Nikt Cię Nie Potrzebuje

Dodane przez: sundowner, 9.05.2013, 09:30
Reklama:
Seria: "Nikt Cię Nie Chce. Nikt Cię Nie Potrzebuje. Nikt Cię Nie Kocha."

Część 1 - http://straszne-historie.pl/story/2449

Nie spodziewałam się, że ktokolwiek uwierzy w śliniącego się potwora, który pociął moje ręce, ale też nie spodziewałam się, że kogokolwiek będzie to obchodziło. Cięcia nie były zbyt głębokie, więc po prostu postanowiłam ukryć je pod długimi rękawami i bandażami, a potem nadal żyć w strachu. Wyszło jednak na to, że nie doceniłam mojej matki.

Pomimo zasłaniających rękawów jakimś cudem zauważyła, co jest grane podczas krótkiej i spędzonej w milczeniu kolacji, noc po ataku. Zapukała do drzwi i spytała, co zrobiłam z rękami.

- Nic. - powiedziałam. Rozważałam powiedzenie jej prawdy, ale była zbyt niewiarygodna i wiem, ze wyglądało to, jakbym pocięła się sama. Chciałam powiedzieć, ze to jakiś człowiek mnie zaatakował, ale co za człowiek ma tak ostry język?

Mama weszła do pokoju, stanęła na bambusowej macie.

- Kochanie... - powiedziała, jej głos przepełniało szczere współczucie, którego nie słyszałam już od lat. - Zauważyłam, że ostatnio zachowujesz się inaczej, ale wmawiałam sobie, że to tylko nastoletni bunt... Przepraszam. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak moje kłótnie z twoim ojcem musiały na ciebie wpłynąć. Powinnam poświęcać ci więcej uwagi - zanosiła się łzami.
- Nie szkodzi - powiedziałam. Usiadła obok mnie na moim łóżku i objęła mnie. Nasza rodzina raczej nie należy to tych okazujących sobie czułości; ostatni raz przytuliła mnie na pogrzebie dziadka trzy lata temu. Mimo to ja również przytuliłam się do niej. Nienawidzę, gdy jest smutna.

Mówiła o małżeństwie z ojcem, a później obiecała, ze wszystko się ułoży. Powiedziała coś w stylu, że nie chce, abym skończyła jak jej ojciec, przez co chciała powiedzieć, jak się domyśliłam, "martwa". W kółko powtarzała "Znajdziemy ci pomoc". Następnego dnia umówiła mnie na wizytę u psychiatry w przyszłym tygodniu.

Sama wizyta była nawet ciekawa. Pani doktor, kobieta w średnim wieku z wschodnioeuropejskim akcentem, zadawała mi wiele pytań i przez większość czasu byłam zupełnie szczera - powiedziałam jej, że piłam, że zawaliłam szkołę, spała dużo za dnia, bo nie mogłam zasnąć w nocy. Powiedziałam jej także, że nie myślę już o samobójstwie, że rzuciłam picia w ubiegłym tygodniu, wróciłam na zajęcia i nawet trochę lepiej sypiam - ale nigdy nie wspomniałam o strachu, któy mnie do tego zmotywował, światła i zamki, które sprawdzałam kilkukrotnie co noc, zanim położyłam się spać, albo koszmary, które wybudzały mnie co kilka godzin.

Potem zapytała mnie o cięcia. Kiedy się to zaczęło? Powiedziałam, że to był jeden, jedyny raz. Czemu to zrobiłam? Nie miałam na to odpowiedzi, więc tylko wzruszyłam ramionami. Mogę zobaczyć blizny?

Podwinęłam rękawy i pokazałam jej bandaże. Zdjęłam je kilka razy przed kąpielą, ale na sam ich widok robiło mi się niedobrze. Pani doktor spojrzała na mnie oczekująco, więc odwinęłam opatrunek na lewej ręce.

Blizny były świeże.

I było ich więcej.

Gapiłam się w niedowierzaniu na swoje rany, podczas gdy psychiatra napisała coś w kartce, po czym dała mi instrukcję na temat "zdrowych" aktywności, które zastąpią mi cięcie się.

- Możesz mi obiecać, że nie zrobisz tego ponownie? - zapytała.

Spojrzałam na nią.

Czy to coś znów przyszło w nocy? Zdjęło bandaże i pocięło mnie jeszcze bardziej? Może po prostu goiły się powoli, może mi się coś pomyliło i zawsze miałam tak wiele blizn. Nie, nie... Te pierwsze już zanikły, zagoiły się... Nowe natomiast nie. Jak mogłam tego nie zauważyć? Spałam? Jak dostało się do środka? Czemu mnie to spotkało? Każdej nocy robiłam wszystko, by tego uniknąć. I nie pomogło. Nowe blizny powstały nie dalej, jak dwa dni temu.

Czy mogę obiecać, że więcej tego nie zrobię?

- Nie - odpowiedziałam.

---

Szpitalny oddział psychiatryczny - skrzydło dla "nastolatków z zaburzeniami" - był nawet fajny. Rodzice razem przyjechali mnie tu odstawić i, co najlepsze, nie kłócili się. Poznałam załogę, wysłuchałam zasad, współpracowałam. Zanim się ze wszystkim ogarnęłam było już po 22:00. Poszłam prosto do swojego nowego pokoju.

Moja współlokatorka zajmowała już łóżko przy drzwiach, więc mi zostało to przy oknie, na którym ległam. Na ściany padało niewiele światła; jednak wystarczająco dla mnie, abym wszystko widziała. Może tutaj będę bezpieczna. Może to coś nie zaatakuje mnie tutaj. Może. Bałam się, ale chciało mi się spać. Zamknęłam oczy.

Drzwi się otworzyły.

Usiadłam, w pełni gotowa do ataku, serce mi waliło. Pielęgniarz stojący w drzwiach spojrzał na mnie i powiedział:

- Nie martw się, robię tylko obchód. Co kwadrans.

Uspokoiłam się. Ucieszyła mnie ta wiadomość. Nawet jeśli demon by przyszedł, to będę sama najwyżej przez 15 minut.

- Potrzebujesz czegoś? Dać ci coś na sen?

Potrząsnęłam głową.

- W porządku. Dobranoc. - powiedział i odszedł, zamykając za sobą drzwi.

Serce nadal szybko mi biło, ale położyłam się. Już miałam zasnąć, gdy:

- Cześć.

Moja współlokatorka. Usiadłam i zwróciłam w jej kierunku. Siedziała na swoim łóżku, twarzą w moją stronę, patrząc na mnie nieobecnym wzrokiem. Była w podobnym wieku, jej włosy były ciemne i przetłuszczone, miała ogromną bliznę na szyi.

- Cześć - powiedziałam ostrożnie, lekko machając.

Jej oczy zwróciły się na moją rękę, która była niezasłonięta.

- Ty to zrobiłaś? - zapytała.

Pomyślałam: jebać to. I tak jestem już w psychiatryku; co gorszego może się stać?

- Nie - powiedziałam.

W jej oczach pojawił się błysk, spojrzenia utraciło swoją nieobecność.

- Poważnie mówisz? - zapytała.
- Tak. Nie zrobiłam sobie tego.

Wskazała na bliznę na swojej szyi i powiedziała:

- Ja sobie tego też nie zrobiłam.

Spojrzałam na nią.

- Myślą, że to ja. Myślą, że wbiłam sobie nóż w gardło.

Jej wzrok nabrał takiej intensywności, że musiałam przerwać kontakt wzrokowy.

- Chcesz wiedzieć, co naprawdę się stało? - zapytała. Kiwnęłam głową. - To sprawka demona. Demon przyszedł wyssać moją krew. - Cisza. - Wierzysz mi?

Znów na nią spojrzałam. Dwa tygodnie temu bym jej nie uwierzyła. Pomyślałabym, że jest pierdolnięta, że znajduje się tam, gdzie być powinna.

Jak mogłabym mieć teraz wątpliwości?

- Wierzę.
- To dobrze - powiedziała, a jej oczy zwróciły się w kierunku okna za mną. - Bo on tu jest.

Część 3 - http://straszne-historie.pl/story/2474

---

Tłumaczenie: Lestatt Gaara
Autor: antalgic @ Reddit NoSleep

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.
Źródło: http://paranoir.pl/
Oceń:
14
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!