Gitara Pięciostrunowa

Dodane przez: sundowner, 31.12.2012, 04:37
Reklama:
Był już późny wieczór, kiedy Elijah nareszcie skończył wnosić swoje rzeczy do nowego domu. To była jego ostatnia szansa, potrzebował nowego środowiska, aby odzyskać wenę. "Dałem ci już zbyt wiele szans! Twoje badziewie się nie sprzedaje! Daj mi jakąś dobrą piosenkę albo wylatujesz!" - grzmiał jego producent podczas ostatniej rozmowy. Elijah okrutnie nienawidził tego człowieka, ale niestety musiał zmienić swój styl na korzyść wyników sprzedaży, jeśli chciał mieć dach nad głową. Elijah urodził się w czasach, kiedy muzycy doceniani byli za talent, ale czasy się zmieniły i był zmuszony babrać się w tym, jak to nazwał, "komercyjnym gównie". Często łapał się na tym, że włączał radio w poszukiwaniu inspiracji, ale zaraz tracił wiarę po tym, jak przypomniał sobie czego ludzi słuchają.

- Nie będę robił takiego syfu, nie zgadzam się! - burczał sam do siebie, ale po uspokojeniu się i przemyśleniu tego na chłodno, niechętnie znów włączył radio i wrócił do swoich obowiązków. Elijah wkręcił się w ten biznes z nadzieją, ze jego kreatywność i ekspresja samego siebie pozwolą mu zabłysnąć, ale po latach w trasie z zespołem i w końcu jego rozwiązaniu z braku funduszy, teraz był zmuszony do pisania piosenek dla nowych, młodszych kapel. Elijah gardził "nowym pokoleniem", bo kompletnie brakowało im kreatywności i talentu muzycznego, które to cechy początkowo pchnęły go po sławę. Kazać komuś innemu napisać dla ciebie piosenkę, to był wielki wstyd w jego czasach, ale teraz wydawało się to być na porządku dziennym. Biznes muzyczny stał się ohydną bestią, tak uważał, ale teraz już w tym siedział i nie mógł się zatrzymać.

Po godzinach ciężkiej roboty, Elijah padł na kanapę, wykończony i zdemotywowany. Jego mięśnie bolały i pulsowały przy każdym ruchu. Po kilku minutach leniwego myślenia, Elijah podniósł się na nogi, aby zwiedzić swój nowy dom. Przez jego napięty grafik nie miał nawet cienia szansy na obejrzenie domu przed zakupem, ale producent obiecywał, że dom jest niesamowity, a poprzedni właściciel, tak jak i on, był piosenkopisarzem i miał tu nawet własne studio nagraniowe.

Czerwone ściany tworzyły korytarz. Zakurzone kształty zaśmiecały ściany, ze czego musiało wynikać, że wisiały tu plakaty i obrazy poprzedniego właściciela. Gwoździe wciąż wystawały z pustych miejsc. Było jasne, że wszystko zostało ściągnięte w pośpiechu. Dom był większy, niż Elijah to sobie wyobrażał (biorąc pod uwagę to za co myślał, że płaci) i był nawet większy w środku, niż wydawał się z zewnątrz. Gdy tak szedł długimi korytarzami, natrafił na duży, imponujący hall, gdzie znajdowały się stalowe kręte schody prowadzące do piwnicy. Elijah domyślił się, że to tam musi być studio. Żądny widoku miejsca, w którym będzie spędzał większość swojego czasu, pognał w kierunku schodów. Kiedy dotarł do celu, spojrzał z niedowierzaniem, jak daleko w dół prowadziły schody.

— Jego studio musi być głęboko pod ziemią! — domyślił się.

Elijah zaczął się zastanawiać jak poprzedni właściciel mógł po prostu odpuścić sobie takie mieszkanie. To był najcudowniejszy dom, jaki kiedykolwiek widział i nie mógł sobie wyobrazić dlaczego ktoś chciałby się stąd wyprowadzić. Producent powiedział, że facet "zniknął". Policja wyjaśniła bez wątpliwości, że nie było włamania ani śladów walki, więc zakłada się, że koleś się wyprowadził zostawiając mieszkanie. Czemu, Elijah nie miał najmniejszego pojęcia, ale nie miał zamiaru narzekać. Ostrożnie szedł w dół zimnych schodów, trzymając się poręczy, gdy schodził w mrok. Stal była gładka i mocna, ani jednego zadrapania albo wibracji podczas jego wędrówki

Gdy dotarł na sam dół, nie widział praktycznie nic, gdyż światło z hallu tutaj już nie sięgało. Po kilku sekundach szukania po omacku natrafił na włącznik światła i czym prędzej go przełączył. Było to małe, wyizolowane pomieszczenie, był tam tylko czerwone drzwi naprzeciw niego. Złowrogi dreszcz przebiegł po jego kręgosłupie, ale szybko wziął się w garść i ruszył w kierunku klamki. Drzwi zdawały się go zapraszać na swój sposób, ta myśl pulsowała w jego głowie nawet dłużej, niż sam był tego świadomy. Z pomieszczenia dobiegły go ciche dźwięki; piękne, rozbrzmiewające echem dźwięki. Był to dźwięki, które musiały pochodzić z jakiegoś instrumentu strunowego.

— Pewnie ktoś zostawił włączone radio — pomyślał, by za chwilę uzmysłowić sobie, że nie słyszał w radiu czegoś tak pięknego chyba od 10 lat. Owładnięty żądzą poznania źródła dźwięku ruszył pewniej w stronę drzwi. Czekała na niego złota, błyszcząca klamka, powoli ją nacisnął. Nagle wpadło mu do głowy, że ktoś mógł być w środku i grać na tym instrumencie, a on wtargnął do środka jak zwierzę.

To było najlepiej wykończone i wyposażone studio, jakie kiedykolwiek widział. Najdroższe mikrofony, stoły, komputery. Goście od przeprowadzek musieli pominąć ten pokój. Inaczej wszystko by zabrali. Elijah obliczył, że sprzęt tutaj musi być warty dziesiątki tysięcy dolarów.

Po chwili zadumy i podziwu szybko przypomniał sobie po co tu przyszedł i był zaskoczony tym, że muzyka ustała. Pokój był pusty.

— Człowieku, chyba ci odbija... — skarcił siebie w myślach, po czym ruszył w kierunku sprzętu. Ku jego zaskoczeniu, w studiu nadal odbywało się nagranie, jak gdyby poprzedni właściciel po prostu wstał i wyszedł, zostawiając wszystko włączone. Elijah obracał się wśród wyposażenia studyjnego z niebywałym profesjonalizmem, lata doświadczenia pozwoliły mu opanować setki guzików i przełączników. Wyłączył nagrywanie. Zdecydował, że później pokręci się tu więcej i spróbuje się dowiedzieć dlaczego poprzedni właściciel tak szybko się wyprowadził, ale w tym samym momencie coś innego przykuło jego uwagę, całkowicie wybijając go z toku myślenia.

Biała, lśniąca gitara, wciąż podłączona, leżąca na podłodze obok przewróconego taboretu. Elijah szybko podszedł przyjrzeć się dokładniej. Wykonanie było niebywałe i mimo, że gitara wyglądała jak te produkowane 50 lat temu, to progi był całkowicie nowe, a struny nie nosiły śladów użytkowania. Podczas tych oględzin szybko zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak. Był tak zahipnotyzowany jej wyglądem, że nie zauważył, że brakuje jej struny! Tylko 5 strun, ostatnia B. Co ciekawsze, gitara była zaprojektowana na 6 strun, bo miała jeden wolny klucz.

— Dlaczego ktoś zadał sobie trud stworzenia tak wspaniałej gitary, a nie zainstalował ostatniej struny? — Zadał sobie również pytanie, dlaczego poprzedni właściciel grał na takiej niekompletnej gitarze? Ponadto gitara wyraźnie zaliczyła niejeden upadek, a mimo to była w idealnym stanie.

Elijah, wciąż wysnuwając nowe pytania, chwycił gitarę. Gdy jego ręka chwytała za gryf, gitara zdawała się błyszczeć nawet bardziej, jak gdyby tylko czekała, aż ktoś ją chwyci i na niej zagra. Nagle, zanim jej dotknął, jego kieszeń zaczęła wibrować. Wyciągnął swój telefon.

— Świetnie, znów ten dupek — wzruszył ramionami i odebrał. Zasięg był tragiczny, więc wyszedł z pomieszczenia i skierował się na schody.
— No i co ci powiedziałem, stary? Miałem rację, czy miałem rację? Wiem, że studio jest trochę małe, ale powinno ci wystarczyć! — krzyczał do słuchawki producent. Ten człowiek chyba zawsze krzyczał kiedykolwiek otwierał usta, jakby nie widział jak głośno mówi. Elijah nie miał pojęcia co miał na myśli Bob mówiąc "małe", bo studio było o wiele większe, niż jego poprzednie, ale nie wyprowadzał go z błędu.
— Jest świetne… jest… jest niesamowite, prawdę mówiąc. Miałeś rację, jak zawsze — przyznał niechętnie, wzdychając sam do siebie.
— Wiele od ciebie oczekuję, E. Nie zawiedź mnie!
— Nie martw się, niedługo będę miał dla ciebie kilka piosenek.
— W porządku, stary… wiesz… Ja rozumiem, jak się czujesz — powiedział z nutką sztucznej empatii. — Jednak musisz zrozumieć, że czasy się zmieniają i jeśli nie popłyniesz z nurtem, to zostaniesz w tyle!

"Ma tupet mówiąc o »płynięciu z nurtem«, podczas gdy sam mówi, jakby żył w ubiegłym stuleciu" — pomyślał Elijah.

— Tak Bob, wiem. W każdym razie jeszcze nie skończyłem się wypakowywać, pogadamy później, ok?
— Jasna sprawa, E. Narka.

Elijah niecierpliwie włożył telefon do kieszeni. Bolały go już plecy i chciał się położyć. Gitara będzie musiała poczekać do jutra. Nie rozstawił jeszcze łóżka, więc dzisiaj przenocuje na kanapie.

Elijah nie spał zbyt dobrze. Nie mógł przestać myśleć o gitarze. Dźwięki, które słyszał zanim otworzył drzwi dudniły w jego snach. Nagle zerwał się z kanapy. Była 5:00 rano, a słońce jeszcze nie wzeszło. Mimo to Elijah nie mógł dłużej zmuszać się do snu, więc wstał. Szedł s stronę spiralnych schodów, zanim w ogóle wiedział co robi. Ku jego zaskoczeniu dźwięki, które rozbrzmiewały w jego głowie, można było teraz usłyszeć w całym domu. I znów dochodziły zza czerwonych drzwi. Tym razem nie miał zamiaru zwlekać. Pognał schodami w dół i szybko otworzył drzwi. Bez rozglądania się, niezwłocznie poszedł po gitarę.

Wciąż tu była, a muzyka znów przestała grać. Szybko sięgnął po gitarę, ale zatrzymał się tuż przed kontaktem z nią. Nie wiedział dlaczego, ale coś w środku mówiło mu, żeby jej nie dotykał. Z tą gitarą było coś nie tak, ogólnie ze wszystkim tutaj. Wciąż nagrywające studio, taboret na podłodze, gitara leżąca na podłodze tak lśniąca, a przecież musiała tak leżeć od kilku tygodni, brakująca struna - nic nie miało sensu. Cóż, nie dowie się o co chodzi póki tego nie sprawdzi, przełknął ślinę i chwycił za gitarę...

Nie stało się nic. Nic, co mógłby zauważyć. Gitara, teraz w jego rękach, wydawała się stracić ten blask, który miała leżąc na podłodze. Ciepły, gładki gryf idealnie leżał w dłoni. Postawił taboret i usiadł, przygotowując się do zagrania. Rozpoczął grać szarpiąc strunę E jako pierwszą. Gitara była perfekcyjnie nastrojona i mimo, że brakowało tej ostatniej struny, to były to najpiękniejsze dźwięki, jakie kiedykolwiek słyszał.

W tym samym momencie zauważył, że gitara brzmiała dokładnie tak samo, jak to, co słyszał całą noc. Było to tak czyste i piękne, że nie zdał sobie sprawy, że to gitara. Sądził, ze muszą to być dźwięki jakiejś harfy, ale ku jego zdumieniu tak idealne dźwięki wydawała ta gitara. Otrząsając się z zadumy, szybko wstał i rozejrzał się po pokoju.

— GDZIE JESTEŚ? WYCHODŹ! — zażądał. Ktoś musiał przecież na niej wcześniej grać, był tak pochłonięty chwilą, że kompletnie o tym nie pomyślał. Szybko przeszukał studio, obmacując ściany w poszukiwaniu ukrytych drzwi lub zapadni.

Po kilku minutach zawziętych poszukiwań nie znalazł niczego. "Czy to mogło być nagranie?" — pomyślał i wrócił do poprzedniego pomieszczenia sprawdzić sprzęt. Wszystko było wyłączone tak jak zostawił to wczoraj. Nic nie nagrywało, nic nie odtwarzało… nic. Cała ta sytuacja była bardzo dziwna, ale Elijah szybko przypomniał sobie o gitarze i natychmiast wrócił po swoją nagrodę. Zafascynowany znów usiadł do grania i wczuł się w gitarę. Brak pierwszej struny wciąż wydawał mu się dziwny, ale niesamowite dźwięki wszystkich pozostałych nadrabiały. Rozpoczął grę po kolei przechodząc przez cały repertuar swoich ulubionych klasyków. Led Zeppelin nigdy nie brzmiał tak świetnie. Jak się wkrótce przekonał, takie nastrojenie gitary było idealne dla każdego gatunku muzycznego. Wszystko brzmiało lepiej.

— To po prostu nieprawdopodobne! — wykrzyknął.

Tuziny możliwości przemknęły przez jego głowę. "To może być to, czego mi trzeba" — pełen był pozytywnych myśli. "To jest absolutnie fantastyczne. Nie obchodzi mnie jakiego gówna ludzie słuchają w dzisiejszych czasach, nie ma opcji, żeby tego nie kupili."

Ostrożnie odstawił gitarę na stojak i przeszedł do pomieszczenia obok wstawić nagrywanie. "Wracamy do gry" — pomyślał i zaczął robić to, co kochał.

Po kilku godzinach nagrywania, był przekonany, że ma świetny materiał, którym może pochwalić się producentowi.

— Bob, to ci się spodoba. Jeśli tylko możesz, wpadnij tu najszybciej, jak się da!
— Jasne, będę niedługo.

Bob przybył następnego dnia, zirytowany. Nie był zbyt szczęśliwy, że musiał ruszyć dupę i tu przyjechać, ale był ciekaw, czy Elijah wciąż daje radę. Jego koszula nie była włożona w spodnie garnituru, a w jego ręce ciągle był. Jeśli to nie przejdzie, Elijah wyleci z roboty. Nie martwił się o to, bo nie był w stanie wyobrazić sobie, jak ktoś mógłby nie pokochać dźwięków tej gitary. To była jego sekretna broń. Elijah zaprowadził Boba do salonu, gdzie został zainstalowany system nagłośnienia surround.

— Spodoba ci się to, gwarantuję — zapewniał.
— Lepiej, żeby tak było — odparł swoim zrzędliwym głosem. Najwyraźniej nie był w nastroju do udawania zadowolenia. Elijah podpiął swój odtwarzacz mp3 do wzmacniacza i odtworzył wczorajsze nagranie. Czyste dźwięki gitary rozbrzmiały z głośników. Bob natychmiast wykazał zainteresowanie.
— Co… co to jest? To gitara? Jak wydobyłeś z niej takie dźwięki?
— To coś, nad czym pracowałem od dawna — skłamał Elijah.
— No cóż, nie wierzę, że to mówię, ale to jest dobre. Nawet świetne. Tylko tak dalej, a szybko wbijesz się na szczyt. Zadzwonię do zespołu od ra-
— Czekaj! — Elijah powstrzymał go nagle. — W zasadzie myślałem o nagraniu albumu solo.
— E, już o tym rozmawialiśmy, jesteś-
— Wiem Bob, ale tym razem, to będzie hit, obiecuję.
— Nie podoba mi się to… ale jeśli będziesz nagrywał coś takiego… Chyba mogę dać ci jeszcze jedną szansę.
— O panie, nie pożałujesz tego! — krzyknął z radością.
— No dobra, ale pod warunkiem, że będziesz się trzymał nowego stylu. Zapomnij o tym badziewiu, które robiłeś wcześniej.

Elijah zdusił w sobie głęboki gniew, zignorował ten docinek.

— Jasne... pewnie, oczywiście. Masz moje słowo.
— A teraz wybacz, mam kilka spraw do załatwienia. Pogadamy wkrótce. — Bob wyszedł bez słowa.

Elijah był pełen podekscytowania. Nie był tak szczęśliwy od czasu swojego pierwszego kontraktu. "W końcu, kolejna szansa. Wracam do gry… wszystkie światła będą skierowane na mnie”. Napędzany tą myślą natychmiast udał się do studia nagrywać dalej.

Po drodze przypomniało mu się, że przecież nie zwiedził jeszcze całego domu! Miał takiego fioła na punkcie gitary i nagrywania, że kompletnie o tym zapomniał. Szedł czerwonymi korytarzami w część domu, której jeszcze nie widział. Na końcu korytarza ujrzał kolejne drzwi. "NASTĘPNA sypialnia?" — pomyślał. Otworzył drzwi, ale natrafił na coś, czego się nie spodziewał: studio nagraniowe. Z tym, że to było puste. Tego pomieszczenia nie ominęli. Było małe i ciasne, szybko doszedł do wniosku, że to musi być to studio, o którym mówił Bob. Nie mógł zrozumieć, dlaczego w domu były dwa studia. Co ciekawsze, jak ekipa od przeprowadzek mogła ominąć to większe na dole i dlaczego Bob nic o nim nie wiedział? Poprzedni właściciel również działał pod skrzydłami Boba, więc musieli się spotkać w studiu. Dlaczego więc nie wspominał o tym drugim? No i dlaczego poprzedni właściciel korzystał z tego ciasnego studia, podczas gdy na dole miał lepsze?

Nagle muzyka z pomieszczenia rozbrzmiała delikatnie w korytarzach. Elijah był już poważnie zaniepokojony. Po raz kolejny, zanim w ogóle o tym pomyślał, szedł już do studia na dole. Zanim zorientował się co robi, stał już pod czerwonymi drzwiami. Tym razem otworzył je po cichu - miał nadzieję zobaczyć choćby przez moment co się tam dzieje. Mimo starań, dźwięk ustał gdy tylko otworzył drzwi. Gitara wciąż tam była, tym razem błyszczała mocniej, niż wcześniej. Bez wahania zbliżył się do instrumentu. Chętnie ją wziął i zaczął grać. Pomysły napływały same, ilekroć miał ją w rękach, pomysły, o których wcześniej nawet by nie pomyślał.

"To działa, jak magnes na pomysły!” — stwierdził. Gdy tak grał zdał sobie sprawę, że nie miał żadnych pomysłów. Po prostu… grał. Jego palce poruszały się po progach z niebywałą skutecznością, a piosenki zdawały się wypływać ze strun, jakby to nie jego palce je poruszały! Natychmiast odrzucił gitarę w niedowierzaniu, upadła ze złowrogim łomotem. Uświadomił sobie, co zrobił i czym prędzej chciał ocenić szkody. Ku jego zdumieniu, gitarze nic się nie stało. Ani jednej rysy. Coś tu było bardzo nie w porządku, a jego instynkt zaczął przemawiać przez miłość do instrumentu.

Odsunął się, nie spuszczając z niej wzroku nadal się cofając. Blask wydawał się nasilać, jakby wiedziała, że została porzucona. Elijah psychiczną więź ze strunami, jakby był z nimi połączony, a teraz ta więź miała się zerwać. Opanowany nagłą potrzebą przetrwania, odwrócił się i wybiegł czym prędzej z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Przypomniał sobie nagranie, natychmiast przejrzał historię aby sprawdzić, co nagrywał poprzedni właściciel. Gdy przewijał nagrania dzień po dniu, zaczął tracić nadzieję, że coś mu to da, ale odskoczył od konsoli, gdy skrzeczące i zniekształcone brzmienia rozległy się w głośnikach. Koszmarne wrzaski z nagrania powoli milkły zagłuszone potwornie zniekształconymi dźwiękami. Elijah był przerażony i natychmiast to wyłączył. Co przeraziło go jeszcze bardziej to to, że zaczęła grać muzyka z instrumentu. Widział struny gitary przez szybę, drgały same, pełne pewności, jakby nic ich nie obchodziło. Elijah już wiedział, co się działo.

Elijah wyleciał ze studia, kompletnie zszokowany. Nuty dobiegały z pomieszczenia, gdy wbiegał na schody. Im był dalej, tym głośniejsze był one. Dźwięk stał się bardziej zniekształcony, bardziej… zły. Główne akordy stały się mniej ważnymi, kojący dźwięk stał się mroczny i zimny. Perfekcyjne melodie stracił harmonię i stały się nierozróżnialne. Elijah już wiedział, że z tym instrumentem dzieje się coś złego i nadal chciał się dowiedzieć co.

Elijah chwycił laptopa i zaczął poszukiwać informacji o zniknięciu poprzedniego właściciela. Szukał coraz dalej, chciał znaleźć cokolwiek, co mogłoby wyjaśnić jego nieobecność i możliwe powiązanie z gitarą. Poprzedni właściciel nazywał się Bryan Reynolds, a jego przypadek nie był wyjątkiem. Nazwisko wydawało się znajome, jakby słyszał o nim wcześniej. Elijah szybko znalazł powiązane artykuły: podobne zniknięcia. Muzyka ze studia stawała się tym głośniejsza, im więcej wiedział Elijah. Cztery różne przypadki, wszystkie łączyły te same cechy. Najbardziej niepokojące było to, że oni wszyscy byli muzykami.

— Tak, tak… Znam go. Świetny muzyk — powiedział sam do siebie. Mężczyzna nazywał się Gabriel Morales, taki los spotkał go przed Bryanem, potem kobieta, Delilah Williams, przed Moralesem. Elijah nie był do końca pewny, ale coś mu się w tych imionach nie podobało. Następny był Adrian Johnson. Gitara stała się głośniejsza, bardziej drapieżna. To, co było niegdyś prostą melodią, teraz było waleniem w struny, złośliwie przeszywając jego umysł. Głowa zaczęła mu pulsować, gdy poznał ostatnie nazwisko: Evelyn Myers. Elijah uświadomił sobie wtedy, co było z nimi nie tak…

Nagle silny wiatr przeleciał po domu, zrzucając laptopa z biurka i przewracając Elijah na podłogę. Oszołomiony i ranny, z trudem wstał na nogi, ale wiatr wiał teraz mocniej. Miotało jego ciało po domu, jak szmacianą lalką. Szybko zauważył, że nie był pchany, a raczej ciągnięty. Ciągnięty w dół spiralnych schodów. Uderzał o każdy schodek, tracąc przytomność za każdym razem. Jego ciało wbiło się w drzwi z taką siłą, że z drewna zostały drzazgi. Elijah złapał za framugę, walcząc o życie. Jego ciała wydawało się rozciągać, gdy stawiał opór. Gitara praktycznie rozsadzała mu bębenki. Nagle fragment, którego się trzymał, odłamał się i poleciał w stronę pięciostrunowej gitary.

---

Bob ostrożnie otworzył drzwi. Elijah nie odpowiadał na jego telefony od dwóch dni i zaczął się bać, że coś się stało. Zauważył, że wszystko w domu wyglądało dokładnie tak jak podczas jego poprzedniej wizyty. Koło drzwi stały nieotwarte pudła, a dom był zasadniczo opustoszały.

— E! E, gdzie jesteś? — krzyczał w całym domu. Chodząc po domu, zauważył schody. Zdawało mu się, że słyszał cichą muzykę z dołu. Schodził, stare schody trzeszczały i zgrzytały. Na dole było ciemno, na ścianie wymacał włącznik światła i czym prędzej go użył.

Pokój był ślepym zaułkiem. Bob spojrzał na ścianę, przywitał go osobliwy widok…

Stała tam oparta o ścianę biała, piękna, sześciostrunowa gitara.

Tłumaczenie: Sundowner
Źródło: Creepypasta Wiki
Źródło: http://paranoiac.pl/creepypasta/gitara-pieciostrunowa/
Oceń:
59
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!