy, teraz się rozbieramy i pieprzymy najbliższego przedstawiciela płci przeciwnej. Staaaart!
- Nie umiecie pracować ze sobą nawzajem. - oznajmił reżyser spokojnie.


Mary najpierw szła dosyć normalnie, potem w pewnym momencie wybuchnęła szaleńczym śmiechem.
- Heeeeej! - zawołała, machając do ludzi w dole, po czym znów się roześmiała.
Obserwowano ją na kamerach z mniejszym i większym zainteresowaniem.
Kobieta zaczęła skakać, wymachując do tłumu.
- Wyglądacie idiotycznie tam w dole! - krzyknęła. - U góry jest świetnie, ożywczy wiaterek i w ogóle! Ooo tak, całe życie może tak wyglądać!
Ściągnęła buty, rzuciła je w dół.
- Aaaale piękny lot, no proszę państwa! - wykrzyknęła i ruszyła truchtem po wybiegu. - Ha, przebieżka dla zdrowia. Zdrowo, co?
Anderson przez jakiś czas tańczyła i skakała po wybiegu, zapewniając, że nie żałuje podjętej decyzji, oraz krzycząc o tym, jak jest piękna, jacy wszyscy są piękni, i jak jest cudownie. Wyglądała tak idealnie, tak radośnie, tak niepoczytalne. Miała naprawdę dopracowana kreację.
Po około godzinie zwolniła i uspokoiła się. Tłum pod wybiegiem zgęstniał, czekając na wielki finał.
Wreszcie nadszedł. Anderson położyła się powoli na wysokiej ścieżce.
- Było pięknie. Będę dobrze wspominać te chwile. - mruknęła, jakby do siebie, ale czułe mikrofony uchwyciły wszystko.
Po czym umarła.


- Może wspomnimy o kupowaniu Endorfiny? - zaproponował Simon. - Może to wystarczająco trafi do tych ludzi. Przecież to jest świetne – kupowanie szczęścia.
- Wspomnimy również o tym - odpowiedziała kwaśno Lea – Że jest ograniczone? Że rząd nim handluje, że nasze mózgi dawno temu oduczyły się je wytwarzać? Że możesz żyć 80 lat w stanie permanentnego lekkiego załamania, albo wytracić wszystko od razu, następnie prosząc o eutanazję? Że z twojej śmierci zrobią show?
- Więc to ich nie zachęci? - zapytał Simon.
Oceń:
2
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!