Terapia cz.3

Dodane przez: poltergeist, 5.06.2013, 14:26
Reklama:
po śmierci do nieba lub piekła. Spędzimy bezkres wieczności w jednym z tych dwóch równoległych światów, nie znając strachu przeciwko czasowi i siłach natury. Co jeżeli jednak po śmierci wcielimy się w kolejne ciało? Lub materię zwierzęcą bądź roślinną? Co jeżeli okaże się, że gdy umrzemy, zakopią nas pod ziemią i już nigdy więcej nie ujrzymy tego świata? Będziemy utuleni w wiecznym śnie dopóki materia tego świata nie rozpadnie się w proch? Co pan o tym myśli doktorze?—Jak już mówiłem Mateuszu, trzeba mieć otwarty umysł. Co się by stało gdyby się okazało, że cały nasz świat, życie na ziemi i nasza rozmowa była tylko akcją książki? Bylibyśmy skazani na łaskę autora.- po chwili usłyszałem donośny śmiech zza szyby Sali- właśnie za to pana lubię dr. Pałęcki. Za otwartość umysłu. Proszę już iść, niech pan odpocznie czeka pana męcząca noc.- znów nie wiedziałem co powiedzieć. Czyżby Mateusz wiedział o moich problemach z koszmarami? Starałem się nie okazywać żadnych uczuć. Nie chciałem zdradzić swojego strachu za każdym razem, kiedy wyjawia te aspekty życia o których zupełnię nie mówię. Był albo świetnym psychologiem albo prorokiem. W każdym razie zabrałem się wprost do biura. Odłożyłem papiery z dzisiejszych badań na stół i czym prędzej poszedłem do Ostrowskiego. Zapukałem, nikt mi jednak nie odpowiedział. Drzwi były otwarte. Wszedłem do środka. W kącie siedział Kazimiesz blady jak trup.- Kazik, co się stało?- przez chwilę nic nie opdowiedział, tylko patrzył się w ścianę- Nigdy więcej- wyszeptał, poczym wstał i wyszedł. Nie mogłem go zatrzymać. Pobiegł do windy. Na piętrze pytałem się jeszcze czy nikt nie zastał Ostrowskiego, lecz wszyscy byli zbyt zajęci. Nie wiedziałem co w tej chwili zrobić. Dałem znać Parzęckiemu. Cała ta sprawa i zachowanie doświadczonego dr. Ostrowskiego nie miało sensu. Po skończonej zmianie zabrałem się samochodem do domu. Byłem wykończony po rozmowie z Mateuszem i całą tą sytuacją w szpitalu. Bez namysłu położyłem się spać.
Mrok. Znów czerń spowijała mnie dookoła. Nagle stanąłem w korytarzu szpitala. Słyszałem głos Ostrowskiego. Wzywał pomocy. Droga przez zamglony, mroczny korytarz kołysał się to w lewo to w prawo. Głos przerażonego Kazimierza zdawał się co raz wyraźniejszy. W końcu widziałem sylwetkę unoszącą się w powietrzu. Dr. Ostrowski wisiał na stryczku na środku ciemnego korytarza. Jego twarz była tak samo blada jak ostatnim razem kiedy go widziałem. Wymawiał do mnie słowa których nie byłem w stanie usłyszeć, nagle z jego gardła wydobył się potworny krzyk cierpienia i bólu.
Godzina trzecia nad ranem, palenie w gardle. Otworzyłem oczy. Po chwili usłyszałem dźwięk dzwoniącego telefonu. Dzwonił ordynator- Krystian?- - Tak doktorze, czemu dzwoni pan tak wcześnie?- - Zdarzył się wypadek, chodzi o dr. Ostrowskiego. Jest tu już policja, zdołasz przyjechać jak najszybciej?—Tak, zaraz tam będę.- Domyślałem się, że moja nocna mara nie była zwykłym snem. Przerażony ubrałem się czym prędzej i pojechałem do kliniki.


.... ciąg dalszy nastąpi....;)
Źródło: moje własne
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!